Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (367) / 2019

Patryk Kosenda,

'NEXT LEVEL THAT SHIT' - DLACZEGO 'PRZEPRASZAM, ŻE PRZESZKADZAM' JEST JEDNYM Z NAJLEPSZYCH STONERÓW UBIEGŁEGO ROKU? ('PRZEPRASZAM, ŻE PRZESZKADZAM')

A A A
Jeżeli ktoś w Stanach Zjednoczonych pamięta, że nie istnieje kino niezaangażowane, to jest to przede wszystkim mała grupa czarnoskórych reżyserów. Od lat udowadnia to Spike Lee, którego niedawny obraz „Czarne bractwo. BlacKkKlansman” dostał Oscara (pierwszy dla Spike’a po 30 latach pracy!) za najlepszy scenariusz adaptowany, ale przegrał walkę o tytuł najlepszego filmu z „Green Book” Petera Farrelly’ego. Decyzja jury zniesmaczyła nie tylko Lee, ale również dużą część krytyków, która uznała „Green Book” za przeciętne i bezpieczne kino, leżące kilka półek niżej niż bezkompromisowy i pełen gorzkiego humoru film Spike’a Lee. Swoje niezadowolenie wyraził również Jordan Peele, twórca m.in. kultowego już „Uciekaj!” i niezwykłej miniserii „Weird City”. Peele, znany wcześniej przede wszystkim ze swoich talentów komediowych, nie rezygnuje z ich pokazania, łącząc właśnie polityczno-społeczne zaangażowanie, grę z kinem gatunkowym i spore dawki często absurdalnego humoru. Podobną ścieżkę obrał Boots Riley, autor „Przepraszam, że przeszkadzam”.

Jakie czynniki wpłynęły na to, że debiutant Riley nakręcił tak dobre kino stonerowe? Oprócz przetartych szlaków zadecydowało o tym jeszcze kilka czynników. Boots Riley znany był do tej pory (choć na pewno węższej grupie odbiorców) jako aktywista socjalistyczny i raper. Jako reżyser natomiast Riley wykorzystał swój talent i doświadczenie, tworząc surrealistyczny manifest wymierzony przeciwko kapitalizmowi, ale także uciskowi Afroamerykanów. Głównym bohaterem „Przepraszam, że przeszkadzam” jest Cassius „Cash” Green (sugestywnie), dwudziestokilkuletni czarnoskóry prekariusz mieszkający w Oakland, który podejmuje pracę telemarketera. Będąc posłusznym radom udzielonym przez kolegę z pracy (w tej roli Danny Glover), który demonstruje mu, że z klientem należy rozmawiać „białym głosem”, „Cash” sprawia, że jego kariera wręcz eksploduje. Jednocześnie psuje to jego relacje z dziewczyną, Detroit – aktywistką i artystką. Nie chcę „spoilerować”, więc wyjawię jedynie, że Cassius będzie musiał stanąć przed wyborem: kariera i bezpieczny byt a własna tożsamość i wyrzeczenie się wartości. Boots Riley w ukazywaniu zepsucia systemu kapitalistycznego jest nie tyle bezkompromisowy, co niezniszczalny. Reżyser nie dba o przejaskrawienia, posługując się sztafażem kina fantasy i komediowego. To oczywiście niezwykle owocne połączenie dla kina stonerowego.

Kolejną zaletą filmu jest świetny casting. Odgrywający rolę Greena Lakeith Stanfield, znany m.in. z przytaczanego już „Uciekaj!” iAtlanty”, to jeden z najbardziej obiecujących aktorów młodego pokolenia. Dodajmy do tego obłędny dubbing „białego głosu” w wykonaniu Davida Crossa, kolejną młodą gwiazdę – Arniego Hammera (m.in. „Tamte dni, tamte noce”), w roli paskudnego korposzefa, wspaniałą Tessę Thompson i wspominanego Danny’ego Glovera (jeden z niewielu mankamentów filmu to niewykorzystany potencjał tego aktora).

Riley w swoim debiucie sięgnął po własną muzykę, a sam obraz jest wizualnym majstersztykiem, przypominającym teledyski The Coup. Decyzje te przyniosły filmowi wiele korzyści, podkręcając jego stonerowy potencjał tak samo, jak robi to klasyk stonerowego kina i muzyki – Quentin Dupieux ( Mr. Oizo).

Niektórzy pewnie określą wymowę „Przepraszam, że przeszkadzam” jako nachalną, ale będą to głosy tak samo absurdalne jak nawoływanie np. o mniej natrętne przekonywanie do weganizmu. Czekam na kolejny film Bootsa Rileya i jestem przekonany, że będzie on równie mocny.
„Przepraszam, że przeszkadzam” („Sorry to Bother You”). Scenariusz i reżyseria: Boots Riley. Zdjęcia: Doug Emmett. Obsada: Lakeith Stanfield, Tessa Thompson, Armie Hammer, Danny Glover. Produkcja: USA 2018, 105 min.