Wydanie bieżące

1 października 19 (355) / 2018

Anna Katarzyna Dycha,

SOLARIUM, DYBUKI I CASTING NA MIŁOŚĆ. MOCNY POWRÓT KAROLINY CZARNECKIEJ

A A A
Znamy ją z występów w warszawskim kabarecie i teatrze polityczno-literackim Pożar w Burdelu, ze współpracy z Gangiem Śródmieście, z EP-ki „Córka” oraz politycznego i społecznego zaangażowania. Teraz Karolina Czarnecka chce mówić własnym głosem. I takim mocnym głosem jest „Solarium 2.0”. Śpiewa o dojrzewaniu – także o tym artystycznym – sprzedawaniu emocji i zderzeniu marzeń z rzeczywistością. Odważnie, bezkompromisowo, świadomie. Towarzyszy jej duet producencki UV, czyli Michał Górczyński i Jacek Kita.

Początek jest zdecydowany. „Mój pokój” to zaproszenie do świata, w którym rządzi „rewia wróżek i szamanek”. Zgrabna kompozycja z tanecznym bitem zdecydowanie przykuwa uwagę. Płytę zapowiadał jednak „Anaruk” inspirowany historią o małym Eskimosie. Tutaj chłopiec jest dziewczynką, która dostaje pierwszego okresu. We wpadającym w ucho refrenie Tina dopytuje, kto uleczy jej duszę. Spokojna „Ronja” stanowi intymny powrót do dzieciństwa bez ojca, który wyjechał zagranicę do pracy. „Nie miałeś dla mnie czasu, tato, ale dziękuję ci za to/ Chcę być wolna, chcę być dzika/ Jestem Ronja – córka zbójnika” – brzmią pierwsze wersy utworu. Z kolei „Biały kucyk” poświęcony jest „komunijnemu hitowi”. Tina uwielbia swój prezent, ale bierze też pod uwagę brutalne rozstanie. Gdy się jej znudzi, odda go do… rzeźnika. Dybuki, nocne mary i bezdomne zjawy są bohaterami tajemniczego, szamańskiego „Inkuby Sukkuby”. Za to „Solarium” dedykowane jest paniom, które uwielbiają być opalone na zawołanie. Wtedy czują się naprawdę kobieco. To nie jest wymyślona historia. Czarnecka odwiedzała solaria na warszawskiej Pradze i rozmawiała z ich bywalczyniami o kobiecości. Temat kobiecości, a raczej jego wypaczenia kontynuowany jest w utworze „Księżnikowisko”. Hotel Venus, tajny casting piękności. Kandydatki mają „smutne oczy, smukłe nogi”, ale „każdy z panów nasyci oczy”. Królowe warszawskiej nocy wchodzą na scenę. „Casting na miłość kto dziś wygra?” – pada pytanie. Z kolei politycznym ciągotom Tina vel Czarnecka daje upust w „Piosence o niekońcu świata”.

Największym plusem tego wydawnictwa są teksty autorstwa Michała Walczaka i Karoliny Czarneckiej. Powstała spójna opowieść o współczesnych niepokojach, kobiecości i marzeniach. W tej na pozór banalnej stylistyce momentami pobrzmiewa twórczość Doroty Masłowskiej, innym razem Marii Peszek. Czarnecka nadaje jednak utworom swój indywidualny rys. Muzycznie także dużo się tu dzieje. Czarnecka wychodzi z roli aktorki – to dziś wokalistka pełną gębą, która bawi się stylistykami. Dominuje tu pop, do którego przedziera się disco (ciekawostką jest klarnet kontrabasowy w „Anaruk”). Całość nie przytłacza, gdyż brzmi przestrzennie.

O podlaskich korzeniach artystki (przedstawiana jako białostoczanka, Czarnecka naprawdę pochodzi z Sokółki) przypomina… telefon z Podlasia w finale utworu „Igloo”. „Co ty się, dziecko, będziesz w tej Warszawie ze sobą boksowała, robiła z siebie lewaczkę. Jaka z ciebie feministka, przecież ty nasza podlaska dziewucha jesteś” – mówi wcielający się w rolę ojca Pablopavo. I radzi dalej, by założyła teatr na Podlasiu, z którym będzie jeździć po przedszkolach. „Pójdziemy do kościoła, zjemy obiad, odpoczniesz, gdzie ty tak biegniesz dziewczyno?” – pyta i stwierdza: „Dzieci urodzisz i będziesz szczęśliwa”. Czy nakłoni ją do powrotu? Wątpię.
Karolina Czarnecka: „Solarium 2.0” [Karrot Kommando, 2018].