Wydanie bieżące

15 listopada 22 (358) / 2018

Andrzej Juchniewicz,

'ZAGŁADA MIAŁA TWARZ ŻYDOWSKIEGO POLICJANTA' (KATARZYNA PERSON: 'POLICJANCI')

A A A
Świetnie udokumentowana i napisana książka Katarzyny Person stanowi nieocenione źródło wiedzy o działaniach Żydowskiej Służby Porządkowej, która przez ocalałych oceniana była najsurowiej ze wszystkich formacji funkcjonujących w obrębie getta warszawskiego ze względu na jej czynny udział w deportacjach ludności żydowskiej do Treblinki. Szeroka rozpiętość działań funkcjonariuszy ŻSP, często wykraczająca poza regulaminowe ramy i nosząca znamiona przestępstwa, a także uleganie pokusie szybkiego zysku, stosowanie przemocy fizycznej, przekupstwo, pośredni udział w szmuglu, a nawet bezczeszczenie zwłok (Person powołuje się na Rachelę Auerbach, która donosiła o wydaleniu z ŻSP trzech funkcjonariuszy pod zarzutem profanacji zwłok [s. 167]) spowodowały, że społeczność żydowska pozostawiła w swych zapiskach gorzki obraz zdegenerowanej formacji, która kolaborowała z Niemcami i przyjmowała ich reguły podczas wykonywania codziennych czynności: „Sytuacje skrajnej przemocy to te, w których policjanci żydowscy odwoływali się do siły Niemców. (…) Policjanci, którzy nie dostali łapówki podczas akcji dezynfekcyjnej w jednej z kamienic, wezwali na pomoc Niemców, a ci pobili prezesa Komitetu Domowego” (s. 101). Badaczka wspomina nawet o naśladowaniu niemieckiego stylu ubierania, przejawiającego się w wyborze oficerek, które „wyróżniały na ulicach getta tych, przede wszystkim policjantów i kolaborantów gestapo, którzy odnajdowali się w »nowej rzeczywistości« i w wojennym stylu życia” (s. 136). Opisywane przez Person nastroje wrogości mieszkańców dzielnicy zamkniętej wobec funkcjonariuszy ŻSP wynikały z wystawnego trybu życia, który prowadzili ci ostatni, a także ich zamiłowania do rozrywki (zob. s. 133).

Książka Person stanowi też kolejne ogniwo w badaniach nad rolą Żydów w procesach eksterminacji i kolaboracji z okupantem. Badaczka ostrożnie feruje wyroki, przypominając: „Wśród tych, którzy znaleźli się w Służbie Porządkowej, byli i biedni, i bogaci, i zastraszeni łapankami do obozów pracy, i tacy, dla których był to sposób na robienie interesów. Byli ci, dla których ważna była kariera, i tacy, którzy wypełniali swoje obowiązki w najbardziej ograniczonym zakresie i traktowali służbę tylko jako sposób na zapewnienie przeżycia swojej rodzinie. Sądy honorowe, oceniając policjantów indywidualnie, znalazły więc klucz do badań nad ŻSP, który często ginął jej późniejszym badaczom” (s. 245). Jako okoliczność łagodzącą można wskazać fatalne warunki materialne mieszkańców (a także funkcjonariuszy i ich rodzin), które determinowały postawy egoistyczne i zmuszały policjantów do ochrony własnych bliskich za cenę utraty dobrego imienia. Ważną implikacją lektury książki Person jest zmiana sposobu postrzegania działań ludzi z dzielnicy zamkniętej; pragnęli przeżyć (nawet kosztem innych). W warunkach podwyższonego ryzyka każda decyzja i postępowanie nabierają innej kwalifikacji. Trudno oczekiwać od ludzi skazanych na zagładę honorowych zachowań w miejscu, gdzie każda słabość była wykorzystywana przeciwko nim. Oczywiście nie usprawiedliwiam policjantów żydowskich – zostali oni (podobnie jak Adam Czerniaków) wystawieni na próbę, która okazała się ponad ich siły ze względu na chęć dostosowania się do panującej normy. A normą był rozłożony na wiele miesięcy proces deprawacji, stymulowany przez okupanta.

Person opowiada się za drobiazgowym procesem dociekania prawdy, choć, jak pisze, w powojennych procesach policjanci żydowscy powoływali na świadków swych moralnie nieskazitelnych czynów zazwyczaj znajomych lub członków rodziny, co obniżało wiarygodność zeznań. Wielu policjantów (m.in. Szapsl Rotholc i Abram Wolfowicz) zostało uniewinnionych. Najważniejszym zadaniem sądów było „ustalenie, w jakim stopniu działali pod przymusem i czy byli w stanie uchylić się od służby” (s. 233). Umorzono także sprawy Jerzego Lewińskiego, Stanisława Gombińskiego i Henryka Nowogródzkiego. Niektórzy policjanci wyemigrowali jednak i w poczuciu ciążącej nad nimi anatemy zmienili nazwisko (casus Wolfowicza i Mariana Händla). Powojenna opowieść o policjantach koncentruje się tylko na wydarzeniach traumatycznych, dlatego codzienna służba policji żydowskiej zeszła na dalszy plan, a fakty Zagłady i uczestnictwa w niej funkcjonariuszy ŻSP poważnie zaważyły na ich wizerunku. Sprawa wydaje się skomplikowana z jeszcze jednego powodu: w wielu egodokumentach autorzy powołują się na zasłyszane informacje, pogłoski lub zdanie tych, którzy doświadczyli od funkcjonariuszy przykrości/przemocy. Person postuluje wypośrodkowanie wizerunku policjantów, gdyż „większość ocalałych koncentrowała się na wydarzeniach najbardziej wstrząsających i drastycznych, a nie na codzienności. Są więc policjanci przeprowadzający łapanki, a nie ma policjantów kierujących ruchem, są łapówki, a nie ma kontroli śmieci” (s. 239). Brzemię służby nie zawsze powodowało zmianę zachowania, a każdą sprawę należy rozpatrywać indywidualnie, co Person nieustannie podkreśla.

Badaczka przyjmuje jako datę otwierającą opowieść o żydowskich policjantach 20 września 1940 roku (wtedy to Ludwig Leist, starosta miejski Warszawy, wezwał do siebie Adama Czerniakowa i nakazał mu utworzenie Żydowskiej Służby Porządkowej), a jako jej zamknięcie – zakończenie wielkiej akcji likwidacyjnej (trwała ona od 22 lipca 1942 roku do 21 września 1942 roku; autorka za końcową datę dzienną „akcji deportacyjnej” uznaje 24 września, co wiązało się z zarządzeniem przeprowadzki do getta szczątkowego, która zakończyła się trzy dni później o godzinie 16 [s. 220]).

Mimo drażliwości tematu, który szczególnie wśród historyków prawicowych powraca wielokrotnie w kontekście żydowskiej winy i sprawczości w procesie Zagłady, Person nie ocenia, lecz rzetelnie rekonstruuje fakty, nie generalizuje i nie balansuje na granicy histerycznej emocjonalności, mogącej podważyć wiarygodność historyka: „W relacjach z getta warszawskiego, zarówno pisanych w czasie wojny, jak i powojennych, policjanci często stają się symbolem fasadowości instytucji getta, gettowego »życia na niby«. Trzeba jednak podkreślić, że niezależnie od ich późniejszej demoralizacji i roli, jaką odgrywali w polityce niemieckiej, codzienna służba funkcjonariuszy ŻSP bynajmniej nie była fasadowa. Po właściwie nominalnym tylko przeszkoleniu zostali rzuceni w sam środek koszmaru getta, przejmując w całości zadania wykonywane do tej pory przez policję granatową” (s. 82). Wkład badaczki w proces zrozumienia działań nazistów, którzy wykorzystywali funkcjonariuszy ŻSP podczas akcji wysiedleńczej, okazuje się niepośledni. W jednym z fragmentów badaczka, rekonstruując fakty, gromadzi osądzające policjantów głosy: „W czasie Wielkiej Akcji wcześniejsza niechęć do policjantów przekształciła się w nienawiść (…) Postawa policjantów przesądziła o bezbrzeżnym okrucieństwie akcji deportacyjnej. W getcie mówiono o ich niebywałej brutalności wobec dzieci, ludzi chorych i starszych, opowiadano o rabinie, którego mieli zabrać w chwili, kiedy udzielał ślubu swojemu bratu, i o tych, którzy wlekli na Umschlagplatz członków swoich rodzin – te opowieści podsycały nienawiść” (s. 216).

Zwieńczona archiwalnymi poszukiwaniami publikacja Person stanowi również cenne kompendium wiedzy o dostosowywaniu się człowieka do pogarszających się warunków ekonomiczno-socjalnych, które zmuszając do wyrzeczenia się dotychczasowego kodeksu moralnego, niszczyły odruchy empatii i powodowały destrukcję więzów wspólnotowych. Kreślona przez autorkę etiologia zła wynikała z braku kontroli nad funkcjonariuszami i dużej swobody działania, która w innych okolicznościach zostałaby wyeliminowana. Na funkcjonariuszy ŻSP czyhało wiele niebezpieczeństw, m.in. pokusa łatwego zysku, który często wiązał się z nadużyciami i brakiem zahamowań, co stanowiło podstawę do wystawienia policjantom złej opinii przez społeczeństwo: „Korupcja funkcjonariuszy ŻSP dotykała wszystkich – i przedsiębiorców, od których haracz ściągano na sposób mafijny, i zwykłych ludzi, przymuszanych do płacenia łapówek za wpuszczenie bocznym wejściem do urzędu, rzekome naruszenie godziny policyjnej czy nieprzestrzeganie obowiązku zaciemnienia. Działanie takie uważane było za występujące przeciwko solidarności społecznej i nie do usprawiedliwienia. Z czasem pogłoski o zachłanności funkcjonariuszy, gotowych jakoby do wszystkiego dla łatwego zysku, stawały się coraz bardziej wstrząsające” (s. 87).

Person wskazuje również na aktywną rolę Niemców w procesie redystrybucji przemocy (zob. s. 153) i moralnej zapaści żydowskich policjantów. Zasady, które aprobował okupant, miały stać się obowiązującymi również dla funkcjonariuszy ŻSP: „Niemcy działali według zasady dziel i rządź, a podziały w getcie służyły im jako narzędzie dezintegracji społecznej; ofiary zmuszane były do wejścia w rolę katów” (s. 153). Badaczka podkreśla także dojmujący brak autorytetów (przede wszystkim Leona Berensona i Maksymiliana Schönbacha), mogących wskazać młodym adeptom właściwe rozwiązania problemów i przeciwności.

W książce Person perspektywa osobista (za sprawą egodokumentów) łączy się ze spojrzeniem wspólnotowym, co skutkuje naświetlaniem postaw moralnie dwuznacznych, ale także ujawnianiem samoświadomości policjantów, czego przykładem są słowa Stanisława Gombińskiego, który swoje wspomnienia złożył do archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego pod pseudonimem: „Czyjemu zarządzeniu mieliśmy się przeciwstawić? Rady Żydowskiej? Czy dała ona jakiś znak, czy był z jej strony jakiś odruch choćby protestu? Czy wreszcie inż. Czerniaków, Prezes Rady, gdy postanowił skończyć z życiem – »lepszego« momentu chyba nie można było wybrać – czy wtedy choćby coś powiedział, cos napisał, jakąś ostatnią wolę zostawił. Że nie powinniśmy się byli oglądać na Radę Żydowską? A na kogo? Na społeczeństwo? A gdzie ono było, gdzie były stronnictwa polityczne, gdzie byli ci, którzy pretendowali zawsze do roli koryfeuszy społeczeństwa? Milczeli. Nie wyszedł od nich ani jeden znak, ani jedno słowo” (s. 236). Policjanci jako obcujący na co dzień z Żydami oraz „rządzący” z przyzwolenia Niemców stali się łatwym obiektem nienawiści i wrogości, co z jednej strony wiązało się z potrzebą szybkiego wymierzenia sprawiedliwości bez studiowania struktur podległości i zależności, jakie charakteryzowały ŻSP, z drugiej zaś Żydzi widzieli współbraci jako katów i malwersantów, których dobrobyt ufundowany był na krzywdzie społeczności żydowskiej. Person podkreśla, że w getcie nie można było monitorować zachowań 2000 funkcjonariuszy, a każdy z nich posiadał inne predyspozycje psychologiczne, które nie zostały sprawdzone podczas rekrutacji.

Person, bazując na protokołach, dokumentach i relacjach, śledzi dynamikę zmian w strukturach ŻSP (skupia się przede wszystkim na losach Józefa Szeryńskiego – kierownika Służby Porządkowej, Jakuba Lejkina – p.o. kierownika Służby Porządkowej i Mieczysława Szmerlinga – kierownika kompanii przeciwepidemicznej, który został kierownikiem dziennym na Umschlagplatzu [zob. s. 200-201]), których przyczyną było aresztowanie Szeryńskiego pod zarzutem przechowywania u polskiego oficera policji futer żony (zob. s. 179). Badaczka płynnie przechodzi od opisu czynności, które stanowić miały podstawę służby funkcjonariuszy („Po reorganizacji Batalionu w końcu maja 1940 r. ze Straży utworzono oddzielny referat, który stał się zalążkiem późniejszej Żydowskiej Służby Porządkowej. W tym czasie znacznie rozszerzyły się też kompetencje Straży, która nadzorowała między innymi budowę muru wokół terenu przyszłego getta, a od lata tego roku patrolowała cmentarz żydowski, gdzie dochodziło do dewastacji nagrobków. Pełniła też funkcje porządkowe w budynku urzędu pracy i innych urzędach gminy” [s. 12]), do ukazania aktywnej roli policjantów żydowskich w czasie wielkiej akcji likwidacyjnej. Podkreśla także, że wstępujący w jej szeregi ochotnicy wywodzili się zarówno ze środowisk zasymilowanych, jak i ortodoksyjnych (zob. s. 43). Osobne partie książki poświęca autorka instytucji zwanej Trzynastką (nazwa pochodzi od adresu jej siedziby Leszno 13), o której w getcie krążyło określenie „żydowscy gestapowcy” (s. 55): „Wydaje się, że przywódcy »Trzynastki« prowadzili w getcie samodzielną działalność nastawioną przede wszystkim na własny zysk; można też przypuszczać, że dla jego powiększenia, w dłuższej perspektywie planowali przejęcie władzy w getcie. Szczegóły tej działalności, jak wyraźnie wynika z powojennych relacji, nie były powszechnie znane. Zyski funkcjonariuszy »Trzynastki« (podobnie jak funkcjonariuszy Służby Porządkowej, działających jednak na znacznie mniejszą skalę) pochodziły z udziałów w przedsiębiorstwach, sklepach, lokalach rozrywkowych lub spółkach szmuglerskich” (tamże). Funkcjonariusze ŻSP byli także zobowiązani do pomocy podczas gaszenia mniejszych pożarów na terenie dzielnicy zamkniętej, a polska straż ogniowa miała brać udział w bardziej wymagających akcjach. Jak podaje Person (za jednym z anonimowych pamiętnikarzy), „zarówno Judenrat, jak i Służba Porządkowa nie zabiegały o utworzenie żydowskiej straży pożarnej, głównie ze względu na związane z tym koszty oraz brak kadry instruktorskiej” (s. 69).

W kolejnych rozdziałach, zgodnie ze skokami napięcia, jakie można zrekonstruować z pozostawionych źródeł, badaczka wskazuje, że incydenty poprzedzające Wielką Akcję (m.in. przygotowywanie scen do kręconego przez Niemców w getcie filmu propagandowego, łapanki do obozów i blokady sanitarne) stanowiły dla funkcjonariuszy test ich możliwości w zakresie stosowania przemocy, połączonej z chęcią zysku: „Nie ulega wątpliwości, że w Służbie Porządkowej wybili się ci, którzy nie mieli skrupułów, swoje doświadczenia z łapanek do obozów i blokad sanitarnych wykorzystali podczas przeprowadzania deportacji” (s. 194).

Jedną z ważniejszych strategii narracyjnych Person jest konfrontowanie źródeł i poszukiwanie „prawdy obiektywnej”, którą uchwycić można tylko dzięki zabiegom porównywania tego, co mówili ocalali funkcjonariusze (strategie samousprawiedliwienia), i tego, co znajduje się w dokumentach z relacjami postronnych świadków, a także rodzin funkcjonariuszy. Czytelnik zostaje szczegółowo zaznajomiony z doświadczeniami funkcjonariuszy ŻSP i ich zmieniającymi się kompetencjami, dzięki skutecznym zabiegom Person, mającym na celu destylację prawdy, której docieczenie możliwe było tylko pod jednym warunkiem: odrzucenia łatwych generalizacji, o które mógłby pokusić się współczesny czytelnik bez wiedzy kontekstowej i znajomości rosnącej niepewności mieszkańców getta. Badaczka, będąc tylko skryptorem faktów, nie pretenduje do miana komentatora opisywanych wydarzeń, co stanowi gwarant rzetelnej pracy i etyki badawczej. Naświetla życiorysy „szumowin” („Żydowscy policjanci zarabiali na Umschlagplatzu również w inny sposób. Jako jedyni w getcie otrzymywali duże przydziały chleba. I sprzedawali ten chleb po wygórowanych cenach. Za odpowiednią opłatą zgadzali się też na doręczenie listu do rodziny lub, w drugą stronę, paczki od rodziny w getcie. Wreszcie, o czym pisał Emanuel Ringelblum w dzienniku, policjanci wykorzystywali seksualnie oczekujące na transport kobiety. Ringelblum potępiał zarówno policjantów, jak i kobiety, które w ten sposób starały się ratować życie” [s. 205]) oraz losy honorowych policjantów, którzy w pierwszym tygodniu akcji podjęli decyzję o popełnieniu samobójstwa (zob. s. 207) lub zostali zastrzeleni za ratowanie ludzi z Umschlagplatzu (tamże).

Sposób budowania narracji, która zajmuje od pierwszych stron, wraz z doborem archiwaliów i egodokumentów, poświadczających zakres obowiązków, dalsze losy ocalałych i perypetie rodzin policjantów, stanowią (poza wspomnianą kwerendą archiwalną, która obejmowała dwanaście instytucji) największe atuty publikacji; czytelnik nie odczuwa natłoku informacji ze względu na potraktowanie przypisów jako komplementarnej narracji, w której znalazły się większe fragmenty zapisków Czerniakowa, innych diarystów oraz dygresje i dopowiedzenia rozbijające spójność głównej narracji.

Person wykazała się również świetnym zmysłem kompozycyjnym; dzięki zachowaniu układu chronologicznego czytelnik z łatwością uchwyci zależność między pogarszającymi się warunkami w getcie a przyrostem kompetencji, które doprowadzą do znienawidzenia żydowskich policjantów. Książka składa się z dziesięciu rozdziałów, zakończenia, a także sześciu aneksów. I choć spis treści nie pozostawia wątpliwości, że w publikacji Person tytuły kolejnych rozdziałów sprawują funkcję nawigacyjną (stąd brak cytatów z dzienników gettowych w tytułach rozdziałów lub innych rozwiązań formalnych), badaczka dba o podtrzymanie zainteresowania czytelnika (laika), przytaczając na początku każdego rozdziału krótki fragment wspomnień/raportu/relacji ustnych; a cytaty te w przeważającej liczbie podkreślają niezborność powierzonych funkcjonariuszom zadań i ich faktycznych obowiązków (casus relacji Emmy Rodan wykorzystanej w rozdziale dotyczącym działań ŻSP na Umschlagplatzu).

„Policjanci” Person stanowią książkę, która spełni specjalne zadanie: wytrąci historyków prawicy z poczucia dumy z powodu odkrycia faktu, że Żydzi pomagali w Zagładzie współbraci, co miałoby oczyścić Polaków z oskarżeń o kolaborację z Niemcami i szmalcownictwo. Czytając tę publikację, warto zwrócić również uwagę na to, że autorka korzysta z relacji zebranych w pełnej edycji Archiwum Ringelbluma, której jest koordynatorką. Wypada więc podkreślić, że wiedza, jaką czytelnik czerpie z publikacji Person, okazuje się gorzka, lecz niezbędna do podjęcia dalszych szczegółowych badań dokumentów i archiwów, które, jak przyznaje sama badaczka, nie są jeszcze w pełni wykorzystane.
Katarzyna Person: „Policjanci. Wizerunek Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie warszawskim”. Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma. Warszawa 2018.