Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (361) / 2019

Grzegorz Marcinkowski,

KAFKA DLA POCZĄTKUJĄCYCH ('FRANZ KAFKA. ENCYKLOPEDIA')

A A A
Franz Kafka, dość nieoczekiwanie, stał się symbolem popkultury, widmowym awatarem ponowoczesnej recepcji modernizmu i jego kłopotów z tożsamością. Z chwilą, kiedy oblicze Kafki znalazło się na T-shircie (nie jestem przekonany, ale sądzę, że można też nabyć kubki z jego podobizną), dokonał się proces kulturowej asymilacji, którego rozmiarów nie sposób przecenić. Kafka stał się ikoną, amalgamatem podskórnych fascynacji, do jakich, wychowani w szkole ironii, sami przed sobą nie chcemy się przyznać. Fantazmat, w którym zakodowane zostały takie poruszające naszą podświadomość obrazy jak opresja, władza, niespełnione pożądanie, trauma, patriarchat, masochizm (pojęcia można mnożyć), ma zdolność do, jak zawsze w wypadku wpływowych wyobrażeń bywa, odrywania się od swojego historycznego i symbolicznego źródła i wdzierania się w rejony zgoła nieprzewidywalne. Trudno nie przywołać osobnej dziedziny literaturoznawstwa, jaką stała się kafkologia, nie sposób nie wspomnieć o mnogości języków, za pomocą których próbowano fenomen tego pisarstwa oswoić i jakoś nazwać. Mnogość strategii hermeneutycznych nie przekłada się bynajmniej na wzrost zainteresowania czytaniem Kafki na nowo. Przeistoczywszy się w wydmuszkę, blady powidok, przestał być czytany, a zaczął być cytowany, w taki sam sposób, w jaki przywoływane są poręczne wyobrażenia. Niepokojąca, mroczna siła tego pisarstwa nadal nie została włączona w nasz światoobraz. Oszalała mityzacja nie pomogła zrozumieniu. Musimy więc odróżniać Kafkę – zestaw klisz od Kafki – korpusu tekstów, wciąż przyciągających uwagę swoją wieloznacznością. Kultura, która wchłania wszystko, która jest producentem wypłukanych z treści obrazów, wciąż nie zdołała do końca przyswoić kafkowskiego świata.

Jeśli chodzi o sposób podejścia do dzieła Kafki, wyróżnić należy dwie naczelne strategie. Oczywiście takich podejść jest znacznie więcej, jednak wyszczególnić można dwa zasadnicze nastawienia, jakim w swej pracy dają wyraz interpretatorzy. Pierwsze polega na podejściu zewnętrznym, na synoptycznym oglądzie. Interpretator, sytuujący się na zewnątrz dzieła Kafki, opisuje je własnym językiem i nie angażuje się w wewnętrzną logikę opisywanego świata. Traktuje dzieło autora „Zamku” jako symboliczny artefakt o ustalonym znaczeniu, tekstualną maszynę, której logikę i wewnętrzną spójność można wyeksplikować. Kafka jest tekstem, którego znaczenie napotkać można w kulturze, historycznym kontekście; symptomem, który umiejętna lektura może rozwiązać. Takie podejście spotkać można na przykład w pewnych odłamach krytyki psychoanalitycznej, mistycznej i marksistowskiej.

Drugie ujęcie, nie stara się zamazywać wieloznaczności tekstów Kafki, nie stara się ich podporządkować globalnym sensom. Dla takiego podejścia utwory Kafki to alegorie, przełamane znaki, których nie sposób interpretacyjnie wyczerpać. Interpretator sytuuje się w samym środku dzieła, daje się prowadzić niepokojącej logice obrazów i metafor, współuczestniczy w stawaniu się tekstu, wizualizuje nigdy niedającą się zakończyć dynamikę lektury. Ta strategia z kolei, początek swój znajdując w wpływowych esejach Waltera Benjamina, niesie się poprzez teksty Jacques’a Derridy czy Gilles’a Deleuze’a i Féliksa Guattariego do fascynującej książki „K” autorstwa Roberto Calasso. Dla drugiej strategii charakterystyczna jest rezygnacja z zakończenia, brak chęci do wiązania sensów, cząstkowych rozpoznań i egzegetycznych iluminacji w spójny, zamknięty konstrukt teoretyczny. Fragmentaryczność takiej lektury podąża za fragmentarycznością dzieła Kafki. Oporność dzieła idzie w parze z przewartościowaniem samej skuteczności strategii interpretacyjnej. Kafka staje się okazją do zwątpienia w eksplanacyjną moc dyskursu literaturoznawczego, a takie zwątpienie zaprasza do daleko idącego otwarcia języka. Autor „Procesu” w swoisty sposób wystawia na próbę tych, którzy zdecydowali się o nim pisać. Nie sposób określić, która z powyższych strategii jest sensowniejsza, aczkolwiek obie wydają się dość wpływowe. Pierwsza z nich popisuje się zdolnością do rozwiązywania kafkowskich zagadek, ochoczo wynajdując sensy globalne (religijne, kulturowe, społeczne, polityczne). Druga gubi się nieustannie w tekstualnym labiryncie, określa się, niczym teologia negatywna, przez ciąg zaprzeczeń. Lektura symboliczna i lektura apofatyczną, każda na swój sposób, próbuje przywłaszczyć sobie dzieło Kafki. Żadnej się to nie udaje, gdyż nieustannie skazani jesteśmy na oscylację między krytyczną wnikliwością a pełnym stuporu zwątpieniem. Każde wielkie dzieło skazuje nas na taką oscylację.

Pomysł stworzenia encyklopedii na temat Franza Kafki wydaje się na tyle absurdalny, że aż intrygujący. Wszak idea encyklopedii jest ideą triumfalną: to projekcja zwycięskiego rozumu podporządkowującego sobie realność; to idea wiedzy spełnionej, hegemonii absolutystycznego racjonalizmu. Wydaje się, że nie ma idei dalszej światu tworzonemu przez Kafkę. W samo centrum kafkowskiego uniwersum wpisana jest idea nieskuteczności, wiecznego zaczynania na nowo, nieskończonej i absurdalnej procesualności bez kresu. Dwie znaczące figury to koncepcja prawa i studiowania. Kafkowska koncepcja prawa to wizja księgi, której nie sposób odczytać; to alegoria tekstu wymazującego swoją treść przy każdym akcie lektury. Prawo można tylko w nieskończoność studiować; pozostawać na jego obrzeżach, będąc odrzuconym przez corpus prawa poza jego granice, nieustannie zmagać się z niedostępnością źródła. Jeżeli u Kafki możliwa jest jakaś wiedza, to jest to wiedza o nieskuteczności wiedzy, świadomość porażki wszelkiego racjonalnego podejścia do rzeczywistości. Nie sposób wyobrazić sobie czegoś bardziej odległego tej prozie niż encyklopedia. Świat Kafki jest z natury fragmentaryczny, pokawałkowany, obca jest mu wszelka finitywność i spełnienie. Jak na takim materiale budować koncepcje wiedzy skończonej? Jak wyczerpać taki świat, okiełznać go typologizującą ideą słownika, hasła, leksykonu?

Zapewne idea encyklopedii, przyświecająca autorom omawianej pracy, da się odczytywać również w innym trybie. Wszak oznacza ona także otwarcie wiedzy, której porządek nie wytwarza innych, aniżeli wynikających z alfabetycznego uszeregowania całości. Taka encyklopedia byłaby dziełem otwartym nieskończonym. Przyświecałaby jej idea nieustannie otwartej sieci, zdolnej do budowania się w oparciu o interakcję czytelnika, zbiór haseł otwartych na poszerzenie. Wbrew wpisanym w tytuł ambicjom byłaby zatem tak rozumiana encyklopedia jedynie zarysem, pobieżnym szkicem całości.

Autorzy „Encyklopedii” mają świadomość problematyczności swego przedsięwzięcia. Jak zaznaczają we wstępie, ich praca nie rości sobie pretensji do kompletności i wyczerpania wszystkich możliwości podejścia do dzieła Kafki. Jaką funkcję więc należy przypisać tej publikacji? Z pewnością dobrze sprawdza się w roli propedeutycznego wprowadzenia do kafkologii, rodzaj sumarycznego przeglądu stanu wiedzy i badań. Znajdujemy tu zarówno kompetentne wprowadzenie do biografii Kafki, jak i zarysowanie podstawowych kontekstów, w jakich można interpretować jego twórczość. Układ haseł jest przejrzysty, a treść poszczególnych artykułów zadowalająca. W zorientowaniu się w całości pomaga wykaz haseł uporządkowanych według kategorii. Każdy artykuł zawiera krótką bibliografię. Z naukowego i edytorskiego punktu widzenia (w czym zasługa również tłumaczki i wydawcy) trudno zgłosić jakieś zastrzeżenia. Należy przede wszystkim wyrazić podziw dla tytanicznej pracy autorów, którzy przyjęli na siebie trud wyabstrahowania z gąszczu dyskursów czegoś w rodzaju zbioru podstawowego. Dla kogo jest ta pozycja? Z pewnością stanowi nieocenioną pomoc dla każdego, kto pragnie wejść w świat autora „Ameryki”, i dla tych, którzy pragną zorientować się w olbrzymim korpusie tekstów tworzących zręby nauki o Kafce. „Encyklopedia” stanowi również poręczne wprowadzenie w główne elementy nowoczesnej nauki o literaturze. Została zatem przysposobiona do roli podręcznika, z której to funkcji wywiązuje się dość dobrze. Nie jest dziełem kompletnym, ale takich ambicji sobie bynajmniej nie rości. W żadnym razie nie rewolucjonizuje naszych przekonań i przesądów dotyczących Kafki, stanowi jedynie wyciąg z innych lektur i zachętę do poszerzania wiedzy. Nie podejmuje wielu kontrowersji otaczających życie i prozę autora „Zamku” i tym samym nie naraża się na zarzut autorytatywności. Jest świadoma tego, że nasza wiedza na temat Kafki zawsze pozostaje niepełna.

Jako poręczne wprowadzenie „Encyklopedia” sprawdza się znakomicie. Nie sposób nic zarzucić kompetencji autorów. Publikacja prezentuje wiedzę niekontrowersyjną, wstępną i siłą rzeczy cząstkową Pod tym względem stanowi triumf zewnętrznego podejścia do dzieła Kafki. Bez względu na deklaracje autorów, którzy zdają sobie sprawę z aporetycznosci swojego projektu, książka ta dąży do zamknięcia i wyczerpania, nawet jeśli deklaratywnie przekonanie o finitywności odrzuca. Powinniśmy czytać zatem „Encyklopedię” wbrew niej samej. Dlatego najlepiej traktować ją jako rozdaj tymczasowego przewodnika, którzy odrzucimy z chwilą, gdy zdobędziemy większe zdolności do błądzenia po dziele Kafki. Trzeba odegnać wszelkie dumne, oświeceniowe konotacje tytułu i oddać się czystej przyjemności obcowania z dobrą, literaturoznawczą robotą. W ten sposób będziemy mogli potraktować omawiane dzieło jako zaproszenie do dalszych lektur.

Nie sposób było wywiązać się z tego ze wszech miar absurdalnego zadania, jakim jest stworzenie encyklopedii o Kafce, lepiej, niż uczynili to autorzy. Z drugiej strony pojawienie się tej pozycji na rynku świadczy o zjawisku dość niepokojącym: mianowicie o oswojeniu Kafki. Czyżby te teksty zostały na tyle okiełznane, że możliwe stało się tworzenie podręcznikowych skryptów? Czy obecność Kafki przestała nas niepokoić? Encyklopedia, jako triumf symbolicznego podejścia do Kafki, domaga się dekonstrukcji. Powinno za nią pójść dzieło ukazujące, na ile nasza wiedza (albo to, co za wiedzę uważamy) jest niekonkluzywna i niedomknięta. Każdy akt synoptycznego zamknięcia, albo symulakrum takiego aktu, domaga się naszej nieufności. Encyklopedia powinna być czytana w trybie zawieszonym, jako całość podatna na ciągłe rewizje. Nic bowiem nie wydaje się bardziej niepokojące niż rosnące przekonanie, że na temat Kafki powiedziano już wszytko.
Richard T. Gray, Ruth V. Gross, Rolf J. Goebel, Clayton Koleb: „Franz Kafka. Encyklopedia”. Przeł. Jolanta Kozak. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2017.