Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (84) / 2007

Magdalena Kempna-Pieniążek,

2ΠR

A A A
Podróże do źródeł bywają różne. Na ogół przypominają zataczanie większego lub mniejszego okręgu. Wszak chodzi w nich o to, by pokonując kolejne etapy wędrówki, docierać stopniowo do punktu wyjścia. Powracający powinien jednak u końca wojaży być kimś odmienionym, innym niż na ich początku. Co wbrew pozorom nie jest takie proste. Darren Aranofsky, na przykład, w swojej podróży do źródła nieustannie się potyka, a na jej końcu znajduje… No właśnie: co?

„2”
„Źródło” jest filmem dowodzącym wielkiej konsekwencji Aronofsky’ego. „A więc to było to. Widziałem Boga” – mówi Max Cohen (Sean Gullette), bohater filmu „Pi”, podsumowując spotkanie z Innym, jakie przeżył we wczesnym dzieciństwie. Początek i koniec życia, narodziny i śmierć wydają się momentami specjalnie uprzywilejowanymi pod względem zbliżania się do Tajemnicy. „Pi” było, między innymi, traktatem o tym, w jaki sposób kontakt z Niewytłumaczalnym u progu istnienia zmienić może ludzkie życie. W naturalny sposób film ten domagał się swego rodzaju dopełnienia – skoro była mowa o początku, czemu nie powiedzieć czegoś i o końcu? Nie tylko zresztą o nim.

Biblijny przekaz mówi, że w ogrodzie zasadzonym przez Boga w Eden znajdowały się dwa szczególne drzewa – Drzewo Poznania i Drzewo Życia. Owoce z pierwszego były zakazane, po pewnym czasie stały się przyczyną upadku człowieka. Drugie dostarczało ludziom pokarmu niezbędnego do wiecznego życia. W filmie „Pi” Aronofsky opowiedział historię genialnego naukowca opętanego pragnieniem POZNANIA wzoru opisującego każde zjawisko zachodzące we wszechświecie. Max Cohen – postać łącząca w sobie cechy Fausta i Ikara – utożsamiał charakterystyczny dla ludzkości pęd ku wiedzy, nieustanne pragnienie rozwiązywania wszystkich tajemnic. Powracający trzykrotnie w filmie motyw drzewa, na które spoglądał bohater w momentach refleksji, w tym kontekście zdawał się być wyraźnym nawiązaniem do biblijnej symboliki.

W „Źródle”, stanowiącym jak gdyby drugą część traktatu, aluzje biblijne są zdecydowanie bardziej wyraziste. Drzewo Życia jest w zasadzie jednym z bohaterów każdej z trzech przeplatających się w filmie opowieści. W wątku głównym – historii naukowca Tomasa Creo (Hugh Jackman), poszukującego leku zdolnego ocalić przed śmiercią jego ukochaną żonę, Izzi (Rachel Weisz), jednym z momentów przełomowych okazuje się wykorzystanie w badaniach wyciągu z tajemniczego drzewa z Ameryki Środkowej. W fabule pisanej przez Izzi powieści z czasów Wielkiej Inkwizycji odnalezienie biblijnego Drzewa Życia staje się celem konkwistadora, pragnącego zapewnić sobie i swojej królowej nieśmiertelność. Wreszcie w najbardziej tajemniczym wątku, przedstawiającym Tomasa podróżującego do Xibalby, umierającej gwiazdy z legendy Majów, konające drzewo stanowi zarówno „żywiciela”, jak i obiekt troski bohatera.

I podobnie jak w „Pi”, stawia Aronofsky w „Źródle” tezę dotyczącą tego, że ludzkie próby „oszukania” Boga, ponownego przekroczenia zamkniętych bram raju, muszą spełznąć na niczym. W pierwszym filmie Max ostatecznie wyrzekł się dążenia do poznania wszystkich praw, w drugim – Tomas pogodził się z koniecznością śmierci rozumianej jako początek Nowego. W obu wypadkach mowa była o największych tajemnicach ludzkiego życia. I tutaj właśnie pojawia się pewien problem.

„π”
W pierwszym filmie symbolem Tajemnicy była liczba π, stanowiąca punkt wyjścia do ustalenia utożsamianego z imieniem Boga „wzoru na wszystko”. Chociaż – wybitne pod wieloma względami – dzieło Aronofsky’ego pozostawiało sporo do życzenia w kwestii „głębi” przekazu (pojawiające się w nim koncepcje i teorie przywoływane były w sposób bezrefleksyjny i stosunkowo płytki), twórcy udało się zachować klimat frapujących niedopowiedzeń. Czy Max rzeczywiście „zobaczył” Boga? Czy sam wyrzekł się swojego daru, czy też został mu on odebrany?

W „Źródle” z aury tajemniczości nie zostaje w zasadzie nic. W warstwie przekazu pojawia się zaledwie kilka do bólu banalnych tez: o konieczności śmierci, o związkach tejże z życiem, o miłości zdolnej do przekraczania barier ludzkiego istnienia, o z góry skazanych na klęskę wysiłkach człowieka dążącego do złamania wszelkich praw natury. Wszystko to, niestety, podane zostaje w skomplikowanej otoczce (fabularnej i znaczeniowej), mającej najwyraźniej symulować nieobecną w istocie rzeczy w filmie filozoficzną czy egzystencjalną „głębię”. W konfrontacji z prostymi i oczywistymi tezami nie jest przekonujące, ani sięganie do mitów Majów, ani wydumane posiłkowanie się buddyjską (czy jakąkolwiek inną) symboliką religijną, ani też swoiste inkrustowanie fabuły opowieścią z czasów Wielkiej Inkwizycji. Zamiast „filmu z Tajemnicą” pojawił się zatem postmodernistyczny (w tym wypadku w negatywnym sensie tego słowa), przegadany miszmasz, w którym nie tyle przerost formy nad treścią, co nadmiar mało wartościowych treści stanowi główny problem.

„r”
Geometria mówi, że promień (oznaczany literą r) to niezmienny pod względem długości odcinek łączący środek z dowolnym punktem danego okręgu. Wydaje się, że zarówno „Pi” jak i „Źródło” wyrastają z tego samego centrum, stanowią dwie komplementarne części tego samego koła. Pod względem idei, podstawowych założeń, jest tak na pewno. Pod względem artystycznym – jak się okazuje – długość promienia łączącego środek z okręgiem przybiera w każdym z przypadku nieco inną wartość.

„Źródło” jest filmem nakręconym ze zdecydowanie większym rozmachem. W porównaniu z momentami minimalistyczną, na ogół zaś nawiązującą do ekspresjonistycznej, estetyką „Pi”, warstwa wizualna ostatniego filmu Aronofsky’ego sprawia wrażenie do granic wytrzymałości uładzonej i dopracowanej. Zdecydowanie łatwiej powiązać ją z estetyką „Requiem dla snu”, choć brak jej charakterystycznych dla tej ostatniej agresywności i rytmiczności. Również w sferze muzycznej (Clint Mansell ponownie zaprosił do współpracy Kronos Quartet) doszukać się można wyraźnych związków z drugim z filmów Aronofsky’ego.

„2 π r” jest wzorem na obwód okręgu. Trudno obiektywnie stwierdzić, ile wynosi ta wartość w wypadku filmów Aronofsky’ego, w końcu prawa matematyki nie mają zastosowania do dziedziny sztuki. Ciekawe jest jednak to, że podjęte przez reżysera w kolejnych filmach problemy rzeczywiście zdają się układać w pewną figurę zbliżoną do okręgu. W warstwie alegorycznej punktem wyjścia jest wszak wygnanie z raju, do którego człowiek bezskutecznie próbuje powrócić, by zaspokoić głód wiedzy, pokonać śmierć. „Pi” stanowiło traktat o Drzewie Poznania, „Źródło” – o Drzewie Życia. Pośrodku zaś znajduje się „Requiem dla snu” opowiadające o rozumianych niemal w duchu Baudelaire’a zastępczych „sztucznych rajach” kreowanych przez człowieka za pomocą rozmaitych używek i mediów.

Najbardziej problematyczne jest chyba to, że „podróż po okręgu”, „podróż do źródła” podjęta przez Aronofsky’ego jest w gruncie rzeczy wędrówką pozorną, nie służącą odkrywaniu. Przecież na jej końcu – tak jak w „Źródle” – znajdują się odpowiedzi udzielone i oswojone przez ludzkość dawno temu. Współcześnie zresztą, w dobie reinterpretacji i dewaluacji podstawowych wartości, takie powtarzanie starych prawd jest potrzebne. Szkoda tylko, że nie jest to powtarzanie twórcze, wzbogacone o jakąś istotną różnicę.
Darren Aronofsky: „Pi”. Scenariusz Darren Aronofsky , Sean Gullette. Zdjęcia Matthew Libatique.Muzyka Clint Mansell. Obsada: Sean Gullette, Mark Margolis, Ben Shenkman, Pamela Hart. Gatunek: thriller fantastyczno-naukowy. Produkcja: USA, 1998. Czas trwania: 83 min; „Requiem dla snu”. Scenariusz: Hubert Selby Jr., Darren Aronofsky. Zdjęcia: Matthew Libatique. Muzyka: Clint Mansell. Obsada: Jared Leto, Ellen Burstyn, Jennifer Connelly, Marlon Wayans. Gatunek: dramat. Produkcja: USA, 2000. Czas trwania: 102 min; „Źródło”. reżyseria: Scenariusz: Darren Aronofsky, Ari Handel. Muzyka: Clint Mansell. Obsada: Hugh Jackman, Rachel Weisz, Ellen Burstyn, Mark Margolis. Gatunek: fantastyczno-naukowy. Produkcja: USA, 2006. Czas trwania: 97 min.