Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (362) / 2019

Michał Paweł Urbaniak,

ODGRZEBAĆ ŻYCIE MATKI Z ZAPOMNIENIA (HANNA KOWALEWSKA: 'ZANIM ODFRUNĘ')

A A A
Hanna Kowalewska należy do najbardziej cenionych rodzimych twórczyń literatury środka. Jest autorką m.in. powieści dla dorosłych, dla młodzieży, opowiadań i tomików poetyckich. Największą popularność przyniósł jej cykl o Zawrociu (obecnie liczący sobie sześć części: „Tego lata w Zawrociu”, „Góra śpiących węży”, „Maska Arlekina”, „Inna wersja życia”, „Przelot bocianów” i „Cztery rzęsy nietoperza”), którego główna bohaterka dziedziczy dom po nieznanej babce, a w spadku dostaje także mnóstwo rodzinnych tajemnic do rozwikłania w kolejnych tomach. W 2015 roku Hanna Kowalewska opublikowała powieść „Tam, gdzie nie sięga już cień” stanowiącą początek nowego cyklu o nadmorskiej Jantarni i losach Inki Krzemińskiej. „Zanim odfrunę” to jego druga część.

W pierwszym tomie Inka powróciła do Jantarni, aby zająć się umierającą ciotką Bertą, swoją dawniejszą opiekunką. Ta wyprawa zmusiła bohaterkę do zmierzenia się z traumatyczną przeszłością, od której uciekała przez dziesięć lat – z niedookreśloną sytuacją rodzinną, dramatycznym związkiem z przybranym bratem (okrutnym manipulatorem krzywdzącym wiele kobiet), wreszcie z plotkującymi mieszkańcami Jantarni i ich nienawiścią. „Tam, gdzie nie sięga już cień” to powieść traktująca przede wszystkim o toksycznych relacjach międzyludzkich, o próbie przeciwstawienia się nieszczęściu, w jakie uwikłane są kolejni członkowie rodziny.

Z kolei „Zanim odfrunę” poświęcona jest szukaniu swoich korzeni, uzupełnianiu własnej historii, a wreszcie – innym wersjom życia, tym potencjalnym, tym niespełnionym (częsty to motyw w utworach Hanny Kowalewskiej – nic dziwnego, że i w tej książce właśnie te słowa powracają jak refren). Po śmierci Berty Kręt otwierają się drzwi dotąd zamknięte przed Inką przez rodzinę. Główna bohaterka dziedziczy dom, w którym spędziła swoje dziecięce lata, dziś już niemal zupełnie wymazane z pamięci. Zna swoją historię, choć brakuje szczegółów. Ojciec szybko ją osierocił, a matka, malarka Monika zwana Monką, związała się z Romanem, który dla niej porzucił żonę – wspomnianą Bertę Kręt – i syna. Szczęście Romana i Moniki nie trwało długo. Ona umarła z powodu choroby nowotworowej, a Inka rozpoczęła tułaczkę po niby-domach, niby-rodzinach, nigdzie nie znajdując swego miejsca.

Jednak jak się okazuje, bohaterka słabo pamięta matkę – wreszcie ma szansę to zmienić. Składa historię Moniki z odnalezionych artefaktów, ze strzępków pamiętnika, ze wspomnień własnych i cudzych. Tak tłumaczy przyjacielowi konieczność odgrzebywania przyszłości: „chcę się dowiedzieć, co oni wszyscy przede mną ukrywali. I zrozumieć, dlaczego to robili. (…) Chcę znać prawdę. (…) Może jak zrozumiem Monkę, zrozumiem też to, co zdarzyło się potem. (…) Po jej śmierci”. Inka wierzy, że musi zbliżyć się do matki, aby zamknąć pewien etap swojego życia („Nie będzie już tylko twarzą ze starych fotografii, podpisem na obrazach, cieniem, który zabiera mi słońce”). Droga do poznania Monki nie jest łatwa. Trzeba odkryć stare rany, brudne sekrety, cudzą nienawiść. Nie wszyscy chcą się zwierzać ze swoich uczuć i tajemnic, inni traktują śledztwo Inki jako okazję do rozliczenia się z własną przeszłością, wykonanie swoistego rachunku sumienia. Sytuację najbardziej komplikuje Zbyszek, syn Berty, który chce uzależnić od siebie na nowo swoją Psinkę (jak nazywa przybraną siostrę). Prowadzi z Inką okrutną, podszytą szantażem emocjonalnym grę – karze ją, niszcząc kolejne strony pamiętnika Moniki.

Inka jest być może najciekawszą postacią kolejnego cyklu autorki „Julity i huśtawek”. To osoba „nigdzie nieprzynależąca i nigdzie niechciana”, a zatem długo zmagająca się z odrębnością, samotnością. Zdaje się tkwić w wiecznym letargu. Jak stwierdzi jeden z bohaterów, ma ona w sobie coś „nieuchwytnego, obcego, niepojętego”. Z powodu przeżytych tragedii wyrosła na kobietę wycofaną, bierną i uległą. Odcinanie się od własnych uczuć stało się dla niej strategią przetrwania. Ostatni pobyt w Jantarni nieco ją zmienił, otworzył na miłość, na życzliwość i na samą siebie („Jeszcze trzy miesiące temu, przed wyjazdem do Jantarni, śmiercią Berty i spotkaniem Tomka, myślała, że już niczego nie potrafi czuć. Teraz wiedziała, że potrafi, a tylko nie umie rozpoznawać, co to dokładnie jest – jakby dawno temu, w gorszych czasach utraciła tę zdolność”). Nadal jednak ma wrażenie odseparowania od tego, co zwyczajne („Za oknami toczyło się normalne życie, ale Inka nie czuła się już jego częścią. Była z tego drugiego świata, nocnego, z tajemnicami i sekretami, gdzie ludzie przemykają się, szukając ciemnych zaułków”). Boi się też zmian, które przyniesie jej dopiero co nabyta wiedza o zmarłej matce, a więc i o samej sobie.

Choć wątek Inki dominuje w powieści, nie jest jedynym. Jantarnia jawi się jako „uszkodzony na różne sposoby świat”, pełen raczej nieszczęśliwych ludzi. Jedną z najciekawszych postaci pozostaje stuletnia Weronika, oczekująca na śmierć, marznąca w „przeciągu wieczności”. Tak samo wyklęta jak Inka przez lokalną społeczność, traktowana jak dziwadło, żyje na uboczu, bliżej natury. Ma ona w sobie coś z życzliwej wiedźmy obdarzonej ponadprzeciętną mądrością. Jej misją jest pomaganie zwierzętom – i choć ugina się pod brzemieniem wieku, stara się ją wypełniać (historia Weroniki budzi luźne skojarzenia z powieścią Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”). Wiele miejsca autorka „Góry śpiących węży” poświęca także Tomkowi Turbaczowi uwikłanemu w trudną relację ze swoją byłą dziewczyną oraz Tamarze Maj, decydującej się porzucić życie w Jantarni. Ich portrety psychologiczne są złożone i przekonujące. Równie wyraziste okazują się postaci epizodyczne (Janka, Grzegorz, Wojtek, Halszka, Kalina). Większość z nich, wspominając, rozmyśla o własnych „innych wersjach życia”.

Hanna Kowalewska korzysta z motywów i ujęć charakterystycznych dla swojej twórczości. Odziedziczona posiadłość, niełatwy związek z osobą z bliskiej rodziny (tutaj, co prawda, chodzi tylko o przyszywane rodzeństwo), stracony rodzic, białe plamy dzieciństwa, zagrzebane przez lata rodzinne tajemnice, które odkrywa główna bohaterka w ramach nieformalnego śledztwa – to wszystko znamy już z cyklu o Zawrociu. Natomiast trzeba przyznać, że ten schemat nadal się sprawdza. Może to kwestia dbałości, z jaką autorka „Przelotu bocianów” podchodzi do każdej opowieści. Akcja ma niespieszne tempo, sporo tu refleksji, interesujących szczegółów, historia wciąga, nie brakuje też aktualnych tematów społecznych. Co może przeszkadzać, to pewne podobieństwo w patrzeniu na świat kolejnych postaci – niezależnie od ich osobowości, wrażliwości, wieku czy statusu społecznego. Inaczej mówiąc, bohaterowie Kowalewskiej usta mają przepełnione metaforami i porównaniami, których nadmiar miejscami nuży i irytuje. To z jednej strony dodaje ich słowom głębi, ale z drugiej znacząco odbija się na naturalności dialogów. W rezultacie rozmowy niekiedy zamieniają się w górnolotne przemawianie. Ten rodzaj spojrzenia na powieściową rzeczywistość wydaje się nieodłączny dla twórczości autorki „Anny i wodorostów”, ale odnoszę wrażenie, że dużo bardziej pasował do literackiego świata Zawrocia niż do Jantarni.

„Zanim odfrunę” to niewątpliwie dobra powieść obyczajowo-psychologiczna o szukaniu korzeni i układaniu swojego świata – i szczęścia - na nowo. Trudno wyrokować, czy cykl o Jantarni przebije wcześniejszy – o losach Matyldy Malinowskiej-Just i Zawrocia. Tę kwestię rozstrzygną kolejne tomy. Hanna Kowalewska może nie wychodzi poza to, do czego przyzwyczaiła czytelników, ale przecież nadal ma im do zaoferowania niebanalną, wzbudzającą emocje, gruntownie przemyślaną powieść – a zatem satysfakcjonującą lekturę.
Hanna Kowalewska: „Zanim odfrunę”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2018.