Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (368) / 2019

Michał Łukowicz,

PÓŹNY KAPITALIZM ZNAD MISKI PŁATKÓW ŚNIADANIOWYCH (MARCIN NAPIÓRKOWSKI: 'KOD KAPITALIZMU')

A A A
„Kod kapitalizmu” to kolejna książka, w której Marcin Napiórkowski, znany semiotyk kultury i badacz współczesnych mitów, autor głośnego „Powstania umarłych” analizuje otaczającą nas przestrzeń kulturową. Zgodnie z tytułem przedmiotem pracy jest wszechobecny, przepotężny, wszystko pochłaniający system mitologiczny – kapitalizm. Tym razem jednak badacz nie skupia się na gotowych opowieściach z nim związanych, ale podążając za tradycją antropologii strukturalnej, zajmuje się częściami składowymi tych opowieści. Jak Napiórkowski sam zapewnia, jego ambicją było stworzenie „słownika” albo „podręcznika gramatyki” kapitalizmu (s. 10). Propozycja jest kusząca, badacz bowiem daje nadzieję, że za pomocą interpretacji kodów, symboli i mitologii kapitalizmu pomoże czytelnikowi odnaleźć się w XXI wieku albo chociaż lepiej współczesność rozumieć.

Powyższa zapowiedź zawierająca hasła „słownik” i „podręcznik” mogłyby sugerować, że Napiórkowski w „Kodzie kapitalizmu” przedstawi jakiś pełen pretensji całościowy obraz systemu kapitalistycznego albo, co gorsza, zaproponuje czytelnikom instrukcje i wzory korzystania ze zdobyczy współczesności. Na szczęście w omawianym wydawnictwie nie ma śladu pretensjonalności, a wywód jest (w przeważającej części) jasny i klarowny.

Być może to efekt punktu widzenia, jaki Napiórkowski w swojej nowej pracy przyjmuje. Przedstawia bowiem kapitalizm oglądany „znad miski płatków śniadaniowych” (s. 24), bliski zwykłemu człowiekowi zanurzonemu w codzienność. Wspomnianego systemu nie rysuje więc w opozycji do „innych modeli rzeczywistości”, ale traktuje go jako „rodzaj żywiołu, który wyznacza przestrzeń naszych działań i kształtuje to, jacy jesteśmy” (s. 29). Świadomy swoich ograniczeń i pułapek czyhających na badaczy tego tematu, zamiast tworzyć traktat ogarniający problematykę kapitalizmu całościowo, skupia się na interpretacji i opisaniu w szerokim kontekście wybranych jego fenomenów. Ta fragmentaryczność obrazu nie może być wadą pracy, jeżeli zgodzimy się z Napiórkowskiego rozumieniem kapitalizmu – jako wszechogarniającego systemu. Inaczej pisać po prostu się nie da. Kluczowy zatem jest wybór odpowiednich problemów badawczych.

Zagadnieniami, które składają się na pierwszą część książki, są: przezroczystość, złożoność i nieważkość kapitalizmu. Wychodząc od stwierdzenia, że „własnych mitów się nie widzi, we własne mity się wierzy” (s. 49), nakładając na oczy okulary flâneura – uważnego przechodnia zamieniającego codzienne doświadczenie w pole badawcze, Napiórkowski próbuje dowieść, że żyjemy kapitalistycznymi mitami, otoczeni przez marki, mając coraz mniejszą szansę (a w zasadzie wcale szans nie mając) na zrozumienie otaczającego nas wielopoziomowego korporacyjnego świata. W tym celu autor analizuje znaki, symbole i specyficzny język, jakimi się posługujemy, a także jaki proponują nam reklama i współczesna kultura. Aby „wyłowić” symptomy interesujących go problemów, spojrzenie kieruje na „kulturę wernakularną” – „działania, przedmioty i instytucje wyłaniające się na styku systemowo złożonego społeczeństwa i jednostkowego doświadczenia niezapośredniczonego przez systemy eksperckie” (s. 22).

Interakcje społeczne, które Napiórkowski analizuje, zogniskowane są szczególnie wokół takich pojęć jak „korporacja”, „towar” i „marka”. Autor szczególną uwagę poświęca przede wszystkim ostatniemu terminowi. Jednym z ciekawszych wątków „Kodu kapitalizmu” jest, zręcznie przedstawiona, ewolucja relacji człowiek-marka. Napiórkowski przekonuje, że po czasie, w którym konsumenci budowali swoją tożsamość z marek, nastał kolejny okres charakteryzujący się ich partycypacją w tworzeniu wizerunku bliskich sobie marek, a następnie stan ten wyewoluował w, będący również ważnym elementem najnowszej książki badacza, etap trzeci – kiedy konsumenci sami stają się markami.

Zdaniem Napiórkowskiego marka jest kluczowym terminem dla pejzażu współczesnego późnego kapitalizmu. Autor udowadnia, że będąc odpowiedzią na złożoność systemów produkcji i dystrybucji, w znaczący sposób kształtuje ona nasz świat. Dodatkowo przyczynia się też do postępującej redukcji złożoności, jest wszechobecna i ma ogromną moc. Markami stają się dziś narody, kościoły, uniwersytety, a nawet, jak zostało wspomniane – ludzie.

W tym kontekście warto przytoczyć wątki polskie, które poruszone zostały w „Kodzie kapitalizmu”. W części zatytułowanej „W poszukiwaniu marki narodowej” Napiórkowski zajmuje się problemem współczesnej potrzeby identyfikacji wizualnej krajów i regionów (na przykładzie perypetii z tworzeniem logotypu Polski), a także idei narodów jako marek. Mocnym polskim akcentem są też dwa rozdziały traktujące o naszej wersji „globalnej gorączki pamięci” (s. 204), metodach przekształcania wydarzeń (powstania warszawskiego) i postaci historycznych (żołnierzy wyklętych) w biznes. Obraz „polskiej wersji kapitalizmu” to bardzo ważny składnik pracy semiotyka z uwagi na to, że ten wizerunek może istotnie się różnić od funkcjonujących w zbiorowej wyobraźni stereotypów pojawiających się na hasło: „kapitalizm”. Warto wspomnieć, że zdaniem Napiórkowskiego z uwagi na swój imitacyjny charakter kapitalizmu (odtwarzanie ograniczonymi środkami „zachodnich” wzorców) Polska wciąż uwięziona jest w niedojrzałości. Swoją konstatację autor obrazuje wieloma przykładami z ostatnich lat, wspomaga się także celnymi diagnozami Jana Sowy („Inna Rzeczpospolita jest możliwa!”), Filipa Springera („Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni”) i Doroty Masłowskiej („Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu”).

Kolejnym ważnym rozpoznaniem Napiórkowskiego jest wspomniany wcześniej proces dematerializacji – „utraty wagi” (nieważkości). Występuje on na trzech poziomach – produkcji, obiegów rzeczy (bądź wyobrażeń), a także konsumpcji (recepcji), gdzie coraz bardziej zauważalne okazuje się przejście od tego, co trwałe, materialne, zakorzenione choć trochę w jakiejś lokalności – do tego, co zmienne, nieważkie i globalne. Posiadanie jest natomiast zastępowane stopniowo przez uczestnictwo. Zamiast kupować materialne wydawnictwa muzyczne – wykupujemy dostęp do platformy Spotify, gry i programy komputerowe częściej niż na nośnikach stają się także elementami platform abonenckich, natomiast z uwagi na popularność e-booków w wyobraźni społecznej książka coraz bardziej funkcjonuje jako treść, a nie materialny przedmiot. Oprócz wspomnianego zanikania materialności towaru Napiórkowski analizuje również jego detronizację przez, naturalnie, markę, a następnie – franczyzę. Proces ten doskonale wyraża metafora, w której autor wykorzystuje jeden z najpopularniejszych współcześnie logotypów – krokodyla marki Lacoste: „Czysta treść podporządkowuje sobie nośnik, krokodyl zjada koszulkę, Symboliczne i Wyobrażone pożerają to, co Realne” (s. 114).

Efektem postępującej nieważkości, a także wszechogarniającego procesu symulacji, gdzie, zdaniem Napiórkowskiego, ostoją tego, co rzeczywiste, stały się Disneyland i ostatnie dwie części „Gwiezdnych Wojen”, jest lęk przed utratą Realnego. Odpowiedzi na ów lęk można szukać w zwrocie ku kliszom fotograficznym, płytom winylowym i kasetom VHS. Ta diagnoza, a także obserwacja mówiąca o tym, że „w późnym kapitalizmie, podporządkowanym kultowi marki i franczyzy, wszystko sprzedaje” i „każdy element otaczającego nas pejzażu może się okazać do pewnego stopnia wytworem marketingowego planu” (s. 330), są najważniejszymi zagadnieniami ostatniej części „Kodu kapitalizmu” zatytułowanej „Fantazje o utracie realnego”.

Jeden z większych atutów pracy Napiórkowskiego stanowią wszechstronność i wielopoziomowość wywodu. Arsenał przykładów, jakimi w kolejnych rozdziałach posługuje się autor, by zweryfikować swoje sądy, jest ogromny. Od codziennych sytuacji z życia badacza (a także jego dorastających dzieci), poprzez utwory i konteksty kultury popularnej, bajki dla dzieci, społeczne rytuały, kulturę celebrycką, po egzemplifikację w literaturze naukowej. Właśnie z uwagi na okazjonalnie pojawiającą się terminologię naukową niewprawnemu czytelnikowi niektóre fragmenty książki mogą zdać się nieczytelne, jednak jest to cena gruntowności rozprawy. Dzięki tak licznej warstwie ilustracyjnej argumentacja Napiórkowskiego okazuje się rzetelna i kompleksowa, a przy tym lekka, i niepozbawiona zabawnych wtrętów i puent. W proponowanych przez siebie rozpoznaniach, naukowiec przywołuje również głosy lansujące zupełnie inną interpretację kapitalizmu (najczęściej jednak poruszające rozmaite kwestie na innych płaszczyznach – np. ekonomicznej czy technologicznej), ukazując tym samym złożoność omawianych przez siebie problemów, co sprawia, że jego analizy przedstawione w „Kodzie kapitalizmu” są bardziej wiarygodne.

Wbrew zapowiedziom nie jest więc książka Napiórkowskiego ani słownikiem, ani też brykiem czy repetytorium z gramatyki kapitalizmu. Nie tyle na poziomie merytorycznym – bo ten jak najbardziej spełnia „wymagania” porządnego podręcznika. Słowników i podręczników nie czyta się bowiem z taką przyjemnością.
Marcin Napiórkowski: „Kod kapitalizmu. Jak »Gwiezdne wojny«, Coca-Cola i Leo Messi kierują twoim życiem”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2019.