Wydanie bieżące

15 września 18 (354) / 2018

Marzena Boniecka,

O MILCZENIU PRZEDWOJENNEJ POLSKI (KAMIL JANICKI: 'EPOKA MILCZENIA')

A A A
Brzmi znajomo

Trudno, czytając książkę „Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić” Kamila Janickiego (historyka, publicysty), uniknąć dość oczywistych, a przez to bardziej oburzających, skojarzeń z obecną rzeczywistością. Im głębiej w lekturę, tym bardziej przekonujemy się, że „epoka milczenia” nadal w niektórych kwestiach całkiem nieźle się miewa. Wciąż przecież istnieją obszary życia spowite w Polsce społeczną ciszą. Wciąż częściej się wstydzimy, niż otwarcie i mądrze rozmawiamy. I tak aż do momentu, kiedy media ujawnią kolejne przypadki gwałtów czy pedofilii. A wtedy? Cóż, bywa różnie, stąd akcje przypominające o tym, że to nie ofiara ponosi winę. Tak mniej więcej, w dużym skrócie i uproszczeniu, z czego zdaję sobie sprawę, jest teraz. A jak było? O tym książka Janickiego. Na początek dwa cytaty – pytania/wnioski autora wyciągnięte na podstawie badanych i przywoływanych przez niego materiałów. Brzmią ostro, mocno, ale trudno ich unikać: „Czy kobietę da się zgwałcić?” (s. 26), „Po prostu Polska była krajem, w którym gwałty się nie zdarzały” (s. 36). Brzmi dziwnie znajomo?

Idźmy dalej. Janicki czyta fragmenty przedwojennych gazet, protokołów sądowych i policyjnych, a także przywołuje tezy profesorów prawa, lekarzy sądowych tamtych czasów – padają nazwiska: Paweł Horoszowski, Wiktor Grzywo-Dąbrowski. Zebrany przez autora materiał źródłowy jest naprawdę obszerny, ale należy traktować go nie jako dowód sam w sobie, a jeśli już, to raczej jako materiał potwierdzający istnienie pewnych (społecznych) mechanizmów. Jakich? Najpierw jeszcze krótkie fragmenty książki: „Jeśli kobieta się broni, lecz warunki są sprzyjające dla mężczyzny, ma on przed sobą dużo czasu, znajduje się przez czas dłuższy sam na sam z kobietą, może się zdarzyć, że siły fizyczne kobiety wyczerpią się i gwałt zostanie dokonany” (z przywołanego przez autora „Zarysu medycyny sądowej”, s. 28), dalej czytamy, że „[obdukcji zgwałconej kobiety – uzup. M.B] często dokonuje ich znawca w nieodpowiednim miejscu, na przykład w kancelarii sędziego, przy złym oświetleniu, a nadto badanie utrudnione jest oporem ze strony badanej (…) i częstym zanieczyszczeniem jej sromu” (s. 42). Chodzi o wykluczenie, milczenie i wyparcie.

To było już znaczenie wcześniej

„Epoka milczenia” Kamila Janickiego to kolejna książka autora po m.in. „Pierwszych damach II Rzeczpospolitej”, „Żelaznych damach”, „Epoce hipokryzji” czy „Damach ze skazą”. Najnowsza wydana została nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont i miała premierę w maju 2018 roku. Książka dzieli się na sześć rozdziałów, wśród których znaleźć możemy teksty (podrozdziały) dotyczące gwałtów, stalkingu, molestowania oraz omówienie kazirodztwa czy nekrofilii. Wszystko, mimo szerokiej różnorodności tematycznej, spójnie przedstawione. I choć zbiór tych wypowiedzi, komentarzy, opisywanych przypadków jest „interesujący” (o ile można w ogóle użyć w tym kontekście takiego słowa), to nie to wydaje mi się najbardziej wartościowe w „Epoce milczenia”. Jako najciekawszy jawi się, mniej lub bardziej zza głównej narracji, wizerunek przedwojennego dziennikarstwa. Analizowane przez Janickiego wszechpanujące szyderstwo, ironia, koloryzowanie i fabularyzowanie przez prasę sytuacji molestowania, wykorzystywania seksualnego. Wreszcie: pisanie „pod publiczkę” i dla skandalu, brak chęci wzbudzania społecznej debaty. Według Janickiego prasa dwudziestolecia międzywojennego – tytuły typu: „Ilustrowana Republika”, „Ekspres Wieczorny Ilustrowany” czy „Amorek” – odegrała znaczącą rolę w kształtowaniu moralności ówczesnego społeczeństwa.

Owszem, trudno się z tym nie zgodzić, ale mimo wszystko brakuje mi w książce wyraźnego kontrapunktu, czyli postaw i działalności, które próbowałyby ten stan rzeczy zmienić. Od czasu do czasu autor przywołuje postać Ireny Krzywickiej, ale to według mnie za mało. I o ile rozumiem taki „zabieg” (chodzi przecież o to, żeby pokazać jak najciemniejszą stronę), to o tyle momentami brakowało mi czegoś więcej, poza powtarzającymi się zdaniami o karkołomności prawa, przedmiotowym traktowaniu kobiet czy o mieszczańskim zakłamaniu. Innymi słowy, bardziej rozbudowanych (i jednak nie tak jednostronnych) wniosków, czegoś w rodzaju podsumowania i próby przedstawienia konsekwencji istnienia epoki milczenia. Choć, wiadomo, te czytelniczka/czytelnik są w stanie sami sobie wydedukować na podstawie materiałów omawianych przez Janickiego. Znaczna większość z nich okazuje się wstrząsająca, ale wszystkie czyta się ciekawie, z dużym zainteresowaniem – sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle? Ale to już zupełnie osobna kwestia, która wymagałaby szerszej analizy pewnych literackich mechanizmów wprzęgniętych w pisanie o cierpieniu.

W każdym razie w książce Janickiego przykładów przemilczeń seksualnej przemocy w XX wieku znajdziemy sporo. Dzięki temu wyraźnie można zobaczyć, że milczenie (jednostkowe, społeczne) to inaczej danie przyzwolenia na zastaną rzeczywistość. To narzędzie przemocy. Przy czym warte podkreślenia jest to, że autor w swojej publikacji przytacza najróżniejsze przykłady seksualnych dewiacji. Pisze o gwałtach kobiet na mężczyznach, gwałtach homoseksualnych, wykorzystywaniu nieletnich czy przypadkach nekrofilii. Na szczególną uwagę zasługują rozdziały poświęcone dwóm zjawiskom z początków dwudziestolecia: stalkingowi i mobbingowi. I tu, jak słusznie pisze Janicki, samo zjawisko wyprzedza własną definicję. Mogłoby się bowiem wydawać, że to problem całkiem niedawny, efekt czasów nam współczesnych – a jednak nie. O czym świadczy między innymi przedstawiona przez autora historia wspomnianej już przeze mnie Krzywickiej, która miała własnego prześladowcę. Czytamy na przykład: „Szantaże, pogróżki i insynuacje powtarzające się o każdej porze dnia czy nocy. »Kto tego nie przeżył, nie wie, do jakiego szału mogą doprowadzić tego rodzaju bezustanne telefony« – podkreślała Krzywicka we wspomnieniach wydanych u schyłku życia. (…) Nękanie tylko się nasiliło. Obcy mężczyzna groził, że porwie małego synka Krzywickiej. Przesłał jej nawet do domu… trumnę” (s. 116).

Na koniec

Janicki w „Epoce milczenia” usiłuje rozprawić się również z niektórymi schematami myślowymi, jak chociażby pisząc o wspominanych gwałtach kobiet na mężczyznach. Ale wspomina też o powszechnie panującym w tamtym czasie przekonaniu, że gwałty zdarzały się najczęściej wśród biedoty, na peryferiach i obrzeżach miast, z wykluczeniem wyższych sfer, mieszczaństwa. „Co innego jest na wsi [do roboty]. Cóż mają tam robić młodzi ludzie?” (s. 57) – cytuje autor słowa adwokata w sprawie o gwałt dokonany na wiejskiej dziewczynie. Tym czasem rzeczywistość okazuje się zupełnie inna, choć statystyki, o których pisze Janicki, były zakłamane lub kompletnie niepełne. Autor ma tego świadomość, stara się jednak każdy przypadek przedstawić jako opis danej sytuacji, a nie interpretację czyjejś winy czy niewinności (wspomina o tym w nocie autorskiej). Jednak patrząc na sposób, w jaki autor zadaje pytania, puentuje daną historię, można mieć wątpliwości, czy tak jest do końca. Z drugiej strony – trudno tego „nachylenia” uniknąć w pisaniu o cudzej krzywdzie. I chyba tak należy podejść do sprawy.
Kamil Janicki: „Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”. Wydawnictwo Znak Horyzont. Kraków 2018.