Wydanie bieżące

15 marca 6 (366) / 2019

Zuzanna Sokołowska,

ŁAGODNOŚĆ (BASIA BAŃDA: 'FALA UNOSI I WLECZE')

A A A
Mała Przestrzeń w katowickim BWA, której działalność została zainicjowana przez Martę Lisok, obchodzi w tym roku dziesięciolecie powstania. Do tej pory odbyło się tam prawie 40 wystaw, przede wszystkim promujących młodych artystów ze Śląska. Ale nie tylko. Bardzo istotnym wątkiem przewijającym się przez wystawy organizowane przez BWA była szeroko pojęta zmysłowość, która poniekąd zaczęła definiować kameralną przestrzeń katowickiej galerii. Jedną z artystek, której prace można było oglądać w ramach wydarzeń w Małej Przestrzeni, była Basia Bańda. Jej realizacje były pokazywane w trakcie ekspozycji „Przypadkowe przyjemności”, która miała miejsce w 2009 roku. Po dziesięciu latach artystka powraca do Małej Przestrzeni w zupełnie nowej odsłonie.

Ekspozycja „Fala unosi i wlecze” to szalenie intymna, niezwykle osobista opowieść o otaczającej przestrzeni i jej wpływie na budowanie tożsamości. Wprawne oko widza nie dostrzeże tym razem wątków autobiograficznych na wystawie Bańdy, które zawsze były symptomatyczne dla całej twórczości artystki. Tym razem główną oś stanowią relacje pomiędzy przyrodą a człowiekiem. Niepokojące, bo nawarstwione podskórnie odczuwanym lękiem relacje, które nie dają się do końca zdefiniować. W pracach Bańdy występuje zarówno łagodność poranka, kiedy ostatnia fala snu wynosi zaspaną jeszcze świadomość na brzeg, jak i napięcie związane ze zbliżającym się mrokiem. Artystka za pomocą pastelowych barw przywraca harmonię i spokojny oddech, by niemal natychmiast wytrącić widza z równowagi za pomocą ciemnych kolorów na intrygujących obrazach artystki. Bańda nie chce dawać łatwych, wizualnych rozwiązań. Ów pierwiastek niepokoju, który obecny jest niemal w każdej realizacji artystki, to jej znak rozpoznawczy, hologram wyobraźni, jak i osobisty podpis.

Wystawę „Fala unosi i wlecze” otwiera praca „Pinokio” (2013). Artystka nigdy specjalnie nie kryła się z tym, że fascynują ją baśnie i niesamowite opowieści. Jej obiekt nie jest niewinnym, drewnianym pajacykiem, na którego można by było z rozkoszą spojrzeć. Oblany brutalnie i z premedytacją czarną substancją, staje się osobliwą zapowiedzią tego, czego można spodziewać się po samej wystawie. Ekspozycja bowiem ostatecznie okazuje się utrzymana w granicach ujmującej czułości skłaniającej ku zainteresowaniu się urokliwym światem marginaliów. Na uwagę zasługują przede wszystkim akwarele z cyklu „Uzdrowisko”. Tytuły prac składających się na tę serię zostały zaczerpnięte ze starego przewodnika po uzdrowiskach i sanatoriach. „Urzekły mnie wyrażenia typu słońcowanie skóry, w górach rozmiary serca trochę maleją, czy sanatorium dr Przygody. Jest w nich swoista poezja, jakaś nostalgiczna nuta, ale i element grozy” – opowiada o swoich realizacjach artystka. „Sala do wziewań wilgotnych”, „Inhalatorium”, „Wziewalnie, „Cieplice” to tytuły akwareli, które niemal natychmiast angażują całe ciało. Rozlane kształty i bladoróżowe formy na pracach artystki przypominają nieco swoją strukturą delikatną tkankę, która wystawiona jest na działanie czynników zewnętrznych. Wydają się być one lepkie, wilgotne i zmiennokształtne, dostosowujące się do otaczających warunków. Poddają się one całkowicie naturze, na dobroczynne działanie promieni słonecznych i rozgrzanego, świeżego powietrza. Bańda stworzyła na swoich obrazach prywatne „sanatorium dla zmysłów”, które łakną ukojenia od codziennego, męczącego nadmiaru bodźców. Spoglądanie na barwne akwarele artystki ma w sobie urok całkowitej bierności, który pojawia się również w trakcie obserwacji zmarszczonego wiatrem jeziora, obiecującego chłód krystalicznej wody czy puszystej łąki, po której leniwie suną promienie słońca.

W podobnym, terapeutycznym tonie utrzymana jest także seria „Rysunków na obniżenie ciśnienia” (2018-2019), które wprowadzają zmysł wzroku w stan całkowitego relaksu, maksymalnej uważności i czujności. „Chciałabym przypomnieć, że warto zwracać uwagę na tu i teraz, i dobrze czasami po prostu przebywać samemu ze sobą w jakimś niesamowitym miejscu. I żebyśmy pamiętali, że ta niesamowitość może nie być raz na zawsze, więc tym bardziej warto o nią dbać i w niej być” – podkreśla artystka mająca ambicję pochwycenia jakiejś ulotnej, cudownej okruszyny świata, która z pewnością zgasłaby, niezauważona i na zawsze zmarnowana, gdyby nie znalazł się nikt zdolny dostrzec ją i namalować. Ta trudna sztuka bez wątpienia udaje się artystce, która staje się prawdziwą specjalistką od wychwytywania mikromomentów.

Nie tylko stary przewodnik po uzdrowiskach stał się inspiracją do stworzenia prac Bańdy. Realizacje z serii „Onomatopeja” (2016) powstały w wyniku fascynacji Bańdy brzmieniem niektórych słów. „Jestem niestrudzoną poszukiwaczką ciekawych wyrazów. Stąd moje zainteresowanie słownikami. Inspiracją dla mnie był słownik języka angielskiego, wyrazów obcych i bardzo ciekawy słownik onomatopei. Dziwne, zabawne, całkiem piękne słowa jak: brekek, mli czy ff okazały się naprawdę inspirujące. Z przyjemnością mi się z tym słownikiem pracowało” – opowiada Bańda. Tak też powstały prace o niezwykłych tytułach jak „Tiu, Niuch”, „Ta ta”, „Ham”. Intensywnie kolorowe realizacje obfitują w fantastyczne kształty, które kojarzą się miejscami zarówno z dziką fauną i florą.

Intrygującymi obiektami na wystawie są też „Totemy” (2018-2019). Przypominają one swoją formą niedbale sklecone klocki o różnych kształtach i kolorach. Wystarczy jednak podejść bliżej i dokładniej się przyjrzeć, by zauważyć, że te wręcz architektoniczne struktury idealnie wpisywałby się w naturalny, jak i miejski krajobraz. Nie zakłóciłyby porządku, wręcz przeciwnie, uzupełniłyby jakiś podskórnie odczuwany, bliżej nieokreślony brak, który często pojawia się podczas przechadzek po mieście.

Wystawa Basi Bańdy „Fala unosi i wlecze” to przykład ekspozycji o budowaniu samoświadomości, o silnym pragnieniu intensywnych doświadczeń, w których bardziej rządzi intuicja niż rozum. Już sam tytuł nasuwa skojarzenie z bezwładnym dryfowaniem w wodzie, poddawaniu się fali, która zabiera ciało w bliżej nieokreślonym kierunku. Może wciągnąć pod wodę, może też łaskawie pozwolić dalej płynąć. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby nieustannie próbować utrzymać równowagę.

Literatura:

Basia Bańda „Fala unosi i wlecze” — wernisaż
Basia Bańda: „Fala unosi i wlecze”. Kuratorka: Marta Lisok. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach. 22.02-14.04.2019.