Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (361) / 2019

Marcin Jurzysta,

CZY MAM BYĆ TWARDY JAK BRUK? (PIOTR GAJDA 'TO BRUK')

A A A
Dlaczego się buntować, jeśli w człowieku nie ma nic stałego, co wartochronić – to jedno z pytań stawianych przez Alberta Camusa w „Człowieku zbuntowanym” (Camus 1993: 19). Bunt „Na pozór negatywny, skoro nie tworzy niczego, jest głęboko pozytywny, skoro odsłania to w człowieku, co zawsze domaga się obrony” (Camus 1993: 22).

Buntownik, nawet jeśli nie jest od początku świadomy przyczyny swojego sprzeciwu, często szuka wartości, do której mógłby się odnieść i w której mógłby umocować swój bunt. Jak stwierdza Camus: „Jeśli zbuntowany bluźni, to w nadziei nowego boga” (Camus 1993: 100). Piotr Gajda, co widać już w dwóch poprzednich książkach poetyckich, obrał ciekawą perspektywę, która z jednej strony mieści się w obszarze literatury zaangażowanej, a jedocześnie, pod względem formalnym, stanowi propozycję osobną. Wiersze Gajdy wyrastają z niezgody na rzeczywistość społeczną i polityczną oraz jej bezpośrednie konsekwencje dla codziennego życia jednostki. Jednocześnie w poprzednich dwóch książkach autor „Śruby Archimedesa” unikał dosłowności, będącej w dużej mierze cechą charakterystyczną literatury zaangażowanej, wybierając nie zawsze jednoznaczne językowe formuły i techniki rozbudowanego obrazowania, jako drogę do wyrażenia społecznych, ale też wyraźnie osobistych, zsubiektywizowanych, lęków i frustracji. Na tym tle „To bruk” wydaje się zbliżać się do dykcji potocznej, autor wykorzystuje żywioł języka nieliterackiego, nieformalnego i elementy zaczerpnięte z publicystyki jako rekwizytornię. W „Atłasie” autor wykorzystuje znaną notę prawa autorskiego: „kopiowanie, rozpowszechnianie lub wykorzystywanie // w dowolnych celach całości lub części jest zabronione” (s. 9). W „Somie” pojawia się slogan rodem z ulicznych marszów: „Każda instytucja to prostytycja, [...]” (s. 11). W książce Gajdy wykorzystane zostają tematy historyczne, tak jak w wierszu Zastrzały, gdzie czytamy: „Przychodzili partyzanci z Armii Ludowej // i palili za sobą mosty. // Przychodzili partyzanci // z Armii Krajowej i palili za sobą mosty. // Przychodzili Żołnierze Wyklęci i zastawali // spalone mosty [...]” (s. 24). W książce Gajdy znalazło się też miejsce dla „Króla Mohera” (s. 28). Innym przykładem potoczności będą „reklamówki z Kauflanda” (s. 48) z wiersza „Światła miast”, „Masmix i margaryna Kasia” (s. 50) z „Życia za bułkę z masłem”, „logo na t-shircie” wykorzystane w wierszu „Genug”. Na ile zmiana ta stanie się dla twórcy cechą dystynktywną, pokażą kolejne książki. Gajda wciąż nie przestaje wierzyć dykcji języka i obrazowaniu, które sprawiają, że poszczególne wiersze zamieniają się w quasi traktaty, jednak widać, że taka przeintelektualizowana fraza, choć w przypadku Gajdy zawsze bliska doświadczenia, przestaje mu wystarczać albo okazuje się za mało efektywna dla wyrażenia nagromadzonego w tych wierszach bólu i wściekłości, dla wyrażenia których poeta wybiera dość bezpośrednie środki wyrazu. Bohater książki Gajdy nie czuje już tylko strachu, nie ogranicza się do snucia refleksji, rzeczywistość wyraźnie „przyparła go do muru” i zmusza do aktywności – do tego stopnia, że lęk i napomnienie zamienia się w bunt, wręcz agresję, chęć wykrzyczenia swojej niezgody, czy wręcz działania na rzecz „wyrównania rachunków”.

Nie bez powodu autor rozpoczyna swoją książkę wierszem „Finis Poloniae?”, który pointuje stwierdzeniem:

„[...] kraj, w którym

z pewnymi trudnościami żyjemy od ponad pół wieku,

przypomina szklankę do połowy pustą lub pełną” (s. 8)

To retoryczne pytanie o koniec Polski, nie jest jedyną oznaką gniewu w tym tomie. Idąc za słowami wiersza „To bród” Gajda stwierdza, że: „wkurw wkracza do potocznego języka” (s. 49).

Bohater Gajdy rzuca się pomiędzy postawą ekstrawertyczną, wymierzoną przeciw światu, a gestami introwertycznymi, swoistym „kuleniem się w sobie” – i w wierszu. Z jednej strony czytelnik spotyka „buntownika z powodu” (s. 10), który „z nożem i widelcem w ręku pełni wartę” (s. 10), z drugiej strony – pada sugestia, by „zająć pozycję embrionalną, proszę pana. W bezruchu | niczym zapluty karzeł reakcji” (s.14). Bastionem buntu jest u Gajdy oczywiście wiersz, ale tę samą broń ma po swojej stronie również system. Wiersz może być celnym ciosem przeciw państwu, może stać się również „dystychem, w którym jest się więzionym” (s. 34), jeśli dystych ten zostałby zapisany ręką poety systemowego, a takich reprezentantów poglądów przeciwnych opiniom Gajdy również nie brakuje, każdy system miewa bowiem swoich literackich przedstawicieli.

Przyczyną, dla której trzeba opuścić gardę wiersza, odłożyć na bok metaforę na rzecz konkretu społecznego, czy też politycznego, wydaje się w najnowszej książce Gajdy sama agresywność świata, który się z nami nie patyczkuje, który nie owija swoich bluźnierstw w błyszczące folie, nie stroni od bezpośredniości, wulgarności. Skoro z jednej strony pada, wykorzystane przez Gajdę w wierszu „Przypis”: „spieprzaj, dziadu!” (s. 21), to z drugiej strony pojawia się „soczyste fuck you” (s. 20), bo jak pisze Gajda „nie ma powrotu do odwrotu” (s. 61), bo „ważne są dni, których jeszcze nie znamy, lecz najważniejsze te, | od których się posramy” (s. 50) ..

Mimo oczywistej gry językowej zawartej w tytule, książka Gajdy nie skojarzyła mi się z bitwą o Tobruk. Nagle przypomniałem sobie piosenkę Bruk Sweet Noise (mimo, iż muzycznie to nie moja bajka), która utkwiła mi w pamięci, chyba za sprawą teledysku, który w 1996 roku otrzymał na Yach Film Festiwalu aż trzy nagrody.

Dostałem cios w plecy

Pomyślałem, że będzie ostatnim

Ktoś napluł mi w twarz

Pomyślałem, że już nigdy tego nie zrobi

Kiedy rozpłakałem się jak dziecko na widok krwi

Powiedzieli, że udaję

Otworzyłem się przed przyjaciółmi

Przyjaciele mnie sprzedali



Twardy jak bruk

Czy mam być twardy jak bruk



Otworzyłem się jak książka

Teraz książka płonie

Zniknęły sny, iluzje, koniec

Znałem kiedyś wielu ludzi, znam ich niewielu

Teraz, znam ich niewielu

Przemieniłem frustrację w siłę

Zamieniłem łzy w gniew

Miałem kiedyś jedną twarz

Teraz mam dwie, teraz mam dwie.

To ciało i ten bruk – to relacja, którą opisuje Gajda. Czy ciało musi stać się jak bruk, żeby przetrwać, czy jest skazane na pozostanie policyjnym obrysem zwłok, takich, jak te na okładce „To bruku”? W kontekście autorów takich jak Gajda często pojawia się pojęcie hermetyzmu, który sprawia, że książki takie jak „To bruk” nie są lekturą dla każdego, bo się to ani zabawne limeryki, ani wiersze rodem ze szkolnych podręczników, które są zawsze dobierane w taki sposób, by nauczyciel mógł być pewien, co poeta miał na myśli i z tą podręcznikową pewnością, mógł wbijać do uczniowskich czerepów jedną i jedyną, prawidłową interpretację utworu. Śmiem twierdzić, że właśnie taka poezja, jak ta proponowane przez autora „Demoludów”, to enklawa poezji par excellence. To przykład wiersza, który ma być wyzwaniem dla czytelnika, który szanując go, nie robi z niego idioty, wykładając wszystkie sensy wprost (najlepiej już w tytule), a tym samym nie jest produktem jednorazowego użytku. Czytelniku, jeśli lubić zagłębiać się w tkankę wiersza i jego sensów, przekonaj się sam, ma do powiedzenia autor „To bruku”, sięgnij po książkę, niech ideał nie sięgnie bruku.

Literatura:

Camus A.: „Człowiek zbuntowany”. Przeł. J. Guze, Kraków 1993.

https://www.tekstowo.pl/piosenka,sweet_noise,bruk.html, dostęp: 4.12.2018
Piotr Gajda: „To bruk”. Wydawnictwo Dom Literatury. Łódź 2018. Seria: Biblioteka Arterii.