Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (361) / 2019

Przemysław Pieniążek,

SYMFONIA WIELKIEGO MIASTA (BERLIN. TOM 1-3: MIASTO KAMIENI/MIASTO DYMU/MIASTO ŚWIATŁA)

A A A
Gdy w 1996 roku Jason Lutes ukończył prace nad „Karuzelą głupców”, zaczął intensywnie myśleć nad kolejnym komiksowym projektem, który swoim rozmachem przyćmiłby wcześniejsze dokonanie amerykańskiego artysty. Czując niedosyt po zbyt ogólnikowych lekcjach historii dotyczących II wojny światowej oraz mając w pamięci lekturę publikacji poświęconej Berlinowi doby Republiki Weimarskiej, urodzony w New Jersey scenarzysta i rysownik rozpoczął gromadzenie materiałów źródłowych (proces zajął w przybliżeniu dwa lata), pomocnych w stworzeniu – jak się okazało – prawdziwego opus magnum.

Debiutujący w formie zeszytowej pod szyldem Black Eye Books cykl „Berlin. Miasto kamieni” (w 2001 ukazujący się jako album nakładem kanadyjskiej oficyny Drawn and Quarterly – polski przekład Kultury Gniewu w 2008) był pierwszym segmentem planowanego tryptyku, w którym Lutes zastosował metodę „strukturalnej improwizacji”, jednocześnie składając hołd wielowątkowej, rozpisanej na liczne podmioty narracji powieści „Berlin Alexanderplatz: dzieje Franciszka Biberkopfa” autorstwa Alfreda Döblina, której telewizyjna adaptacja dokonana w 1980 przez Rainera Wernera Fassbindera również w znaczący sposób wpłynęła na poetykę tej graficznej trylogii.

Akcja „Miasta kamieni” rozpoczyna się we wrześniu 1928 roku, dekadę po zakończeniu I wojny światowej i okresie jawiącym się jako zmierzch Republiki Weimarskiej. Niemcy pogrążone są w głębokim kryzysie (tak ekonomicznym, jak i politycznym), zaś na sile przybiera konflikt między zapatrzonymi w radziecką rewolucję socjalistami a nacjonalistami. Każda z frakcji ma własną wizję dotyczącą genezy problemów gnębiących kraj oraz sposobów ich rozwiązania. Krwawy przebieg pierwszomajowego pochodu 1929, brutalnie spacyfikowanego przez policję, stanowi godne zwieńczenie albumu, którego datowaną na rok 2008 kontynuację opatrzoną podtytułem „Miasto dymu” (polska premiera w 2011) otwiera sekwencja niepokojącego snu prześladującego Kid Hogana, ciemnoskórego muzyka i członka jazzowego kwintetu, którego berlińskie tournée przypada na czerwiec 1929. Gęstniejąca z każdą stroną atmosfera oczekiwania na upragniony przełom i pomyślną przyszłość narodu niemieckiego znajduje apogeum w pełnym niepokoju finale opowieści, której ostatni akt („Miasto światła”) otwiera przybycie do Berlina Adolfa Hitlera.



Okładka każdego z tomów cyklu stylizowana jest na oprawę brulionu – niemalże identycznego z tym, jaki wypełniają szkice, portrety oraz refleksje spisywane przez jedną z narratorek „Berlina”. Marthe Müller poznajemy w chwili, gdy przybywa z Kolonii do tytułowego miasta, gdzie ma rozpocząć studia na tutejszej ASP. Córka majora, niespecjalnie zainteresowana światem polityki, początkowo wydaje się zagubiona w nowym miejscu, którego tajemnice odkrywa u boku innej studentki malarstwa, Anny Lencke. Z kolei dekadenckie oblicze Berlina bohaterka poznaje dzięki Margarethe von Falkensee – byłej partnerce Kurta Severinga, dziennikarza, którego Marthe poznała w pociągu przybywającym do miejsca jej przeznaczenia. „Wiele rzeczy mnie w tym mieście niepokoi. Ale koniec końców żadnego innego miejsca nie mogę nazwać swoim domem” („Berlin. Miasto kamieni”, s. 11) – Severing uważnie przygląda się dramatycznym zmianom dokonującym się na przeróżnych płaszczyznach życia, jednocześnie, będąc członkiem redakcji czasopisma „Die Weltbühne” (wydawanego przez Carla von Ossietzky’ego, redaktora, pisarza, laureata Pokojowej Nagrody Nobla), zmaga się z postępującą blokadą twórczą. Uczucie rodzące się między mężczyzną (drugim kluczowym narratorem w tej epickiej opowieści) a Marthe doskonale podbudowuje emocjonalną płaszczyznę utworu, podobnie jak (nie tylko) erotyczna relacja łącząca pannę Müller z zakochaną w niej Anną. Postępujące wraz z rozwojem wydarzeń – ukazanych w „Mieście dymu” – wycofywanie się Kurta z przestrzeni życia społecznego osiąga swój kres w dopiero w schyłkowej części „Miasta światła”, prowadzącej do otwartego, posiadającego symboliczny wymiar zakończenia.

Oczywiście berlińska trylogia Jasona Lutesa to nie tylko perypetie trójki bohaterów. Gudrun, ciężko pracująca matka w równym stopniu oddana swojej rodzinie, co komunistycznej rewolucji (podczas gdy jej mąż Otto, „uczciwy Niemiec”, należy do SPD), jej córka Sylvia, bezdomny Żyd Paweł, zafascynowany Harrym Houdinim młody Dawid Schwartz czy zakochana w ciemnoskórym muzyku niemiecka szansonistka Pola stanowią zaledwie skromny wyimek z przebogatej galerii nietuzinkowych, wiarygodnych postaci, na których losy wpływają aktualne wydarzenia. Lutes kapitalnie potrafi ukazać relacje między poszczególnymi bohaterami: czasem uzyskuje to dzięki naturalnie brzmiącym dialogom, za sprawą podejmowanych przez dane osoby decyzji, ich gestów, a nawet samych spojrzeń.



Istotną rolę odgrywają w berlińskim tryptyku monologi wewnętrzne: autor niejednokrotnie portretuje zbiorowość (uchwyconą pośród ulicznego gwaru, podczas podróży czy oczekiwania w kolejce), pozwalając nam wejrzeć w przestrzeń myśli każdego berlińczyka z osobna. Dzięki temu poznajemy ludzi z krwi i kości, o przeróżnych światopoglądach, skoncentrowanych na przyziemnych pragnieniach, ale także snujących poważne refleksje. Ludzi mających swoje nadzieje, marzenia, obawy i zgryzoty. Wielu z uczestników tej narracyjnej chmury odgrywa potem mniej lub bardziej istotną rolę w prezentowanej opowieści, w której kwestie poszukiwania lepszej przyszłości oraz życia w cieniu ścierających się ideologii są tylko pewnymi aspektami tego wielowymiarowego, przesyconego duchem muzyki cyklu, oferującego niebanalne spostrzeżenia na temat sztuki.

Uproszczona, choć realistyczna kreska Lutesa dobrze sprawdza się w ujęciach portretowych (autorowi udało się oddać naprawdę sporą gamę emocji na obliczach poszczególnych dramatis personae), pełnię mocy osiągając w – także całostronicowych – kadrach ukazujących przestrzeń Berlina: jego ulic, miejskich zakątków, mieszkań, piwnic czy przestrzeni dworca kolejowego. Sceny oniryczne czy brawurowe kompozycje dokumentujące artystyczne życie miasta (vide: czterostronicowa, niema sekwencja występu wspomnianego już kwintetu w drugim tomie cyklu [s. 25-28]) dopełniają pieczołowitą, utrzymaną w czarno-białej tonacji oprawę graficzną komiksowego tryptyku, w którym silnie pobrzmiewają echa „Kabaretu” (1972) Boba Fosse’a oraz przemyconego w tytule niniejszej recenzji eksperymentalnego dokumentu Waltera Ruttmanna z 1927 roku. To wszystko sprawia, że opus magnum Jasona Lutesa to bez wątpienia jedna z najlepszych opowieści graficznych o tematyce historycznej. Gorąco polecam!
Jason Lutes: „Berlin. Tom 1-3: Miasto kamieni/Miasto dymu/Miasto światła” („Berlin. City of Stones/City of Smoke/City of Light”). Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2018 (wznowienia i premiera trzeciego tomu).