ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 marca 6 (366) / 2019

Agnieszka Lniak,

POLSKA WOLNA AMERYKANKA IANA KEMPA (IAN KEMP: 'CHCEMY SIĘ TYLKO PODPALIĆ')

A A A
Ian Kemp w swoim debiutanckim zbiorze opowiadań „Chcemy się tylko podpalić” kreśli dwie mapy, na których toczą się losy jego ekscentrycznych bohaterów. Donald Trump, karta American Express Union i stary Rolls-Royce wyznaczają porządek American dream – marzenia, które ostatecznie nie spełnia się w życiu szefów upadających firm i samozatrudnionych podwykonawców z niekończącym się kredytem. Druga mapa, ukryta (choć niezbyt skrzętnie), objawia się w języku – to w nim dają o sobie znać MATKA PRZENAJŚWIĘTSZA, KORONA POLSKI (zapis oryginalny) i sąsiedzka nienawiść. Za marzeniem osiągnięcia wielokrotnego orgazmu, posiadania drogiej biżuterii, penthouse’u na własność i picia odpowiednio serwowanego malibu, kroczą tu bieda, praca na czarno i niekompetencja urzędników. Ten misz-masz języków i światów (niejawnie) przedstawionych sprawia, że gdy w jednym z kończących opowieść rozdziałów narrator zwraca się do czytelnika: „let’s get ready to rumble – słyszeliście to? bez przesady, każdy kojarzy ten głos. mało kogo obchodzi, że należy do MICHAELA BUFFERA”, ja – czytelniczka – nie mam pewności co do głosu Michaela Buffera, bo echem pobrzmiewa w nim Tomasz Kammel z wokalnego talent show w TVP2. Fragmentaryczny świat Kempa, opowiedziany w dużej mierze głosem pierwszoosobowego narratora, nie daje po sobie poznać, czy to jeszcze Chicago, czy już Bydgoszcz.

Jak sugeruje podtytuł, Kemp prezentuje przed czytelnikiem szereg short stories. Te krótkie opowieści okażą się być zdecydowanie short, lecz nie do końca stories – to raczej jedno długie story, złożone z rozdziałów-scenek, anegdotycznych opowieści, dialogów czy monologów wewnętrznych. A może jednak stories – bo jest to kilka splecionych historii, które w tych krótkich opowiadaniach (rozdziałach?) zbioru uzupełniane są przez fragmenty poświęcone powracającym tu i ówdzie enigmatycznym postaciom. Ostatecznie można uznać, że jest to jednak story – opowieść fragmentaryczna, bez istotnego początku ani końca (tak na planie całości, jak i poszczególnych fragmentów); bez porządkujących narrację przyczynowo-skutkowych zależności; bez nakreślonego wyraźnie tła zdarzeń. Tym, co wyznacza rytm opowiadania, są jasno określeni i wyróżnieni (kapitalikami) bohaterowie – wśród nich miłosny trójkąt MIKI, MINI i PONNY, sprzątacz-intelektualista DISNEY czy epizodycznie przewijający się ALAN i PAMELA. Wymienionych bohaterów, i nie tylko ich – niezależnie czy są to szurnięci amatorzy LSD czy podstarzałe małżeństwo z pieskiem – łączy wspólny mianownik, czy nawet dwa mianowniki: niespełniona obietnica finansowego prosperity i skomplikowane relacje seksualne (bądź ich brak).

Pełen potocyzmów, elips i wulgaryzmów język opowiadań nie sili się na krycie tego, że jest w jakimś sensie doraźny. Fakt ten mają podkreślać rozpoczynane małą literą zdania, porządkujące potok myśli wyróżnione kapitalikami imiona oraz redakcyjna niedbałość – intencjonalności tego ostatniego zabiegu pewna być nie mogę, choć nie mnie dochodzić autorskiej intencji (w toku lektury natknąć się można na kilka literówek i zduplikowanych słów). Pomimo tego, że kłótnie kochanków wydają się być podsycane silnymi afektami, a libidalne pragnienia (niezależnie czy są związane z kradzieżą modelujących majtek czy seksem oralnym) eksplodują i przesłaniają narracyjny horyzont, wszystkie te perypetie zdaje się oddzielać od czytelnika cienka zasłona ironii, dystansująca go od wydarzeń, które w ostatecznym rozrachunku nigdy nie zdarzają się do końca „na serio”. Autor nie dba o integralność kolejnych opowiadań – w jednym z nich bohaterka o imieniu MINI może zostać celebrytką-morderczynią noworodka (tu: polski kontekst), by nieco później powrócić w znanej z poprzednich opowiadań para-małżeńskiej scenerii (tu: znów kłótni). Na tę swobodę w traktowaniu bohaterów i języków wskazuje sam Kemp – jego narrator to raczej gawędziarz niż osoba relacjonująca; prędzej posiadający jasno określoną podmiotowość śmieszek-ironista niż bierny obserwator. Jak wspomina w jednym z opowiadań Kempowskie alter ego: „i tak sobie leżę, dolewam ciepłej wody, robię świeżą piankę, popijam, wymyślam historyjki i wpadam na głupie pomysły. bezrobocie mi służy. państwo mi płaci, obywatele ciężko na moje przyjemności pracują (...)”.

Świat Kempa to świat wolnej amerykanki – rzeczywistości gospodarczej potencjalnie zapewniającej pełen wachlarz możliwości, która w istocie wpędzająca bohaterów w kredyty, zmuszająca do pracy na czarno i podejmowania moralnie wątpliwych, choć skrycie podniecających aktywności (DISNEY sprzątający dom emerytowanego nazisty). Do tej amerykańskiej aury polskiego sznytu dodaje tematyka niesubordynowanych zleceniobiorców i plajtujących szefów płacących minimalną stawkę. Kontrapunktuje im pobrzmiewający w przytoczonym powyżej cytacie neoliberalny dyskurs (artysta pracujący „za nasze pieniądze”). I choć mogłoby się wydawać, że jest to pisarstwo społecznie zaangażowane, to w oczywisty sposób wymyka się takiej terminologii – tak, jak pisarskie zaangażowanie rozpływa się w wannie ciepłej wody, tak też możliwość krytyki systemu determinującego aktywności bohaterów rozpływa się w mgławicy tajemniczych Innych, sterujących tym zdezelowanym światem – „mieszka w centrum, w dzielnicy zajmowanej przez maklerów, pedofili, wysoko postawioną kadrę z pobliskich banków, prawników. wiadomo przez kogo, przez określone siły”.

Jedynym wyjściem, czy raczej możliwością działania (samostanowienia?) w świecie sterowanym przez „określone siły” czy, nazywając to bardziej precyzyjnie, wielkiego Innego, jest moment samospalenia. Bohaterowie kończą tu swoje literackie żywoty aktem potlaczu – składają go pod postacią żywotów psów lub wzbudzając rodzicielską nienawiść; wydając wszystkie nabyte pieniądze na nieopłacalny biznes bądź onanizując się na widok orgii znienawidzonych narodowców. Czynią to, porzucając widowiskowo rodzicielski spadek, a także rezygnując z pożądanej relacji erotycznej na rzecz małżeńskiej stagnacji. Paląc mosty czy nie spalając ich, pozostają wiecznie w zawieszeniu pomiędzy seksualnymi fantazjami nie do spełnienia i niemożliwą zapewnienia sobie akceptowalnej sytuacji materialnej. Zwieńczające cykl akty obywatelskiego nieposłuszeństwa, mające naruszyć zastany porządek, sprowadzają się w Kempowskiej wersji świata do bezmyślnego aktu przemocy – rewolucyjnej manifestacji dającej ujście agresji młodego psychopaty SAMA. „Chcemy się tylko podpalić” to glosa o współczesności, starannie unikająca pretensji do bycia zaangażowaną. Czasem przekonująco opowiadająca o problemach ego i wynikającego z nich zbiorowego braku poczucia sprawczości (z wkradającym się sporadycznie ironicznym komentarzem narratora), innym razem wydaje się być kolażem skonstruowanym, chciałoby się rzec, for fun – zestawieniem small talków i speeches, próbujących w ironiczny sposób skomentować rzeczywistość z perspektywy męskiego „ja” narratora, bez zbędnego poświęcenia się przy tym szlifowaniu fraz i formy opowiadań.
Ian Kemp: „Chcemy się tylko podpalić. Short stories”. Dom Literatury w Łodzi. Łódź 2018.