ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (368) / 2019

Aleksandra Więcek-Gigla,

'ZABAWEK NIE BYŁO, A KRAJ BYŁ' (SERHIJ ŻADAN: 'INTERNAT')

A A A
Serhij Żadan przyzwyczaił nas już do prozy wysokich lotów. Jego „Internat” jest tylko potwierdzeniem, że autor wciąż utrzymuje wysoki poziom i nieustannie doskonali warsztat pisarski. Najnowsza powieść ukazuje wycinek z życia ukraińskiego nauczyciela, który decyduje się, cokolwiek niechętnie, odebrać z internatu swego siostrzeńca. Krótki odcinek do pokonania, znajoma okolica, rutyna. Jak bardzo się myli!

Trzydziestopięcioletni Pasza uczy języka „narodowego” w pobliskiej szkole. Domyślić się można, że chodzi o ukraiński, choć, jak również w stosunku do wielu innych elementów świata przedstawionego, konkretyzacja się nie pojawia. Idealistyczne podejście do życia i pracy każe mu wykonywać obowiązki rzetelnie i poprawnie, choć bez przesadnego splendoru. Cechuje go przekonanie o swojej znikomości, toteż nie widzi powodu, dla którego miałby się przejmować tym, co mówią w telewizji, której zresztą nie ogląda. Jego ojciec, Stary, niezmiernie irytuje Paszę tym, że nie odrywa oczu od odbiornika. Mimochodem docierają do głównego bohatera strzępy informacji, widzi przecież zakrwawionych rozmówców, manifestacje, biegnące dokądś tłumy. Nie poświęca im jednak zbyt wiele uwagi, cóż go to może obchodzić, jest tylko prostym nauczycielem.

Wychodząc z domu w celu odebrania syna swojej siostry ze szkoły z internatem, zmuszony jest skonfrontować się z rzeczywistością wywrzaskiwaną do niego z telewizora. Chcąc nie chcąc, zauważa przecież nienaturalną pustkę okolicy, przerwy w transporcie miejskim i niespotykaną dotąd ciszę. Opuściwszy dom i irytującego, gapiącego się bezmyślnie w odbiornik Starego, Pasza rzuca się w wir przypadków, niebezpieczeństw i niedopowiedzeń. Choć brzmi to jak zapowiedź spontanicznej opowieści rozrywkowej, przerzucając karty powieści Żadana doświadczyć można wielu emocji, nierzadko skrajnych, lecz żadna z nich nie budzi radości. Wszak wojna nie jest śmieszna.

Droga Paszy do tytułowego internatu trwa trzy dni. Te dni brutalnie uświadamiają bohaterowi, że jednak dotyczy go to, przed czym tak zażarcie się bronił, odwracając wzrok od telewizora. Okazuje się, że znienacka kraj przestał istnieć i zamieszkujący dotąd Ukrainę ludzie muszą obmyślić swój świat na nowo. Tym, co daje się we znaki czytelnikowi „Internatu”, jest wszechobecna niewiadoma. Poniekąd odbiorca ma pretensje do Paszy, że nie interesował się bardziej tym, co się dzieje w kraju, wówczas przynajmniej byłoby wiadomo… Jest styczeń, wilgotny i zimny. Poranne i wieczorne mgły potęgują tylko wrażenie rozmycia i niewiadomej, a zawieszona w powietrzu mżawka zniekształca to, co można by uznać za pewnik. Tułaczka, bo trudno inaczej nazwać to, co dzieje się z głównym bohaterem w ciągu kolejnych trzech dni, jest splotem mniej lub bardziej fortunnych zdarzeń, z całą pewnością jednak powodzenie wyprawy nie jest zasługą Paszy. Żadan perfekcyjnie zawarł w postaci głównego bohatera zagubienie i dezorientację zwykłego obywatela kraju, w którym toczy się gra o stawkę wykraczającą poza pojęcie przeciętnego mieszkańca. Toczące się na szczeblu rządowym potyczki nie są zrozumiałe dla obywateli, którzy zauważają tylko, że nie mają czym dostać się do pracy, że ich mieszkanie już nie istnieje, bo w nocy zbombardowano bloki, że lepiej zawsze mieć przy sobie dowód osobisty. Pasza nie rozróżnia czołgów, nie wie, które należą do „swoich” i do „obcych”, nie wie też, co ten podział właściwie oznacza. Flagi łopoczące na niektórych budynkach identyfikuje jako „takie, jak na budynku szkoły” albo „te inne”. Stara się wsłuchiwać w akcent tych, z którymi przyszło mu rozmawiać, czy raczej: przed którymi przyszło mu się tłumaczyć, ale wszyscy przeważnie mówią z obcym akcentem, albo udając obywateli Ukrainy, albo udając „tamtych”. Ironia losu sprawia, że w domu, kiedy miał możliwość słuchania wiadomości, celowo tę szansę ignorował, a podczas wędrówki chwyta się każdego strzępku informacji jak tonący brzytwy. Spotykając na swej drodze innych ludzi, wymienia z nimi plotki, pogłoski i obawy, bazując na takich danych, jak kierunek, z którego słychać strzały, stopień ciemności, by określić bliskość świtu, czy dźwięki, mające oznaczać, czy i z której strony nadciągają czołgi.

Tym, co dotyka czytelnika „Internatu”, jest pozór normalności, który usiłują stworzyć sobie ci, którzy zostali w mieście. Pasza jest postrzegany jako podejrzany, ponieważ jako mężczyzna młody i w pełni sił, powinien walczyć, choć z kim? Nie wiadomo. Zmieniająca się z godziny na godzinę sytuacja zmusza tych, którzy pozostali w okolicy, do elastyczności. Wycieńczeni, głodni, zmarznięci i taszczący ze sobą to, co mieli najcenniejszego (poduszki, złoto, walizki z ubraniami), zmieniają miejsce pobytu, bazując na swojej wątpliwej wiedzy taktycznej lub czepiając się kurczowo kogoś, kto wydaje się być lepiej zorientowany. W miasteczku pozostały kobiety, dzieci, osoby starsze i Pasza. Są też zwierzęta – gołębie na dworcu patrzące na Paszę jakby podejrzliwie, dlaczego wałęsa się w pojedynkę, zamiast być przy tych, którzy są powodem huków i wybuchów, ptaki leśne, które powinny były mieszkać między gałęziami drzew, ale najwyraźniej odfrunęły szukać spokojniejszej okolicy, są też psy. Ilość wałęsających się wszędzie czworonogów nie dziwi, skoro nagle zostały bezdomne i bezpańskie, penetrują okolice w poszukiwaniu czegoś, co można zjeść. To, czym najczęściej się żywią, są szczątki rozerwanych przez wybuchy ludzi – wojskowych i cywilów. Jeden przywiązuje się do Paszy, znajduje ciepło pod jego łokciem, ale następnie bez skrupułów porzuca go, gdy samozwańczy żołnierz znęca go snickersem. Krótkotrwała relacja nauczyciela ze zwierzęciem jest obrazem wszystkich stosunków, które można nawiązać w tak trudnych okolicznościach. Niepewność jutra, ryzyko śmierci, brutalność i świadomość nikłości życia sprawiają, że człowiek rozpaczliwie szuka oparcia w drugim człowieku. Okoliczności wojenne powodują, że jedni pokazują się z jak najlepszej strony, a drudzy – z najgorszej. Krótkotrwała wspólnota, jaka zawiązuje się podczas przeprawy kilkorga śmiałków pod osłoną nocy do kombinatu, jest tego najlepszym przykładem. Jedna z kobiet bez skrupułów porzuca grupę, niemalże skazują ich na śmierć, a inna lojalnie wspiera Paszę, który wbrew swojej woli został mianowany przewodnikiem, a także pomaga mu uratować konającego staruszka, który również z nimi maszeruje.

Okoliczności wojenne wpływają też znacząco na Saszę, siostrzeńca głównego bohatera. Wychowywany przez matkę jest butny, agresywny i arogancki, sieje postrach wśród innych uczniów szkoły z internatem. Karkołomna droga powrotna do domu Starego powoduje w nim jednak delikatną przemianę – dostrzegłszy okrucieństwo wojny, weryfikuje swój młodzieńczy zapał do siłowego rozwiązywania konfliktów. Nabiera też szacunku do Paszy i znacznie dorośleje, przestaje agresją odpowiadać na niezrozumienie.

Na kartach „Internatu” śmierć jest wszechobecna – widać ciała, słychać relacje poszkodowanych rodzin, przetrzebionych podczas prób ucieczki do spokojniejszych miejsc, lub też – w czasie upartych powrotów do domów stojących w ostrzeliwanych rejonach. Jaki zapach towarzyszy śmierci? Ktoś powie, że to odór rozkładających się zwłok lub woń mazideł, którymi nacierane jest ciało przed pochówkiem. Żadan nadaje śmierci zapach mokrego psa – towarzyszy on bohaterowi niemalże nieustannie, a to za sprawą wałęsających się po opustoszałych ulicach w marznącej mżawce psów, a to poprzez niemogący wyschnąć płaszcz wuefisty z internatu, a to wydobywa się z ust biedaka, niosącego reklamówkę pełną reklamówek. W czasie takiej wojny, jak ta w Donbasie, śmierć zależy od przypadku. Przypadkowo można zostać trafionym rykoszetem, przypadkowo może zawalić się na człowieka osłabiony eksplozją budynek, ale również przypadkiem zdarzy się powiedzieć coś, co ocali życie lub zrobić groźną, wszechwiedzącą minę, która ustanowi człowieka „przedstawicielem”.

Opowieść Serhija Żadana przybliża obraz wojny na Ukrainie. Nie taki obraz, jaki można zobaczyć w wiadomościach – zatroskani politycy w garniturach, wyrażający „głębokie zaniepokojenie”, nie mapy, ukazujące, które obszary zmieniły przynależność państwową. Ale wojny dotykającej cywilów, nie rozumiejących, w czym rzecz, czyja to wojna i o co. Ani kto ją rozpoczął. Ani komu można wierzyć. „Internat” jest szansą, by – tak jak Pasza – odwrócić wzrok od telewizora i wyjść na ulicę, by zobaczyć, jak jest. A jest ponuro, niebezpiecznie i niezrozumiale. Wojna nie jest śmieszna.
Serhij Żadan: „Internat”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2019.