Wydanie bieżące

15 listopada 22 (358) / 2018

Zuzanna Sokołowska,

W STRONĘ ŚWIATŁA (JUNKO THERESA MIKURIYA: 'HISTORIA ŚWIATŁA')

A A A
Książka „Historia światła. Idea Fotografii” autorstwa Junko Theresy Mikuriyi, wykładowczyni między innymi London School of Film, to wnikliwe i niezwykle błyskotliwe studium docierania do źródła fotografii, jej prawdziwej esencji, którą badaczka odnajduje przede wszystkim w filozofii i źródłach oświeceniowych. Mikuriya zauważa, że dzisiejszy, niezwykle szybki rozwój technologii sprzyja krytycznemu namysłowi nad tym, czym fotografia tak naprawdę jest, bo jej sens ciągle gdzieś umyka, albo pod warstwą rozważań warsztatowych, albo tych, które przede wszystkim dotyczą wizualności. Nie sposób nie zgodzić się ze stwierdzeniem Susan Sontag, że wszelkiego rodzaju obrazy, w tym fotografia, stanową wyobraźnię świata, zajmując niemal całą przestrzeń odpowiedzialną za myślenie. Mikuriya jednak zauważa problem, z jakim obrazowanie rzeczywistości się zmaga, a jest nim brak tożsamości. Cytuje w swojej książce Johna Tagga, który twierdzi, że fotografia nie posiada własnego systemu identyfikacji, a jej status jako technologii zależy od otaczających ją relacji władzy (s. 14). „Istota praktyki fotograficznej zależy od instytucji i osób, które ją definiują i wykorzystują. Jej historię cechuje brak spójności, jest niczym migotliwy blask przenikający rozmaite przestrzenie instytucjonalne i to właśnie owe przestrzenie – nie zaś sama fotografia – powinny stanowić przedmiot badań” (s. 14) – podkreśla Tagg.

Mikuriya nie chce jednak redukować tego medium jedynie do technologiczno-instytucjonalnego narzędzia. Dostrzega w nim mistyczno-filozoficzny potencjał, który pragnie wydobyć na światło dzienne. Badaczka intuicyjnie przeczuwa, że fotografia, a w zasadzie jej natura, charakter i prawdziwa definicja, uwięzły w kadrze. Stara się je za wszelką cenę uwolnić, sięgając w mroki Platońskiej jaskini i magicznych rytuałów Jamblicha, filozofa, o którego życiu nie wiadomo zbyt wiele, ale zachowały się o nim legendy, że potrafił wznosić się w powietrze podczas poddawania się głębokiej modlitwie, a z jego ciała emanowało niezwykłe światło. Analizuje także teksty mnicha Fitoleusza z Batos i Marsilia Ficina, dokonując ich ponownego odczytania, odnajdując w nich elementy filozoficznego pojęcia, jakim jest photagogia, czyli „chłonięcie światła”.

Mikuriya zaskakuje czytelnika skojarzeniami i interpretacjami dzieł filozoficznych, doszukując się w nich światłoczułości, jak i cienia. Bo tak naprawdę książka badaczki nie dotyka aktualnych problemów definicyjnych, z jakimi zmaga się fotografia, tylko stanowi próbę odnalezienia źródeł tego, czym jest światło, będące najważniejszym elementem tej dziedziny sztuki. Badaczka dokonuje odważnej reinterpretacji dzieł Platona, gdzie jaskinia staje się emblematem nie tyle świata idei, ale procesu tworzenia się zamysłu tego, czym stanie się fotografia. Dla Mikuriyi owe ciemności panujące w jaskini, jak i słabo docierające do niej światło, stanowią proces powstawania zdjęcia. Zamysł, jaki narodził się w głowie badaczki, poszukującej za wszelką cenę narzędzia do nadania fotografii tożsamości, związany jest z historią filozofii, w której światło zajmuje uprzywilejowaną pozycję. „Obecność światła jest wyraźna w krzewionych przez filozofię mitach o jej własnym początku, od światła słonecznego w Platońskiej alegorii jaskini, przez oscylację między światłem a nocą w poemacie „O naturze” Parmenidesa, aż do blasku stworzenia w „Corpus Hermeticum” – by nie wspomnieć o historycznej obsesji filozofii na punkcie reprezentacji i refleksji” (s. 20) – pisze Mikuriya. Na początku ten sposób patrzenia na fotografię, jak i światło wydaje się być mało przekonujący. W książce mieszają się watki boskiej jasności, naturalnie umieszczonej w sferze sacrum, jak i praktyk ezoterycznych oraz medytacyjnych, w których światło stanowi element oświecenia, wyjścia poza ciemność, które dalekie są jednak od bezpośrednich skojarzeń z fotografią czy poszukiwania jej czystej idei. Mikuriya miesza konteksty, które mają się wpasować w jej sposób myślenia o tym medium. Jednak czytelnik w trakcie lektury powoli angażuje się w narrację tej erudycyjnej publikacji, która wymaga od niego bardzo solidnego, filozoficznego przygotowania. Bez tego, książka ta może stać się jedynie zwykłym, intelektualnym rojeniem spisanym na szybko w trakcie wysokiej gorączki, pozbawionym sensu i wyrafinowanego polotu.

Interesujące są bez wątpienia rozważania autorki dotyczące platońskiego pojęcia chora, które w kontekście rozważań Mikuriyi stanowi sposób nadania fotografii namiastki materialnej obecności. Według niej chora „pozwala zauważyć, że niewidoczność medium nie jest tożsame z jego nieobecnością, lecz raczej stanowi sposób jego działania” (s. 83). Pojęcie to bardzo często przewija się w książce badaczki. Staje się też kluczem do zrozumienia tego, czym dla Mikuriyi stała się fotografia – nie tylko sposobem na poszukiwanie jej statusu ontologicznego, ale także odciskiem boskości, gdyż każdy akt kreacji związany jest z powstawaniem i ginięciem, przez światło i poprzez światło, kiedy obraz na negatywie zaciera się w wyniku jego nadmiaru.

Platońskie dzieła, w tym „Państwo” zainspirowały badaczkę do pójścia o jeszcze jeden krok dalej – śmiało stwierdza, że pojęcie triton genos, czyli „trzeci rodzaj”, które przewija się często w platońskich tekstach, oznacza tak naprawdę światło. Ów trzeci rodzaj cechuje się nieuchwytną obecnością, bezpostaciową naturą i wszechstronnością. Jak możemy przeczytać w cytowanym przez Mikuriye cytacie z „Państwa” Platona, „choć tam będzie wzrok w oczach i ten, który go posiada, zechce się nim posługiwać i chociaż będzie barwa na przedmiotach, to jednak, jeżeli się nie dołączy rodzaj trzeci, to mający właśnie naturalne przeznaczenie, to wiesz, że wzrok nic nie zobaczy, a barwy zostaną niewidzialne” (s. 89). Bez wątpienia, trudno jest w tym przypadku uciec od skojarzeń związanych z lśnieniem, błyszczeniem, jasnością, spustem migawki i oślepiającym błyskiem lampy w aparacie. Co ciekawe, po raz pierwszy słowo „fotografować” pojawia się w tekstach Filoteusza, który definiuje go jako „pisanie światłem”. Zresztą, czy fotografia nie jest tak naprawdę językiem światła, jego swoistym, niezwykle intymnym alfabetem? I czy to właśnie dlatego tak trudno nadać tej dziedzinie sztuki jakąkolwiek tożsamość, skoro dotyka tego, co jest trudno definiowalne, co znajduje się w oślepiającym blasku słońca? Mikuriya śmiało stwierdza, że tak. I nie sposób jej nie wierzyć po przeczytaniu tej fascynującej książki.

Bez wątpienia filozofia zachodnia i jej koncepcje dotyczące światła znajdują się w opozycji do filozofii Wschodu, w której rządzi cień – jasność po prostu oślepia, pozbawiając wzrok możliwości dostrzeżenia szczegółów, a wyobraźnię zdolności do wychwytywania mikrozachwytów. Mikuriuya tymczasem traktuje światło jako tajemniczą wrażliwość estetyczną, wokół której należy rozpatrywać całą fotografię, bo to właśnie w nim kryje się prawdziwy charakter tego medium.

Książka Junko Theresy Mikuriya „Historia światła. Idea fotografii” wpisuje się idealnie w postmodernistyczny nurt reinterpretacji, ponownego odczytywania i nowego spojrzenia na teksty, o których, wydawać by się mogło, powiedziano i napisano już wszystko. Pomimo ogromnych walorów poznawczych, sporym utrudnieniem dla czytelników będzie niezwykle hermetyczny język tej malutkiej publikacji, który może zmęczyć, znużyć i tym samym bardzo szybko zniechęcić do przebrnięcia przez kolejne strony. Jednak warto próbować, bo Mikuriya funduje polskim czytelnikom fascynującą wędrówkę w głąb światła, stającym się istotnym środkiem wyrazu, dzięki któremu zupełnie inaczej spojrzymy na każde zdjęcie.
Junko Theresa Mikuriya: „Historia światła. Idea fotografii”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2018.