1 grudnia 23 (359) / 2018

Agnieszka Lniak,

NARÓD AESTETYCZNY (PIOTR MARECKI: 'NIEPODLEGŁA GOOGLE')

A A A
W rzeczywistości, w której pojęcie twórczości zawłaszczone zostało przez „kreatywny kapitał”, uosobiony pod postacią warsztatów creative writing i self publishingu, status quo twórczości jako takiej staje się nad wyraz skomplikowany. Jaka rola przypada w tej rzeczywistości poecie? Jak pokazuje przykład „Niepodległej Google” Piotra Mareckiego, może on odmówić twórczego zaangażowania. Podobnie jak wielu artystom, który ograniczyli twórczą kreację na rzecz artystycznego milczenia (takich jak Marcel Duchamp czy John Cage), ten gest poetyckiego zaniechania pozwala autorowi „Wierszy za sto dolarów” eksplorować eksperymentalne środki wyrazu. Wiersze-flarfy, bo do tego nurtu XXI-wiecznej poezji eksperymentalnej Marecki przyporządkowuje swój najnowszy tom „Niepodległa Google”, to już nie tradycyjnie rozumiane poetyckie wypowiedzi, ale próba wypowiedzenia skomplikowania języka, który nas otacza. By tego dokonać, Marecki zbiera gotowe treści znalezione w internecie i układa je w poetyckie „ready-made’y”, stworzone z gotowych tekstów-cytatów „wygooglowanych” przy pomocy najpopularniejszej wyszukiwarki. „Niepodległa Google” nie jest jednak, mimo artystycznego zaniechania, głosem neutralnym – jak sugeruje Susan Sontag odnośnie ciszy w twórczości Duchampa i Cage’a, „Nie istnieje żadna neutralna powierzchnia, neutralny dyskurs, neutralny wątek, neutralna forma” (S. Sontag 2018: 17). Tak samo tom Mareckiego, choć wedle sugestii autora ograniczający się do zebrania gotowego materiału w formie wierszy, staje się komentarzem skierowanym wobec określonego dyskursu. Ten poetycki projekt zbiegł się z kampanią medialną towarzyszącą obchodom stulecia niepodległości – „Niepodległa”. Jak autor wskazuje we wstępie, koincydencja tych dwóch przedsięwzięć – narodowych flarfów i akcji promującej (sic!) niepodległościowe treści – czyni z jego tomu „bardziej (…) projekt społeczny niż poetycki” (s. 8). To spostrzeżenie nie jest do końca trafne. Poetyckiej gry pomiędzy kampanią Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego a tomem Mareckiego nie sposób zredukować do przeciwstawienia społecznego charakteru medialnego przedsięwzięcia („Niepodległa”) i poetyckiej realizacji („Niepodległa Google”). To także gra pomiędzy estetyzowaną narracją instytucji i aestetycznym głosem społeczności; dopieszczonymi infografikami „Niepodległej” i prostą kreską „rozpikselowanych” ilustracji Bolesława Chromrego. Ministerialna kampania nie odniosła sukcesu – „Niepodległą” na Facebooku polubiło 54 tysiące użytkowników (przy 38 milionach polskich obywateli). W tej perspektywie praca Mareckiego i Chromrego wydaje się niezwykle ważna – w przeciwieństwie do nieodnoszącej medialnego i marketingowego sukcesu estetycznej wizji narodu, „Niepodległa Google” zbiera spontaniczne i niezafałszowane doświadczenia Polaków i Polek, podane w formie poetyckiej opowieści, która jest „wielokrotnie przerabiana, niegotowa, poprawiana, kiczowata” (s. 8). Choć autor zapewnia, że jego tom jest niedopracowany i w pewnym sensie odtwórczy, posiada on ogromny potencjał demaskatorski i krytyczny, zarówno na poziomie treści, jak i estetyki.

Warto poświęcić kilka słów zamysłowi autora i idei uncreative writing, w duchu której stworzone zostały „Niepodległa Google” oraz wcześniejszy tom Mareckiego „Wiersze za sto dolarów”. Dla Kennetha Goldsmitha, autora poetyki uncreative writing, współcześnie słowa są bezwartościowe – produkowane bez końca stały się czymś niewiele znaczącym i wyzbytym sensu (K. Goldsmith 2011: 218) Zdaniem Goldsmitha nic nie stoi zatem na przeszkodzie, by słowa potraktować jako materiał – zaczerpnięty z gotowych tekstów, który, przetworzony i połączony na zasadzie kolażu czy samplingu, zostaje skonstruowany ponownie. W przeciwieństwie do innych artystycznych przechwyceń, uncreative writing to koncepcja, w której praca autora skupia się przede wszystkim na formułowaniu algorytmu, a nie na tradycyjnie rozumianej poetyckiej intertekstualności – kluczowym elementem nie jest tu łączenie gotowych treści w nowe sensy, ale wykorzystanie medialnych narzędzi do konstruowania utworu (autor strategii pisarskiej podkreśla istotność użycia baz danych i programowania w „niekreatywnym pisaniu”). Podążająca za projektem Goldsmitha i nurtem flarf w poezji amerykańskiej, „Niepodległa Google” spełnia się w powyższej formule – jest zbiorem poetyckim napisanym przy wykorzystaniu cudzych tekstów, odnalezionych przez algorytmy wyszukiwarki i złożonych przez Mareckiego w formę wierszy. Jak autor sugeruje we wstępie: „Niniejsza książka została napisana przez zbiorowość. Nawet jeśli to ja wybierałem hasła do wyszukiwarki i następnie obrabiałem teksty, sam nie dodawałem od siebie żadnych nowych słów” (s. 8). Sugerując się słowami Mareckiego, należałoby uznać go w „Niepodległej Google” nie za autora, a kogoś, kto relacjonuje: „W ujęciu tego nurtu [flarf] status autora jest sprawą bardzo skomplikowaną. Autorem jest bowiem wyszukiwarka, a wiersze powstają z gotowych tekstów” (s. 8). Projekt Mareckiego nie ogranicza się oczywiście do wyszukiwania. Autor formułuje słowa-klucze, a następnie intencjonalnie nadaje wybranym fragmentom określoną formę. Tematyka „Niepodległej Google”, której materiał pochodzi „z aktualnego polskiego dyskursu politycznego” (s. 7), odpowiada aktualnym bolączkom narodu polskiego i narodowego dyskursu. Wśród pojawiających się w wierszach haseł, będących wynikiem – jak można się domyślać – poszukiwań wśród najwyższych wyników przeglądarki, znalazły się m.in. Smoleńsk i ekshumacje, bojkot Festiwalu w Opolu, studio Yayo, żydokomuna, suweren, Soros, zakłamane elity, polska flaga, „schody” upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej, Bruksela i Unia Europejska, antypolonizm, aborcja, odzież patriotyczna, Targowica, miesięcznica czy Korona Królów. W załącznikowej historii wyszukiwania szczególne miejsce zajmują takie portale, jak: Facebook, Onet, niezależna.pl, Rita Press, strony internetowe Wiadomości i Polityki oraz konto Rafała A. Ziemkiewicza na Twitterze. Wiersze-flarfy „Niepodległej Google” spełniają zatem, poza funkcją estetyczną (czy aestetyczną), istotną rolę sprawozdawczą, by nie powiedzieć, kronikarską – zbierają doświadczenia polskich internautów z określonego przedziału czasowego (mniej więcej roku), reprezentujących w przeważającej części postawy antylewicowe czy tradycjonalistyczne („Lewactwo z google usuwa krzyże z kościołów / Co robi ze złomem? Steampunkowe rzeźby, dzie- / ła sztuki. Tyle zachodu żeby pozbyć się / jednego z symboli cywilizacji?” – „Rzeźby i krzyże z Google”, s. 15). Tom ten łączy zatem charakter społeczny i artystyczny, staje się eksperymentalnym, poetyckim dokumentem swojego czasu.

Zapewnienia autora tomu o kiczowatości i mierności jego flarfów poczytuję za fałszywą skromność. „Niepodległa Google” zawiera wiele wierszy w zgrabny sposób łączących języki, które przeplatają się w przestrzeni wirtualnej – kolejne wersy suną po komunikatach jak oko po stronie okna przeglądarki: „Oprócz ciasteczek wysyłanych z naszego serwe- / ra za pośrednictwem naszych witryn wysyła- / ni są wszyscy lubiący śpiewać i kochają- / cy Polskę. Pojęcie patriotyzmu najczęściej / wyjaśniane jest jako postawa, związana / z utrudnieniami w ruchu oraz zamknięciem hi- / permarketów i dużych sklepów” („Niepodległa Google”, s. 11). Marecki łączy pozornie niezwiązane ze sobą treści w taki sposób, że wykrycie ich macierzystego kontekstu staje się niejednokrotnie niemożliwe – miejsca łączeń i spoiw nikną w toku splecionych ze sobą treści, przypominających strumień świadomości. Chaotyczny język „facebookowych” i „onetowych” komentarzy, który sam w sobie bywa absurdalny i trudny do zdekodowania, niesie za sobą ogromny potencjał poetycki. Marecki zdaje sobie sprawę z tego potencjału – przechwytuje go, czyniąc z „womitywnego” charakteru tych wypowiedzi zgrabne poetyckie frazy: „Naród ma pracować, a nie leżeć w paszteto- / wo-zniczowej z nutką seksu i złodziejstwa re- / stauracji (nomen omen) »Sowa&Przyja- / ciele«. Kiedy propaganda wejdzie za mocno (…) / zacznie się ucieczka / szczurów z tonącej łajby na piasek” („Ciamajdan ośmiorniczkowy”, s. 45). Tych poetycko fortunnych fraz, choć szczególnych w ramach całego tomu, nie traktowałabym jako dominanty czy celu tego poetyckiego przedsięwzięcia – w wyborze Mareckiego przeważają frazy niezgrabne i niezrozumiałe, oddające chaotyczny charakter społecznego dyskursu, jego doraźność i naiwne reprodukowanie gotowych myślowych kalek.

Doraźność tomu objawia się także w jego szacie graficznej. Edycja przedstawia się jak zrobiona niby „od niechcenia”, wiersze wydrukowano tak, by wymusić na czytelniku rotacyjne obracanie książki, zbyt duże lub zbyt małe tytuły (wyróżnione pogrubieniem, podkreśleniem i kursywą) wymagają ryzykownego rozginania kartek podczas lektury (przy jednoczesnej groźbie rozsypania się tomu w rękach). Wszystko podano „czarno na białym”, razem z ilustracjami Bolesława Chromrego, rysowanymi na kształt mniej lub bardziej konwencjonalnych emotikonów – od zasmuconych i uśmiechniętych buziek, po koślawo narysowane krzyże, wybrakowane pacyfki, męskie członki czy ściśnięte „LOL” niemieszczące się na stronie (s. 36). Graficzny aspekt tomu, podobnie jak treść wierszy, jest skrajnie aestetyczny – nieuporządkowany, a nawet chaotyczny. Podobnie jak treść wierszy, tak i ilustracje Chromrego przyjmują krytyczny dystans wobec niepodległościowej retoryki – uśmiechnięte miny rozpływają się na stronie kartki (s. 49) a gwiazdki upodabniają do swastyk, tworząc niepokojące, czarne pajęczyny (s. 14).

„Niepodległa Google” oddaje narracyjny chaos „wyzwolonej Polski”, poetyckie danse macabre na trupie dyskursu („Żyjemy na takiej samej kupie kamieni, / z tym, że ta kupa jest bukiem, który zginął w ka- / tastrofie i doczekał się własnego pomni- / ka” – „Wyciągnięta ręka Smoleńska”, s. 16). Pozornie niewinna zabawa mediami jaką jest flarf, w rękach Mareckiego zamienia się w poetycki papierek lakmusowy, relacjonujący język narodu zapośredniczony przez medium – najpierw medium internetu, później wiersza. Omawiana książka poetycka wskazuje na ogromny problem internetowej retoryki – pustych symboli i odniesień, zadomowionych na polskich portalach informacyjnych. Marecki pozornie wstrzymuje się od bezpośredniej krytyki, pozostawia narodowy dyskurs „bez komentarza” – jego wybór naświetla go jednak w taki sposób, że to nie autor go demaskuje, ale język sam się ośmiesza, a wiersze „mówią same za siebie”.

Literatura:

1. K. Goldsmith: „Uncreative Writing: Managing Language in the Digital Age”. New York: Columbia University Press, 2011.

2. S. Sontag: „Style radykalnej woli”. Przeł. D. Żukowski. Kraków 2018.
Piotr Marecki: „Niepodległa Google”. Ilustracje Bolesław Chromry. Korporacja Ha!art. Kraków 2018.