Wydanie bieżące

1 lutego 3 (363) / 2019

Przemysław Pieniążek,

UMARŁ KRÓL, NIECH ŻYJE KRÓL(OWA) (RYCERZE HELIOPOLIS. TOM 1: NIGREDO, FAZA CZERNIENIA)

A A A
Wyobraźmy sobie tajemną świątynię, w której pod osłoną nocy i pod uważnym spojrzeniem bractwa alchemików Siedemnasty (najbardziej obiecujący uczeń mistrza Fulcanelliego) przygotowuje się do kolejnej próby – tym razem musi zmierzyć się z wyjątkowo wygadanym gorylem (i nie mam tu na myśli ochroniarza). Jeśli ciemnowłosy młodzian zwycięży, zostanie przyjęty w szeregi rycerzy Heliopolis, zyskując tym samym prawo do zgłębiania tajników długowieczności. Ale jeśli nie pokona przeciwnika, będzie musiał umrzeć. „Piękno to najbardziej niebezpieczny z oręży” (s. 8) – przekonuje młody wojownik, który w newralgicznym momencie walki zrzuca habit, dekoncentrując tym samym rywala, poznającego prawdę o podwójnej naturze androgyna. Na tym jednak nie koniec niespodzianek: mentor protagonisty ujawnia bowiem jego prawdziwą tożsamość – to Ludwik XVII, prawowity król Francji, który niesamowitym zbiegiem okoliczności przetrwał rzeź rewolucji, a teraz przygotowuje się do odzyskania należnego mu dziedzictwa.

„Nigredo, faza czernienia” to niezłe otwarcie historyczno-przygodowej serii pisanej przez Alejandro Jodorowsky’ego („Incal”, „Bouncer”), chilijskiego scenarzystę komiksowego, pisarza, reżysera teatralnego oraz filmowca cieszącego się zasłużonym uznaniem także wśród polskich czytelników. Podobnie jak w wielu innych dziełach Jodo, tak i w „Rycerzach Heliopolis” nie mogło zabraknąć nietuzinkowych patentów fabularnych oraz dynamicznych scen akcji, jak również wątków dotyczących rytuałów przejścia (vide: tytułowy obrzęd), alchemii, poświęcenia czy odkrywania własnego przeznaczenia.

W niniejszej serii współtwórca „Synów El Topo” gładko miksuje ze sobą fakty i fikcję (na scenę wkraczają Ludwik XVI i Maria Antonina; stajemy się także świadkami śmierci Jean-Paula Marata), za sprawą retrospekcji rzucając nieco więcej światła na okoliczności poczęcia i pełne dramatycznych zawirowań dalsze losy bohatera cyklu. Obowiązkowa porcja przemocy, szczypta erotyki, sceny wizyjne i elementy właściwe horrorowi – już w pierwszym tomie scenarzysta stara się dostarczyć czytelnikowi jak najwięcej wrażeń, zwięźle, choć przekonująco oddając także ducha epoki.

Za oprawę graficzną „Rycerzy Heliopolis” odpowiada Jérémy Petiqueux („Barakuda”), pojętny uczeń nieodżałowanego Philippe’a Delaby’ego, któremu zresztą dedykowana jest niniejsza seria. Realistyczna kreska belgijskiego artysty dobrze sprawdza się w malowniczych panoramach, architektonicznych detalach czy emocjonalnych niuansach uchwyconych na obliczach konkretnych postaci. Przyjemna dla oka paleta barw – przeważają różne odcienie pomarańczowego i niebieskiego, choć nie tylko – jest natomiast estetycznym wkładem ze strony ilustratora oraz projektanta Felideusa Bubastisa („Sueños sin Noche”).

Mająca otwarte zakończenie „Nigredo, faza czernienia” to zaproszenie do uczestnictwa w komiksowej przygodzie, która raczej nie zapisze się złotymi zgłoskami na kartach historii tego medium, jest jednak – póki co – intrygującym czytadłem przykuwającym uwagę już od pierwszej strony i zachęcającym do wypatrywania kolejnej fazy alchemicznego rytuału.
Alejandro Jodorowsky, Jérémy Petiqueux: „Rycerze Heliopolis. Tom 1: Nigredo, faza czernienia” („Les chevaliers d’Héliopolis – tome 1: Nigredo, l’œuvre au noir”). Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawnictwo Taurus Media. Piaseczno 2018.