Wydanie bieżące

15 listopada 22 (358) / 2018

Katarzyna Szkaradnik,

DZIELNA NICZYM PIPPI (MŁODOŚĆ ASTRID)

A A A
Kto z nas nie wspomina z sentymentem szalonych przygód nieustraszonej Pippi alias Fizi Pończoszanki? Są i tacy, którzy uznają „Dzieci z Bullerbyn” za najważniejszą książkę swoich szczenięcych lat. Pewnie więc niejednego ciekawi, w jaki sposób królowa opowieści dla najmłodszych wstąpiła na literacką ścieżkę, czego ukazanie zdaje się obiecywać „Młodość Astrid”, zwłaszcza pod angielskim tytułem: „Becoming Astrid”. Naturalnie, mamy do czynienia z filmem fabularnym, nie z dokumentem, lecz osobiście wolę nie odczytywać go nawet jako dzieła ściśle biograficznego. Zresztą na początku pada informacja, że fabuła jest „inspirowana życiem” Lindgren, co warto potraktować jako cenną sugestię odbioru. Bo jeśli mimo wszystko odwołać się do biogramu, jej pisarska kariera zostaje tylko zapowiedziana – opuszczamy autorkę „Braci Lwie Serce” na siedem lat przed debiutem powieściowym oraz zanim przybierze tak dziś rozpoznawalne nazwisko. Ale duńsko-szwedzka reżyserka Pernille Fischer Christensen (laureatka nagrody FIPRESCI na Berlinale za „Rodzinę”, nominowana do Złotego Niedźwiedzia także za „Telenowelę”) nie bez kozery skupia się na wcześniejszym etapie jej życia. Okazuje się on dla bohaterki okresem formatywnym, w którym trzpiotowata Astrid – zmuszona podjąć szereg trudnych decyzji – dojrzewa do wzięcia odpowiedzialności za siebie, a ostatecznie również za własnego synka.

Perypetie przyszłej nestorki literatury dziecięcej z jednej strony sprawiają wrażenie wyśmienitego materiału na film, z drugiej zapewne stanowiły nie lada wyzwanie dla reżyserki i od dawna tworzącego z nią tandem scenarzysty (oraz pisarza) Kima Fupza Aakesona. Pierwszych problemów mogło nastręczyć dosyć monochromatyczne tło, na którym rozgrywa się owa historia dorastania, czyli realia bytowo-obyczajowe szwedzkiej prowincji w latach 20. minionego wieku. Władzę duchową nad społecznością wioski sprawuje srogi pastor, grzmiący z ambony o bezeceństwach w Sodomie i Gomorze. W wielodzietnej, na pozór patriarchalnej rodzinie Ericssonów analogiczną władzę zdaje się zaś sprawować nie tyle zamknięty w sobie Samuel (Magnus Krepper, poza Szwecją kojarzony ze „Świtem”), ile jego żona, surowa Hanna (Maria Bonnevie, popularna aktorka teatralna, znana też m.in. z „Księgi Diny” czy „Trzynastego wojownika”). Protestancka powściągliwość sprzężona z restrykcjami moralnymi doskwiera żywiołowej i bystrej nastolatce podobnie jak kierat na farmie, który toczy się od sadzenia ziemniaków po wypalanie traw w gryzącym dymie.

Na takim tle jeszcze wyraźniej rysuje się ponadprzeciętność i nonkonformizm Astrid – tryskającej energią oraz pełnej buzujących emocji, tłamszonych przez purytańskie otoczenie. Poznajemy ją jako niespokojnego ducha, który nie waha się podważać konwenansów (scena na potańcówce) ani demaskować hipokryzji (skoro wobec Boga wszyscy jesteśmy równi, to dlaczego mężczyźni mają więcej praw?). Szansa na przełamanie rutyny nadchodzi, kiedy redaktor lokalnej gazety Reinhold Blomberg (Norweg Henrik Rafaelsen, odtwórca tytułowej roli w „Mężczyźnie prawie idealnym”) oferuje bohaterce staż, zwróciwszy uwagę na jej wypracowanie zamieszczone w prasie. W mig odkrywa, że istotnie ma ona lekkie pióro, i umożliwia jej szlifowanie talentu, a dla ambitnej dziewczyny praktyka w „Vimmerby Times” staje się przepustką tyleż do upragnionej wolności, co do dorosłości. Jako ich przypieczętowanie jawi się symboliczny gest obcięcia warkoczyków à la Pippi, zastąpionych nowoczesną fryzurą z żurnala. Gest bulwersujący nie tylko skromną matkę, lecz nawet małomiasteczkowego fryzjera.

Wszakże prawdziwy skok w dorosłość następuje, gdy osiemnastoletnia panna Ericsson wdaje się w romans z czarującym szefem i zachodzi w ciążę. By uniknąć ostracyzmu, nie przynieść wstydu religijnym rodzicom (w dodatku utrzymującym się z parafialnej ziemi), a kochanka, niedoszłego rozwodnika, uchronić przed… więzieniem za cudzołóstwo, Astrid wyrusza samotnie do Sztokholmu, gdzie rozpoczyna kurs dla sekretarek. Niemniej spokojnie urodzić dziecko może jedynie w Danii, tam bowiem nie musi podawać personaliów ojca, tam również decyduje się powierzyć niemowlę matce zastępczej, Marie (Trine Dyrholm, aktorka znana m.in. z „Komuny” i „Wesela w Sorrento”, regularnie występująca w filmach Christensen). Szybkiemu odebraniu synka oraz powrotowi z nim do kraju stają na przeszkodzie rozmaite trudności, młoda kobieta odkłada więc skąpe zarobki na przynajmniej okazjonalne wyprawy do Lassego, w którego odczuciu nie jest jednak mamą, lecz prawie obcą osobą… Targana wyrzutami sumienia, kosztem przejmująco zobrazowanych wyrzeczeń psychicznych i fizycznych, usiłuje uporządkować swoje życie i wykuwa sobie drogę do niezależności. Niezależności mającej poniekąd wydźwięk feministyczny i polegającej na elementarnym prawie do samostanowienia, czy choćby do bycia samotną matką w świecie drakońskich reguł obyczajowych, w którym pozamałżeńska ciąża oznacza tabu, a na brzemienną spada odium. Radykalne podejście do owoców niezalegalizowanych związków – znamienne przecież nie tylko dla przedwojennej Szwecji – uwypukla odwagę bohaterki, aczkolwiek z naszej perspektywy walczy ona po prostu o własną godność i o ponowne połączenie się z dzieckiem.

Jeśli ktoś doczytał do tego momentu i sarka na wyżej podpisaną za spoilery, to śpieszę z wyjaśnieniem, że o wielu fundamentalnych scenach, zawęźleniach fabuły (skomplikowane relacje z Blombergiem), a nawet całych wątkach (np. przełożonego Astrid w Sztokholmie) nie napomknęłam; zresztą nie wykroczyłam zbytnio poza treść zwiastuna lub możliwą do zrekonstruowania na jego podstawie. Ogólnie sporo motywów łatwo tu przewidzieć, gdyż obcujemy z tradycyjną „opowieścią rozwojową”, opakowaną w klasyczną narrację oraz w zgrabny kostium z nieodległej epoki (co akurat jest novum w kontekście poprzednich filmów Christensen). Jednak to przewidywalność konwencji, jaką pociąga za sobą melodramatyzm losów autorki „Ronji, córki zbójnika”, wydaje się następną przyczyną, dla której zaadaptowanie ich na potrzeby srebrnego ekranu musiało stwarzać wyzwanie. Przy czym nie upatrywałabym największego zagrożenia w spiętrzeniu przeciwności, tragicznych dylematach i rozdzierających serce scenach. Gdy recenzent z „Chicago Reader” twierdzi, że reżyserka prezentuje dzieje Astrid „without any sugarcoating” (Gronvall 2018), nie sposób bez zastrzeżeń się z nim zgodzić, bo choć sytuacja bohaterki jest rozpaczliwa i dynamiczna, finał nieszczególnie zaskakuje (także w świetle zwiastuna…). Przywodzi on na myśl idylliczną atmosferę Bullerbyn, co podkreślają do bólu stereotypowe ujęcia wiosennej przyrody, skontrastowane z dominującą na tamtej szerokości geograficznej i w samym filmie zimą.

Niemniej również wcześniej możemy mieć wrażenie lukrowania rzeczywistości. Otóż – uwaga, tu w końcu pojawi się nieunikniony spoiler – zachowanie postaci drugoplanowych wygląda niekiedy na psychologicznie mało prawdopodobne. Bez względu bowiem na to, jak było „naprawdę” (w życiu Lindgren), trudno uwierzyć, żeby każdy miał wobec niej dobre intencje, wykazał się szlachetnością i wielkodusznością: od uwodziciela począwszy, przez rodziców (nie tak nieczułych i pryncypialnych, jak można by mniemać), po przybraną matkę Lassego. Wszyscy wznoszą się ponad, zdawałoby się, naturalne w ich sytuacji afekty, przejawiają nie tylko rozwagę, ale też zrozumienie i troskę. Chociaż więc Astrid ściera się z najbliższymi, musi wziąć na swoje barki ogromne brzemię i poradzić sobie o własnych siłach, nie zostaje wzgardzona i całkiem odrzucona. Nikt nie jest w stanie jej pomóc, lecz przynajmniej ma się przed kim wypłakać czy wykrzyczeć. Co już oznacza wiele.

Jeśli pomimo złagodzenia konfliktów w fabule – oraz pomimo znajomości jej zarysu przez widza – w ciągu dwóch godzin seansu nie chce się spojrzeć na zegarek, to w czym tkwi sekret magnetyzmu omawianego obrazu? Niewątpliwie dodaje mu uroku oprawa wizualna i muzyczna: zdjęcia Erika Molberga Hansena, dynamiczne, a równocześnie operujące szerokimi kadrami, świetnie komponują się z emocjonalną muzyką Nicklasa Schmidta. Za główny atut „Młodości Astrid” należy jednak uznać tytułową rolę Alby August, dzięki której film pochłania i oddziałuje tak, że można mu wróżyć jeszcze wiele nagród publiczności (dowodem takie właśnie wyróżnienie na tegorocznym festiwalu „Transatlantyk” w Łodzi).

Duńska aktorka stanowi najjaśniejszy obiekt na ekranie – ową metaforę potwierdzają skierowane do protagonistki słowa Blomberga: „Jesteś gwiazdą. Rzuć i na mnie trochę tego blasku”, zresztą jej twarz jakby dosłownie rozświetla ziemisto-bure otoczenie. Wolno przewidywać, że ta imponująca kreacja będzie dla August trampoliną do dalszej kariery, lecz chociaż wydaje się ona odkryciem, ani nie jest szczególnie młoda (skończyła 25 lat!), ani nie debiutowała w recenzowanej produkcji, bo wystąpiła w kilku filmach i serialach, tyle że niedystrybuowanych w Polsce. Co więcej, można powiedzieć, iż aktorstwo ma we krwi jako córka Billego Augusta (reżysera „Pellego zwycięzcy” czy „Domu dusz”) oraz Pernilli (znanej m.in. ze „Świtu” i „Dobrych chęci”). W Astrid wciela się brawurowo, oddając jej spontaniczność, ale też głębokie rozterki; desperację, ale też poczucie humoru; wolnomyślicielską naturę, ale też delikatność wobec matki; niezdarność, ale też wyrabianą stopniowo zaradność. Ukazuje kłębowisko sprzecznych emocji z wyczuciem, czyli wiarygodnie – bez egzaltacji bądź przerysowania – a ponieważ mamy do czynienia z obrazem raczej kameralnym, każda z nich wybrzmiewa wyraziście.

Za sprawą udzielającej się widzom empatii August i za sprawą uniwersalnej wymowy losy bohaterki ścisną za gardło nawet osoby, które mają mgliste pojęcie o twórczości autorki „Nilsa Paluszka”. Że jednak imię Lindgren w zamierzeniu scenarzystów nie służy wyłącznie przyciągnięciu amatorów jej opowieści, przypomina klamra narracyjna spinająca fabułę. Oto sędziwa pisarka (Maria Fahl Vikander) przegląda listy od swoich małych wielbicieli z laurkami i życzeniami urodzinowymi. W dodatku ich uwagi odczytywane przez jubilatkę co pewien czas pojawiają się między sekwencjami, wskazując na powinowactwa historii życia Astrid i historii z jej książek. Z jednej strony te nawroty mogą sprawiać wrażenie tandetnych oraz nachalnych, doczepionych na siłę, z drugiej da się znaleźć opinie, że nie zostały w wystarczającym stopniu spożytkowane. Autor recenzji w „The Hollywood Reporter”, Boyd van Hoeij, podejmuje niebagatelne pytanie z listu: „Skąd tak dobrze wiesz, jak to jest być dzieckiem, skoro od tak dawna nim nie jesteś?”. Stwierdza, że w filmie odpowiedź nie pada, chyba żeby przyjąć, iż Lindgren potrafiła trafnie pisać o dzieciach, bo miała jedno jako nastolatka, co wydaje się grubym uproszczeniem (van Hoeij 2018).

Tymczasem „Młodość Astrid” widocznie sugeruje, że jej twórczość była inspirowana bolesnymi doświadczeniami, które naznaczyły późniejszą literatkę i po przetworzeniu znalazły odzwierciedlenie na kartach książek. Wytrzymałość, siła i determinacja protagonistki istotnie kojarzą się z podobnymi cechami u wykreowanych przez nią postaci, które – jak zauważa autor pewnego cytowanego listu – „prawie zawsze wychodzą z opałów”, a przede wszystkim „nigdy się nie poddają”. „Możesz to zrobić”, „musisz być dzielna”, „dasz sobie radę” – raz po raz słyszy panna Ericsson w najtrudniejszych momentach. Napomnienia te powracają echem w postawach jej bohaterów, przekonujących o potrzebie odwagi i poświęcenia, lecz również brania odpowiedzialności za błędy, wolność stanowi bowiem niełatwy dar. „Nieraz jest ciężko, ale wiem, że tak trzeba” – zwierza się jeden z małych czytelników. Zarazem można założyć, że w pisarce pozostało właśnie owo dziecięce pragnienie swobody, życia na własnych warunkach, choćby nieporadnie. Niczym Pippi, która mimo rozmaitych niestosowności zachowuje niezależność, uczy wiary w siebie, a także walki o brak ograniczeń dla wyobraźni oraz prawo do oporu przeciw „upupianiu” najmłodszych i temperowaniu kobiet; kwestionowania podziału na to, co wypada, a czego nie wypada. „Żyj po swojemu – śpiewa Ane Brun w kończącej film piosence »Springa«. – Stawiaj krok do przodu… lub do tyłu, jeśli wolisz. Żyj po swojemu – po prostu bądź”.

LITERATURA:

Gronvall A. [et al.]: „The Chicago International Film Festival returns, this time with more experiments and work by female directors”. „Chicago Reader” z 9.10.2018. https://www.chicagoreader.com/chicago/international-film-festival-2018-ciff/Content?oid=59585276.

van Hoeij B., „»Becoming Astrid« (»Unga Astrid«): Film Review, Berlin 2018”. „The Hollywood Reporter” z 21.02.2018. https://www.hollywoodreporter.com/review/becoming-astrid-unga-astrid-1086479. 
„Młodość Astrid” („Unga Astrid”). Reżyseria: Pernille Fischer Christensen. Scenariusz: Pernille Fischer Christensen, Kim Fupz Aakeson. Zdjęcia: Erik Molberg Hansen. Obsada: Alba August, Henrik Rafaelsen, Maria Bonnevie, Trine Dyrholm i in. Produkcja: Dania, Szwecja 2018, 123 min.