Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (84) / 2007

Roman Lewandowski,

OD PANOPTICUM DO WOLNOŚCI

A A A
Okres transformacji ustrojowych oraz towarzyszące im przeobrażenia społeczno-polityczne rzutowały – jak może nigdy dotąd – na całokształt prowadzonego w latach 90. dyskursu artystycznego w Polsce. Twórczość Grzegorza Klamana jest zapewne najbardziej radykalną próbą zmierzenia się z tym ówczesnym kulturowym kontekstem. Jednak – co najbardziej dla odbiorcy istotne – działalność gdańskiego artysty dowodzi, że sztuka gruntownie spierająca się ze współczesnością, może zachować swą językową autonomię i niezależność. Prace Klamana, powstałe na przestrzeni minionych dwóch dekad, należą bez wątpienia do jednych z najważniejszych na tym polu dokonań.

W artystycznej biografii artysty można wyróżnić kilka faz, które artykułowane były odmienną estetyką i mniejszym bądź większym przywiązaniem do formy. Na początku lat 90. większość dzieł Klamana ewokowała minimalistyczną strukturę i upodobanie do monumentalizacji. Często były to para-architektoniczne obiekty przyjmujące formę labiryntu, bramy albo rotundy. Odwoływanie się artysty do podobnych figur, które posiadają swoją genealogiczną narrację oraz historię, nie było jednak ucieczką przed doczesnością. Klaman zawsze uwzględniał w swoich realizacjach kontekst miejsca i czasu, zaś jego prace wchodziły z nimi w znaczeniowy kontrdyskurs. Struktura palimpsestu najwyraźniej stanowiła dla niego rodzaj konwencji, która miała służyć „transfuzji” idei pomiędzy tym, co wewnętrzne (historyczne, anatomiczne, indywidualne), a tym, co zewnętrzne (doraźne, wirtualne, społeczne). Ten rodzaj dyskursu nieoczekiwanie wpisywał się w myśl Michela Foucault, który w swoich pismach dowodził politycznego represjonowania ciała.

Anatomia polityczna stała się wyznacznikiem większości prac Klamana. Artysta zaczął penetrować uwikłania zachodzące pomiędzy sferą cielesności i jej wizualną reprezentacją. W powstałych wówczas pracach zaczęły się coraz częściej pojawiać emblematy ciała albo wręcz jego preparaty, które zwykle odpowiadały funkcjom różnych zmysłów poznawczych. Była to swoista demaskacja, ponieważ wcześniej ludzkie ciało (lub jego pośmiertne szczątki) w wymiarze publicznym zostały zaanektowane przez kliniczny dyskurs wiedzy. Jego władza oraz pedagogiczne obciążenia nie dopuszczały adaptacji ciała na przykład w przestrzeni praktyk artystycznych. To często sprawiało, że prace Grzegorza Klamana napotykały na krytyczny odpór. Okazało się, że sztuka – podobnie jak to ma miejsce przy problematyce abjectu – może również stać się przedmiotem wyparcia bądź odrzucenia z przestrzeni widzialności. Prezentacje „zestawów śmierci” tak dalece wpisywały się w egzystencjalne doświadczenie odbiorców, że przedstawienia te stały się zbyt dojmujące i nieprzystawalne do obowiązujących w mass mediach standardów obrazowania. Klaman równocześnie uzmysłowił nam, że Tanatos – niestety – staje się we współczesnym świecie przyswajalny już jedynie wirtualnie. Kierkegaardowska trwoga ustąpiła dziś miejsca Baudrillardowskiej orgii, jaka cechuje fazę wideo. Jesteśmy jej zakładnikami, bo zaufaliśmy w zasadom rzeczywistości, które stanowią tylko konceptualny i polityczny konstrukt. Co zaś może być najbardziej zaskakujące, to fakt, że sztuka unaocznia nam, że od grzechu pychy i manipulacji nie jest wolny każdy – w tym artystyczny – język.

W swojej Instalacji „Kunst macht frei” artysta nie pozostawia odbiorcom złudzeń. Klaman jednocześnie operuje i manipuluje paradoksem nawiązującym do niesławnej pamięci motta, jakie z oświęcimskiej bramy witało przyjezdnych. Sztuka bowiem mieści się w języku i w jego obrębie buduje własne paradygmaty władzy. Prace autora „Ekonomii ciała” z jednej strony ujawniają ten referencyjny spisek, ale też z drugiej – dekonstruują decorum jako porządek językowej opresji. Jeśli przyjmiemy procedurę subwersji, algorytm ten może stać się narzędziem krytyki oraz prognozy. Klaman bezlitośnie obnaża symbole i emblematy opisujące rzeczywistość. Jego „Flaga dla III RP” to dekonstrukcja klasycznego „obrazu” i „opisu” świata, który posiada swą moc i własne ograniczenia. Wirus sztuki dezawuuje jego uzurpacje i narodowe pryncypia.

Upublicznienie dyskursu sztuki, a także wprowadzenie jej w szerszy społeczny kontekst służy zniesieniu prymatu wirtualności. Klaman jest tego dalece świadom, stąd wiele jego artystycznych realizacji przyjmuje formułę dysputy i negocjacji. Działalność na rzecz środowisk lokalnych i alterglobalizm stają się oddolnym budowaniem „dróg do wolności”. Jest na nich miejsce i uszanowanie dla każdego wymiaru Innego – czy to będzie mniejszość czy też potencjalna inność. W tym rozumieniu sztuka Grzegorza Klamana jest również budowaniem niezależnych standardów komunikacji. Logos dzieła domaga się dzisiaj dialogu a nie spoczęcia w panoptikum...
Tekst z katalogu towarzyszącego organizowanej przez Muzeum Narodowe w Szczecinie wystawie „Zatrute źródło. Sztuka polska w pejzażu poromantycznym”, Galeria Arsenał, Ryga, 31.08.-20.09.2007