Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (367) / 2019

Grzegorz Mucha,

THE COMET, THE COURSE, THE TAIL, CZYLI PETER HAMMILL W KRAKOWIE

A A A
Peter Hammill to postać nietuzinkowa, o czym dziś wiedzą już chyba nieliczni. Nawet kiedy w latach 70. (a także obecnie) prowadził grupę Van Der Graaf Generator nie był rockmanem tak popularnym, jak jego koledzy (rywale) z innych zespołów. Nie inaczej było z jego niezmiennie cenionymi licznymi dokonaniami solowymi oraz intrygującymi artystycznymi kolaboracjami. Jego nazwisko łączone jest z jednej strony z rockiem progresywnym, a z drugiej ze sceną będącą przeciwstawieniem tego nurtu. Przypomnę, iż jego album „Nadir’s Big Chance” jeden z krytyków określił mianem „punk”, przy czym wtedy było to pierwsze użycie owego terminu. Bo Peter Hammill jest artystą niepokornym i to jego cecha warta szczególnej uwagi. Obecnie jego dorobek jest olbrzymi. Niemal nie sposób zapoznać się z jego wszystkimi solowymi poczynaniami.

Na początku marca na krótko odwiedził Polskę, dając koncerty w Krakowie i Warszawie. Nie od razu podjąłem decyzję o wybraniu się na jeden z nich, ale przeważyła pamięć o wydarzeniu sprzed lat, kiedy to haniebnie spóźniłem się na jego występ. Tym razem się udało, a artysta oczywiście pojawił się na scenie krakowskiego Klubu Studio bardzo punktualnie. Dziarskim krokiem podszedł do fortepianu i zaczął występ. Mocny głos i mocne – momentami może nawet nazbyt – uderzenia w klawisze zwiastowały, co może słuchaczy czekać w ów wieczór. Bo Hammill się nie oszczędza. Ten wysoki i bardzo szczupły (czyt: chudy) mężczyzna przykłada się do występu jak mało kto. Jego maniera wokalna może czasem irytować, bo nikt tak jak on nie potrafi szybko przechodzić od szeptu do krzyku; gra na fortepianie zaś bywa nieco chaotyczna. Ale efekt końcowy, którym jest przekazanie sensu słów wraz z zawartymi w nich i w muzyce emocjami, za każdym razem zdumiewa. I o ile słuchanie jego nagrań zarejestrowanych „na żywo” bywa męczące, to spotkanie z Hammillem na sali koncertowej może zadowolić. Dodać jednak należy, iż z pewnością satysfakcjonuje miłośników jego twórczości, bo osoba, która zdecyduje się go posłuchać „na żywo” po raz pierwszy, może przeżyć rodzaj artystycznego wstrząsu. Muzyk wydaje się tym nie przejmować. On nie zniża się do kompromisów. Jest tak pewnie dlatego, że cechą zasadniczą jego występów, ale też osobowości, jest szczerość. Obok wspomnianej powyżej niepokorności, właśnie szczerość jawi się jako wartość nadrzędna. I nie miało znaczenia, na jakim instumencie grał. Bo Hammill później zasiadł na scenie z gitarą akustyczną, z którą w moim odczuciu radzi sobie lepiej od fortepianu, aby potem znów powrócić do klawiszy. W ten sposób występ miał jakby trzy części, no i bis. W przeważającej większości świadoma muzyki Hammilla publiczność była oczarowana, a po wykonaniu utworu „A Louse is not at home”, pochodzącego z albumu „The Silent Corner and The Empty Stage”, kiedy wszyscy zebrani wstali z miejsc, jeden ze słuchaczy nie krył łez. Sądzę, iż Hammill był owym entuzjazmem nawet nieco zaskoczony, gdyż starał się gestem nakłonić ludzi do powrotu na miejsca, aby zagrać kończący występ utwór. Dla zainteresowanych poniżej podaję pełną listę, wybranych na krakowski wieczór kompozycji. Warto bowiem dodać, iż każdy występ na wspomnianej trasie różnił się nie tylko kolejnością, ale także doborem poszczególnych utworów.

Peter Hammill pomimo upływu lat, jak i równoczesnego prowadzenia zespołu, pozostaje człowiekiem nie poddającym się jednoznacznej artystycznej klasyfikacji, a jego występy „na żywo” niezmiennie stają się wydarzeniami.

 



Lista utworów:

[fortepian]

1. Easy to Slip Away

2. Don’t Tell me

3. Just Good Friends

4. Anagnorisis

5. Unrehearsed

[gitara]

6. The Comet, The Course, The Tail

7. Been Alone So Long

8. The Habit of the Broken Heart [Van Der Graaf]

9. (On Tuesdays She Used to Do) Yoga

10. My unintended

11. Primo on the Parapet

[fortepian]

12. That Wasn’t What I Said

13. A Way Out

14. A Louse Is Not a Home

15. Traintime

[bis]

16. Last Frame [Van Der Graaf]
Kraków / Klub Studio / 03 marzec 2019 roku.