Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (368) / 2019

Krzysztof Grudnik,

CZY DOBRY KOMIKS TO ZŁY KOMIKS? (BROM. TOM 1)

A A A
„Brom” Unki Odyi to debiut podwójny. Autorka debiutuje w formie długometrażowej – jako scenarzystka oraz ilustratorka – inaugurując zarazem działalność nowego komiksowego Wydawnictwa 23. Dostajemy więc pewnego rodzaju deklarację programową w praktyce – w czasach, gdy takie deklaracje w wersji teoretycznej są zwyczajnie niepopularne.

Mamy tu komiks o dziwnej Polsce. Polsce, w której rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. I nie chodzi tu o Polskę z pasków „Wiadomości”, bo „Brom” nie kala się polityką (w przeciwieństwie do Broma, namiętnego czytelnika Williama Powella), ale o rzeczy od polityki ważniejsze: demony, okultyzm i seks. Odya całkiem sprawnie lokuje najbardziej magiczny czas w życiu człowieka w okresie nastoletnim. Jej bohaterowie gubią się nie tylko w zalewającej ich mózgi zupie hormonalnej, transformujących ciałach czy pierwszych doświadczeniach intoksykacyjnych, ale także w świecie, którego realistyczny ład upada pod naporem istot i zjawisk paranormalnych. Walczą o przywrócenie porządku w świecie, o swoje dusze i o parę puszek piwa z marketu.

Ezoteryka „Broma” ma charakter oświeceniowy, tzn. zarówno magiczne zjawiska, jak i sposoby ich kontrolowania wpisują się w zgoła racjonalny paradygmat. Wszystko podlega pewnym prawom, a magia – w tym wydaniu – opiera się na znajomości tych niecodziennych praw. Bohaterowie nie zachowują się więc irracjonalnie, podejmują działania zgodne z regułami sztuki. Osłabia to transgresyjny wymiar magii, która nie wymyka się mieszczańsko-racjonalnemu modelowi – historycznie rzecz biorąc, robi to dopiero modernistyczny okultyzm. Nie ma jednak sensu określać „Broma” mianem komiksu okultystycznego, kiedy obecna w nim warstwa magiczna ma charakter rekwizytowy. Tyle w nim okultyzmu, co w serialu „Nie z tego świata” (2005-) albo „Buffy: Postrach wampirów” (1997-2003). Zresztą schemat fabularny jest bardzo podobny: pojawia się jakieś zagrożenie, bohaterowie rozpoznają jego nadnaturalny charakter, zdobywają wiedzę o tym, jak się z nim rozprawić, po czym – uzbrojeni w potrzebne środki – ratują sytuację.

Wobec tego ciekawiej jawi się warstwa obyczajowa. Z jednej strony umieszczenie akcji wśród licealistów wiele ułatwia – wyłącza ich poza obieg ekonomiczny itp. – z drugiej strony Odya oddaje cienie i blaski dorastania w bardzo udany sposób. Jednak „Brom” to nie komiks o dorastaniu, nie komiks inicjacyjny, a choć rytuały nie są tu wykluczone, to nie ma wśród nich rite de passage – a jednak tło społeczne „klei się”, codzienność bohaterów ma sens. Jestem bardzo ciekaw, w jaki sposób autorka poradzi sobie z tym aspektem w następnych (dwóch) tomach. Według zapowiedzi mają one przenosić akcję o kilka kolejnych lat i docelowo portretować życie bohaterów na późniejszych etapach. Pomysł wydaje się dobry i trzymam kciuki, by oddanie charakteru dorosłości (i starości?) za pomocą kilku wyraźnych scenek wyszło tak samo dobrze.

Zarówno pod względem scenariusza, jak i ilustracji, „Brom” jest komiksem dobrym. Nie znajdziecie w nim żadnych formalnych eksperymentów ani oryginalnych rozwiązań. W zamian za to nie ma tu też nieudanych eksperymentów i niesprawdzonych rozwiązań. To komiks bardzo równy, bezpiecznie solidny. Momentami autorka pozwala sobie tylko na pewne aluzje i to puszczanie oka do czytelnika podobało mi się chyba najbardziej: a to wspomniana „Anarchist Cookbook”, a to „Principia Discordia” na regale (w absurdalnym dwutomowym wydaniu!), a to portret Lovecrafta na ścianie, a to albumowe wydanie „Rogdeny”. Wyłapanie tych elementów wymaga dość specyficznej erudycji, ale to zawsze stawka intertekstualnych gier. Erudycji natomiast nie wymaga druga świetna sprawa „Broma” – ta mianowicie, że projekty wizualne postaci są bardzo różnorodne. Podoba mi się, jak Odya tworzy bohaterów w różnych kształtach i rozmiarach, stroniąc od idealnych figur, jednocześnie przedstawiając alternatywy w sposób zasadniczo pozytywny. Charakter postaci nie słabnie, nie deprawuje się wraz z nadprogramowymi kilogramami czy latami. To kolejny realizm w dość przecież fantastycznym komiksie, który wypada lepiej niż elementy nadnaturalne.

Powtórzę: „Brom” jest komiksem dobrym. Nie uważam go za arcydzieło. Nie wydaje mi się nawet, by z takim zamiarem był tworzony. Pewne zachwyty polskiej krytyki komiksowej, krytyki środowiskowej wydają mi się na wyrost. Nie ma przecież nic złego w tworzeniu (czy wydawaniu) komiksów dobrych. A przecenianie pewnych utworów, motywowane sympatią czy własnym interesem, może być dla nich równie szkodliwe, jak ich niedocenianie. Dla środowiska zaś – nawet bardziej.



PS. Tak się składa – a koincydencji w przypadku tego komiksu jest naprawdę sporo – że również mój debiut na łamach „ArtPapieru” związany był z liczbą 23 – równo 10 lat temu opublikowałem na jego łamach esej „23. (Po)nowoczesna kondycja przesądu” (http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=81&artykul=1873&kat=15). Czytelników ciekawych genezy tej nazwy odsyłam do wspomnianego tekstu.
Unka Odya: „Brom. Tom 1”. Wydawnictwo 23. 2019.