Wydanie bieżące

1 listopada 21 (357) / 2018

Alina Mitek-Dziemba,

PRZEKŁAD JAKO PRZE-TWÓR, CZYLI O TŁUMACZENIU JAKO SPOSOBIE PRZYRZĄDZANIA LITERATURY (JERZY JARNIEWICZ: 'TŁUMACZ MIĘDZY INNYMI')

A A A
„Jeżeli chodzi o przyprawy, godzę się z nieuchronnymi wypaczeniami procesu marynowania. Marynowanie wszak zapewnia nieśmiertelność: ryby, jarzyny, owoce wiszą zabalsamowane w zalewie octowej; niewielkie odstępstwo, nieznaczna intensyfikacja smaku to przecież drobiazg, prawda? Sztuka polega na zmienianiu stopnia, nie jakości smaku; a nade wszystko (w moich trzydziestu i jednym słoiku) na nadawaniu kształtu i formy – innymi słowy, sensu".

(Rushdie 1989: 571)



O przekładzie, zarówno jako kategorii teoretycznej, jak i formie praktycznej działalności służącej porozumieniu międzyjęzykowemu i międzykulturowemu, powiedziano i napisano już chyba wszystko: nieprzekładalność i granice przekładu, kwestia ekwiwalencji, liczne techniki i strategie tłumaczeniowe, pojęcia wolności i zależności od oryginału, autonomii i służebności, wzbogacenia i straty, wierności i niewierności, czasem piętnowanej moralizatorsko jako zdrada i odstępstwo – są tym, co od lat definiuje pole tłumaczenia, skupiając na sobie uwagę zarówno adeptów zawodu, jak i badaczy. Komuś, kto przez ostatnie dwie dekady obserwował polski rynek wydawnictw akademickich i specjalistycznych, nie mogło zapewne umknąć to szerokie zainteresowanie kwestią tłumaczenia, objawiające się równolegle w kręgach językoznawczych i literaturoznawczych, a owocujące dużą liczbą publikacji, w tym tak fundamentalnych jak antologie myśli przekładoznawczej, komentarze do powstałych po 2000 roku aktów prawnych czy całe serie wydawnicze poświęcone problemom przekładu. Lata posuchy dla fascynatów translatoryki (jeszcze pod koniec lat 90. student filologii miał do dyspozycji raptem kilka książek na temat tłumaczenia, a polegać musiał głównie na przekazie doświadczenia wybitnych praktyków dziedziny lub publikacjach obcojęzycznych) minęły, jak się zdaje, bezpowrotnie. Nastąpił bezprecedensowy rozkwit przekładoznawstwa, związany z jednej strony z profesjonalizacją zawodu tłumacza w polskiej rzeczywistości edukacyjnej i prawnej, z drugiej strony z karierą translation studies jako atrakcyjnego interdyscyplinarnego sposobu uprawiania humanistyki, który z powodzeniem zastąpił nieco już zdyskredytowane literaturoznawstwo porównawcze. Stąd nie dziwi bynajmniej, że recenzowana tutaj książka Jerzego Jarniewicza o tłumaczu „między innymi” jest właśnie publikacją „między (wieloma) innymi”, sytuującą się chętnie w przestrzeni wielowątkowego i toczącego się żywo dialogu czy też dyskusji na temat przekładu, i to przekładu nie tylko literackiego, jak być może chciałby to widzieć autor. Warto spojrzeć na omawianą książkę z tej szerokiej perspektywy „pomiędzy” (wieloznacznego przyimka określającego wielość relacji: jak w angielskim between / among / across) – pomiędzy słowami i pojęciami czy spornymi wątkami debaty, pomiędzy rozmaitymi sposobami parania się zawodem tłumacza, ale też między (lub ponad) dyscyplinami i narracjami współczesnej humanistyki.

Już samym wyborem tytułu, niepoddającego się jednoznacznej wykładni, zdradza Jarniewicz, po której stronie sporu chciałby się usytuować. Można bowiem ten tytuł rozumieć dosłownie, jak w wieńczącym książkę szkicu biograficznym, gdzie autor opowiada o sobie jako o tłumaczu literatury, który podejmuje to zadanie z pasją, ale „między innymi” (między innymi zajęciami czy profesjami – takimi jak bycie poetą, badaczem literatury, nauczycielem akademickim i krytykiem, które wypełniają pracowite życie zawodowe tego łódzkiego profesora). Jednak fakt ten staje się punktem wyjścia dla szerszych generalizacji i tez dotyczących tłumaczenia. Na przykładzie swoim i wielu innych tłumaczy, w tym także dawnych studentów, stawia Jarniewicz tezę o wzajemnym przenikaniu się zainteresowań naukowych, twórczości własnej i działalności przekładowej. Pisanie poezji i przekład to bowiem dla kogoś uprawiającego poletko literatury „dwie strony tej samej monety” (s. 375), współistniejące w ramach jednej biografii twórczej, oświetlające siebie i wspomagające się nawzajem, wchodzące w nieustanny kontakt jako ucieleśnione, oddychające tym samym powietrzem interteksty. Między wierszami własnymi i tłumaczeniami dzieł cudzych zachodzą wielopiętrowe interakcje: z jednej strony wykrystalizowana osobowość twórcza jest tym, co determinuje wybory translatorskie (to dlatego, pisze Jarniewicz, poeta-tłumacz zasiada do przekładów „nieczęsto i bardzo wybiórczo” [s. 378], a to, co tłumaczy, rezonuje z jego własną twórczością), z drugiej – utwory wybrane do przełożenia inspirują i nasycają nowymi tonami to, co wychodzi spod pióra poety. W twórczości kogoś, kto zarazem tłumaczy, pobrzmiewają inne języki i głosy – zaświadczając o niepowstrzymanej żywotności i polifoniczności literatury, ale także, co jest jedną z głównych tez książki Jarniewicza, skutecznie zacierając granicę między tym, co jest „tylko” oddaniem cudzego słowa, a aktywnością poetycką par excellence.

Teza nienowa, wydałoby się oczywista (wydana w 2011 roku książka Moniki Kaczorowskiej na temat tłumaczeń Stanisława Barańczaka ma w tytule dokładnie takie sformułowanie: „Przekład jako kontynuacja twórczości własnej”; podobnie rzecz się ma w przypadku publikacji Magdy Heydel z 2013 roku, która nosi podtytuł „Przekład poetycki w twórczości Czesława Miłosza”), a jednak forsowana tutaj ze szczególną konsekwencją i polemicznym ferworem. Na kartach swoich esejów, z których część nosi znamię publicystycznej polemiki (pierwowzory niektórych tekstów były publikowane wcześniej na łamach „Tygodnika Powszechnego”), upomina się Jarniewicz o społeczną pozycję i literacką reputację tłumaczy, pozostających stale w cieniu innych postaci literackiego świata. Dobry tłumacz literatury to taki, który jest przede wszystkim twórcą, powtarzającym gest autora w innym języku, piszącym jego utwór na nowo, dokonującym mistrzowskiej instrumentacji tego, co wyinterpretował z oryginalnego utworu jako temat główny (z szerokiego pola interpretacyjnych możliwości). Jarniewicz formułuje to dobitnie w sporze z Edwardem Balcerzanem, skłonnym traktować tę tezę jedynie jako przejaw poststrukturalistycznej mody: „Koń jest ssakiem parzystokopytnym, tak jak tłumacz jest autorem” (s. 25). Tłumaczenia są twórcze, gdyż w nie mniejszym stopniu niż rodzima literatura, a przy tym zmagając się z dodatkowymi barierami, takimi jak nieprzystawalność języków i realiów kulturowych, realizują zadanie poszerzania granic językowej wyobraźni – a jedyna różnica polega na tym, że próbują „nicować i prześwietlać rodzimy język pod wpływem impulsu, jakim jest obcość oryginału” (s. 14). Przekład literacki zasługuje na to, by być uznawanym za równoprawną dziedzinę literatury, tak by „tłumacz między innymi”, postać z drugiego rzędu, pozostająca od zawsze za kulisami sceny literackiej, stała się widzialna jako oryginalny autor i twórca między innymi twórcami-poetami. By posłużyć się figlarną grą słowną zastosowaną przez Jarniewicza, przekład to twór i „prze-twór” zarazem (s. 53), idiosynkratyczny sposób „przyrządzania” oryginału, taki, który potrafi nadać jego komponentom, jak pisze w swojej najbardziej aromatycznej powieści Salman Rushdie, całkowicie nową formę (i treść) pomimo deklaracji powtórzenia. Niewielkie odstępstwo, nieznaczna modyfikacja, tu i ówdzie przesunięcie sensu, małe i większe pomyłki, świadome i mniej świadome przeinaczenia dają inny smak, prze-tworzony i od nowa skomponowany właśnie.

Prze-twór literacki jako inne miano przekładu to jedna z wielu metafor i zabaw słowem, jakie odnaleźć można w wywodach łódzkiego profesora, sięgającego dla oddania natury tłumaczenia nader chętnie po efekty dźwiękowe i rytmiczne, aliteracje, gry etymologiczne i paradoksy. Jakby udowadniając, że nawet krytyka przekładu może być twórcza i poetycka, rymuje Jarniewicz „translację” z „transgresją”, a źródłowe niemieckie über- z Übersetzung tłumaczy nie jako transfer, mozolną przeprawę na drugą stronę rzeki czy naprędce zbudowany (i zwykle zbywany milczeniem) most pomiędzy brzegami odmiennych języków i kultur, lecz, nieco bardziej kontrowersyjnie, jako przekłamanie i przetwarzanie. Autor książki odnosi się do niemal wszystkich translatorskich bon motów (traduttore-traditore, przekłady piękne, ale niewierne, poezja tym, co przepada w tłumaczeniu), ale traktuje je z humorem i językową inwencją jako punkt wyjścia dla własnej, nieoczekiwanej i literacko wysmakowanej pointy. To wyczulenie na materialny aspekt słowa, na brzmienie jako wartość dodaną, która pozwala uczynić z tekstem więcej, niż pozwalałaby na to poszczególne słowa jako jednostki znaczeń, pozostaje w zgodzie z kilkukrotnie powtarzaną tezą Jarniewicza, iż tłumacz ma do wykonania nie tylko ogromną pracę intelektualną, ale także afektywno-zmysłową, polegającą na odbiorze akustycznych wrażeń wraz z wywoływanymi przez nie emocjami i próbie odtworzenia tego złożonego efektu w nowym tworzywie językowym. Przekład „brzmi”, zanim jeszcze „mówi”, a ucho tłumacza jest tu lepszym przewodnikiem niż wąsko pojmowany obowiązek wierności wobec oryginału. Głos, śpiew, szmer, „spółgłoskowe szumy i chroboty” (s. 7), muzyczne tony i współbrzmienia, cała ta mroczna, odbierana podświadomie sfera języka jako zasadnicza materia przekładu zajmuje w książce Jarniewicza dużo więcej miejsca niż w większości krytycznych wywodów na temat tłumaczenia. I nie jest przypadkiem, że klamry całej jego wypowiedzi dostarcza dialog poezji z muzyką: skojarzona z nocną porą oraz z intymnością, muzyczność i wielo-głosowość okazuje się tu właściwym żywiołem literatury, ciemnym tłem i „miękkim podbrzuszem” (s. 8) tego, co potem w świetle dnia zostaje wyartykułowane. Jeśli przekład jest istotnie, jak głosi autor, językowym „samopoznaniem”, to jest to poznanie głęboko wnikające w intensywność afektu, schodzące w głąb duchowości i cielesności w ich wzajemnym splocie.

Wygląda więc na to, że wraz z książką Jarniewicza doczekaliśmy się pewnego „zwrotu afektywnego” w badaniach nad przekładem, zdominowanych dotąd przez myślenie otwarcie kartezjańskie – o tym, jak rozumowo zapanować nad procesem zmiany kodu językowego, tak aby rezultaty były doskonale ekwiwalentne. W pisarstwie łódzkiego profesora natomiast tłumaczenie otwiera nas na to, co obce, nieoswojone, moce i siły większe niż jednostka, w obliczu których – w intymnej odsłonie – twórca przekładu może czuć bezradność, zażenowanie, wstyd, fizyczną słabość (choć, przyznajmy, ukończony przekład to bardzo często pokaz odwagi, brawury i pewnej dozy zarozumiałości, jak w „Manifeście translatologicznym” pisał kiedyś Stanisław Barańczak [2004: 13]). Myślenie Jarniewicza o przekładzie postrzegać można jako znacznie bliższe namacalnej rzeczywistości niż wizje jego poprzedników, a także świadomie trącające o nuty feministyczne. Nie tylko dlatego, że akcentuje afektywno-somatyczny aspekt tłumaczenia (jeden z esejów nosi tytuł „Czy tłumacz może sobie pozwolić na czułość?” [s. 105]), ale i z tego względu, że upomina się o emancypacyjną obecność kobiet jako tłumaczek-twórczyń w obszarze literatury, a nawet czyni postać kobiecą – Antygonę – figurą współczesnego przekładu. Refleksję przekładoznawczą autor książki rozumie bowiem jako z gruntu przesiąkniętą patriarchalnym językiem, który czyni tłumaczenie powolnym sługą (lub służebnicą) oryginalnego tekstu, pozbawionym(-ą) praw do własnej wypowiedzi i zmuszonym(-ą) do dochowania absolutnej wierności. Tymczasem współczesny tłumacz sam sięga po status autora: emancypuje się w roli twórcy tekstu, ustanawia wbrew dekretom Kreona własne prawo, a „tym samym rzuca wyzwanie obowiązującym w kulturze schematom” (s. 82). Na tyle skutecznie, że nie jest już skazany na społeczny i kulturowy niebyt, choć w przypadku nieposłuszeństwa bywa wciąż piętnowany za zdradę.

To wskazanie na konieczność usytuowania postaci tłumacza na tle szerszych relacji władzy, wsparte retoryką emancypacyjną (tak feministyczną, jak i postkolonialną), stanowi niezwykle cenny wkład Jarniewicza we współczesną myśl przekładoznawczą. „Tłumacza widzę nie jako pośrednika, stojącego i wiecznie czekającego w drzwiach, ale jako współuczestnika wielu zbiorowości: pisarzy, krytyków, czytelników, wydawców, redaktorów, agentów literackich, grafików” (s. 74) – pisze autor książki, nawiązując do wieloznaczności tytułowej frazy „między innymi”. Takie podejście otwiera drogę refleksji nad społecznymi i ekonomicznymi uwarunkowaniami pracy tłumacza, które w dużej mierze decydują o powszechności poglądu dopatrującego się w nim jedynie rodzaju językowego/literackiego wyrobnika. Jarniewicz otwarcie pisze o ekonomicznej kalkulacji i finansowej presji jako tym, co stanowi ramy dla działalności tłumaczy – także twórców przekładów poetyckich, choć ci ostatni często sami heroicznie stawiają się poza regułami rynkowej gry („tłumacze poezji z uzyskiwanych wynagrodzeń nie mogliby się utrzymać, zwłaszcza że nierzadko pracują bez wynagrodzenia” [s. 383]). Potwierdza to ogólną tezę książki, iż tłumaczenie to przede wszystkim fakt kultury docelowej, choć zarazem sytuuje dywagacje autora w pewnej niszy. Emancypacja przekładu, która jest tu opisana jako proces wyzwalania się z dawnego paradygmatu myślenia w kategoriach użytkowości, dotyczy przede wszystkim obszaru najbardziej innowacyjnej pracy nad językiem. To w ramach tej przestrzeni przekład traktowany jest jako tekst funkcjonujący na własnych prawach, aktywnie uczestniczący w procesie tworzenia znaczeń tekstu w nowym języku, istniejący na rynku literackim równolegle do pozostałych tłumaczeń, w gęstej sieci intertekstualnych powiązań, oraz wzbogacający ten język i kulturę literacką swoją propozycją, a nie skazany wyłącznie na wtórność i służebną relację do oryginału. Takiemu rozumieniu przekładu towarzyszy także obserwacja, iż samo pojęcie działań przekładowych ulega współcześnie znaczącemu rozmyciu: jako twórcze zawłaszczenie i rozwinięcie obcojęzycznego tekstu, tłumaczenie może być dziś równie dobrze adaptacją, parafrazą, parodią czy pastiszem. Ma miejsce nieustanne „poszerzanie pola gościnności [języków i tekstów]” (s. 88).

Jednakże refleksja nad mechanizmami kultury docelowej, naświetlenie społecznych i ekonomicznych realiów pracy tłumacza ma także i ten efekt, że każe zapytywać o reprezentatywność przedstawionej wizji dla sytuacji większości tłumaczy, nie tylko dla owej forpoczty, która para się – rezygnując często z gratyfikacji finansowej! – przekładaniem poezji i ogólnie ambitnej literatury. Czysto służebne postrzeganie tłumaczenia jako transferu znaczeń oryginału z troską o zapewnienie ekwiwalencji nie powstało wszak w próżni, lecz stanowiło próbę opisu operacji przekładowej en bloc, w dużej mierze mającej charakter użytkowy. Przekład w tym drugim sensie uczestniczyć musiał od zawsze w rynkowej wymianie towarów i usług, a jako taki podlegał również bezlitosnej ocenie (i wycenie) pod kątem sposobu i stopnia przekazania zawartości tekstu źródłowego. Oczywiście, istotną zdobyczą zwrotu kulturowego w badaniach nad przekładem było przejście od perspektywy czysto językowej, lingwistycznej, gdzie rozpatrywano wyłącznie relację dwóch tekstów i ich języków, do szerszego ujęcia przekładu jako funkcjonującego w skomplikowanych kontekstach kultury docelowej (poprzez podkreślenie interpretacyjnej natury tego, co tłumaczone i roli procesu recepcji [zob. na ten temat Heydel 2013: 38]). To znacznie osłabiło autorytet oryginału, a przynajmniej zniuansowało podejście do tłumaczenia jako obszaru wielorakich tarć i negocjacji. Z pewnością faktem jest wyzwolenie przekładu z relacji podrzędności i „wierności” wobec tekstu źródłowego, ustanowienie jego autonomii i problematyzacja statusu źródła. Nie może to jednak zaciemniać równie oczywistej prawdy, że przeważającej większości wykonywanych na świecie tłumaczeń (zwłaszcza tych naukowych, technicznych czy prawnych) stawia się wciąż zadanie reprezentowania oryginału. Uwzględnienie tej potrzeby odniesienia do oryginału nie wyklucza zresztą zrozumienia złożoności przyswajania tekstu przez kulturę docelową, z całym jej bagażem konwencji, norm i ideologii, jak to dobrze widać w rozważaniach językoznawczych wokół przekładu, które mają dziś zabarwienie socjolingwistyczne i pragmatyczno-komunikacyjne (zob. choćby Hejwowski 2015). W pełni rozumiejąc postulaty emancypacji tłumacza, dostrzeżenia w nim pełnowartościowego autora i twórcy oraz istotnego gracza na scenie kultury i literatury docelowej, warto również zrównoważyć je dyskursem relacji do (przyznajmy, zawsze zapośredniczonego, umieszczonego w kontekstach i stale reinterpretowanego) źródła.

Dychotomia, na której wspiera się retoryka Jarniewicza (emancypacja kontra zniewolenie tłumacza, rola twórcy kontra rola rzemieślnika), jest więc spektakularna, lecz chyba nieco sztuczna. W istocie nawet w obszarze literaturoznawczym tak ostre przeciwstawianie sobie oryginału i przekładu, jakie ma miejsce u łódzkiego profesora, wraz z przyzwoleniem na „zdradę i przekłamanie” jako pozytywnie wyzwalające tłumacza, nie stanowi bynajmniej reguły. Jolanta Kozak, zasłużona tłumaczka literatury anglojęzycznej, w swoich rozważaniach nad przekładem, dyskutując z koncepcjami funkcjonalistów i ich egzemplifikacją w praktyce tłumaczeniowej Stanisława Barańczaka, pisze otwarcie, że w każdy opatrzony sygnaturą autora przekład wpisane jest pewne zobowiązanie poszanowania źródła (zob. Kozak 2009: 162). Za „rażącą nieuczciwość” tłumacza należałoby więc uznać całkowitą zmianę kodu hermeneutycznego, w którym przemawia autor. Pośrednio, przyparty do muru, przyznać to musi także autor recenzowanej tu książki. O jednym z komentowanych przez siebie tłumaczeń pisze bowiem, że „jest działaniem dość radykalnym, a jednak mieszczącym się w polu możliwości, jakie wiersz ten zakreśla. Takie pole wyznacza każdy tłumaczony tekst, w takim polu porusza się każdy tłumacz – jeden swobodniej, inny ostrożniej. To pole bywa bardzo szerokie, jego granice nie zawsze są oczywiste. Dobry tłumacz potrafi je wyczuć” (s. 62).

Sztuka prze-tworu polega więc na umiejętnym przyrządzaniu, subtelnych zmianach smaku, wyczuciu, co można dodać lub ująć, a ostatecznie na znalezieniu optymalnej dla smakosza formy i kształtu, jak w swojej kulinarnej metaforze przypomina Rushdie.

LITERATURA:

Barańczak S.: „Ocalone w tłumaczeniu. Szkice o warsztacie tłumacza poezji z dodatkiem małej antologii przekładów-problemów”. Kraków 2004.

Heydel M.: „Gorliwość tłumacza. Przekład poetycki w twórczości Czesława Miłosza”. Kraków 2013.

Kozak J.: „Przekład literacki jako metafora. Między logos a lexis”. Warszawa 2008.

Rushdie S.: „Dzieci północy”. Przeł. A. Kołyszko. Warszawa 1989.
Jerzy Jarniewicz: „Tłumacz między innymi. Szkice o przekładach, językach i literaturze”. Wydawnictwo Ossolineum. Wrocław 2018 [seria: Sztuka Czytania].