Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (362) / 2019

Barbara Orzeł,

FILOZOFICZNE ASSIETTE Z CODZIENNOŚCI (VILÉM FLUSSER: 'KULTURA PISMA. Z FILOZOFII SŁOWA I OBRAZU')

A A A
Okładka książki zaprasza czytelnika ilustracją chińskich ideogramów – wydawać by się mogło najlepszą egzemplifikacją mariażu tytułowego słowa i obrazu. Czego należy się spodziewać po tomie dwudziestu siedmiu esejów myśliciela znanego polskiemu czytelnikowi z publikacji „Ku filozofii fotografii”? Książkę otwiera krótki wstęp od tłumacza, Przemysława Wiatra, a zamyka jego posłowie zatytułowane „Filozofia kultury »po Bogu« – o powrocie do człowieka i transcendencji raz jeszcze”. Popularyzator myśli Flussera, a także autor pierwszej polskiej monografii poświęconej jego twórczości przekazuje czytelnikowi zwięzłą „instrukcję”, jak czytać i zrozumieć czeskiego filozofia. Chociaż czy przekazanie tego typu „recepty na Flussera” okazuje się w ogóle możliwe, jeśli wziąć pod uwagę, że myśl badacza umyka prostym kwalifikacjom, nie daje się „zaszufladkować”? W związku z tym prezentowany tom jest – co nie ulega wątpliwości – bardzo eklektyczny. Jak podkreśla Wiatr: „Właśnie między innymi w wieloaspektowości tkwi siła i urok tych tekstów” (s. 10). Vilém Flusser jest również po prostu „trendy” (w ciągu ostatnich ośmiu lat ukazało się aż 15 publikacji książkowych, nowych tłumaczeń jego prac).

Warto zwrócić uwagę, że ostatni z esejów opublikowanych w tym tomie – „W poszukiwaniu sensu (Filozoficzny autoportret)” – stanowi swoiste credo filozofa i opis jego życiowej i filozoficznej wędrówki, co niewątpliwie może ułatwić czytelnikowi odbiór jego myśli (polecam rozpoczęcie lektury właśnie od tego fragmentu, choć sama – by rozpocząć z „czystą kartą” – czytałam książkę linearnie, w zaproponowanym układzie). Flusser pisze: „(…) jestem nieudacznikiem, ponieważ żyję filozofią. Co oznacza, że filozofia jest moim życiem” (s. 370) – i to „życie filozofią”, swoiste „przesiąknięcie” tą dyscypliną, można odczuć w każdym wersie „Kultury pisma”. Natomiast sama książka, jeśli skorzystać z metafory kulinarnej, przypomina zestaw assiette – wieloelementowych dań będących przeglądem możliwości na przyrządzenie wybranego produktu, a wszystko to na jednym talerzu.

Tom otwiera esej zatytułowany „Gest tworzenia” – pierwsze z „filozoficznych assiette” (ręka – pojęcie – gest kreowania – tworzenia), które serwuje nam myśliciel. Codzienność zostaje zatrzymana w kadrze i wnikliwie opisana, zanurzona w metaforach, opisy są plastyczne, bardzo subiektywne („Żeby pojąć, jak myślimy, trzeba spojrzeć na nasze ręce: jak poruszają się nasze palce, jak kciuk stoi w opozycji do innych palców, jak nasze opuszki palców i dłonie dotykają rzeczy i siebie nawzajem, jak nasze ręce mogą stać się pięściami, itd.” [s. 13]). Flusser aktualizuje terminy oraz tendencyjne rozumienie słów i zjawisk, odmalowuje ich kolejne wymiary. W „Kulturze i technologii pomyślanych na nowo” poznajemy autora jako humanistę cyfrowego prezentującego nam własną definicję informatyki, którą „można zdefiniować jako dyscyplinę, której celem jest zdyscyplinować nasze zaangażowanie przeciwko naturalnej tendencji prowadzącej do entropii” (s. 43). Filozof wskazuje kolejno na napięcie pomiędzy technologią i sztuką – ustala ich relacje, tworzy fundamenty pod wątek „medium”, który pojawi się w dalszej części rozważań („Technika stała się »etycznym« know-how, wytwarzała przedmioty, które były dobre do czegoś. Sztuka stała się »estetycznym« know-how, wytwarzała piękne przedmioty. Lub odwrotnie: technika produkowała brzydkie przedmioty (jak miasta przemysłowe), a sztuka przedmioty do niczego (marginalizowane w życiu codziennym)” [s. 49]). Wizja historii i obecnej kondycji człowieka zostaje poddana refleksji w tekście „Człowiek jako podmiot lub projekt”. Flusser swoim zwyczajem zadaje pytania, które pozostawia bez odpowiedzi, wywołuje czytelnika „do tablicy”, ale jednocześnie zaprasza do przyjęcia swojej perspektywy.

Kolejny esej, „Kije”, jest opowieścią o percepcji, zaś „Butelki” to pretekst do refleksji odnalezionej w codzienności („Każda rzecz stojąca w moim otoczeniu może, jeśli odpowiednio się jej przyjrzeć, odsłonić pewne aspekty mojej kondycji” [s. 88]). I znów autor prowokuje – byliśmy przecież przekonani, że żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym, a badacz podważa tą tezę („Nasze społeczeństwo nie jest jeszcze społeczeństwem konsumpcyjnym [jeśli konsumować oznacza pozbywać się form], lecz społeczeństwem, które musi nauczyć się konsumowania lub zginie w odpadach – materialnych, a jeszcze bardziej intelektualnych” [s. 97-98]).

Dalej filozof proponuje nam kulturowe i terminologiczne „back to basics” („Gest i uczuciowość”, „Przyzwyczajenie: prawdziwe kryterium estetyczne”), pochyla się nad statusem sztuki i artysty („Sztuka i polityka”, „O ważności sztuki dla przetrwania”). Następnie zaczyna snuć refleksję o nauce (jej kryzysie), wiedzy i samych naukowcach („Czego człowiek może sobie życzyć”, „Zastanawiając się nad nauką”, „Fenomenologia: spotkanie Zachodu i Wschodu”).

Wydawać by się mogło, że Flusser, poruszając się wokół orbity filozofii człowieka i mediów, pieczołowicie przygotowywał swojego czytelnika na „danie główne” książki – tytułową „Kulturę pisma”, która (niemalże dokładnie w połowie tomu) rozpoczyna się tekstem zatytułowanym „Linia i powierzchnia” (pyta w nim autor m.in. o różnicę „między czytaniem zapisanych linii a czytaniem obrazu?” [s. 205]). Można by wykrzyknąć: w końcu!. Ku mojej radości książka „rozkręca się” po tym jakże obszernym (lecz koniecznym) „wstępie” (podskórnie zawierającym te interesujące elementy: alfabet, pismo, media). Kolejny esej („O typografii”) przywodzi na myśl kultową tezę Marshalla McLuhana (z którym to notabene filozof się nie zgadzał). Proces pisania wprowadza inny sposób oglądu rzeczywistości, jest determinantem tej refleksji („Ten abstrakcyjny, typifikujący [typifying] sposób myślenia, który manifestuje się, kiedy czytamy jakiś druk lub korzystamy z maszyny do pisania [typewriter], nie jest już adekwatny do wyłaniającej się właśnie sytuacji kulturowej” [s. 231]). Jakżeby inaczej: „Środek przekazu sam jest przekazem”. Sama typografia sygnalizuje problem przechowywania informacji, kwestii tego, jakie informacje czy typy pamięci posiadamy, ale również dylemat związany z ich utratą – brakiem technicznej możliwości zapisu wszystkich danych. W „Pisaniu” Flusser zwraca uwagę, że „dzieci opuszczające szkoły podstawowe nie są odpowiednio zaprogramowane do tego, co czeka je później. Gdyby uczyły się tylko pisania (i podobnych rzemiosł) i nie oglądały programów telewizyjnych i filmów, nie poznawały kodu ruchu drogowego, witryn sklepowych i supermarketów, kompletnie zagubiłyby się w świecie, który nie jest już kodowany przede wszystkim przez pismo linearne” (s. 286). Daje się zauważyć, że Flusser pojmuje pismo nie tylko jako medium, ale i multi-medium, doświadczenie polisensoryczne i istniejące w określonym poszerzonym uniwersum.

Pragnę zwrócić uwagę na ciekawą i jak zwykle trafną diagnozę przedstawioną przez filozofa w eseju „Sztuka i terapia”: „Uczestnicy zachodniej cywilizacji to pamięci zaprogramowane na tekst oraz inne starsze, a przez to nie całkiem charakterystyczne dla Zachodu kody. Nie potrafią przetrawić nadchodzącego z rakotwórczych wysp nieustającego strumienia informacji, którymi są zalewane, ponieważ nie są zaprogramowane na kody tych wysp. Tak więc ten rodzaj informacji nie jest przechowywany, informacje przepływają przez pamięci, informacyjne supły, którymi są, rozwiązują się, a one same zaczynają się rozpadać. Nie są już programowane do komunikacji, ale przez komunikację” (s. 294-295). Okazuje się, że media jako dominanty rzeczywistości posiadają mimo wszystko błędy w swoim systemie, założenie świata idealnego po prostu nie istnieje – nowy sposób przetwarzania danych nie jest kompatybilny z kulturowym DNA.

„Wyzwalacz” czy „Fotografia i koniec polityki” pokazują, że Flusser czuje się najlepiej, gdy pisze właśnie o ulubionym medium apparatusa. Jako swoistą „wisienkę na torcie” autor prezentuje „Dwa podejścia do fenomenu »telewizji«” – jako medium i jako obrazu.

Czytając „Kulturę pisma”, można odnieść wrażenie, że znaleźliśmy się na swego rodzaju filozoficznym placu zabaw. Czeski myśliciel „romansuje” z mitami, stereotypami, tradycją, każdą z opowieści mocuje w solidnym historycznym kontekście. I warto również zaznaczyć, że są to opowieści interdyscyplinarne, transdycyplinarne. Sam Vilém Flusser jako badacz okazuje się wieloznaczny jak słowa, których używa. Trzeba podkreślić, że duża zasługa w przyjemności lektury leży po stronie świetnego tłumaczenia autorstwa Przemysława Wiatra. Dobre wyważenie składników, uchwycenie wspomnianej wcześniej wieloznaczności (przedstawienie w przypisach wariantów znaczenia danego słowa, którym aktualnie „bawił się” Flusser) sprawia, że książka jest niezwykle „apetyczna” i stanowi must-have dla wszystkich uczestników współczesnej kultury.
Vilém Flusser: „Kultura pisma. Z filozofii słowa i obrazu”. Przeł. Przemysław Wiatr. Wydawnictwo Aletheia. Warszawa 2018.