15 kwietnia 8 (368) / 2019

Przemysław Pieniążek,

COFNĄĆ CZAS (PODWODNY SPAWACZ)

A A A
Jedyne w swoim rodzaju historie obyczajowe będące wnikliwymi studiami małych społeczności bądź instytucji rodziny („Opowieści z hrabstwa Essex”, „Royal City”), garściami czerpiące z najlepszych wzorów postapo („Łasuch”), wysokooktanowy akcyjniak („Bloodshot: Odrodzenie”), autorskie podejście do tematu komiksu superbohaterskiego („Czarny Młot”) czy melancholijne SF („Descender”): Jeff Lemire z powodzeniem odnajduje się w szalenie różnorodnym repertuarze. Ukazujący się pod szyldem wydawnictwa KBOOM „Podwodny spawacz” to kolejny – obok wyżej wymienionych – mocny punkt w portfolio kanadyjskiego scenarzysty i rysownika.

Bohaterem tej ponad dwustustronicowej opowieści jest Jack Joseph, 33-letni dyplomowany anglista, który – ze względu na okoliczności – wykonuje tytułowy zawód, pracując na platformie wiertniczej u wybrzeża Nowej Szkocji. Choć mężczyzna wkrótce ma zostać ojcem, coraz bardziej oddala się od swojej żony Susie, szukając wyciszenia w oceanicznej głębi. Egzystencjalne udręki protagonisty zaognia także przypadająca na Halloween rocznica (domniemanej) śmierci jego ojca-alkoholika, który w 1990 roku przepadł bez wieści, zostawiając 10-letniego wówczas syna z bagażem żalu i wątpliwości. Podczas jednej z podwodnych prac Jack odnajduje pewien artefakt, który nie dość, że uruchamia mechanizm pamięci bohatera, to w dodatku napędza tryby nieprawdopodobnej perypetii.

Studium tajemnicy i obsesji, opowieść o dojrzewaniu do odpowiedzialności, nietuzinkowa narracja o byciu i zostawaniu ojcem: „Podwodny spawacz” otwiera się na mnogość odczytań, przykuwając uwagę zarówno nienagannie budowaną dramaturgią, jak i pełną wizualnych metafor szatą graficzną. Realistycznie brzmiące dialogi, introspektywne partie pierwszoosobowej narracji oraz sekwencje kadrów doskonale sobie radzących bez słownego komentarza nie tylko przekonująco oddają relacje łączące bohaterów, ale także wywołują u odbiorcy szereg emocji i wzruszeń. Lemire z powodzeniem gmatwa różne porządki czasoprzestrzenne i wprowadza aurę niesamowitości, sprawiając, że Jack (o czytelniku nie wspominając) zastanawia się, czy wydarzenia, które stają się jego udziałem, to wyłącznie projekcja udręczonej podświadomości, czy jednak manifestacja zjawisk nadprzyrodzonych. W obu przypadkach są one cenną lekcją zarówno dla protagonisty, jak i dla nas samych.

Dopracowane plany ogólne, sugestywne panele dokumentujące podwodną pracę Jacka, bogata gama emocji malujących się na obliczach postaci – z miejsca rozpoznawalna, szkicowa kreska Kanadyjczyka doskonale łączy ze sobą poszczególne, utrzymane w czarno-biało-szarej tonacji kadry (sporo tu pomysłowych match cutów), akcentuje detale i ustanawia niezapomnianą aurę. Album Lemire’a to nastrojowa, minimalistyczna w formie opowieść o stracie, tęsknocie i miłości, którą z otwartymi ramionami powinni przyjąć fani klasycznej „Strefy mroku” (1959-1964). Myślę, że Rod Serling byłby dumny.
Jeff Lemire: „Podwodny spawacz” („Underwater Welder”). Tłumaczenie: Natalia Niemczyk. Wydawnictwo KBOOM. Kartuzy 2019.