Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (361) / 2019

Katarzyna Warmuz,

NIE MA UCIECZKI OD KAPITALIZMU (SNY W KAPITALIZMIE)

A A A
„Jest mi

Nieswojo jakoś dziwnie, niepewnie

Gdzie są moje noce i dnie?”

(Syny: „Smutnysyn”)


„Film »Sny w kapitalizmie« rzuca światło na system, który nie chce być widziany i nazwany… jest jak Voldemort w »Harrym Potterze« – jest wszędzie, ale nie można wymawiać jego imienia”

(Sophie Bruneau w wywiadzie dla „Axelle Magazine”)


Sen stał się główną stawką w grze o przetrwanie. To jedyna forma ucieczki, za którą nie trzeba (zawsze) płacić i która (jeszcze) nie została subsumowana pod kapitał. Żyjemy w świecie, w którym warunki dyktuje turbokapitalizm – koszty życia nieustannie rosną, pensje stoją w miejscu, czas wolny to mrzonka, a presja, żeby utrzymać stanowisko pracy, wywiera coraz silniejszy nacisk na ludzką psychikę. Jednocześnie wmawia się społeczeństwu, że ciężka praca i całkowite poświęcenie czasu, ciała, uczuć i umysłu kiedyś się opłacą, że to tylko stan przejściowy. Co się stanie, kiedy sen przestaje być odprężeniem od pracy, a przybiera kształt pracowniczego koszmaru, który przeżywa się na jawie? Co wtedy, kiedy sen przypomina o wykańczającym dniu roboczym, mobbingu i nienawiści do wrednego szefa?

Inspiracją dla filmu „Sny w kapitalizmie” Sophie Bruneau była książka „The Third Reich of Dreams” Charlotte Beradt. Ta niemiecka publicystka, socjalistka związana z Komunistyczną Partią Niemiec przez prawie 6 lat dokumentowała marzenia senne obywateli III Rzeszy. Jej działalność spowodowała, że dziennikarka musiała uciekać w 1939 roku z nazistowskiego państwa. Bruneau, dostrzegając wywrotowy charakter książki o snach, postanowiła ukazać okrucieństwo współczesnego kapitalizmu za pomocą marzeń sennych pracowników. Co więcej, motywacją reżyserki było również przeświadczenie, że sny nie powinny być sprowadzane tylko do psychologii – są one materiałem dowodowym, opowiadającym o czasie, w którym powstały. Dlatego Bruneau wiąże marzenia senne z wymiarem politycznym i społecznym.

Belgijska reżyserka wybrała dwanaście osób, które zgodziły się opowiedzieć o swoich koszmarach. Niektórzy pokazali swoją twarz, inni pozostali w ukryciu, co, jak mniemam, mogło wynikać ze strachu oraz z samodyscyplinującego mechanizmu. W filmie „Sny w kapitalizmie” pojawiają się osoby opowiadające o snach, które przedstawiają traumy związane z pracą: mobbing, pośpiech, cięcia kosztów (tj. pensji pracowników najemnych i premii świątecznych), wszechogarniające zmęczenie, monotonię i nudę, osamotnienie. Odbiorca w pewnym momencie zaczyna rozumieć, że sny, przedstawione w dziele Bruneau, nie pozwalają śniącym choć na moment zapomnieć o trudach pracy – one przypominają o niej i, co jest najbardziej przerażające, skazują na ponowne przeżycie dnia roboczego, o którym pracownik chciałby jak najszybciej zapomnieć. Jednak nie jest tak, że sny robotników przedstawiają, za pomocą abstrakcyjnych figur i symboli, miejsce pracy i prezesów firm. Reżyserka prezentuje historię tych osób, których koszmary niebezpiecznie ocierają się o rzeczywistość – czasami tylko jeden element daje sygnał odbiorcy, że ma do czynienia z opisem koszmaru.

W filmie Bruneau polityczne ujęcie snów i traum związanych z pracą pozwala na wysunięcie hipotezy, że każdy reżim polityczno-ekonomiczny wpływa na konstruowanie marzeń sennych. O ile hitlerowski totalitaryzm operował strachem przed obozami koncentracyjnymi, tajnymi służbami, tak kapitalizm zmienił się od tamtego czasu w widmo wpełzające w każdy zakamarek życia. Współcześnie to system menadżerski sprytnie zarządza ludzkim strachem – zewsząd dochodzą informacje, że nawet niewyrobienie stuprocentowej normy w pracy może spowodować, że zostanie się zwolnionym. Co więcej, perspektywa tego, że na konkretne stanowisko łatwo znaleźć dziesiątki innych pracowników, również powoduje zaburzenia w psychice ludzkiej. Pracowników nie trzeba już straszyć „wielkimi” wizjami (obozami, szpiegami). Sami potrafimy kręcić na siebie bat – oskarżać się o lenistwo, brak motywacji, brak chęci, złe wyniki w pracy, niskie zarobki. Listę zażaleń do samego siebie można tworzyć w nieskończoność. Niesłusznie.

Koszmary przedstawione w filmie „Sny w kapitalizmie” uciekają przed psychoanalitycznym ujęciem, bo gdzie tu miejsce na traumy z dzieciństwa i trudne relacje z rodzicami, skoro bohaterowie sami doskonale wiedzą, że zaburzenia ich snów wynikają z wykańczającej pracy najemnej. Przeszkodą na drodze do uzyskania, choćby najmniejszej, satysfakcji z wykonywanej pracy nie jest „leniwy” robotnik, lecz zachłanne szefostwo. Belgijska reżyserka bardzo zręcznie i sprytnie pokazuje, że jeżeli kogoś należy obwiniać, to nie samego siebie, lecz beneficjentów systemu kapitalistycznego. To oni przyczyniają się do myślenia o kapitalizmie jako uniwersalnym i jedynym porządku ideowym, pozwalającym na uzyskanie wolności. Tyle że w systemie kapitalistycznym wolność (gloryfikowana przez liberałów) tak naprawdę oznacza zniewolenie pracowników najemnych – to dzięki ich pracy 2 procent ludzkości może pozwolić sobie na kupno jachtu, złotego pianina, drogiego i ekskluzywnego samochodu lub domu na końcu świata. Życie w blichtrze i polorze, do którego aspiruje większość społeczeństwa, to nie zasługa ciężkiej pracy, lecz niesprawiedliwej redystrybucji dóbr, braku progresji podatkowej oraz wyzysku krajów „Trzeciego Świata” przez państwa Zachodu.

Z powodu ciągle rosnącego strachu przed utratą środków do życia zwiększa się sprzedaż leków nasennych i wzrasta zachorowalność na choroby psychiczne. Cierpienie spowodowane zaburzeniami snu jest jednak intratnym biznesem – nie tylko firmy farmakologiczne zyskują na chronicznej bezsenności i depresji społeczeństwa, lecz również pojedyncze jednostki, które wystawiają „lewe” recepty w internecie. Pracownicy wiele zrobią, żeby pracować efektywnie, ale potrzebują snu. „Na szczęście” można go kupić właśnie w formie pigułek. Jednakże pytanie, które nasuwa się po filmie „Sny w kapitalizmie”, brzmi następująco: co zrobić, kiedy sen nie daje ukojenia, a tylko odtwarza pracownicze traumy?

Dzieło Bruneau jest ważnym elementem w opowieści o neoliberalnej rzeczywistości, w której żyjemy. Reżyserka dodaje kolejną cegiełkę do antykapitalistycznej narracji o wyzysku, ale robi to trochę inaczej – zamiast skupić się na fizycznym wymiarze niesprawiedliwości, belgijska dokumentalistka ukazuje, w jaki sposób kapitalizm wpływa na ludzką psychikę. Kapitalizm w filmie Bruneau przestaje być niewidzialnym systemem bez imienia podobnym do Voldemorta – tu jest przyczyną przemiany życia w ciągłą walkę o przetrwanie, snu w koszmar i pracy w tortury.

LITERATURA:

Bruneau S., Laurent V.,: „»Rêver sous le capitalisme«: interview avec la réalisatrice Sophie Bruneau”  https://www.axellemag.be/interview-sophie-bruneau/.

„Sny w kapitalizmie” („Rêver sous le capitalisme”). Scenariusz i reżyseria: Sophie Bruneau. Gatunek: dokumentalny. Belgia 2017, 63 min.