Wydanie bieżące

15 marca 6 (366) / 2019

Krzysztof Grudnik,

OD STOSÓW DO HEGEMONII KULTUROWEJ - O CHRZEŚCIJAŃSKIEJ OPRESJI TRADYCJI EZOTERYCZNYCH ('EZOTERYZM I NOWOCZESNOŚĆ')

A A A
„Ezoteryzm i nowoczesność” jest książką złą na tak wielu poziomach, że trudno mi się zdecydować, od czego zacząć. Spróbuję uporządkować kwestie dotyczące tej publikacji, zaczynając od jej formy, później dopiero przechodząc do treści. „Kwestie”, bo nie zawsze są to zarzuty. Zarzuty bowiem można odpierać, można sprawę postrzegać inaczej – i w części opisywanych tu przypadków tak zapewne jest. Jednak inne elementy nie podlegają dyskusji, są, jakie są, jakie każdy je zobaczyć może. Czyli głęboko niepokojące.

„Ezoteryzm i nowoczesność” pod względem formy ilustruje bowiem sporą część patologii współczesnej nauki, to znaczy systemu jej parametryzacji, pędu po punkty, transferu środków w sposób nieprzemyślany i doboru recenzentów na zasadach różnych od zorientowania w danej dziedzinie. Rzut oka na spis treści powoduje zdziwienie, a potem podejrzliwość czytelnika. „Ezoteryzm i nowoczesność”, ogłaszany przez wydawcę jako „zbiór tekstów”, jako dzieło wielu autorów, liczy łącznie 230 stron. Otwierający książkę „Ezoteryzm w nowoczesności” autorstwa Andrzeja Wójtowicza – jednocześnie „redaktora” „zbioru” – kończy się natomiast na stronie… 173. Później (!) jest jeszcze „Nota redakcyjna”, która w zasadzie współbrzmi z tekstem Wójtowicza – i jest takoż jego autorstwa – kończąca się na stronie 177. Kolejne 50 stron zajmują natomiast „aż” cztery teksty, z których ostatni ma cztery i pół strony, licząc z bibliografią. Trudno więc „zbiorowość” tej książki uznawać za cokolwiek innego niż zwykłą farsę, ponieważ z perspektywy merytorycznej mogła to być książka autorska, „dodatkowe” cztery artykuły („artykuliki”, jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy „Ezoteryzm w nowoczesności”) nic w zasadzie nie wnoszą i mogłyby nie istnieć z punktu widzenia problematyki ezoteryzmu i nowoczesności czy tekstu Wójtowicza.

Nasuwają się oczywiste pytania – po co to wszystko? Po co angażować autorów w „pracę zbiorczą”, która praktycznie jest dziełem jednego człowieka? Zwłaszcza autorów, u których nawet afiliacja zdradza pewną fasadowość. Proszę nie zrozumieć mnie źle, nie jest moim zamiarem podważanie powagi którejkolwiek z przytaczanych instytucji, ale w zbiorze znalazły się artykuły pracowników krakowskiego Uniwersytetu Ekonomicznego, gdańskiego Akademickiego Liceum dla Młodzieży, krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego oraz Uniwersytetu Wrocławskiego. Pomijając ostatni z wymienionych, nie są to topowe polskie jednostki naukowe, w których prowadzi się badania nad zachodnią tradycją ezoteryczną. Oczywiście moje założenia mogą być fałszywe – w końcu struktury akademickie pozwalają na różnego rodzaju aberracje. Tyle tylko, że poza Andrzejem Wójtowiczem pozostała czwórka autorów nie zdradza żadnej znajomości metodologii badań nad zachodnią tradycją ezoteryczną. W ich przypisach nie pojawiają się odwołania do żadnego ze współczesnych, czołowych badaczy tego zagadnienia. Ani w ogóle do żadnych współczesnych akademickich badaczy ezoteryki – jest za to trochę odwołań do świętych kościoła katolickiego (wrócę jeszcze do tego zagadnienia).

Mamy więc dziwnych proporcji pracę, gdzie jeden artykuł rzeczywiście realizuje założenia, pozostałe cztery wyraźnie wzięte są „na doczepkę”. Wydawcą jest państwowe Narodowe Centrum Kultury, a publikację sfinansowano ze środków ministerialnych, zgaduję więc, że ten trop wskazuje na przyczyny jej „niezwykłości”. Czy grant zakładał publikację wieloautorską? Nie wiem, nie wydaje się to szczególnie istotne, ważniejszy okazuje się efekt tego systemu, nieco komiczny, bardziej jednak tragiczny, bo w zaczarowanym świecie upolitycznionej i uekonomicznionej nauki coraz mniej osób ma odwagę powiedzieć, że król jest nagi. Z pewnością nie miał jej Andrzej Kasperek, który figuruje jako recenzent „Ezoteryzmu i nowoczesności”. Z jednej strony nie jest to szczególnie dziwne, ponieważ Kasperek to pracownik Zakładu Historii i Teorii Wychowania, a w swoim dorobku ma jeden artykuł o ezoteryce w romantyzmie oraz dwa zahaczające o New Age, jednak ekspertem od naukowego badania ezoteryzmu trudno go mianować. Z drugiej strony nie trzeba być ekspertem, by zobaczyć, że z książką, w której 3/4 stanowi jeden artykuł, a resztę kilkustronicowe rozważania tylko w paru momentach i wyraźnie na siłę wiązane z tytułem publikacji, jest coś nie tak.

Badania nad zachodnią ezoteryką są dyscypliną stosunkowo młodą, a w Polsce powoli się tworzącą. I jak to zwykle bywa w takich sytuacjach – problemy, z którymi dyscyplina musiała sobie radzić przez lata na Zachodzie, w Polsce pojawiają się praktycznie od początku. „Ezoteryzm i nowoczesność” jest przedstawicielem jednego z tych problemów, a mianowicie próbą ideologizacji badań. Jak już wspomniałem, 4 z 5 tekstów tu zamieszczonych nie odwołują się do żadnych badaczy zachodniej ezoteryki (Hangraaffa, Pasiego, Bogdana, Faivre’a itp.), natomiast częste są nawiązania do świętych czy Biblii. To nie najlepsze źródła wiedzy o zachodniej tradycji ezoterycznej, bo instytucja na nich zbudowana wypracowała szereg praktyk wymierzonych przeciwko ezoterykom. W zasadzie jej stosunek do ezoteryki można by określić krótko jako opresyjny. Dziś, kiedy nie da się już podtrzymać ogni stosów, ta sama instytucja mogłaby się pokusić o inną ze swoich praktyk: hegemonię kulturową. A zatem, skoro nie można już ukryć kulturotwórczej roli ezoteryki w zachodnim społeczeństwie, dlaczego by nie zawłaszczyć ezoteryki i potraktować marginalną ezoterykę chrześcijańską jako zjawisko dominujące? Tym tropem idą Andrzej Słaboń („Wiedza przemieniająca w kontekście doświadczenia mistycznego” – dodajmy zgodnie z treścią: w mistyce karmelitańskiej), Tomasz Szymański („Religia uniwersalna Ballanche’a jako ezoteryczna synteza tradycji i postępu”) i Agnieszka Tarwacka-Dama („»Sztuka odklejania«, czyli ezoteryczny teatr Jerzego Grotowskiego). W tekstach tych ezoteryka jest ezoteryką chrześcijańską (podobnie np. teozofia jest rozumiana jako teozofia chrześcijańska – zob. s. 199). Jest to jeszcze ciekawsze, kiedy przeanalizujemy kwestię historyczności. Otóż w badaniach nad zachodnią tradycją ezoteryczną, np. ze szkoły Hanegraaffa, podkreśla się wyraźnie konieczność ujmowania konkretnych zjawisk w konkretnym momencie historii. Nie można mówić o ezoteryce ahistorycznie, ponieważ żadna uniwersalna, ahistoryczna forma ezoteryki nigdy nie istniała, a poszczególne zjawiska z różnych historycznych momentów czy obszarów kulturowych mogą nie mieć ze sobą wspólnych elementów lub dzielić ich stosunkowo niewiele. Biorąc to pod uwagę, należałoby podkreślić, że w nowoczesności (rozumianej jako modernizm) formacje ezoteryczne faktycznie były silnie reprezentowane – np. w ramach Towarzystwa Teozoficznego, Zakonu Złotego Brzasku, OTO, A.'. A.'. – jednak dalekie od chrześcijaństwa, często przez nie zresztą krytykowane.

Główny tekst Wójtowicza także podąża tym tropem. Co prawda autor posiada wyraźnie większe (czy w zasadzie: jakiekolwiek) oczytanie w badaniach zachodniej tradycji ezoterycznej, jednak jego dobór autorytetów jest cokolwiek dyskusyjny: „Dodajmy do tego, ze zdwojoną uwagą, zasługi ks. Aleksandra Posackiego (…) w konfiguracjach krytycznej metodologii studiów nad ezoteryzmem, zwłaszcza w kontekstach jego podstaw filozoficznych” (s. 12). Zasługi ks. Aleksandra Posackiego, autora tak poważnych analiz kulturowych jak „Harry Potter i okultyzm: »magiczna« wyobraźnia czy realistyczna magia?” oraz opracowań dotyczących ezoteryki, z których tytułów emanuje badawczy dystans i obiektywizm: „Niebezpieczeństwa okultyzmu”; „Okultyzm jako niewierność fundamentalna”; „Inwazja neopogaństwa”; „Okultyzm, magia, demonologia. Podstawy chrześcijańskiej walki duchowej” itd. Znamienne, że tak podkreślając wkład w rozwój namysłu nad okultyzmem Posackiego na stronie 12, na sąsiedniej stronie Wójtowicz stwierdza: „Pomijamy, ze znaczną przyjemnością, rozmaite wersje okultystycznego satanizmu w stylu Aleistera Crowleya, Austina O. Spare’a i ich pospolitych naśladowców w kulturze popularnej” (s. 13). Być może, gdyby Wójtowicz, zamiast upatrywać autorytetu u Posackiego, sięgnął po opracowania Massimo Introvigne, znalazłby w nich proste wyjaśnienie chociażby tego, że trudno Crowleya nazywać satanistą („Crowley nie był satanistą” [Introvigne 2014: 299]. Niestety „Ezoteryzm i nowoczesność” z opracowaniami naukowymi niewiele ma wspólnego, stawiając ponad nie religijne agitacje.

Wiele jeszcze można by pisać o tej książce, wskazując na ogrom błędów rzeczowych. Pozwolę sobie tylko na jeden przykład: „W tradycjach duchowych wielu religii, zwłaszcza wschodnich, gdy jest mowa o przebudzeniu, oświeceniu, otwarciu na bożą łaskę, chodzi o włączenie się w rytm i harmonię wszechświata. Ten człowieczy rytm i harmonia dotyczą jego niezafałszowanej osobowości, pełni duszy i ciała, realizującej zasady piękna, dobra i prawdy” – pisze Alicja Baluch w tekście „Przebudź się! Jak poznać siebie?” (s. 226), wykazując jednocześnie fundamentalne niezrozumienie (lub zwykłą ignorancję) owych „zwłaszcza wschodnich tradycji duchowych”. Buddyjskie oświecenie bowiem to ma do siebie, że obdarza adepta zrozumieniem iluzoryczności dualistycznego postrzegania. Po oświeceniu nie ma więc żadnej „niezafałszowanej osobowości”, bo każda osobowość jako taka jest zafałszowana. Nie ma też żadnych kategorii estetycznych czy etycznych – jak piękno, dobro i prawda – ponieważ implikują one dualistyczne myślenie (brzydotę, zło i fałsz). Nie wiem, co opisała Baluch w tym akapicie, z pewnością jednak nie jest to oświecenie w rozumieniu wschodnich tradycji duchowych (nawet jeśli przymkniemy oko na „bożą łaskę”). Tego typu nieścisłości sąsiadują tu (w całej książce, nie w tym jednym artykule) z usilnym zaciemnianiem tematu, widocznym na przykład we fragmencie, w którym Wójtowicz próbuje zdefiniować ezoterykę: „(…) ezoteryzm jest stałym ruchem w kulturze drążenia znaczeń ultymatywnych w kręgu wartości postmaterialistycnych, które dają się doświadczać poza dominującymi instytucjami i formami kultury” (s. 21).

„Ezoteryzm i nowoczesność” pod redakcją (sic!) Andrzeja Wójtowicza to książka słaba i przykra. Nie wnosi nic wartościowego w rozwój badań nad zachodnią ezoteryką, natomiast wprowadza niepotrzebne zamieszanie, łudząc swą „naukowością” i stanowiąc potencjalną przeszkodę w badaniach kolejnych badaczy chcących zająć się tą dziedziną. Na szczęście ta 200-stronicowa książka kosztuje aż 65 złotych, może więc owa zawrotna cena odstraszy zainteresowanych.

LITERATURA:

Introvigne M.: „Satanizm. Historia, mity”. Przeł. A. Gogolin. Kraków 2014.
„Ezoteryzm i nowoczesność”. Red. Andrzej Wójtowicz. Narodowe Centrum Kultury. Warszawa 2018.