Wydanie bieżące

1 marca 5 (365) / 2019

Grzegorz Marcinkowski,

TA PRZEKLĘTA LITERATURA (TZVETAN TODOROV: 'SYMBOLICZNOŚĆ I INTERPRETACJA')

A A A
Przygoda intelektualna, jaką był strukturalizm, zakończyła się nader spektakularną klęską. Przyczyn porażki należy upatrywać zwłaszcza w uniwersalistycznym zapleczu tego projektu, który w epoce dążącej do daleko idącej redukcji uniwersalistycznych roszczeń musiał się wydawać nader obskurancki. Mimo to strukturalizm był jedną z ostatnich przygód europejskiego modernizmu, rodzajem łabędziej pieśni pojednanego ze sobą zachodniego rozumu, zanim pożarły go nieprzezwyciężone aporie. Zastosowań strukturalistycznego instrumentarium dalej może być wiele, nawet jeśli odrzucamy całą ekspansyjną mitologię za nim stojącą. Żaden prąd umysłowy XX wieku nie przypisywał równej wagi Teorii, która miała stać się metajęzykiem, przekraczającym partykularność dyskursów szczegółowych. Gest negacji partykularności jest tutaj dominujący, aczkolwiek szybko ukazuje swoją życzeniową naturę. Wygnana przez założenie uniwersalnego poszczególność powraca ze zdwojoną siłą, komplikując intrygę snutą przez umysł. W ten sposób pojednanie Teorii i życia, postulowane przez ruch zawłaszczenia różnic, ulega kompromitacji, rodząc kalekie, dalekie od idealności mutacje dyskursu. Wzniosłe marzenie o zbudowaniu uniwersalnego metajęzyka ląduje, jak wszelkie marzenia o realizacji umysłowych utopii, w lamusie, jako historyczna ciekawostka. Powracając do strukturalizmu i chcąc go traktować poważnie, musimy pamiętać o niespełnionej obietnicy, którą ucieleśniał. W ten sposób nasz apetyt na historyczne ciekawostki może się nieoczekiwanie pogłębić.

Literatura jest zarazem bazą, jak i kresem strukturalistycznego zamysłu. Stanowi ona jednocześnie i idealny przedmiot analiz czy podziałów, i przedmiot przeklęty, którego semantyczna dynamika grzebie wszelkie rojenia o spójności Teorii. Dlatego strukturalizm, zakochany w bajkach i mitach, z rezerwą podchodził do nowoczesnej literatury, która z jednej strony jawiła się jako idealny model konstytuowania się znaczenia, a z drugiej – swoją wsobną nieokreślonością grzebała, unieważniała wymóg zamkniętości analizy. To właśnie w starciu z nowoczesnymi tekstami strukturalizm, stanowiący wszak dziecko tej samej episteme, ujrzał swoją ograniczoność. Bardzo szybko okazało się bowiem, że tekst literacki nie jest prostą w obsłudze maszyną do produkcji znaczenia, a sens nie jest ukryty w artefakcie literackim niczym list w butelce. Konstytuowane przez nowoczesną literaturę, różne formy komplikowania relacji pomiędzy zdarzeniem tekstu a jego znaczeniem sprawiły, iż mechanizmy wygenerowane przez strukturalną wyobraźnią rychło się zdezaktualizowały. Pomimo swej lokalnej użyteczności (patrz: narratologia) strukturalizm jako akt wiary w możność wyczerpania sensu, w jego donację (zapośredniczoną wszak ścisłymi procedurami egzegezy) musiał ulec wielu z gruntu apofatycznym nurtom myślowym, które w takie objawienie nie wierzyły. Czytając Kafkę czy Becketta i stykając się z całymi bibliotekami wypełnionymi wykluczającymi się wzajem interpretacjami tego pisarstwa, mamy poważne prawo wątpić w skończoność pracy interpretacji. Dlatego właśnie metoda strukturalna, pragnąca wierzyć w zamkniętość horyzontu interpretacyjnego, tak szybko uległa swoim młodszym dzieciom, lepiej radzącymi sobie z nieokreślonością. Jeżeli pragniemy, w jakieś mierze przynajmniej, restytuować uniwersalistyczne marzenie Teorii, musimy dokonać krytyki teoretycznego rozumu i przepracować naszą wolę samorzutności. Taka zaprzeczona w swojej naturze aporetyka Teorii nie miałaby jednak nic wspólnego z utopią, której istnienie napędzało myśl strukturalistyczną.

„Symboliczność i interpretacja” Tzvetana Todorova, jednego z głównych przedstawicieli strukturalizmu, bułgarsko-francuskiego myśliciela o pokaźnym dorobku, jest dziełem interesującym. Stanowi bowiem zarówno podsumowanie całej drogi badawczej autora takich prac jak „Poetyka” czy „Teorie symbolu”, jak i podsumowanie myśli filologicznej, która swoje narzędzia badawcze czerpała ze strukturalizmu, a także próbę napisania na nowo historii filologii w ogóle. Jej jasny, przejrzysty język czyni z tej publikacji pozycję wręcz podręcznikową. Niektóre z jej rozstrzygnięć tym, którzy wychowali się w trochę innym reżimie myślowym (data pierwodruku oryginału tej książki to, bagatela, 1978!), mogą się wydawać cokolwiek przestarzałe, aczkolwiek wielu z nas, wychowanych na klasykach polskiego strukturalizmu, z pomnikowym „Zarysem teorii literatury” na czele, klimat intelektualny tej pracy wyda się znajomy. Czy można wynieść z tej pracy coś więcej niż tylko powtórzenie doskonale znanych mantr z określonego odcinka historii nauki o literaturze? Przede wszystkim książka Todorova zawiera bardzo ciekawą teorię symbolu i znaczenia, obok której nie sposób przejść obojętnie, nawet jeśli nie sposób się z nią zgodzić.

Teorie symbolu najrozmaitszej proweniencji przeciwstawiały znak ten alegorii. Symbol ewokuje nieograniczoną wielość sensów, podczas gdy alegoria jest znakiem ikonicznym, w którym pewnemu znaczącemu odpowiada ściśle określone znaczone. Wydaje się, że w myśl tradycji symboliczność wiązałaby się ze wzniosłym użyciem języka i byłaby zamiennikiem dla funkcji poetyckiej. Autor „Symboliczności i interpretacji” wydaje się wykonywać ten ruch intelektualny, uogólniając symboliczność i traktując ją jako wyznacznik literackości. Todorov utożsamia symboliczność z niebezpośrednim użyciem języka, co tworzy podstawowy krok teoretyczny i zwornik jego rozważań. Dokonuje tego poprzez dwie korelatywnie splecione ze sobą operacje, których skuteczność stanowi o wadze jego projektu: ścisłe oddzielenie sensu literalnego od sensu niebezpośredniego i zespolenie tak rozumianej symboliczności z interpretacją. Symboliczność i interpretacja, w myśl tego projektu, są od siebie nieoddzielne, istnienie sensu pośredniego uruchamia konieczność interpretacji.

Te posunięcia prowadzą do nader specyficznych rezultatów. Tworzą bowiem kontrę wobec dwóch wpływowych tradycji myślowych dwudziestego wieku, które z różnych powodów odrzucały symboliczność. Z jednej strony tradycja filozofii analitycznej, która odbierała prawomocność niebezpośrednim użyciom języka i konstytuowała bardzo wymagający sprawdzian referencjonalności zdań. Temu analitycznemu situ nic nie mogło umknąć – wszelka metaforyczność była traktowana jako nonsens. Druga tradycja to postnietzscheańska filozofia języka, która kwestionowała oddzielenie sensu bezpośredniego i przenośnego z diametralnie różnych powodów. Otóż podług tego sposobu myślenia wszelkie użycie dyskursu okazuje się nieuchronnie skażone retorycznością – język wszak to ruchliwa armia metafor itd. W myśl tej optyki sens bezpośredni stanowi jakąś anemiczną fikcję wydestylowaną z społecznego uzusu; projekcję podziału pracy na teorię. Uczciwa analiza jest w stanie wykryć metaforyczność we wszelkich, nawet najbardziej nobliwych użyciach słów. Te dwie tradycje wykluczały rozumienie symboliczności tak, jak chce ją rozumieć Todorov – jako niebezpośrednie użycie języka zmuszające odbiorcę do interpretacji.

Projekt Todorova wspierają dwa założenia: pierwsze, że oddzielenie sensu bezpośredniego od przenośnego daje się przeprowadzić, że sens bezpośredni objawia się użytkownikowi języka niejako samorzutnie, sens przenośny zaś wymaga od odbiorcy pracy interpretacyjnej; drugie zaś, że ów podział daje się nałożyć na inną kategoryzację, trochę bardziej kłopotliwą; między literalnością a retorycznością. Czy założenie istnienia sensu bezpośredniego nie jest przypadkiem świadectwem pewnego pozytywizmu? Czy nawet potoczne użycie języka nie zawiera rudymentów retoryczności, a co za tym idzie, otwiera się na wiele sprzecznych odczytań? Decyzja Todorova, aby symboliczność wiązać z sensem niebezpośrednim, daleka jest od oczywistości. Wiąże się z nią przekonanie o niezakłóconej transmisji znaczenia i o tym, że literatura stanowi rodzaj zaburzenia, który wnikliwa interpretacja rozwiąże. Wizja języka wyłaniająca się z tych rozważań jest na wskroś normatywna. Różnica pomiędzy sensem literalnym a metaforycznym nakłada się na różnicę pomiędzy normą a zakłóceniem.

Innym kontrowersyjnym zabiegiem Todorova jest utożsamienie decyzji o interpretacji z projekcją zasady relewancji. Założenie, że niebezpośrednie użycie języka musi mieć jakiś powód, wydaje się szczególnie dyskusyjne w sytuacji, kiedy za sprawą licznych eksperymentów absurd, nonsens i przypadek na stale wtargnęły do literatury. Poza tym przekonanie o umotywowaniu każdego nieoczywistego zdarzenia językowego trąci zabobonną wiarą w intencjonalność. Wiara ta wchodzi w ciekawą relację z innym przekonaniem: takim mianowicie, iż tekst jest rozumnym wytworem, dobrze skonstruowanym i pewnym własnych efektów. Widać tutaj niechęć do arbitralności i przygodności, które wszak znaczną część nowoczesnej literatury napędzają. Niechęć podbudowaną bezradnością, co trzeba przyznać, czytając chociażby rozdział poświęcony nieokreśloności sensu.

Co począć bowiem z tymi odłamami literatury, które z celowo zaburzonego retorycznie i semantycznie dyskursu czynią część swojego efektu? Gdzie niemożliwe jest znalezienie żadnej dającej się jednoznacznie określić przyczyny dla pojawienia się takiej, a nie innej konstrukcji składniowej, porównania czy metafory? Wydaje się że zasada relewancji jest odmianą starej, dobrej teleologii i presupozycją ukrytej w strukturze tekstu intencjonalnej woli. Nie ma przy tym znaczenia, czy ową wolę rozumie się osobowo, czy przypisuje się ją samemu tekstowi. W tym przypadku mamy bowiem do czynienia z racjonalizmem, nader poczciwym i ujmującym, jednak nazbyt impregnowanym na prawdziwe nierozstrzygalności wynikające z lektury niektórych poetów i pisarzy. Widać w rozważaniach Todorova lęk przed interpretacyjną arbitralnością i absolutną dowolnością generowania sensów. Widać wiarę w celowość i sprawdzalność. Obie te cechy, godne pochwały, nijak nie pomagają współczesnemu czytelnikowi i użytkownikowi kultury, zagubionemu w gąszczu sprzecznych odczytań. Pokazuje to zarazem, że inherentny strukturalizmowi racjonalizm chybia współistotnej aktowi lektury nieskończoności; przekonanie, że lekturę można wyczerpać albo że nieokreśloność sensu jest wadą, którą należy wyeliminować w trzeźwym badaniu, to fragment scjentycznej mitologii, z której wyrasta wszelka teleologia.

Nie jest jednak książka Todorova wyłącznie szacowną ramotką albo obiektem historycznej jedynie atencji. Część druga książki, poświęcona patrystycznej i filologicznej metodzie interpretacji, ujmuje bowiem rzetelnością i historyczną wnikliwością. Wiele z podziałów i rozróżnień, które proponuje autor, wciąż imponuje nowatorstwem i celnością. Warto czytać Todorova jako świetnego historyka wiedzy o literaturze, traktując niektóre z wysnuwanych przezeń wniosków jako zaledwie propozycję. Pamiętając przy tym, że historia lubi się powtarzać i że strukturalizm, w takiej bądź innej postaci, zawsze będzie stanowi część teoretycznego zaplecza nauki o literaturze.
Tzvetan Todorov: „Symboliczność i interpretacja”. Przeł. Tomasz Stróżyński. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2018 [seria: Podręcznik Humanisty].