Wydanie bieżące

1 października 19 (355) / 2018

Wojciech Rusinek,

HIPNOTYCZNA MOC XIX WIEKU (EWA PACZOSKA: 'LEKCJE UWAŻNOŚCI')

A A A
Pamiętają Państwo „ości”, powieść Ignacego Karpowicza z 2013 roku? Jej bohaterka, Ninel (wzorowana na Kindze Dunin), w jednym z pierwszych rozdziałów staje przed swoją bibliotekę, z której spadła książka: „Upadły tom okazał się »Stoma latami samotności« Márqueza – jakież to tandetne, stwierdziła. Tytuł brzmi jak niedotrzymana obietnica, pomyślała. Lub wyrok w zawieszeniu. To zabawne, uznała, wstając z fotela, że na moich oczach sypie się z górnych półek historia literatury. Odstawiła książkę na miejsce. Na półkę z realizmem magicznym. Każda fascynacja i każde wzruszenie znajdują swój czas i swój kres. »Sto lat samotności trafiło« (…) na wysoką półkę, po którą się już nie sięga, nie w wieku Ninel, dwudziestym pierwszym. Jeszcze wyżej stali Dostojewski i Conrad, niemal w komplecie. Pisarze odpowiadający na pytania, których już nie ma. Trzeba, postanowiła, zdać te książki na makulaturę albo poczekać, aż martwe pytania ożyją (…)” (Karpowicz 2013: 73-74). Ninel, odrzucając Dostojewskiego i Conrada, na prawach synekdochy przekreśla w zasadzie całą modernistyczną literaturę II połowy XIX wieku i początku wieku kolejnego, literaturę wielkich pytań, „przeklętych problemów” i nieposkromionych ambicji artystycznych. W błyskotliwej grze słów „najwyższa półka” wskazuje na najwyższą jakość, ale także (w domowych bibliotekach) miejsce dla książek najrzadziej czytanych, które już za chwilę staną się, jak w powieści Karpowicza, makulaturą. Zastosowany w „ościach” koncept trafnie odzwierciedla sytuację dzieł kanonicznych, lokowanych na najwyższych stopniach hierarchii artystycznej ze względu na wagę zadawanych pytań i jakość estetyczną, a jednocześnie nieczytanych, zamkniętych w utartych formułach interpretacyjnych, oddalających się tym samym od pytań naszych czasów.

Nie czułbym się dobrze, przeglądając bibliotekę Ninel. Na moich regałach trwa od jakiegoś czasu odwrotny ruch, na „najwyższe półki” coraz częściej trafiają te książki, którym poświęcałem uwagę w początkach krytycznoliterackiej aktywności i które wydawały się mi się kiedyś, ze względu na swoją aktualność, jedynymi wartymi zainteresowania (proza postmodernistyczna i nowa polska proza wchodząca w „uścisk z teraźniejszością”), zaś na centralne regały wracają w nowych wydaniach „pisarze odpowiadający na pytania, których już nie ma”. Złośliwie można by powiedzieć, że to starość. Będę się jednak bronił: „dziewiętnastowieczność” wydaje mi się od jakiegoś czasu kluczem do naszej współczesności i właśnie dlatego wracam – nie sam oczywiście, bo głównie dzięki znakomitym pracom badaczek i badaczy literatury – do romantyzmu, pozytywizmu i modernizmu.

Zastanawiam się, skąd ta ciągła nośność dawnych tekstów? Być może dzieje się tak dlatego, że proza dzisiejsza rzadziej odważa się zapuszczać w rejony tradycyjnie rozumianej psychologii powieściowej, nieustannie podkreślając wagę diagnoz społecznych, gdy tymczasem przełom XIX i XX wieku proponował drogą odwrotną, owocującą ciekawszymi propozycjami artystycznymi i bliższą doświadczeniu. Ten powrót do prozy sprzed ponad wieku nie ma jednak w moim wypadku „intelektualnego” charakteru, nie jest motywowany, jakkolwiek to zabrzmi, jakimś społecznym zobowiązaniem „przywracania klasyki” czy „kultywowania tradycji” (formuły, których bardzo nie lubię; potwierdzają one jedynie, jak martwe stało się dzieło) albo imperatywem politycznym (konserwatywnym) czy poznawczym (powiązanym chociażby z uniwersyteckim programem badań). Jeżeli literatura XIX i początku XX wieku nie jest póki co martwa, to tylko dlatego, że – jestem o tym przekonany – niektóre z jej propozycji mają nadal zaskakującą moc przyciągania i hipnotyzowania autorów i autorek esejów literaturoznawczych. Jak inaczej wytłumaczyć na przykład te nieustanne powroty do „Lalki” przy jednoczesnym niemal całkowitym pomijaniu pozostałej części dorobku Bolesława Prusa? Ja też nie potrafię się uwolnić od „Lalki”, ale jestem spokojniejszy, że to nie tylko „miłość z rozsądku” (bo skazany jestem na ciągłe omawianie/kochanie niektórych dzieł ze względu na program szkolny), kiedy w moje ręce trafia kolejna rozprawa potwierdzająca obsesyjne przywiązanie innych autorów do tej powieści (albo do „Dziadów”, „Jądra ciemności” i kilku jeszcze tytułów).

Zapisuję te uwagi na marginesie zbioru studiów literaturoznawczych „Lekcje uważności. Moderniści i realizm” Ewy Paczoskiej, książki uwidaczniającej wszystkie opisane wyżej kwestie. Najpierw jednak kilka słów o założeniach przyświecających tej publikacji wyłożonych we „Wprowadzeniu”. Wyeksponowana w podtytule kategoria realizmu jest oczywistym, ale chyba nieodzownym punktem zaczepienia każdej akademickiej lektury prozy przełomu XIX i XX wieku. Wokół realizmu i powieści jako gatunku, jak przekonuje badaczka, ogniskują się najważniejsze zagadnienia poznawcze, psychologiczne i społeczne poruszane przez prozę pozytywistyczną i modernistyczną, z tym że bardziej zasadne jest raczej – przekonuje Paczoska – mówienie o „realizmach”. Takie „pomnożenie” pojęcia pozwala przesunąć granicę pisarstwa realistycznego w kierunku wieku XX i najciekawszych dzieł eksperymentalnej prozy modernistycznej (ufundowanych na imperatywie realistycznym, acz już nie w duchu pozytywistycznego rozumienia mimesis), co jest dziś – po ożywionej refleksji nad modernizmem w trakcie minionych dwóch, trzech dekad – powszechnie przyjmowanym faktem.

Paczoska idzie jednak krok dalej i, co wydaje mi się warte podkreślenia i oryginalne, wyznacza początek modernizmu w polskiej prozie na lata 70. XIX wieku, w kręgu prozy modernistycznej umieszczając już „Lalkę”! „Analizowana tu odmiana nowoczesnego realizmu – pisze w kontekście tej powieści – byłaby zatem trochę zapoznanym ogniwem dziejów dwudziestowiecznej powieści” (s. 99). Nie wchodząc dokładnie w argumentację badaczki – bo teza ta nie pojawia się tylko w streszczanym tu wstępie do książki, ale zostaje konsekwentnie rozwinięta w kolejnych rozdziałach – warto podkreślić, że jest to bardzo przekonujące spostrzeżenie. Z dylematem usytuowania formacyjnego „Lalki” zmagam się nieustannie, omawiając dzieło podczas lekcji dla licealistów: jak udowodnić pozytywistyczne i realistyczne cechy powieści, która na dobrą sprawę ani już nie reprezentuje klasycznego realizmu, ani też nie wpisuje się w wąskie ramy scjentystycznego pozytywizmu (inną kwestią pozostaje, po co w ogóle tę argumentację przeprowadzać, ale to temat na inny esej). Fundamentem metodologicznym, który pozwala Paczoskiej zacierać granicę między prozą formacji i epok traktowanych zwykle rozłącznie, jest kwestia tytułowa – uważność. Odwołując się do spostrzeżeń Jonathana Crary’ego, autorka za kluczowy problem prozy końca XIX i początku XX wieku uznaje rozproszenie/skupienie uwagi, będące wynikiem przemian społeczno-gospodarczych (rozwój kapitalizmu) i prowadzące do kryzysu podmiotowości i tym samym – kryzysu sztuki. Intrygująco w tym kontekście brzmi myśl, że coraz większy nacisk na eksperyment artystyczny w prozie modernistycznej jest właśnie reakcją na globalne rozproszenie uwagi człowieka wieku XIX, czy ściślej – metodą przykuwania rozproszonego spojrzenia, a tym samym sposobem ocalania podmiotowości wobec narastającego chaosu (doznań, aktywności, niepokoju). Uwagi te rymują się ze znanymi formułami definiującymi sztukę modernistyczną, chociażby z kategorią „kryzysu tradycyjnej władzy wzroku” Martina Jaya, Paczoska nadaje im jednak nowy, sugestywny odcień, szczególnie w kontekście polskiej historii literatury.

„Wprowadzenie” do „Lekcji uważności” stawia oryginalne tezy dotyczące spraw periodyzacyjno-formacyjnych, pewne wątpliwości mogą się jednak pojawić podczas lektury właściwej części publikacji. Proszę wybaczyć mało obiektywną perspektywę, ale staram się czytać ten tom przede wszystkim jako książkę eseistyczną, nie jako publikację naukową związaną z życiem uniwersyteckim i mającą wartość jedynie dla zawodowych badaczy. Paczoska podzieliła „Lekcje uważności” na dwie części. Pierwsza – „Testowanie granic”, niemal w całości poświęcona jest „Lalce” i jej kontekstom, druga – „Poszerzanie obszaru”, innym twórcom i luźno powiązanym zagadnieniom (m.in. język halucynacji w prozie modernistycznej, Karol Irzykowski jako „późny pozytywista”, Virginia Woolf czytająca Jane Austin, Wielka Wojna jako temat polskiej literatury), wreszcie na koniec, w „Aneksie”, przeczytać możemy dwa eseje o „chłopskiej epopei” Marii Konopnickiej i tetralogii huculskiej Stanisława Vincenza.

Ten porządek sprawia jednak, że książka z rozdziału na rozdział traci swój interpretacyjny rozmach: od oryginalnych i śmiałych interpretacji (jak zestawienie „Lalki” i „Amerykanina” Henry’ego Jamesa, o czym poniżej) przechodzimy do spraw nieraz marginalnych, ciekawostek literaturoznawczych czy kulturowych, które, choć interesujące (jak historia rozwoju i końca popularności panoram malarskich), nie układają się w spójny wykład problemowy i nie poszerzają perspektywy badawczej o ujęcia fundamentalne. Co ciekawe, umieszczone w „Aneksie” teksty wydają się mieć więcej wspólnego z esejami otwierającymi tom (w końcu pytanie o epopeiczność jest pytaniem o realizm i struktury poznawcze!) niż z rozważaniami z części II, mimo to eseistyczny rozmach charakterystyczny dla początkowych rozważań nie zostaje już w „Lekcjach uważności” przywrócony. Czy odpowiada za to wrażenie przede wszystkim moje zachłyśnięcie się „Lalką”, czy jest to właściwość wpisana w koncepcję książki Paczoskiej? Waham się przed ostatecznym rozstrzygnięciem, wydaje mi się jednak, że układ „Lekcji uważności” potwierdza to, że wielkie dzieła dają nieustannie pretekst do nowych odczytań, większość jednak książek przynależy do swego czasu tak ściśle, że powrót do nich możliwy jest już tylko w wąskim obiegu specjalistów danego zagadnienia.

Skupmy się zatem na najciekawszych fragmentach „Lekcji uważności”. Uwerturą do refleksji nad „Lalką” Paczoska uczyniła esej o mało znanym opowiadaniu Bolesława Prusa „Pod szychtami”, w którym odkrywa autotematyczny potencjał pisarstwa autora „Faraona”. Odnajduje je przede wszystkim w zastosowanych w obrazku metaforach łatania/tkania/fastrygowania („Rozłażące się szwy tkaniny stają się szwami tekstu składającego się z odrębnych fragmentów połączonych bez trudu dającą się zauważyć fastygą” [s. 26]). Interpretacja ta pozwala Paczoskiej skojarzyć refleksję Prusa z „Sartorem Resartusem” Thomasa Cyrlyle’a, książką przez autora „Lalki” czytaną i cenioną, oraz ze spostrzeżeniami Hipolita Taine’a na temat realizmu, i odkryć w jego pisarstwie inną niż mimetyczna koncepcję realizmu. Prus w tym ujęciu nie tyle odtwarza (niemal fotograficznie) obiektywną rzeczywistość, co raczej rejestruje jej głęboką strukturę („zobaczyć zarówno to, co jest, jak i to, czego nie ma” [s. 41]), próbuje wniknąć w to, co niewidoczne, ukryte zwłaszcza w zjawiskach niepozornych, przy uwzględnieniu zmiennej perspektywy obserwatora. Tym samym byłby Prus w zasadzie modernistą, bo przecież zarysowana wyżej perspektywa poznawcza ma już więcej wspólnego z prozą wieku XX niż z dobrodusznie rozumianym realizmem.

Ciekawe jest także wspomniane zestawienie „Lalki” i „Amerykanina” Henry’ego Jamesa w drugim rozdziale „Lekcji uważności”. Choć Paczoska zaznacza, że inspiracja powieścią Jamesa należy raczej do sfery przypuszczeń, trudno oprzeć się wrażeniu, że porównywane teksty opierają się na niemal bliźniaczych historiach. Analogie te są naprawdę więcej niż przekonujące, ważniejsze jednak jest oczywiście to, jak mogą wzbogacić lekturę powieści Prusa. O wskazanych w eseju badaczki związkach języka ekonomii i języka miłości w „Lalce” mogliśmy także przeczytać w esejach Ryszarda Koziołka (np. w zbiorze „Dobrze się myśli literaturą”), u Paczoskiej natomiast sugestywne są fragmenty pokazujące przeżycia miłosne Wokulskiego jako historię „degradacji mitologii” miłości i wkroczenia bohatera w obszar konsumenckiej kultury melodramatu, przejście od wzorców romantycznych do romansowych.

Jeszcze bardziej interesujące hipotezy interpretacyjne stawia Paczoska w esejach kolejnych. Rozpoznając ślady wiktorianizmu w kulturze polskiej, badaczka analizuje znaczenie II połowy XIX wieku, a zwłaszcza lat 80., dla ogólnoeuropejskich przemian światopoglądowych. Punktem dojścia jest kolejne zestawienie prozy Prusa i Jamesa – tym razem w związku z problemami epistemologicznymi: „Ich poszukiwania nowej formuły realizmu organizuje, w najwyższym skrócie, perspetywa »człowieka psychologicznego« (…) i wątpliwości związane z możliwościami zdobycia i przekazania prawdy o rzeczywistości. (…) Powieść w wydaniu Jamesa i Prusa dałoby się na pewno umieścić w formule »realizmu empatycznego«, czyli nastawionego na sposób odczuwania świata przez bohaterów, gdzie oko kamery skierowane jest na sferę wrażeń, uczuć, relacji między tym, co ukrywane, i tym, co manifestowane” (s. 76). Świadome „odbicie” od wzorców wiktoriańskich, pokazane w omawianym rozdziale „Lekcji uważności”, prowadzi Prusa i Jamesa do wypracowania poetyki, w której „ważniejsze niż obserwacja (…) jest »przeżywanie świata«” (s. 77), a więc tak naprawdę już poetyki modernistycznej, wykorzystującej, jak pisze Paczoska, „pomnożenie perspektyw narracji i percepcji” (s. 79). Jeśli tak jest w istocie, to „Lalka” nie może być już dłużej postrzegana jako „powieść o rzeczywistości” (np. Warszawy lat 80. XIX wieku), lecz jako powieść o sposobach porządkowania i sposobach percepcji świata.

Jeśli mamy jeszcze jakieś wątpliwości dotyczące tego, od jakiej powieści rozpoczyna się polski modernizm, sięgnąć trzeba do rozdziału kolejnego („Tajemnice konstrukcji. Dramatyzacja w powieściach Bolesława Prusa i Henry’ego Jamesa”). Paczoska określa w nim „Lalkę” jako powieść o uwikłaniu świadomości w język, a przede wszystkim jako powieść analizującą „proces wytwarzania się znaczeń w nowoczesnym świecie” (s. 89) – świecie maski, pozorów, gier, płynnej ekonomii. Nie bez powodu w powieści Prusa tak ważną rolę pełnią motywy hipnozy, pozorów, niewiedzy, Wokulski nieustannie zapytuje siebie – przypomina Paczoska – o realność własnych doświadczeń. Co pozostaje człowiekowi XIX wieku, kiedy – skupiony na własnej percepcji, tytułowej „uważności” – odkrywa iluzoryczny charakter otaczającego świata? I u Jamesa, i u Prusa – dramatyzacja „jako droga substancjalizacji realności” (s. 96), tyle że ów proces dramatyzacji podlega już, jak pamiętamy, regułom komercyjnego, masowego melodramatyzmu…

„Lekcji uważności” Ewy Paczoskiej nie sposób umieścić na półce z wąsko rozumianymi „rozprawami polonistycznymi”, zbyt częste są tu wycieczki w kierunku historii idei, socjologii czy komparatystyki. Autorka pisze przy tym sugestywnym, eseistycznym stylem, rezygnując z – będącego niestety wadą wielu publikacji uniwersyteckich – scjentystycznego, niepotrzebnie hermetycznego języka. Co więcej, wydaje mi się, że umieszczona w innej ramie modalnej, innej konwencji wydawniczej, książka mogłaby z powodzeniem zafunkcjonować w szerszym (co nie znaczy – szerokim!) obiegu czytelniczym – „teksty o „uważności” są w końcu także szkicami o naszej percepcji i samorozumieniu. Jeśli miałbym na koniec w wskazać „Lekcjach uważności” jakiś element, który budzi moje wątpliwości, to byłoby to chyba tylko powtarzanie niektórych cytatów lub spostrzeżeń innych badaczy (np. Jerzego Franczaka), co najpewniej umknęło uwadze redaktorom książki. To jednak naprawdę drobnostka – istotne jest, że opowieść o literaturze XIX i XX wieku, jaką przedstawia Paczoska, pozwala ujrzeć dobrze znane teksty i zjawiska w nowym świetle. A to tak naprawdę najważniejszy czynnik wartościowania tekstów literaturoznawczych.

LITERATURA:

Karpowicz I.: „ości”. Kraków 2013.

Koziołek R.: „Dobrze się myśli literaturą”. Wołowiec 2015.
Ewa Paczoska: „Lekcje uważności. Moderniści i realizm”. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2018 [seria: Nowe monografie].