Wydanie bieżące

1 października 19 (355) / 2018

Sabina Strózik,

MROCZNY PRZEDMIOT POŻĄDANIA (JOANNA LECH: 'ZNOWU PRAGNĘ CIEMNEJ MIŁOŚCI')

A A A
We wstępie do „Znowu pragnę ciemnej miłości” Joanna Lech zadaje pytanie: „O czym myślisz, kiedy myślisz o miłości?” (s. 7). Po lekturze tomiku mam wielką ochotę zadać jego pomysłodawczyni i współautorce pytanie: „O czym myślisz, kiedy myślisz o poezji?”

Poezja jest poszukiwaniem mroku

Wątpliwości budzi już sama intencja, Lech w wywiadzie na temat zbioru udzielonym Agacie Napiórskiej mówi: „Miało być ciut wcześniej, ale właściwie czemu wydawać książkę z miłosnymi wierszami na jakieś Walentynki, gdy można na Noc Kupały, nasze własne, swojskie, staropolskie święto zakochanych? A w końcu lato to przecież najlepsza pora na amory, można się wybrać rowerem na łąkę czy tam opalać nad morzem, figlarnie kartkując Poświatowską” (Napiórska 2018). Czy temu właśnie ma służyć poezja dzisiejszej doby? Figlarnemu kartkowaniu? Być może kogoś taka reklama zachęca i już biegnie do księgarni, a zaraz potem wsiada na rower. Mnie – zniechęca, choć rozumiem oczywiście konwencję i sposób, w jaki postanowiono reklamować omawianą antologię. Trzeba przyznać, że tom bardzo konsekwentnie wpisuje się w estetykę nowych mediów i proponowane przez nie środki przekazu – głównie wizualne. Poezja musi więc pójść na kompromis z „żywiołem” reprezentacji wizualnej.

Mam nadzieję, że nie posądzi się mnie o złośliwość, skoro sam wydawca przedstawia poetkę, która dokonała wyboru wierszy, w taki sposób: „Joanna Lech – polska poetka i osobowość mediów społecznościowych, ponad 40 tysięcy osób obserwujących na Instagramie, ponad 50 tysięcy na Facebooku”. Lech, którą cenię, ma w swoim dorobku dokonania znaczące więcej, niż zgromadzenie tysięcy obserwujących. Co więcej, uważam, że ważniejszym dokonaniem jest zgromadzenie pokaźnej ilości czytających.

Niemiło(ść)

Oczywiście, sięgając po „Znowu pragnę ciemnej miłości”, nie można uciec od skojarzeń ze zbiorami Rupi Kaur i Instapoezją. Nie widzę jednak powodu, aby łączyć ze sobą antologię poetycką i te szczególne zjawiska, wszak wybrani przez Lech polscy poeci nie zasługują na tak jednowymiarowy odbiór ich twórczości. Nie zasługują także i na to, aby poćwiartować ich wiersze i umieścić na zaaranżowanych specjalnie na potrzeby promocji książki scenkach rodzajowych z publikacją w roli głównej.

W kwestii selekcji pojawiających się tekstów, Joanna Lech dokonała bezpiecznego wyboru – zamieściła w tomie poetów doskonale znanych, jak i nowych, nieidentyfikowanych jeszcze przez szerokie grono czytelników, tym samym autorka wyboru unika jednocześnie zarzutów o ponowne „odgrzewanie” klasyków, jak i o narzucanie czytelnikom hermetycznej i niełatwej poezji najnowszej. Sposobu doboru ocenić nie sposób – poetka na każdym kroku powtarza, że jest to wybór subiektywny i ma oczywiście do takowego prawo.

Całość stanowi alfabetyczny układ: po 4 wiersze w sumie 18 poetów i poetek: Justyny Bargielskiej, Miłosza Biedrzyckiego, Julii Fiedorczuk, Romana Honeta, Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej, Joanny Lech, Jakobe Mansztajna, Joanny Oparek, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Marty Podgórnik, Jacka Podsiadły, Haliny Poświatowskiej, Tadeusza Różewicza, Tomasza Różyckiego, Marcina Świetlickiego, Anny Świerszczyńskiej, Rafała Wojaczka i Agnieszki Wolny-Hamkało.

Nie wiem, co myśleć o fakcie, że Joanna Lech zamieściła własne wiersze w tomie. Czy sama stała się swoją ulubioną poetką piszącą o miłości? Czy jest to sposób autopromocji wygrany na, należy to przyznać, banalnym i niskim chwycie?

Rozczarowanie jest tym większe, że przed tą publikacją ceniłam teksty Lech, jej sposób obrazowania, między innymi za to, że nie epatowała „tanimi chwytami pod publiczkę”, nie reprezentowała grupy współczesnych twórców, którzy odczuwają potrzebę przypodobania się potencjalnym odbiorcom.

I(n)sta(ła) (się) ciemność

Wstęp do książki jest jej najsłabszym punktem, właściwie trudno się do niego odnieść. Banalne i naiwne pasaże tylko zniechęcają do dalszego czytania i wzbudzają wątpliwości, czy ktoś, kto pokusił się o zwerbalizowanie myśli typu: „Wiersze miłosne i erotyki spisywane przez tych, którzy cierpią i kochają do głębi” (s. 7); „Jak więc odróżnić postępujące szaleństwo na czyimś punkcie od zwyczajnego hyzia?” (s. 8); „Czytam o miłości, bo o czym innym miałabym czytać długimi wieczorami? Czytam, bo szukam pocieszenia, bo lubię, gdy rozwija się we mnie drażniące ciepło, bo chcę odrobiny czułości, choćby tylko w poezji” (s. 7), poważnie podchodzi do poezji jako takiej. Trudno stwierdzić, dlaczego Lech, która w swojej twórczości potrafi doskonale żonglować słowem, aby uciec od banału płaskich metafor, we wprowadzeniu, stylizowanym na otwarty list do czytelnika, popada w nieznośny ton.

Pojawia się pytanie – dlaczego osoba, która poezję chce rozpropagować, zdaje się dążyć do tego, by od razu pomysł ten zaprzepaścić, sprowadzając ją do emocjonalnej autoterapii i działającego natychmiast lekarstwa na samotność lub po prostu jesienną chandrę? Czy to z góry nie obraża w pewien sposób autorów, którzy piszą wiersze – nie tylko przecież o miłości i na pewno nie po to tylko, aby kogoś wyciągać z jesiennych smutków?

Familiarny ton wstępu zraża i przeszkadza w odbiorze. Czytelnik może poczuć się, jakby czytał notes Lech, do którego autorka, okołolicealnym zwyczajem, przepisuje swoje ulubione wiersze z poczuciem, że określony tekst opowiada jej historię, mówi jej głosem, oferując emocjonalną odtrutkę na smutną rzeczywistość.

Poezja nie sługa

Joanna Lech wpadła w zastawioną przez siebie pułapkę. Chciała zachęcić do czytania duże grono odbiorców, którzy na co dzień nie mają do czynienia z poezją (i ten autorski zamiar uważam za najzupełniej chwalebny), ale niestety czytelnicy, zachęceni wizją Instapoezji, sięgając po tom, spodziewali się zgoła odmiennych tekstów i nie wszystkim przypadły do gustu wiersze zebrane w tomie. Lech proponuje formę inną niż urocze i proste teksty Rupi Kaur. Świetlicki, Bargielska czy Podsiadło wymagają od czytelnika pewnego zaangażowania w tekst, nie dają jasnych odpowiedzi, nie epatują prostymi nawiązaniami, przeciwnie – w labiryntach współczesnych konotacji ukrywają skomplikowane refleksje, nie tylko te dotyczące miłosnych potyczek.

Trudno orzec, do kogo tom jest skierowany. Do czytających poezję – nie. Znają raczej te wiersze, przede wszystkim nie musieli odkrywać ich w wymuszonej miłosnej edycji. Do wielbicieli poezji internetowej natomiast mogą nie przemówić wymieszani autorzy: o bardzo różnej wrażliwości i sposobach pisania, odmiennej poetyce, których dodatkowo zmuszeni jesteśmy czytać jednym tchem. Wydaje się więc, że najważniejszy zamysł – popularyzatorki – jest tu największą porażką, a autorom robi się zwyczajną krzywdę, trywializując ich twórczość.

Z dużą dbałością natomiast przygotowano szatę graficzną książki. Cała koncepcja jest spójna – okładkowa galaktyka, błyszcząca na tle matowego granatu, w środku tomu rozwija się w interesujące grafiki, mniej i bardziej dosłowne. Piękna to książka – obiekt. Można ją, co skwapliwie uczynili recenzenci i osoby zajmujące się promocją tomu, obfotografować z każdej strony. A co w środku tej galaktyki?

Paradoksalnie wydaje się, że same wiersze w tomie są najmniej istotne. Strona na Facebooku, która tomik ma promować, owszem, prezentuje i teksty, ale koniecznie w towarzystwie zdjęć – często pojawia się na nich Lech, niejednokrotnie prezentuje się tam przepisane ręcznie do notesu fragmenty poezji, tuż obok nieodłączna filiżanka kawy – stały element fotografii dominujących w mediach społecznościowych Nie czytamy tej poezji. Podziwiamy element krajobrazu, jesteśmy na Instagramie. Poezja jest stroficznym obiektem, wdzięczącym się do zdjęcia.

Żeby ukrócić narzekania – oczywiście, jeśli tylko ktoś dzięki tej książce sięgnie po inne wiersze Fiedorczuk, Różyckiego, Mansztajna czy Świetlickiego, a także Lech, warto było tę książkę wydać. Nie sądzę jednak, aby było tych osób wiele. „Niektórzy lubią poezję”, jak pisała Szymborska. Pozwólmy im dokonywać własnych wyborów.

Literatura:

A. Napiórska: „Rozmowa: Znowu pragnę ciemnej miłości” http://zwyklezycie.pl/2018/07/wywiad-pragne-ciemnej-milosci/ [data dostępu: 28.09.2018].
Joanna Lech: „Znowu pragnę ciemnej miłości”. Grupa Wydawnicza Foksal. Warszawa 2018.