Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (361) / 2019

Magdalena Malinowska,

MORALNY UPADEK WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA I ŚWIATEŁKO W TUNELU (ACHILLE MBEMBE: 'POLITYKA WROGOŚCI. NEKROPOLITYKA')

A A A
Achille Mbembe, urodzony w 1957 roku w Kamerunie filozof, historyk i teoretyk polityki, eseista zajmujący się głównie afrykańską historią i polityką, jest jedną z ważniejszych figur współczesnej krytyki postkolonialnej. Polscy czytelnicy mogą w końcu zapoznać się z jego myślą dzięki wydanym w tym roku przez Karakter dwóm esejom: „Polityka wrogości” (oryginał napisany po francusku i wydany w 2016 roku) oraz „Nekropolityka” (w 2003 roku w języku angielskim), w których powracają tematy znane z wcześniejszych prac, przede wszystkim odczuwane obecnie konsekwencje kolonialnego imperializmu.

We wstępie „Polityki wrogości” Mbembe obserwuje współczesny świat i wymienia problemy, z którymi się obecnie zmagamy: „zaludnienie kuli ziemskiej, odchodzenie od demokracji, społeczeństwo wrogości, relacja bez pragnienia, zew krwi, terror i anty-terror” (s. 9). Jednocześnie szuka przyczyn takiego stanu rzeczy i stawia pytanie o możliwości innej polityki – polityki życia. Jednym z najmocniejszych, a zarazem najtrafniejszych stwierdzeń, jest uznanie wojny za pharmakon – jednocześnie lek i truciznę – współczesnych społeczeństw demokratycznych. Jednak źródeł owej wrogości prowadzącej do wojny Mbembe doszukuje się głębiej i stwierdza, że jest ona immanentnie wpisana w samą demokrację, jako jej ciemna strona, alter ego. Na szczęście autor nie zostawia czytelnika z tą głęboko niepokojącą diagnozą. Odwołując się do prac francuskiego psychiatry i filozofa, jednego z czołowych intelektualistów, którzy zainspirowali myśl postkolonialną, Frantza Fanona, podpowiada nam, w jaki sposób odzyskać człowieczeństwo.

Esej podzielony jest na cztery rozdziały oraz wstęp i zakończenie, które sugerują nowe ścieżki refleksji nad historyczną relacją między nacjonalizmem, kolonializmem i globalizacją. Pierwsza część analizuje cechy wyróżniające naszą epokę: kurczenie się świata i zaludnianie Ziemi, redefinicję człowieczeństwa w dobie nowych technologii, rozpowszechnienie się zjawisk cyfrowych, podporządkowanie możliwych zmian władzy kapitału. Wychodząc od epoki kolonialnej, Mbembe stwierdza, że o ile wtedy ludzkość miała do czynienia z handlem niewolnikami, eksploatacją środowiska naturalnego i kolonializmem handlowym i osiedleńczym, tak teraz zmagamy się z nowymi formami masowej emigracji, w której udział bierze nie tylko człowiek. Zarazem filozof pyta, czy da się jeszcze powstrzymać mechanizmy eksploatacji naszej planety. Pytanie to jest niezwykle aktualne szczególnie dziś, kiedy w Katowicach niedawno zakończył się szczyt klimatyczny, podczas którego próbowano znaleźć rozwiązania mogące wpłynąć na przyszłość nas wszystkich i kilku kolejnych pokoleń. Czy uda się naprawić już wyrządzone szkody i zapobiec kolejnym? Na to pytanie w książce niestety nie znajdziemy odpowiedzi.

Mbembe śledzi początki demokracji amerykańskiej i nazywa ją „demokracją niewolniczą” (s. 31), opierającą się na zasadzie rozdzielenia i nierównego traktowania swoich i obcych. Te podwójne standardy, okrutne prawo i przemoc zadawana innemu, autochtonowi czy niewolnikowi, zapewniały trwanie spokoju i pokoju w metropoliach. Taki układ sił możliwy był przede wszystkim dzięki przewadze technologicznej w uzbrojeniu i medycynie i pozwolił krajom Europy Zachodniej na tak duże wzbogacenie się, że pozostaje on właściwie aktualny aż do dziś. I choć te niechlubne czasy większość byłych imperiów kolonialnych chciałaby być może puścić w niepamięć, stanowią one część historii ludzkości i są niezbędne do zrozumienia naszej współczesnej kondycji, z coraz głośniej głoszoną wrogością wobec każdego Innego: „Demokracja, plantacja i imperium kolonialne obiektywnie stanowią część tego samego modelu historycznego. Ten pierwotny i strukturalny fakt jest kluczem do historycznego wyjaśnienia przemocy współczesnego porządku światowego” (s. 41).

Współczesny świat dotknięty jest odradzającymi się nacjonalizmami, opierającymi się w rzeczywistości na strachu przed nieznanym. „Wyobrażeniowa fiksacja na obcym, muzułmaninie, kobiecie w chuście, uchodźcy, Żydzie czy Murzynie pełni w tym kontekście funkcję obronną. Nie chcemy przyznać, że tak naprawdę nasze ja zawsze kształtowało się w opozycji do innego – Murzyna, Żyda, Araba (…)” (s. 52). Ów popęd nienawiści jest podszyty lękiem przed unicestwieniem. Wróg nie jest prawdziwy, jest wyobrażony, przez co tym trudniej z nim walczyć, co tylko podsyca uczucie niepewności. Dodatkowo żyjemy w świecie postprawdy, w którym poglądy i opinie zastępują fakty, zaś odróżnienie informacji fałszywej od zmyślonej okazuje się często bardzo trudne, a nieraz i niemożliwe.

Dużo miejsca Mbembe poświęca zjawisku nanorasizmu, który „przejawia się w pozornie błahych, codziennych gestach, w nic nieznaczących półsłówkach, w mimowolnej, zdawałoby się, uwadze, w żarcie, w aluzji czy insynuacji, w lapsusie, w kawale, w niedomówieniu (…)” (s. 92). Pozwolę sobie na przytoczenie jeszcze dwóch cytatów: „Nanorasizm to rasizm, który stał się kulturą i powietrzem, w swojej banalności i zdolności przenikania przez wszystkie pory i żyły społecznego organizmu, w czasach powszechnego ogłupienia, mechanicznego odmóżdżenia i otumanienia mas” (s. 94); „Nanorasizm radosny i rozpasany, zupełnie idiotyczny, który z rozkoszą nurza się w ignorancji i żąda prawa do głupoty i przemocy, dla której jest pożywką – oto duch naszych czasów” (s. 98). Smutna to i straszna diagnoza, ale nie można odmówić jej trafności. Nietrudno zauważyć i bez lektury tego poruszającego eseju, że żyjemy w świecie, w którym nieustannie przesuwa się granica tego, co wypada i czego nie wypada mówić. Przykład idzie z góry, od „elit” (sic!) politycznych, a kiedy przerażeni narastającą mową nienawiści skierowaną do imigrantów czy uchodźców protestujemy, oskarża się nas o poprawność polityczną – czymże zresztą jest dziś ta niemal mityczna „poprawność polityczna”, jeśli nie wołaniem o zachowanie zarówno zdrowego rozsądku, jak i człowieczeństwa i szacunku dla drugiego człowieka?

W dalszej części eseju kameruński intelektualista przywołuje pisma Fanona, który jako psychiatra w Algierii miał okazję obserwować i leczyć urazy psychiczne spowodowane udziałem w walkach wyzwoleńczych, obecne u przedstawicieli obydwu wrogich stron. Z doświadczenia opieki nad pacjentami dotkniętymi traumą Fanon wyciąga konkluzję, że ich największym dramatem była utrata relacji z innymi ludźmi i utrata świata. Mbembe, powołując się nie tylko na Fanona, ale też na Eduarda Glissanta i Aime Cesaire’a, przypomina wagę prawdziwej i głębokiej relacji z drugim człowiekiem.

Domaga się on również wpisania historii Afryki w historię ludzkości i zaprzestania stawiania Europy Zachodniej za zerowy punkt odniesienia w myśli historycznej, politycznej, kulturowej dla całego świata. Afryka ma wiele do zaoferowania i choć sama zmaga się z licznymi trudnościami, to jej dzieci, afrykańscy intelektualiści, jak chociażby wspomniani wyżej Glissant czy Cesaire, mogą wskazać zarówno „ślepe zaułki zachodniego dyskursu »o człowieku«” (s. 162), jak i niebezpieczeństwa europejskiego uniwersalizmu. Odpowiedzią, stwierdza Mbembe, może być afrofuturyzm, nurt estetyczny, literacki i kulturalny zbliżony do science fiction, który na nowo przemyśliwuje przyszłość gatunku ludzkiego.

Na szczęście esej kończy się „światełkiem w tunelu”: zamiast podsycać wrogość wobec nie-swoich – w końcu nikt z nas nie może ponosić odpowiedzialności za to, w jakim miejscu się urodził – powinnyśmy zwrócić się ku Innemu i przyjąć etykę przechodnia, opierającą się na swobodzie przemieszczania i budowaniu więzi międzyludzkich. Choć postulat Mbembe może się wydawać zbyt idealistyczny i utopijny, najwyższy czas się zastanowić, co możemy, jako jednostki i jako społeczeństwa, zaproponować jako alternatywę dla rosnących w siłę nacjonalizmów.

Z kolei drugi esej został opublikowany wcześniej, bo w 2003 roku, i szerzej omawiał problematykę poruszaną również w „Polityce wrogości”, mianowicie tytułową „nekropolitykę”. Nawiązując do Foucaultowskiej koncepcji biowładzy, Mbembe terminem „nekropolityka” obejmuje wszelkie formy władzy i suwerenności, które wytwarzają śmierć na wielką skalę. Nie chodzi jedynie o prawo do zabijania, ale wszelkie przejawy politycznej przemocy, na którą wystawiani są zarówno wrogowie, jak i obywatele. Mbembe ilustruje swój wywód kilkoma przykładami: niewolnictwa epoki kolonialnej, apartheidu w RPA, okupacji kolonialnej Palestyny, wojen w Zatoce Perskiej i w Kosowie oraz figury terrorysty samobójcy. Mają one zobrazować, na jak różne sposoby nekropolityka może instrumentalizować ludzkie istnienie i zmuszać ludzi do życia (czy raczej wegetowania) w warunkach będących niemalże przedsionkiem śmierci.

Trudno zakończyć tę lekturę z uśmiechem, choć sam autor wydaje się zachęcać czytelnika do nieupadania na duchu. W końcu, jak trafnie zauważyła Maria Malagardis na łamach „Liberation”, „Achille Mbembe należy do tych paradoksalnych optymistów, którzy przepowiadają najgorsze, nie tracąc nigdy wiary w przyszłość” (Malagardis 2013).

LITERATURA:

Malagardis M.: „Est nègre une large partie de l’humanité qu’on pourrait qualifier de subalterne”. https://www.liberation.fr/planete/2013/11/01/est-negre-une-large-partie-de-l-humanite-qu-on-pourrait-qualifier-de-subalterne_943969.
Achille Mbembe: „Polityka wrogości” Przeł. z j. francuskiego Urszula Kropiwiec. „Nekropolityka”. Przeł. z j. angielskiego Katarzyna Bojarska. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2018.