ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 marca 5 (365) / 2019

Michał Paweł Urbaniak,

KU SAMODZIELNOŚCI (ANNE TYLER: 'TANIEC ZEGARA')

A A A
Rok 2017. Willa Brendan – główna bohaterka powieści „Taniec zegara” nagrodzonej Pulitzerem amerykańskiej pisarki Anne Tyler – przekroczyła już sześćdziesiątkę. Razem z drugim mężem Peterem przeprowadziła się do Arizony, w całkiem obce środowisko. Nie czuje się dobrze, ma wrażenie, że w zasadzie jest już niepotrzebna: „Prawda była taka, że ostatnimi czasy stanowczo za mało się działo w jej życiu. (…) Czuła coś na kształt paraliżu. Peter znikał z domu na całe godziny ze swoimi kumplami od golfa, a synowie mieszkali daleko. (…) Oboje jej rodzice już nie żyli, a siostrę rzadko widywała. Nie miała tu na miejscu żadnych nawet niezbyt bliskich koleżanek”. Nieoczekiwanie dzwoni do niej obca kobieta z Baltimore. Twierdzi, że synowa Willi została postrzelona i ktoś musi się zająć jej córeczką. Willa nie ma ani synowych, ani tym bardziej wnuków, Denise Carlyle – ofiara strzelaniny – jest znaną jej tylko ze słyszenia byłą dziewczyną syna. Mimo wszystko postanawia wyjechać. Znów czuje się potrzebna.

Jednak to dzieje się w drugiej części tej książki. Pierwsza obejmuje reminiscencje z dawniejszego życia bohaterki. To w zasadzie kilka pojedynczych scen, które dzieli często kilkadziesiąt lat. Anne Tyler pokazuje dzieciństwo Willi Drake naznaczone przez niestabilną emocjonalnie matkę – tyleż nieszczęśliwą, co nieodpowiedzialną. W „Tańcu zegara” nie ma zbyt wielu informacji o Alice Drake, ale można wnioskować, że kobieta czuła się uwięziona w małżeństwie (przy poczciwym i empatycznym, choć nie zawsze zaradnym mężu) i w rodzinie. Chciała czegoś, czego nie mogła osiągnąć. Miewała napady furii, na krótki czas porzucała najbliższych, skazując dwie małe córki na pełne strachu i niepewności czekanie. Była na przemian czuła i odpychająca. Willa i jej młodsza siostra Elaine nie mogły czuć się bezpiecznie, marzyły o innej matce. Na początku powieści – z akcją osadzoną w 1967 roku – dziewczynki znów zostają porzucone na parę dni. Mająca silnie zakorzenione poczucie odpowiedzialności Willa próbuje zająć się domem i młodszą siostrą, ale jednak wiek robi swoje, nie potrafi ona jeszcze zapanować nad codziennością. Drogi sióstr ostatecznie się rozejdą – dorosła Elaine odetnie się od rodziny, a Willa ukryje wyniesione z dzieciństwa traumy głęboko w sobie, nie do końca świadoma ich wpływu na swoje życie.

W kolejnym rozdziale (1977 rok) bohaterka znajduje się na progu dorosłości. Przyjeżdża do domu rodziców z ukochanym Derekiem. Podczas lotu dochodzi do zdarzenia, które na zawsze naznaczy niepewną Willę – siedzący obok pasażer przykłada jej do boku pistolet, prawdziwy lub wyimaginowany. Grozi Willi, a ona, sparaliżowana strachem, nie jest w stanie przedsięwziąć żadnych kroków. Sytuacja rozwiązuje się sama – Derek i Willa zamieniają się miejscami – ale zostaje w pamięci bohaterki („Zdarzenie z mężczyzną z samolotu czaiło się wszędzie, rzucając cień, […] wypływając na wierzch od czasu do czasu w trakcie zupełnie niezwiązanych z tym konwersacji”). Dwadzieścia lat po tamtym feralnym locie Willa MacIntyre po wypadku spowodowanym przez Dereka zostaje wdową. Nie umie sobie poradzić bez obecności męża. Anne Tyler niezwykle sugestywnie przedstawia czas żałoby („Willa zadomowiła się teraz w codzienności bólu – nie tego pierwszego, przeszywającego uderzenia, ale tego nieustannego, upartego bólu, jaki z niego wynika, tego braku kogoś, co sprawia wrażenie obecności”).

Dwadzieścia lat później bohaterka – już jako Willa Brendan – przyjeżdża razem z mężem do Baltimore, aby zająć się dziewięcioletnim dzieckiem zupełnie obcej kobiety. Szybko zaprzyjaźnia się z uroczą Cheryl. Dziewczynka jest bystra i przedwcześnie odpowiedzialna – tego wymaga bycie córką Denise, kobiety, która sama przyznaje, że zawsze była „trochę niezorganizowana” (i jest to, doprawdy, eufemizm). Jednocześnie Cheryl lgnie do ludzi, potrzebuje stabilizacji i miłości. Willa dostrzega w niej samą siebie z dawnych lat (przecież „Sama się tak czuła w dzieciństwie; jak uważny, ostrożny dorosły, mieszkający w ciele małej dziewczynki”). Poznaje również innych mieszkańców okolicy i szybko staje się ważną częścią tej małej społeczności. Ostatecznie Peter wraca do Arizony, a ona przedłuża swój pobyt w Baltimore. Ta decyzja okaże się brzemienna w skutki.

Największym atutem „Tańca zegara” jest zdecydowanie kreacja głównej bohaterki. Anne Tyler przedstawia wiarygodny psychologicznie portret kobiety, która nieświadomie bała się życia i tak bardzo potrzebowała pomocy (lub sądziła, że jej potrzebuje), że nieomal straciła zdolność samostanowienia o sobie. Pozostawała wiecznie na drugim planie, w cieniu, zależna od innych, głównie mężczyzn, mężów i synów. Wydaje się, że zupełnie nie miała prawa głosu, zresztą pozwoliła na taką sytuację – a raczej przeżycia z dzieciństwa i okresu adolescencji ukształtowały ją tak, że wolała ulec presji niż trzymać się własnego zdania. Była ciągle niepewna, pełna poczucia winy (jak pisze autorka „Obiadu w restauracji dla samotnych”: „poczucie winy było jej naturalnym stanem”). Nic dziwnego, że wybierała określony typ mężczyzn, szukając bezpieczeństwa. Zarówno Derek, jak i Peter, byli silnymi indywidualnościami. Potrafili dać Willi wymagane bezpieczeństwo, ale zarazem ją przytłaczali, skazywali na tkwienie na niewygodnym w gruncie rzeczy drugim planie („Czasami Willi zdawało się, że spędziła pół życia, przepraszając za zachowanie różnych facetów. […] Najpierw Derek, potem Peter bez przerwy rwali naprzód, podczas gdy Willa wlokła się za nimi, sprzątając pobojowiska, przepraszając, tłumacząc”). O tym, że bohaterka zbudowała samą siebie na bardzo silnych zależnościach, najlepiej świadczy fragment, w którym Peter zgadza się, by Willa została u Denise bez niego. Reakcja Willi jest zdumiewająca: „Czuła się lekko oszołomiona. Czy naprawdę [Peter] pozwoli, żeby sama sobie radziła?” [przyp. i podkr, moje – M. P. Urbaniak]. Wyjazd do Baltimore staje się nieoczekiwaną szansą na zaczęcie od nowa, szansą na zmierzenie się z życiem, wyjście ze stanu bierności – i Willa tę szansę wykorzystuje. Wbrew pozorom nie jest jednak kobietą słabą. Niebezzasadnie jej ulubioną rośliną pozostaje karnegia – Willa jest zachwycona godnością i siłą przetrwania tych kaktusów („karnegie były stateczne i niedostępne; z jednakowo stoickim spokojem przetrwały wszystko, począwszy od Apaczów, a kończąc na podmiejskich centrach handlowych”). W powieści zostają porównane do mitycznego gatunku stworzeń. Takim stworzeniem jest także sama Willa, stabilna, niewzruszona i w gruncie rzeczy silna – choć tę siłę musi w sobie dopiero odkryć.

Bardzo ważnym motywem w „Tańcu zegara” jest stosunek głównej bohaterki do rodziny. Pomna własnych ciężkich doświadczeń, dbała o swój dom, o mężów i synów, wpadła w schematy dla dobra najbliższych, w zasadzie zapominając o sobie: „Starała się ze wszystkich sił być dobrą matką, co oznaczało bycie matką przewidywalną. Przysięgła sobie, że jej dzieci nigdy nie będą musiały zgadywać, w jakim mama jest nastroju; że nigdy nie będą musiały zaglądać do jej sypialni, by się przekonać, jak ułoży się ich własny dzień. Była jedyną znaną sobie kobietą, której głównym celem było, by rodzina uważała ją za oczywistość”. W późniejszym życiu na siłę starała się scalić rodzinę, utrzymać choć pozory kontaktu, sama się oszukując. Nikt nie docenił tych starań – dorośli synowie nie dopuszczali jej do swego życia, nie dbali o nią, podobnie siostra, żaden z mężów nie traktował jej po partnersku. Nieoczekiwanie dla samej siebie Willa trafiła na nową, lepszą rodzinę „zastępczą” wśród mieszkańców Baltimore. Jednak co ważniejsze – odnalazła samą siebie. Wreszcie przestała biernie trwać obok życia. Raczej jak w wymyślonym przez siebie tytułowym tańcu zegara – zaczęła wirować, nieposkromiona, wreszcie szczęśliwa.

Anne Tyler bywa porównywana do Alice Munro. Między twórczością tych dwóch pisarek rzeczywiście istnieje pewne podobieństwo – na przykład w akcji ograniczonej do minimum, subtelności w obrazowaniu sytuacji i bohaterów, ukrywaniu istotnych treści między wierszami. Ponadto zarówno w powieściach Tyler, jak i w opowiadaniach kanadyjskiej noblistki „literackość” wydaje się ledwie zauważalna – takie ujęcie zbliża tę prozę do prawdziwego życia. Właśnie tak jest w „Tańcu zegara”. Nie ma tu zawikłanej, pretensjonalnej fabuły, niespodziewanych zwrotów akcji prowadzących do literacko spektakularnego – jednoznacznie szczęśliwego bądź tragicznego – zakończenia. Anne Tyler ukazuje pozornie błahe zdarzenia, które jednak okazują się mieć znaczenie. W przedstawionych historiach sporo jest luk, uważny czytelnik powinien je sam właściwie wypełnić, aby portrety psychologiczne bohaterów stały się kompletne.

Przesłanie pozostaje jasne – „Taniec zegara” to powieść o tym, że nigdy nie jest za późno, aby odkryć siebie, nauczyć się żyć po swojemu, przekraczać granice, których, zdawałoby się, nie wypada naruszyć. Jednocześnie wszystko w tej prozie jest wspaniale nienachalne, a przez to właśnie prawdziwe. Czytając „Taniec zegara”, odnosi się wrażenie, że właśnie tak powinno się pisać powieści psychologiczne.
Anne Tyler: „Taniec zegara”. Przeł. Kamila Slawinski. Wydawnictwo Poradnia K., Warszawa 2019.