Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (360) / 2018

Magdalena Kempna-Pieniążek,

BEZ BARW (YE)

A A A
„Ye” Guilherme Petreki łączy w sobie najlepsze cechy kameralnej historii inicjacyjnej i wystawnej opowieści o odwiecznej walce dobra ze złem. Siłą tego komiksu jest leżący u jego źródeł archetyp, o którym autor próbuje mówić trochę tak, jak wypowiada się mit: z całą świadomością jego powtarzalności i równocześnie z przekonaniem, że ponowne jego przywołanie pozwoli choć na chwilę rozproszyć ciemność panującą na zewnątrz nocy.

Kłopoty tytułowego bohatera zaczynają się w momencie, gdy na dachu jego domu siada przerażający kruk. Miejscowi od razu wiedzą, że to nie jest zwykły ptak, lecz wysłannik Króla bez Barw, „bytu cokolwiek strasznego i okrutnego”, odpowiadającego „za wszystkie plagi, wojny, smutki i tragedie”, przypominającego „czarny atrament”, który „plami każdą powierzchnię” i „żaden kolor z nim nie wygra”. Aby uleczyć duchową ranę, jaką pozostawił w nim cios Króla, Ye musi opuścić rodzinną wioskę i wyruszyć do miasta, bo tylko stara znachorka Miranda, również dotknięta przez zło, może mu pomóc w znalezieniu lekarstwa. Podróż bohatera, jak na wędrówkę inicjacyjną przystało, obfituje w liczne niebezpieczeństwa i niesłychane wydarzenia; są w niej piraci, cyrkowcy i najdziwniejsze stworzenia wprost z sennego koszmaru. Droga do celu jest długa i kręta: trzeba samotnie przedrzeć się przez las, przepłynąć morze, znieść chłód i śnieg, a nawet wznieść się ku niebu balonem… Wszystko to jednak błahostki w porównaniu z czekającą na końcu wyprawy konfrontacją z Królem bez Barw.

Archetypiczny charakter opowieści przejawia się w „Ye” w konstrukcji świata przedstawionego – w szkicowej charakterystyce miejscowości, z jakiej pochodzi tytułowy bohater (dom, pole uprawne, drzewo, niebo), w znaczącej nazwie miasta, do którego udaje się protagonista (Esperanza kojarzy się z nadzieją) oraz w istotnej roli, jaką pełnią w historii cztery żywioły: ziemia, na którą pada Ye dosięgnięty przez Króla, woda, po której podróżuje statkiem, ogień trawiący cyrkowy namiot jego przyjaciela, wreszcie powietrze – naturalne otoczenie dla lecącego balonu. Nie bez znaczenia są też symboliczne rekwizyty, z jakimi styka się bohater. Czarne krucze pióro (własność Króla bez Barw), bilet na drogę (otrzymany od rodziców) oraz karty tarota (którymi posługuje się Miranda) składają się tutaj na znaczącą triadę: zło – podróż – wiedza. To zło wygania bohatera z domu. Aby móc do niego wrócić, chłopiec musi uporać się z Cieniem (lub – jak kto woli – z Królem bez Barw). To ważne, by do konfrontacji doszło z dala od rodzinnych stron, aby ciemność nie zdołała tknąć tego, co dla bohatera najświętsze. Dzięki podróży Ye zdobywa niezbędne doświadczenie i wiedzę, dojrzewa. Widzi przemoc i sam próbuje się nią posługiwać. Przyjmuje od obcych zarówno dobro, jak i cierpienie, uważnie słucha ich historii. To wreszcie dzięki wiedzy, której depozytariuszką jest Miranda, Ye może spojrzeć na samego siebie z innej niż dotąd strony.

Co ciekawe, historia konfrontacji z Cieniem została przez brazylijskiego autora zaprezentowana w czerni, bieli i odcieniach szarości. Bez barw. Czy oznacza to, że świat został już w pewien sposób przegrany i indywidualne zwycięstwo niewiele zmieni w porządku rzeczywistości opanowanej przez Króla bez Barw? W dialogach wspomina się wszak o strasznej wojnie, a nad wioską Ye przelatuje złowieszczy samolot. A może za tą decyzją stała potrzeba jeszcze mocniejszego zaakcentowania archetypicznego charakteru opowieści? Silny kontrast czerni i bieli oraz plansze, na których Ye albo pogrąża się w największym mroku, albo jest otoczony świetlistą jasnością, mają w sobie coś mistycznego – tak jak kabalistyczne i gnostyckie symbole zewsząd otaczające Mirandę.

Na najbardziej podstawowym poziomie jest to przecież opowieść o gnozie – o poznaniu tajemnic bytu, których słowem często wyrazić nie sposób. W tym kontekście symbolicznego znaczenia nabiera niemota głównego bohatera, który potrafi wypowiedzieć tylko jedno słowo – tytułowe „Ye”. Brak możliwości wypowiadania się jest tu bardzo istotny. Jedna, jedyna sylaba, z czasem utożsamiana z imieniem chłopca, sygnalizuje jego początkowe skupienie na sobie. Z drugiej strony, staje się ona metaforą jego lęku przed wypowiedzeniem siebie – autentycznego siebie – w konfrontacji z otaczającym go światem. Komiks Petreki jest opowieścią o tym, że bez sięgnięcia do głębi, do własnej istoty jakakolwiek prawdziwa komunikacja nie wydaje się możliwa, przypominając raczej wymianę pojedynczych, tyleż użytecznych, co niewiele znaczących sylab. Aby usłyszeć swój prawdziwy głos, trzeba najpierw wysłuchać innych, a następnie zdobyć się na wielką odwagę. A co trzeba zrobić, by nadać światu kolory skradzione przez Króla bez Barw? To już zapewne temat na inną historię.
Guilherme Petreca: „Ye”. Tłumaczenie: Marek Cichy. Wydawnictwo Mandioca. Warszawa 2018.