Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (361) / 2019

Michał Misztal,

PUSTE OBIETNICE (PUSTY CZŁOWIEK)

A A A
Cullena Bunna cenię za „Hrabstwo Harrow”, wydawany przez Dark Horse (zaś w Polsce przez Muchę) komiksowy horror – rzecz może nie wybitną, ale bardzo nastrojową i dobrze opowiedzianą, dodatkowo zilustrowaną w charakterystyczny sposób przez Tylera Crooka. To właśnie z powodu amerykańskiego scenarzysty chciałem sięgnąć po „Pustego Człowieka” – wcześniejszych dokonań odpowiedzialnej za rysunki Vanesy R. Del Rey nie znałem, ale razem z Bunnem została (na ostatniej stronie okładki) nazwana „jednym z najbardziej obiecujących talentów w branży komiksowej”. Co w takim razie mogło pójść nie tak?

Pusty Człowiek to choroba, która może dopaść właściwie każdego – co prawda istnieją pewne podejrzenia i teorie, jakich ludzi dotyka, jednak nikt nie ma co do tego stuprocentowej pewności. Ważne jest to, że jej wynik to śmierć lub katatonia i nie wiadomo, jak ją powstrzymać. To prawdziwa epidemia powodująca panikę całej ludzkości, powstanie przeróżnych sekt, porwania i tym podobne atrakcje. W tym świecie swoje śledztwo prowadzą Jensen i Langford – członkowie międzyagencyjnej grupy zadaniowej badającej Pustego Człowieka i powiązane z nim przestępstwa.

Pustego Człowieka bardzo trudno zdefiniować – ktoś choruje tak, a ktoś inaczej, przy czym Bunnowi nie udaje się tu zbudować znanego ze wspomnianego już „Hrabstwa Harrow” nastroju grozy. Tamten komiks nie przerażał, ale w czasie lektury niejednokrotnie czuło się, że coś pełza pod skórą. Wydaje mi się, że „Pusty Człowiek” również miał straszyć, natomiast historii nie udało się tego osiągnąć. Co więcej, całość jest zbyt nijaka – nie zdołała mnie zainteresować, zaniepokoić ani wciągnąć. Agenci tropią sektę, odkrywają nowe fakty na temat choroby, ale że scenarzysta zbudował całość tak, że w związku z epidemią może zdarzyć się wszystko (bo na jej temat wiadomo bardzo niewiele), kiedy w końcu dzieje się coś nowego, trudno było mi reagować na to inaczej niż wzruszeniem ramion. Nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że nieprecyzyjna koncepcja Bunna nie ma wystarczająco solidnych fundamentów, przez co czytelnikowi można „rzucić w twarz” czymkolwiek – z tego powodu niełatwo będzie go zaskoczyć lub sprawić, by nie czuł się sprowadzany na manowce.

Kolejnym problemem „Pustego Człowieka” są ilustracje Vanesy R. Del Rey – brzydkie, nijakie, nieprecyzyjne, nieczytelne, z kolorami Michaela Garlanda, które wybitnie nie ułatwiają oglądania tego komiksu. Czegoś tak przeciętnego (a momentami nawet gorzej) nie widziałem już dawno w żadnej historii obrazkowej. Z rysunków aż bije niedbałość i wydaje mi się, że choćby Bunnowi udało się zbudować tu jakąkolwiek atmosferę za pomocą scenariusza, kadry i tak skutecznie by to zrujnowały. Na szczęście wydawany od listopada komiks „The Empty Man”, dalej pisany przez Bunna (i liczony ponownie od numeru pierwszego), rysuje już ktoś inny.

Do „Pustego Człowieka” podchodziłem z lekkim entuzjazmem i dostałem srogiego kopniaka w splot słoneczny. Spore rozczarowanie – poleciłbym tylko największemu wrogowi.
Cullen Bunn, Vanesa R. Del Rey: „Pusty Człowiek” („The Empty Man”). Tłumaczenie: Piotr Czarnota. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2018.