Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (368) / 2019

Michał Misztal,

SYNTETYCZNA SIELANKA (VISION)

A A A
Vision, skonstruowany przez Ultrona członek Avengers, razem ze swoją żoną i dwojgiem dzieci (również syntezoidami) postanowił zamieszkać na przedmieściach i wieść zwykłe, rodzinne życie. Poza sytuacjami, kiedy musi po raz kolejny ratować świat, pragnie jedynie zachowywać się razem ze swoimi najbliższymi zupełnie jak ludzie. Co może pójść nie tak?

W napisanej przez Toma Kinga miniserii, zatytułowanej po prostu „Vision”, tragedia wisi w powietrzu już od pierwszego zeszytu. Prawie od samego początku mamy niemal pewność, że to wszystko nie skończy się dobrze, i możemy jedynie zgadywać, jak dokładnie do tego dojdzie. Autor „The Sheriff of Babylon” skonstruował swój komiks z prawdziwą wirtuozerią, sprawiając, że przyglądanie się nieuchronnemu upadkowi rodziny Visionów jest jedną z najbardziej fascynujących rzeczy, z jakimi spotkałem się w superbohaterskich opowieściach obrazkowych – i nie tylko w takich.

Z jednej strony wygląda na to, że całość została tu złożona z zimną, iście zegarmistrzowską precyzją, której nie powstydziłby się sam protagonista tego albumu. Z drugiej trudno odmówić tej historii umiejętnego wywoływania u czytelnika emocji. Losy syntezoidów są niepokojące, mroczne i przede wszystkim niewiarygodnie smutne. Może jako zwykły komiks obyczajowy „Vision” nie robiłby aż takiego wrażenia, jednak zderzenie „zwykłego życia” ze światem trykociarzy pozwoliło podejść do tematu tego, co można zrobić dla swojej rodziny, w naprawdę niebanalny sposób.

„Alias” Briana Michaela Bendisa oddalał nas od peleryn i pozwalał zanurzyć się w brudnych nizinach mieszkańców uniwersum Marvela. Z kolei komiks Kinga pcha nas w zwykłe życie na przedmieściach, gdzie z powodu Visionów dostajemy wielką obcość w otoczeniu szarej codzienności. Syntezoidy próbują za wszelką cenę upodobnić się do ludzi: wysyłają swoje dzieci do szkoły, przesiadują z bliskimi w restauracjach (mimo że wcale nie muszą jeść), przyjmują wizyty sąsiadów. A jednocześnie wciąż są robotami, potrafią latać i przechodzić przez ściany oraz rozmawiają zupełnie inaczej niż my (na przykład długo analizując znaczenie części zwrotów używanych przez nich w rozmowach), co świetnie oddają genialnie rozpisane dialogi. Visionowie robią, co mogą, by dopasować się do sąsiedztwa, jednak wiemy, że z wielu powodów jest to niemożliwe, i widzimy nieuniknione kontrasty pomiędzy nimi a ludźmi, zaś dramaty rodzą kolejne dramaty, aż do poruszającego punktu kulminacyjnego.

Album pięknie zilustrował Gabriel Hernandez Walta z pomocą Michaela Walsha, który odpowiada za kadry w jednym z zeszytów miniserii. Niby nie ma tu fajerwerków, ale sprawnie przygotowane (i pokolorowane, czym zajęła się Jordie Bellaire) kadry bardzo dobrze oddają panującą w historii pozorną sielankę – zarówno na początku, kiedy wszystko jeszcze wygląda pięknie, jak i później, kiedy wciąż jest nadzieja, że Visionom uda się jeszcze jakoś poukładać życie swojej rodziny, a jednocześnie wygląda na to, że nie da się uniknąć ostatecznego upadku. A może jednak? Przecież tytułowy bohater tyle razy ratował świat – czemu nie miałby uratować siebie?

„Vision” to niesamowita pozycja, głównie dzięki scenariuszowi Kinga, jednak z nieodstającą od historii warstwą graficzną. Stałych czytelników komiksów superbohaterskich może wziąć z zaskoczenia, jeśli zaś dotrze do odbiorcy, który nie lubi tego rodzaju tytułów, powinna go przekonać, że opowieści o trykociarzach mogą być czymś więcej niż tylko strzelaniem laserami z oczu czy z innych części ciała. Polecam z czystym sumieniem, a jeśli ktoś zna i jest równie zachwycony, uczulam: „Mister Miracle” tego samego scenarzysty jest jeszcze lepszy. Mam wielką nadzieję, że ktoś wyda tę pozycję po polsku.
Tom King, Gabriel Hernandez Walta, Michael Walsh: „Vision”. Tłumaczenie: Marceli Szpak. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2019.