Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (367) / 2019

Przemysław Pieniążek,

NIE TYLKO DLA NOWOJORCZYKÓW (GEORGE STEINER: 'ESEJE Z 'NEW YORKERA'')

A A A
George Steiner – amerykański krytyk literacki, eseista, filozof, nowelista i nauczyciel – niejednokrotnie dał się poznać jako znamienity badacz literatury, ale także baczny obserwator wszelkich przejawów kultury wysokiej, trzymający w dodatku rękę na pulsie globalnych wydarzeń o charakterze politycznym. Wydany w ubiegłym roku wybór tekstów autora „Nauki mistrzów” to w większości przypadków recenzje oraz eseje krytyczne (najstarszy materiał powstał w 1967, najnowszy – w 1992) publikowane na łamach prestiżowego tygodnika „The New Yorker”. Steiner okazał się doskonałym następcą Edmunda Wilsona – obejmując jednak nie tyle posadę krytyka literackiego, co krytyka kultury – w ciągu kilkudziesięcioletniej współpracy z nowojorskim magazynem przybliżając czytelnikom (szczególnie tym spoza etosu inteligenckiego) najróżniejsze tematy, zagadnienia oraz idee.

Twórca „Zerwanego kontraktu” – jak na polihistora przystało – imponuje wszechstronnością zainteresowań, dogłębną wiedzą i swobodą w przytaczaniu niezbędnych faktów oraz kontekstów niezależnie od poruszanego przez siebie wątku. Erudycja, klarowność wypowiedzi oraz czytelny proces intelektualnej dedukcji podrasowane tu i ówdzie porcją emocjonalnego zaangażowania, zmysł prowokacji oraz ironii, lekkość w prowadzeniu językowych gier czy w operowaniu błyskotliwymi analogiami – to tylko niektóre z wyróżników stylu tego poligloty, który (według słów Roberta Boyersa), „nie czytał po to, aby doszukiwać się rozczarowań, i nigdy też nie uważał uprawiania krytyki za pretekst, by przybierać malowniczo lekceważące pozy” (s. 9).

Bo w centrum eseistyczno-recenzenckiego zainteresowania Steinera nie znajdują się wyłącznie utwory klasyczne (choć doskonale zna twórczość Homera, Sofoklesa, Dantego czy Szekspira) i arcydzieła światowej literatury: badacz otwartą postawę przejawia także wobec propozycji nowych, debiutanckich, tytułów mniej ambitnych czy wprost schlebiających mało wyszukanym gustom. „Sama nowość jest odczuwana przez Steinera jako wyzwanie, które warto podjąć, a jeśli jej realizacja w konkretnym dziele sprawia wrażenie fałszu, pretensjonalności bądź łatwizny, instynkt podpowiada Steinerowi, aby nie tyle wyrzucać to dzieło w zewnętrzną ciemność, ile raczej wskazać powody, dla których nie może ono wywrzeć nieuzasadnionego wrażenia samym faktem swojej nowości” (s. 9) – przypomina Boyers we wstępie do recenzowanego tomu, który podzielony został na cztery części.

W pierwszej („Historia i polityka”) amerykański eseista przywołuje między innymi wstydliwy, lecz pełen ambiwalentnych akcentów przypadek profesora Anthony’ego Blunta, historyka sztuki, arystokraty, agenta MI5 oraz „łowcy talentów” (s. 27) pracującego dla KGB. Tematyka kłamstwa i moralności powraca także w recenzji „Czynnika ludzkiego” Grahama Greene’a, który dla Steinera jest niekwestionowanym „mistrzem polityki smutku” (s. 60). Co więcej, autor „Rzeczywistych obecności” przypomina, że – podobnie jak Søren Kierkegaard – Greene wie, że „najbardziej osamotniony człowiek to człowiek pozbawiony tajemnicy – lub raczej kogoś, komu mógłby zdradzić tajemnicę. Jest więc jakaś dziwaczna komunia we wszelkiej zdradzie, oraz teologia odbijająca się echem w tajemniczym pouczeniu udzielonym Kordelii przez Leara: bądźmy »szpiegami Pana Boga« i śpiewajmy jak ptaki w swojej klatce” (s. 63).

W niniejszym segmencie Steiner przygląda się dorobkowi Aleksandra Sołżenicyna („Nie tyle my czytamy Sołżenicyna, ile on czyta nas. Zupełnie jak Tołstoj w ostatnich latach życia, Sołżenicyn jest tropicielem i łowczym ludzkich słabości, a jego dzieła wywołują zakłopotanie w świecie”, [s. 53]), zaznaczając, że Gułag ma niejedno oblicze. Swoistym poparciem owej tezy jest tekst poświęcony Albertowi Speerowi, nazistowskiemu architektowi, ministrowi uzbrojenia i amunicji oraz skruszonemu zbrodniarzowi wojennemu, który we „Wspomnieniach” opisał nie tylko swoje relacje z Hitlerem (próbując zdiagnozować źródła jego antysemityzmu), ale przedstawił siebie jako „przyzwoitego” narodowego socjalistę. Relacjonując swoje wrażenia po lekturze tejże opasłej publikacji stworzonej przez (zwolnionego w 1966) ówczesnego więźnia Spandau, Steiner pisze: „W Spandau były książki i muzyka, listy do krewnych i opieka medyczna. W ciągu trzech miesięcy na cztery podawano znakomite jedzenie. Były gorące kąpiele i ogród do pielęgnowania. Nikogo nie bito, nikogo nie wrzucano w ekskrementy, nie palono kawałek po kawałku. Krótko mówiąc, dwadzieścia lat w Spandau było dosłownym rajem w porównaniu z jednym dniem w Belsen, Majdanku, Auschwitz czy którymkolwiek z setek kloak Piekła zbudowanych przez reżim tak znakomicie wspierany przez Speera. Potęga, ból tej książki polega dokładnie na tym, że każdy czytelnik musi to przed sobą wypowiedzieć, nawet jeśli nie zarzuci tego wprost autorowi (zresztą on sam twierdzi dzisiaj, że również jest tego świadom). Ale nawet takie słowa nie są wystarczające. Bo nie tylko w porównaniu z Belsen Spandau sprawia wrażenie sanatorium: także w porównaniu z Gułagiem, z sowieckimi oddziałami chorób psychicznych, z więzieniami w Chile i nieopisanymi obozami zagłady w Indonezji. Speer był tylko jednym z wielu budowniczych – nawet jeśli najostrzej spośród nich ukaranym. Architektura śmierci nadal prosperuje” (s. 71-72).

Druga część wyboru recenzji oraz esejów (zatytułowana „Pisarze i pisarstwo”) oferuje bardzo ciekawą, wieloaspektową refleksję na temat George’a Orwella i jego słynnej dystopii. „Pompowanie w społeczeństwo okrutnych, wulgarnych i nieznośnie nużących treści przez tandetną literaturę i przemysł porno stanowi odrażające, lecz zarazem nieukierunkowane zjawisko, którego faktyczny wpływ na ludzkie zachowania jest nadal dyskusyjny, natomiast zawłaszczenie roku 1984 przez powieść Orwella i a priori okrycie go czernią, to dokonania daleko bardziej skonkretyzowane i domagające się reakcji. Czy literatura ma moralne prawo pozbawić czas przyszły koniugacji nadziei?” (s. 94) – dopytuje Steiner, zaznaczając, iż brak dowodów, aby Orwell kiedykolwiek zadawał sobie podobne pytania, gdyż, według amerykańskiego krytyka, „ani metafizyka, ani górnolotność nie należały do jego mocnych stron. Jego ociężała wrażliwość była równie niepodatna na wzloty, jak pudding serwowany listopadowego wieczora w angielskiej kawiarni” (tamże).

Opowieść o emigracyjnym żywocie Bertolta Brechta, badanie relacji między sztuką a rasizmem na przykładzie życia i dorobku zadeklarowanego antysemity Louisa-Ferdinanda Céline’a, spojrzenie na literacki postmodernizm w ramach recenzji powieści „Letters” Johna Simmonsa Bartha, analiza fenomenu twórczości Jorge Luisa Borgesa oraz Samuela Becketta czy uważna lektura książki „Zen i sztuka obsługi motocykla” Roberta M. Pirsiga – druga część wyboru krótkich i średniometrażowych tekstów Steinera zdecydowanie nie przynosi rozczarowania, podobnie jak jego rozważania na temat specyfiki literatury rosyjskiej („Rosyjskie arcydzieło żyje pomimo starań reżimu. Jest ucieleśnieniem subwersji, ironicznego omówienia, bezpośredniego wyzwania czy ambiwalentnego kompromisu z wszechwładnym aparatem opresji” [s. 167]) czy esej „Nad pięknym czarnym Dunajem” poświęcony austriackiemu publicyście, poecie i satyrykowi Karlowi Krausowi.

Bohaterem niniejszego tekstu jest także dramaturg Thomas Bernhard (Steiner był pierwszym profesjonalnym recenzentem w USA promującym dorobek autora „Korekty”), który w odczuciu badacza doskonale uchwycił rozliczne kręgi austriackiego piekła, wytyczane przez ludzką chciwość, zawiść i zwykłą głupotę. Niemniej, analizując rozrachunkowy aspekt twórczości tego pisarza, Steiner konkluduje: „Podstawowym problemem nienawiści jest to, że nie na długo starcza jej tchu (…). Przedłużona nienawiść przechodzi w jednostajny dźwięk, w nieprzerwany warkot i zgrzyt stępionej piły. Obsesyjna, pozbawiona hamulców mizantropia Bernharda i nieprzerwany strumień filipik contra Austria zagrażają odniesieniem efektu odwrotnego od zamierzonego. Bernhard nie oddaje sprawiedliwości rzeczywistej, fascynującej tajemnicy tego przypadku. Kraj i społeczeństwo, które tak słusznie piętnuje za nazizm, za bigoterię, za śmiechu warte samozadowolenie, jest równocześnie kolebką i naturalnym środowiskiem ogromnej części spośród tego, co najbardziej płodne, co najistotniejsze we współczesnym świecie. Kultura, z której wykluł się Hitler, wydała na świat również Freuda, Wittgensteina, Mahlera, Rilkego, Kafkę, Brocha, Musila (…). Gdyby usunąć Austro-Węgry oraz międzywojenną Austrię z historii dwudziestego wieku, nie zniknęłyby jedynie aspekty najbardziej demoniczne i destrukcyjne – wyschłyby również najobfitsze źródła intelektualnej i estetycznej energii. Zniknęłyby te napięcia i brutalne samookaleczenia duchowe, które tworzyły Krausów i Bernhardów” (s. 117).

Zdecydowanie trudno nie zgodzić się z powyższymi stwierdzeniami eseisty, który w części trzeciej recenzowanego zbioru (pod tytułem „Myśliciele”) snuje między innymi arcyciekawą opowieść o przyjaźni łączącej filozofa Waltera Benjamina z Gershomem Scholemem (specjalistą w temacie żydowskiego mistycyzmu), pochyla się nad „Smutkiem tropików” Claude’a Lévi-Straussa oraz autobiografią Bertranda Russella, prezentuje nieuładzony szkic do portretu Simone Weil i równie krytycznym okiem przygląda się angielskiemu przekładowi aforyzmów Emila Ciorana, wykazując, że we wszystkich jego „jeremiadach” pobrzmiewa „złowieszcza łatwość” (s. 218). Steiner przekonuje bowiem, że „nie trzeba żadnej wytrwałej myśli, żadnej klarownej argumentacji, aby perorować o »zgniliźnie«, o »gangrenie« ludzkiej oraz o śmiertelnym raku toczącym historię” (tamże), odsyłając przy tym do pism Alexisa de Tocqueville’a, Henry’ego Adamsa czy Arthura Schopenhauera, czyli „mistrzów jasnowidzącego smutku”, których „odczytanie historii wcale nie jest bardziej optymistyczne, lecz stawiane przez nich tezy są skrupulatnie uargumentowane, nie wydeklamowane; są ożywione, na każdym etapie artykulacji, sprawiedliwym poczuciem złożonej, niekiedy sprzecznej natury historycznych dowodów” (s. 219). Omawiany wybór zamyka segment zatytułowany „Life studies”, w którym czytelnik odnajdzie chociażby „Śmierć królów” – intrygujący tekst badający związki między muzyką, matematyką a szachami, odsyłający jednocześnie do prozatorskiego dorobku Vladimira Nabokova – czy recenzję biografii Jamesa Murraya, szkockiego leksygografa i filologa oraz głównego redaktora „Oxford English Dictionary”.

Makrokosmos tematów, wątków, refleksji oraz nietuzinkowych konstatacji, zbilansowanie potocznego dyskursu akademickim sznytem, klarowność wywodów i trafny dobór argumentów, przenikliwość spojrzenia, a do tego umiejętność pozyskania uwagi czytelnika niezależnie od jego partykularnych zainteresowań czy intelektualnych ambicji – to wszystko, a nawet jeszcze więcej stanowi o randze prasowego pisarstwa Steinera, który pracę dla nowojorskiego tygodnika określał mianem posłannictwa kuriera – kogoś, kto przynosi ludziom wiadomości. A to, co każdy z odbiorców potrafił/chciał z tych wiadomości wyłuskać, objawiało się w akcie prywatnej lektury rzeczonych tekstów, spośród których wiele (mimo że najczęściej powstawały w odniesieniu do bieżących wydarzeń czy ówczesnych kontekstów) może poszczycić się zaskakującym terminem przydatności do spożycia.
George Steiner: „Eseje z »New Yorkera«”. Przeł. Olga i Wojciech Kubińscy, Elżbieta Dzik, Michał Alenowicz, Marta Aleksandrowicz, Karol Chojnowski, Marta Urbańska, Justyna Trojnar. Fundacja Terytoria Książki. Gdańsk 2018.