Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (367) / 2019

Katarzyna Ryba,

GIRLHOOD (GIRL)

A A A
Szokujący na wiele odmiennych sposobów, debiutancki, pełnometrażowy dramat Lukasa Dhonta to film doceniony przez Europejską Akademię Filmową oraz na festiwalach filmowych w Cannes i San Sebastián. Kontrowersje dotyczące tego utworu to osobne od filmu zagadnienie, które każdy dostrzega bardzo subiektywnie. Jedni donośnie krzyczą na temat pedofili, jaka wylewa się z ekranu, ukazującego roznegliżowane ciało nastolatka. Inni podkreślają istotę przekazu – społeczną lekcję tolerancji, jaka wypływa z „Girl”. Reprezentowane przez widzów podejścia kłócą się ze sobą, polemizując, czy film jest genialny czy też niepotrzebnie i nachalnie przerysowany. W swoich argumentach obie postawy nie uwzględniają złotego środka, a wyłącznie czarno-białe barwy.

„Girl” promujący się wdzięcznym hasłem „film o piętnastolatce, urodzonej w ciele chłopca”, brzmiącym jak opis przereklamowanego teen drama, przedstawia się na ekranie jako mocny utwór z gatunku LGBT o niebanalnym przesłaniu. Subiektywny i emocjonalny debiut buduje więź z widzem, starając się edukować go z zakresu tematyki tolerancji i dyskryminacji. Subtelnie balansując na granicy konwenansów, debiut Dhonta opisuje historię Lary, dziewczyny urodzonej w ciele chłopaka, która stara się spełnić swoje marzenia o byciu baletnicą. Reżyser, nie bez powodu, przypisuje swojej głównej bohaterce te konkretne aspiracje. Kwestie dotyczące zagadnień fizyczności i ludzkiego ciała to nieodłączny element, z jakim w życiu codziennym stykają się tancerze. W prezentowanej historii są one więc celowym wyolbrzymieniem, które nadaje wydarzeniom z życia postaci dodatkowego znaczenia ze względu na jej seksualność.

Lara na co dzień przebywa w bezpiecznym, kochającym i akceptującym ją środowisku. Z tego powodu pojedyncze sceny, w tym klasowe głosowanie dotyczące szatni, w której dziewczyna powinna się przebierać, lub girls night, na którym koleżanki chcą zobaczyć jej genitalia, wydają się drastycznym uzupełnieniem historii. Uwzględnienie ich w filmie pozwala reżyserowi na balansowanie pomiędzy skrajnościami i swoistego rodzaju wyważenie co do toczących się dramatów oraz ich uzewnętrznienia. Tym, czym może pochwalić się „Girl”, jest odkrycie jednej z najbardziej obiecujących młodych gwiazd europejskiego kina – Victora Polstera. To, w jak fenomenalny sposób młody aktor wciela się w odgrywaną przez siebie rolę, zacierając granicę między męskością a kobiecością, prezentując na ekranie po prostu istotę ludzką, jest godne podziwu.

I chociaż poza dobrymi intencjami, debiutujący reżyser miał pomysł i wyobraźnie, to nie można nie odnieść wrażenia, że odrobinę spóźnił się ze swoją manifestacją. Prezentowany obraz bez dwóch zdań przesiąknięty jest kontrowersją i tematyką tabu. Nie budzi on jednakże społeczeństwa ze stereotypowego letargu, a jedynie dotyka problemu, który wcześniej głośniej wybrzmiał w dziełach takich jak: „Transamerica”, „Dziewczyna z Portretu” czy „Nie czas na łzy”. „Girl” to film o podobnym zamyśle, ale przez obecne w XXI wieku szybkie zmiany społeczne pozbawiony jest mocy sprawczej. Przełom w postrzeganiu kina transseksualnego oraz jego rozwoju w oczach twórców i widzów osiągnął w ostatnich dwudziestu latach swoje apogeum. Prezentowane potępienie dyskryminacji osób LGBT zostało oficjalnie „odfajkowane”, a „Girl”, idąc za ciosem, powiela znane już schematy. Za tą całą otoczką wybiórczego szokowania można odkryć, że film działa niejako na bazie przypomnienia o wspomnianym wcześniej przełomie. Stanowi przestrogę, którą w głowie powtarzamy jak mantrę, wmawiając sobie, że jesteśmy już społeczeństwem tolerancyjnym i to, co widzimy na ekranie, to przeszłość, do której nie chcemy wracać.

Decyzja reżysera o drastycznym zakończeniu dzieła wydaje się desperacką próbą zaprezentowania istotności poruszonego tematu. I chociaż ważności tej tematyki nie można podważać, to nie sposób nie odnieść wrażenia, że szokujący the end przyćmił swoją dosadnością tak mozolnie budowany od początku filmu emocjonalny obraz wewnętrznego konfliktu głównej bohaterki i jej zmagań z uprzedzonym społeczeństwem. Rozwijany w utworze ciąg wzlotów i upadków w jednej chwili zostaje stłamszony. Zakończenie pokazuje, jak bardzo „Girl” pragnie stać na pierwszej linii frontu w walce o prawa osób transseksualnych – i to właśnie niszczy jego kunsztownie budowaną przez prawie dwie godziny siłę przekazu. Pomimo niefortunnego zakończenia film jest wartym uwagi debiutem, koło którego nie można przejść obojętnie.
„Girl”. Reżyseria: Lukas Dhont. Scenariusz: Lukas Dhont, Angelo Tijssens. Zdjęcia: Frank van den Eeden. Obsada: Victor Polster, Arieh Worthalter, Oliver Bodart, Tijmen Govaerts. Produkcja: Belgia, Holandia 2018, 109 min.