Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (362) / 2019

Karol Poręba,

O NIERZĄDZIE (EWA STUSIŃSKA: 'DZIEJE GRZECHU. DYSKURS PORNOGRAFICZNY W POLSKIEJ PROZIE XX WIEKU')

A A A
Przez pewien czas po przemianie ustrojowej w 1989 roku w pociągach spotkać można było skubiących brody starszych panów, zerkających niespokojnie na współpasażerów znad oprawionej w szary papier książki. Ich wzrok musiał czasem napotkać krótkie spojrzenie doktorantki czy młodego inteligenta, zajmujących miejsca gdzieś po drugiej stronie wagonu, trzymających na kolanach półotwarty tom przykryty gazetą. Na twarze wschodziły rumieńce zakłopotania, dało się słyszeć ciche chrząknięcia.

Na swój sposób jest to krótka opowieść o przypadkowych spotkaniach czy przygodnym zauroczeniu, choć – jak się domyślam – opisanym przeze mnie postaciom towarzyszyć musiało dość niezwykłe w tej sytuacji ukłucie wstydu, poczucie upadku i własnej „grzeszności”. Pokoleniu, do którego rocznikowo przynależę, urodzonemu i wychowanemu w kapitalistycznej Polsce, dawno po rewolucji obyczajowej (przytoczoną narrację znam z opowieści przyprawionych własną wyobraźnią), może wydać się to dziwne, ale powodem owych dotkliwych przypływów emocji był tytuł nadrukowany na okładkach skrzętnie ukrywanych przez bohaterki i bohaterów książek: tytuł debiutanckiej powieści Jerzego Pilcha, „Wyznań twórcy pokątnej literatury erotycznej”, w 1989 roku uhonorowanej Nagrodą Fundacji im. Kościelskich. Od tamtego czasu minęło ćwierć wieku. Zdawałoby się, że pornografia zagarnęła i przeobraziła niemałą część rzeczywistości, w której żyjemy, że przestała szokować – szczególnie w sztuce. Gdy jednak zagadnięty przez znajomego doktora prawa, co czytam, pokazałem mu okładkę „Dziejów grzechu. Dyskursu pornograficznego w polskiej prozie XX wieku” Ewy Stusińskiej, usłyszałem zdanie: „Ale wie pan, musi pan uważać, bo nie wiadomo, co o panu pomyślą”, poczułem się cokolwiek zbity z pantałyku. Kilka dni później znakomitemu historykowi sztuki dziewiętnastego wieku próbowałem wyjaśnić różnicę między pojęciami erotyzm, pornografia i seksualizm w perspektywie filozofii powojennej. Być może poniosłem dydaktyczną klęskę, a może mój rozmówca nie próbował nawet zrozumieć, bo wymianę zdań skwitował lekceważącym: „czym to się ludzie zajmują…”.

Zdaje się, że słynny proces sądowy „Pani Bovary” Gustave’a Flauberta, który rozpoczął się 29 stycznia 1857 roku (162 lata temu!), w takiej czy innej postaci, trwa nadal. Zamiast podjąć próbę zrozumienia i opisania fenomenu, jakim jest pornografia – próbę wolną od moralnych sądów i uprzedzeń, umacnia się ją w sferze tabu, jako wstydliwe marginesy, swoistą patologię kultury. Spojrzenie, jakie proponuje Stusińska w „Dziejach grzechu…”, jest na szczęście całkowicie odmienne i – jeśli chodzi o polską humanistykę – wciąż świeże.

Książka wdzięczy się już w tytule, który zapowiada analizę zjawiska o niebanalnym znaczeniu dla literatury światowej: od prozy, przez dramat, aż po poezję. Mimo literaturoznawczej perspektywy, zapraszając do lektury całości, Stusińska obiecuje jednak znacznie więcej: „Czy dzieła pornograficzne mają jakąś wspólną cechę? – pyta. – Pomimo rozlicznych problemów definicyjnych można wyodrębnić jedną – pornografia nie jest i nie była nigdy formą seksualności występującą w naturze. Innymi słowy – pornografia jest dziedziną kultury. Dlatego celem tej książki jest potraktowanie pornografii jako kategorii kulturowej, przyjrzenie się jej z dystansu, ograniczenie obiegowej oczywistości, zanalizowanie teoretycznego i praktycznego kontekstu oraz naszkicowanie chociaż w uproszczony sposób jej historii” (s. 6). To pogłębione spojrzenie, choć nie znajduje bezpośredniej reprezentacji w tytule książki (miało się chyba pomieścić się w bezdennym słowie-kluczu „dyskurs”), jest istotne o tyle, że namysł nad pojęciem pornografii literackiej wymaga szerokiego kontekstu, płynącego z różnorakich perspektyw badawczych: nie tylko literaturoznawczej, ale też historycznej, nie tylko antropologicznej czy kulturoznawczej, ale też filozoficznej, socjologicznej, a także prawnej (także z zakresu prawa kanonicznego) i ekonomicznej. Stusińska wywiązuje się z danej na wstępie obietnicy. Opisuje historię pojęcia, zaskakująco wręcz krótką, jeśli weźmie się pod uwagę literackie reprezentacje pisania o seksualności człowieka, mającą swój rzeczywisty początek dopiero w XVIII stuleciu, gdy odkryto utrwalone przez wulkaniczną lawę Pompeje i niezwykle rozwiniętą kulturę erotyczną mieszkańców miasta.

Autorka opisuje dynamicznie ewoluujące znaczenie pojęcia pornografia – definiowanego przez prawo, ale też przez zmienne warunki gospodarki, z kapitalizmem na czele – od dosłownego „pisania o nierządnicach” (gr. porne – ‘nierządnica’; graphein – ‘pisanie’, ‘rytowanie’, ‘rysowanie’), po coraz szersze dziś znaczenie, wedle którego za pornografię uznajemy właściwie wszystko, co wiąże się z brutalizmem, wulgarnością i sferą profanum. Samych słów „znaczenie” czy „rozumienie” używam tu zresztą umownie, bo – jak słusznie zauważa Stusińska w pierwszych słowach książki – „historia pornografii jest zawsze historią »pornografii«” (s. 5), czyli tego, co za pornografię w danym momencie dana jednostka uznała. Znakomicie ilustrują to często cytowane przez autorkę wypowiedzi prawników lub krytyków kultury, jak np. otwierająca jeden z rozdziałów słynna mowa amerykańskiego sędziego Pottera Stewarta z 1964 roku: „Nie będę dłużej próbował zdefiniować rodzaju materiału, który został objęty skróconym opisem [pornografia hard core]; i być może nigdy nie uda mi się tego zrobić w sposób zrozumiały. Ale wiem [czym jest pornografia], gdy ją widzę, i w tym przypadku nie jest nią sądzony film” (s. 47).

Główny trzon tomu stanowią narracje zbudowane wokół trzech zasadniczych osi: (1) „Dziejów grzechu” Stefana Żeromskiego, (2) „Zmór” i „Motorów” Emila Zegadłowicza oraz (3) „Na paryskim strychu” Rudolfa Niemca i „Rudolfa” Mariana Pankowskiego. Choć historie recepcji wybranych dzieł, próba ich przewartościowania w oparciu o trzy zaproponowane i dobrze opisane przez Stusińską typy dyskursu pornograficznego: klasyczny, nowoczesny i estetyczny, są bardzo udane i zaciekawiają od pierwszej strony, to autorka traktuje je właściwie jako pretekst do snucia opowieści znacznie ciekawszych, do uciekania w bok, w kolejne dygresje, mające swoje źródła w całym dorobku anglosaskiego porn studies. Stusińska zahacza zatem o męski wzrokocentryzm, pisarstwo i myśl markiza de Sade’a, o konwencję współczesnego filmu pornograficznego, ale też np. o formę wiersza czy rolę i powinności literatury. To, co jednak – paradoksalnie – najbardziej wywrotowe w recenzowanej książce, to fakt, że autorka czyta pornografię jako pornografię właśnie; nie boi się dosłowności. Wszystko to sprawia, że „Dzieje grzechu…” – mimo naukowej konwencji – są w rzeczywistości dobrze napisaną książką eseistyczną, w przemyślany i logiczny sposób ukazującą przewrotowy potencjał, jaki niesie ze sobą szeroko pojmowana pornografia: literacka i nie tylko. Stusińska adaptuje do polskiej humanistyki to, co na Zachodzie, przynajmniej od momentu publikacji „Madame Edwardy” i „Historii oka” Georges’a Bataille’a, zdaje się oczywiste (a świadomość ta wywodzi się przecież już z myśli de Sade’a): że krytyczny i estetyczny potencjał pornografii sytuuje ją nie na ztabuizowanych rubieżach kultury, ale w jej centrum. A nasza historia i krytyka literatury zdają się tezę tę potwierdzać. Wystarczy wskazać nazwiska takie jak Michał Choromański, Witold Gombrowicz, Jerzy Jarniewicz, Zofia Nałkowska, Joanna Oparek, Jerzy Pilch, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Bruno Schulz, Michał Witkowski, ale też – z innych względów – Andrzej Sosnowski (wśród dziesięciorga wymienionych wskazuję tylko dwie pisarki – wynika to z faktu, że perspektywa pornograficzna zdaje się do dziś domeną przede wszystkim pisania męskiego; a szkoda, bo pełne erotycznego napięcia wiersze Oparek ukazują, jak uderzający jest to punkt widzenia)…

„Dzieje grzechu…” to tom potrzebny i ważny. Autorka opisuje zjawisko dobrze znane, choć zawsze pomijane lub traktowane jako podrzędne względem innych walorów dzieła, a nie jako metoda per se. Pozostaje mieć nadzieję, że pionierska książka Stusińskiej ostatecznie zakończy erę książek oprawionych w gazety, wstydliwe „polowanie na czarownice” i otworzy dyskusję o różnie pojmowanej twórczości pornograficznej.
Ewa Stusińska: „Dzieje grzechu. Dyskurs pornograficzny w polskiej prozie XX wieku (na wybranych przykładach)”. Fundacja Terytoria Książki. Gdańsk 2018.