Wydanie bieżące

15 marca 6 (366) / 2019

Karolina Obszyńska,

WYSPIAŃSKI ZMARTWIONY ('WYZWOLENIE: KRÓLOWE', REŻ. MARTYNA MAJEWSKA)

A A A
W najnowszym przedstawieniu wrocławskiego Teatru Capitol Martyna Majewska stawia Stanisława Wyspiańskiego w niezbyt komfortowym położeniu. „Wyzwolenie: królowe” to ostateczny dowód na to, że polski teatr musi się na chwilę zatrzymać, bo zderzył się ze ścianą, nabił sobie guza i nie da rady pójść dalej.

W spektaklu Majewskiej, tak jak i u Wyspiańskiego, dostajemy metateatralną opowieść. Jesteśmy widzami i uczestnikami przesłuchania. Podglądamy reżysera (fenomenalna Helena Sujecka) w ferworze dążenia do osiągnięcia idealnego postdramatycznego przedstawienia. Z żalem obserwujemy zaś wybitnego aktora (Klaudia Waszak), który przez lata grywał klasycznych bohaterów w klasycznych sztukach i mierzi go już sama myśl o wygibasach na współczesnych scenach.

Wyobraźmy sobie sytuację: w wyimaginowanym kraju, w którym rządy uprawia się w sposób podobny do tego, z którym mamy obecnie do czynienia w Polsce, władza organizuje ministerialny program „Niepodległa”, w ramach którego publiczne teatry otrzymują specjalne dofinasowanie na obsadzenie w rolach głównych osób LGBT. Nieprawdopodobne? Owszem. I dlatego wrocławskie „Wyzwolenie…” nie może być oczywiste i klasyczne, bowiem wychodzi od podobnie utopijnych założeń. Kampowa stylistyka przedstawienia z początku dziwi, później bawi, wreszcie okazuje się pasującym kluczem.

Rola Konrada przypada w udziale wspomnianemu już wielkiemu aktorowi, ale to o rolę muzy rozbija się cała artystyczna dysputa – bo na casting zgłaszają się królowe nocy, groteskowe i hałaśliwe gwiazdy estrady, drag queens w najpełniejszym wymiarze. Pięć kolorowych rozkrzyczanych ptaków, a każdy z nich zakażony inną chorobą: Karol Polski (Łukasz Wójcik) cierpiący na syndrom Polaka-patrioty, noszący wyłącznie biało-czerwone barwy i polne kwiaty z polskich łąk, ułożone w aureolę nad głową; Przemek Boski (Emose Uhunmwangho), pogrążony w niezdrowej miłości do wszystkiego, co kościelne; Norbert Zły (Justyna Antoniak), władca ciemności i smutku; Damian Alien (Magdalena Szczerbowska-Wojnarowska) zamknięty w swojej nieludzkiej dziwności; oraz Piotr Piękny (Adrian Kąca) taplający się w samouwielbieniu. Czy jeśli złożymy ich w całość, otrzymamy materiał na muzę, jaką wyobrażał sobie Wyspiański? Podobno właśnie tak. A przynajmniej tak twierdzą twórcy spektaklu.

„Wyzwolenie: królowe” to słodko-gorzki obraz nas Polaków, nas twórców, nas odbiorców. Martyna Majewska namawia do próby zerwania kajdan przyzwyczajeń, ale z drugiej strony nieco obśmiewa postmodernistyczne podejście do sztuki, obnażając prześciganie się artystów w dążeniach do stworzenia jak najbardziej dziwnych i jak najmniej klasycznych tworów. Co z tego wychodzi? Usilne dopasowywanie konceptu do powstałego w efekcie końcowym obrazu. Znać to doskonale w prześmiewczej scenie konferencji prasowej, w której tendencyjne pytania przygotowuje reżyser i tendencyjnie sam na nie odpowiada. Ale my, Polska współczesna, powinniśmy wyzwolić się także z ciasnych ram mediów społecznościowych i hermetycznego myślenia – szczególnie tego, które wrzuca nas w meandry homofobii i seksizmu.

Pytanie tylko, czy możemy próbować walczyć ze stereotypami, budując kolejne? Martyna Majewska zbudowała swoje drag queens, nie odstępując w ogóle od powszechnie panujących szablonów – to przerysowane, groteskowe postacie, którym w głowie jedynie seks, nawet jeśli mówią o kościele, Bogu, sztuce i patriotyzmie. Trochę szkoda, choć faktem jest, że ich wyrazistość pozwala wrocławskim aktorom w pełni wybrzmieć. Bo „Wyzwolenie…” to w ogóle rewelacyjne popisy aktorskie, nowe wcielenia znanych twarzy, porywająca energia i bohaterowie, których wiarygodności nie poddaje się w wątpliwość. Doskonały i bardzo równy jest cały zespół aktorski, choć mnie szczególnie zachwyca zupełnie inna niż dotąd, hipstersko-zmanierowana Helena Sujecka. Kostiumy Annny Haudek to z kolei doskonała ilustracja treści tego przedstawienia.

Dobrze się „Wyzwolenie…” ogląda i dobrze się go słucha – kompozycje muzyczne Dawida Majewskiego budują klimat tajemnicy przeniesiony z estrad lat 80-tych, ewokujący największe hity Bajmu czy Anny Jantar przemieszane z muzyką Chopina. Na kontrastach właściwie zasadza się pomysł na ten spektakl. Pełno tu paradoksów, mnóstwo zestawień liryczności z szyderstwem, agresji z łagodnością, aż w końcu starego z nowym. Wrocławskie przedstawienie to też bardzo dobry tekst Agnieszki Wolny-Hamkało, uszyty na bazie oryginału „Wyzwolenia”, tekstów wyłapanych na forach dla homoseksualistów, wspominanych evergreenów polskiej muzyki i wielu celnych spostrzeżeń dotyczących współczesnej sztuki. Warto wybrać się do Capitolu, żeby zobaczyć zmagania aktorów i reżyserki, które ostatecznie właściwie się bronią. Zmartwiłby się jedynie Wyspiański. Wciąż, po niemal 120 latach, Polska nie wyzwoliła się i na wyzwolenie nadal nie zasługuje.
Wyzwolenie: królowe”. Tekst: Agnieszka Wolny-Hamkało (na podstawie „Wyzwolenia” Stanisława Wyspiańskiego). Reżyseria: Martyna Majewska. Muzyka i aranżacje: Dawid Majewski. Scenografia i kostiumy: Anna Haudek. Premiera: 26.01.2019, Teatr Muzyczny Capitol.