Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (362) / 2019

Aleksandra Majak,

SYLWIA PLATH: KORESPONDENCJA 1956-1963

A A A
Relacja między amerykańską poetką Sylvią Plath i brytyjskim poetą Tedem Hughesem jest jedną z tych burzliwych, fascynujących i chętnie opisywanych (ekranizowanych?) na marginesie historii poezji drugiej połowy XX wieku. Jesienią 2018 wydawnictwo Faber and Faber opublikowało drugi tom listów Plath. Obejmuje on korespondencję od 1956 do 1963 roku, czyli od momentu, w którym Plath i jej mąż szukają mieszkania w Cambridge lub okolicznym Grantchester, aż do kilku dni poprzedzających samobójczą śmierć poetki. Wśród liczącego ponad tysiąc stron tomu znalazło się też czternaście listów Plath do jej psychoterapeutki dr Ruth Beuscher, o których istnieniu nie wiedzieliśmy aż do 2016 roku. Narracja Plath ujawnia fizyczną przemoc z ręki Hughesa – przy czym kontrowersja wokół tematu dotyczy nie tyle aktu przemocy, lecz zasadności pytania, czy konwencja listu do terapeutki gwarantuje szczerość (a nie projekcyjny charakter) wyznania. W obliczu intymnej korespondencji spojrzenie na relację Plath i Hughesa nie jak na współczesną realizację orfickiego mitu, lecz jak na ludzi targanych emocjami, okazuje się wobec tej lektury możliwe oraz – być może – bardziej niż kiedykolwiek konieczne.

I

Znajomość Plath i Hughesa zaczęła się z końcem lutego 1956 roku, kiedy Sylvia, stypendystka Fundacji Fulbrighta w Cambridge, poznaje Teda, wówczas świeżego absolwenta literatury i antropologii, na „nieco dzikiej” – jak mówi potem w „Dzienniku” – imprezie studenckiego magazynu poetyckiego „St. Botolph’s Review”. Scena ta rozegrała się przy tonach swinga, w oparach dymu i opisana została na kartach listów i pamiętników obojga podobnie, z tym wyjątkiem, że taniec i rozmowy o poezji kończy – jeśli wierzyć narracji Plath – nie tylko pocałunek, lecz ugryzienie w policzek partnera. Wzajemna fascynacja pełna seksualnej pasji, wspólnych dyskusji, praktyki poetyckich rewizji rozwinęła się szybko i niespełna cztery miesiące później Plath i Hughes byli już małżeństwem. Przez kolejne dziesięć lat relacja ta stanowiła zresztą nie tylko inspirację, ale również emocjonalne tło dla rozwoju obu różnych poetyk. Dzieliły one, do pewnego stopnia, ambicję pokierowania poezji angielskiej z torów klasowego establishmentu pokroju „The Movement” w nieznane dotąd meandry poezji konfesyjnej. Natomiast sam mit o grze poetyckiej dominacji między Plath a Hughesem zasiany został na gruncie krytyki literackiej przez Al Alvareza, prywatnie przyjaciela pary, w książce „Bóg bestia. Studium samobójstwa” dopiero po śmierci Plath. W archiwach The British Library przeczytać można zresztą listy Hughesa do Alvareza pełne złości i żalu, w których oskarżał przyjaciela o użycie najintymniejszych szczegółów ich małżeństwa jako materiału dowodowego w sprawie samobójstwa: „twoje interpretacje [poezji i śmierci Plath] brane są teraz za pewnik” – pisze Hughes o książce Alvareza i dodaje – „nie wiem, czy o tym myślałeś, ale dla głodnego sensacji, na poły histerycznego fanklubu Twój tekst jest wszystkim tym, czego pragnęli”. Pytanie o celowość, ograniczenia, lecz przede wszystkim o dominację biograficznych interpretacji twórczości Plath podjęte zostało przez Janet Malcolm w 1994 roku w książce „Milcząca kobieta. Sylvia Plath i Ted Hughes”. Analiza społeczeństwa Ameryki lat 50-tych, w którym dorastała Plath, oraz zastanowienie nad tym, jak wpłynęło ono na chęć prowokowania w jej poezji, nadal stanowią jedno z najbardziej subtelnych przedstawień tej twórczości. Świeżość spojrzenia i krytycyzm Malcolm pozwala jej przekonywająco mówić o relacji Plath z Hughesem ujmowanej w szerszym kontekście oczekiwań, jakie czytelnicy żywią wobec biografii.

II

Jeśli jednak o biograficznej sensacji już mowa, drugi tom korespondencji wzbudzał spore emocje jeszcze przed publikacją z uwagi na anonimowego kolekcjonera, który wystawił na aukcję nieznane wcześniej listy Plath do jej psychoterapeutki, prototypu postaci dr Nolan z powieści Plath „Szklany klosz”. Fragmenty listów, które zostały udostępnione (jednocześnie sprzyjając szerzeniu się niepełnego kontekstu biograficznej historii), dotyczyły wyznania Plath o tym, że Hughes pobił ją na kilka dni przed poronieniem. Listy szybko zniknęły z sieci, będąc prawną własnością alma mater Plath – uczelni Smith College w stanie Massachusetts. Niedługo potem uczelnia skontaktowała się z córką poetów, Friedą Hughes – to od niej zależało, czy czternaście intymnych listów włączonych zostanie do obszernego tomu. Od lat Frieda Hughes znana jest środowisku z ogromnej świadomości w jej podejściu do literackiej spuścizny rodziców. Sama jest zresztą redaktorką wydania „Ariela”, który – inaczej niż edytorskie cięcia Hughesa – respektuje oryginalną aranżację manuskryptu pozostawionego przez Plath w 1963. Nie zawiodła i tym razem; opatrując listy wstępem, Frieda z bezkompromisową szczerością mówi o obawie, z jaką podeszła do lektury korespondencji, o której istnieniu do niedawna nie wiedziała. Dodaje przy tym – „gdyby książka miała zostać opublikowana bez nich już zawsze czułabym, że jest niepełna” (s. XXV). I zdecydowanie ma rację, gdyż listy do dr Beuscher fascynują nie tylko ze względu na transgresyjną jakość lektury, lecz przede wszystkim na bezpośredniość wyznania, wnikliwą auto-refleksję i ton pełen determinacji sugerujący, wbrew wszystkiemu, wolę życia.

III

Problem potraktować należy ze szczególną delikatnością, gdyż de facto listy Plath do dr Beuscher nigdy nie powinny były ujrzeć światła dziennego ze względu na dynamikę relacji pacjenta z terapeutą. Warto też pamiętać, że tematyczne oraz emocjonalne skomplikowanie poezji Plath (a szczególnie pośmiertnego „Ariela”) niejednokrotnie padało już ofiarą uproszczeń i nadmiernej koncentracji na poszukiwaniu biograficznych sensacji, zamiast skupienia się na interpretacji i byciu blisko tekstu. Sytuacja Hughesa, mimo rewelacyjnej wrażliwości na słowo i oryginalności poetyckiego głosu, też nie była najłatwiejsza. Przez lata spotkania z nim przerywane były krzykami „morderca” w czytelniczej próbie dociekania prawdy o małżeńskiej zdradzie jako powodzie śmierci Plath. Hughes, daleki formie poetyckiej konfesji w stylu Roberta Lowella, Theodora Roethke czy Anny Sexton, przerywa ponad trzydziestoletnie milczenie na temat Plath dopiero w 1998 roku publikacją „Listów urodzinowych”. Mało kto pamięta, że niedługo później w nakładzie zaledwie stu egzemplarzy ukazuje się kolejny konfesyjny tom „Howls and Whispers” (z charakterystyczną dla Hughesa tendencją w stronę sekwencyjności i budowania narracji w obrębie tomu) wydany w asyście rysunków Leonarda Baskina. Czy publikacja „Listy urodzinowe” jest jednak katarktyczną próbą zrozumienia i zapamiętania jego relacji z zmarłą żoną, odpowiedzią na niesłabnące echo jej głosu z „Ariela”, czy może starannie zaplanowaną strategią wydawniczą? Obojętne, jaką optykę przyjmiemy, tom Hughesa jest jednym z niewielu, które w moment stają się książkowym bestsellerem. Na początku „Listów urodzinowych” czytamy ironiczne słowa: „nie wiedziałem, że byłem przesłuchiwany / do głównej roli męskiej w twoim dramacie” (Hughes: 7). Czy był? Listy do terapeutki nie dają prostej odpowiedzi. Pisane w okresie między 1960 a 1963 rejestrują natomiast całą gamę emocji, od bezgranicznej miłości do Hughesa, radości pisania, idyllicznej wizji ich wspólnego życia, aż do furii po dowiedzeniu się o romansie czy frustracji sypiącego się małżeństwa. Na tle reszty listów do przyjaciół, edytorów, matki czy brata wymiana z dr Beuscher odznacza się determinacją oraz otwartością podejmowania tematów najbardziej osobistych, w tym seksu, zdrady, własnej emocjonalności i obawy, że żaden inny mężczyzna nie będzie ekscytować Plath – również intelektualnie – w taki sposób, w jaki zdolny był do tego Hughes. Intymny ton nie dziwi szczególnie, że Plath poznała dr Beuscher mając dwadzieścia jeden lat po nieudanej próbie samobójczej, a następnie powróciła do terapii sześć lat później, kiedy wraz z Hughesem mieszkała w Nowej Anglii, ucząc najpierw na Smith College, a następnie na Uniwersytecie Bostońskim. Zapiski z tych czasów przeczytać można w intymnych i pełnych złości „notatkach z rozmów z RB 1958” z „Dziennika”.

IV

Pierwsze trzy listy do dr Beuscher skupiają się na narodzinach pierwszej córki Friedy, przeprowadzce i wydaniu tomiku poetyckiego Plath „Kolos”. Następny dotyczy napiętej relacji Plath ze starszą siostrą Hughesa Olwyn. Po śmierci Plath Olwyn zmanipuluje zresztą pierwszą biografkę Plath – Anne Stevenson, oferując jej materiały w zamian za kontrolę nad cenzurowaną wersją życia poetki. Po pierwszych listach następuje dwuletnia przerwa w znanej nam korespondencji aż do marca 1962 roku z kolejną optymistyczną narracją o domowych perypetiach, dzieciach i przeprowadzce w okolice Davonshire. Dopiero listy pisane od lipca 1962 porzucają pogodny ton. „Wydawało mi się” – pisze Plath z rezygnacją – „że życie zaczyna się po trzydziestce. Nagle wszystko się zmieniło, stało się inne. [...] Podniosłam słuchawkę i usłyszałam oślizgły, kobiecy głos pytający, czy może rozmawiać z Tedem” (s. 791). Uczucie rozczarowania, które towarzyszy odkryciu romansu rośnie i gęstnieje na łamach kolejnych listów pisanych z częstotliwością wskazującą na wiarę Plath w to, że rady dr Beuscher zza oceanu mogą realnie pomóc jej sytuacji; 11-ego, 20-ego i 30-ego lipca. W kolejnej serii korespondencji z września tego roku Plath mówi o swoich nadziejach, otwarcie pisząc do terapeutki: „tak naprawdę zwracam się do Ciebie po radę jak do kobiety, najmądrzejszej emocjonalnie i intelektualnie, jaką znam” (s. 827). W tym samym, najdłuższym liście Plath analizuje też swoje emocje związane z rozwodem i jakby mimochodem wspomina „Ted pobił mnie fizycznie kilka dni temu [...] Myślę o tym jak o aberracji i sądzę, że dałam mu pewien powód; potargałam jego rękopisy nie tak, by je zniszczyć, lecz tak, żeby mogły zostać sklejone na nowo” (s. 830). Nawet tu, idea sklejanych na nowo manuskryptów wpisuje się w poetykę Plath – jej fascynację tworzącym i zarazem niszczącym słowem, niesłabnącą od publikacji „Złotej gałęzi” Jamesa Frazera poetyckim uczestnictwem w cyklu śmierci i narodzin. Wobec performatywnego (często też projekcyjnego w zależności od epizodu depresji) charakteru twórczości Plath trudno tu o taką ocenę, która nie ograniczałaby się do partycypacji w małżeńskim konflikcie zachęcającym nas do „wzięcia strony” i wyartykułowania własnych czytelniczych empatii. Pytanie, jakie warto zadać, brzmi raczej: czy obecność przemocy jakkolwiek zmienia nasze dotychczasowe odczytanie poezji Plath? Przy tym problem moralnej oceny autora pozwala nam zastanowić się nad szerszą kwestią tego, jak podchodzimy do pisarzy takich jak Ernest Hemingway, Ezra Pound czy Allen Ginsberg. Czy inaczej: jak czytać tekst i oceniać jego estetyczną, moralną, czy emocjonalną wartość, pozostawiając jednocześnie wrażliwym na realne wydarzenia, które niejednokrotnie tę wartość, w mniejszym lub większym stopniu, dyskredytują? Czy istnienie utopijnej etycznej jedności między autorstwem i tekstem jest w ogóle przydatną kategorią i nie upraszcza naszego rozumienia nie tylko literatury, lecz również nas samych? Wobec tego problemu optyka nowego krytycyzmu, przeciwko któremu pisali zarówno Hughes jak i Plath, radząca skupienie na samym tekście, a nie poza nim, byłaby czasem wygodnym – lecz przecież jakże niemożliwym – wyjściem. Pozostaje liczyć, że publikacja listów, których ani Frieda Hughes, ani nikt z nas nigdy nie powinien był czytać, potraktowana zostanie przez czytelników z jednoczesną empatią, wnikliwością, lecz przede wszystkim ze zdrowym, bo przecież nie nowym, krytycyzmem.

Literatura:

T. Hughes: „Birthday Letters”. The Faber Poetry Library. Faber and Faber. London 1998.

J. Malcolm: „The Silent Woman: Sylvia Plath and Ted Hughes”. Papermac. London 1995.

S. Plath. h: „The Journals of Sylvia Plath”. Red. Ted Hughes and Fran McCulloug. 1st Anchor Books Trade Pbk. ed. Anchor. New York 1998.
Sylvia Plath: „Letters of Sylvia Plath. Volume 2: 1956-1963”. Red. Karen V. Kukil, Peter K. Steinberg. Faber and Faber. London 2018.