Wydanie bieżące

1 maja 9 (369) / 2019

Olimpia Orządała,

W SZPONACH PROZY ŻYCIA (JIRI HAJICEK: 'ZAKLINACZ DESZCZU')

A A A
Jiří Hájíček, urodzony w 1967 roku w Czeskich Budziejowicach, autor trzech zbiorów opowiadań i pięciu powieści, m.in. „Rybiej krwi” (2012, polskie wydanie 2016), uważany jest za jednego z najpopularniejszych współczesnych czeskich pisarzy. Jego najnowsza książka przetłumaczona na język polski to „Zaklinacz deszczu”, należący do tzw. wiejskiej trylogii moralnego niepokoju. I rzeczywiście – jest to niepokojąca opowieść o kondycji współczesnego człowieka, niepotrafiącego znaleźć swojego miejsca na ziemi. Hájíček mnoży wątki, podejmując chociażby takie tematy, jak bezpłodność, problemy małżeńskie, wypalenie zawodowe, kryzys wieku średniego czy brak zakorzenienia.

Głównym bohaterem powieści, której akcja dzieje się na południu Czech w czasach współczesnych, jest Zbynĕk – czterdziestokilkuletni mężczyzna, urzędnik pracujący na uniwersytecie, gdzie zajmuje się kupnem, sprzedażą i najmem nieruchomości przez uczelnię. Choć ma piękną żonę, dobrą pracę i – co prawda na kredyt, ale jednak – studwudziestometrowe mieszkanie, w jego życie wkrada się rutyna. Praca przestała dawać mu przyjemność, a zaczęły mu doskwierać nieustanne poczucie beznadziejności oraz dojmujące uczucie rozczarowania życiem. Zbynĕk cierpi na chroniczne zmęczenie i bezsenność, którym nie potrafi w żaden sposób zaradzić, a czytelnik jest świadkiem kolejnych jego nieprzespanych nocy, podczas których przegląda mapy katastralne albo wsłuchuje się w oddech żony Terezy i w krople deszczu uderzające o okno. Zbynĕk marzy o wyprawie na Spitsbergen, która byłaby ucieczką od tej monotonii życia i problemów dnia codziennego. To jego idée fixe. Swoją obsesję ma w pewien sposób także Tereza – a jest nią pragnienie posiadania dziecka. Żona Zbyńka ma jednak kłopoty z zajściem w ciążę, co powoduje w niej frustrację i jak gdyby poczucie niepełności życia, a także jest przyczyną poważnego kryzysu małżeństwa. W dodatku mężczyzna nie chce się zgodzić na zapłodnienie in vitro, uważając, że „dziecko z probówki nie ma duszy” (s. 272). Hájíček tym samym podejmuje ważny problem współczesnego świata.

Autor „Rybiej krwi” kreśli niespieszną opowieść, podczas której czytelnik podgląda codzienne, wręcz nudne życie bohaterów. Akcja nabiera nieco tempa w momencie, gdy na horyzoncie pojawia się dawna miłość Zbyńka. Spotkanie z Bohuną, która przywołuje w nim dawne wspomnienia, zmienia wszystko. Monotonne życie nagle nabiera kolorów. Za sprawą byłej ukochanej mężczyzna powraca do korzeni, czyli do rodzinnej wsi Lešice. Zdaje się, że jest to powrót do raju utraconego. Zbynĕk opuścił rodzinne strony i „zaliczył” awans społeczny poprzez małżeństwo z wyżej sytuowaną Terezą. Przeprowadzka do miasta nigdy nie pozbawiła go tęsknoty za wiejskim życiem, równocześnie jednak mężczyzna, przebywając na wsi, tęskni za wygodami miejskiego życia. W Lešicach Zbynĕk wikła się w zagadkę z przeszłości, dotyczącą dziedziczenia ziemi oraz przekrętów finansowych z tym związanych, i próbuje ją rozwiązać. Wieś staje się miejscem gry o władzę i wielki pieniądze. Pragnienie poznania prawdy staje się dla mężczyzny obsesją i powodem coraz większych problemów małżeńskich, wszak Zbynĕk, poświęcając czas Bohunie, zaniedbuje żonę, która czuje się przez to niekochana.

Ziemia, wokół której toczy się opowiadana przez Hájíčka historia, odgrywa tutaj nader istotną rolę – zdaje się być drugim głównym bohaterem powieści. Największy problem Zbyńka polega na braku zakorzenienia, wszak nie przynależy ani do wsi, której się wyrzekł, ani do miasta, gdzie nie czuje się sobą. Zwraca na to uwagę jego żona, mówiąc: „dla ciebie te działki to tylko liczby i linie na mapach ewidencji gruntów, nie możesz spać, bo nic cię nie łączy z ziemią. Żyjesz w matriksie i nie jesteś zakotwiczony” (s. 248).

Czytelnik podczas lektury „Zaklinacza deszczu” w pewnym momencie doznaje uczucia déjà vu. Zastanawiające jest to, że dwukrotnie w powieści pojawia się następujący fragment rozmowy Zbyńka z Terezą: „O wpół do piątej rano Tereza zastała go na sofie z laptopem na kolanach. Stanęła za nim. Palcami delikatnie przeczesywała jego włosy i patrzyła mu przez ramię. Na monitorze świeciły bielą śnieżne połacie. Jezioro, pusty kamienisty brzeg. Na powierzchni wody resztki lodowych tafli.

– Nie sądziłam, że tak cię to pociąga.

– To jest za kręgiem polarnym.

– Przerażasz mnie trochę, kochanie…

– Dlaczego?

Zawahała się. W pokoju z biblioteką zapadła cisza.

– Przecież to kompletne pustkowie. Tylko lód i skały. Tęsknisz do czegoś takiego?

– Terezo, tam musi coś być. Tak myślę. Jest na pewno. W mroźnym powietrzu ponad lodem…” (s. 7 oraz s. 36).

Co ciekawe, to niejedyny powtarzający się fragment. Inny brzmi tak: „Uniosła się, przechyliła ponad jego połową tapczanu i zapaliła lampkę. Sięgnęła po książkę leżącą na nocnej szafce. Włosy koloru miodu opadły na bok, zakrywając jej prawe ramię. Zaspanym wzrokiem popatrzyła na okładkę, potem zaczęła odwracać kartki.

– Czasami myślę, że moja praca jest bez sensu.

– Dlaczego? – Ziewnęła.

– I w gruncie rzeczy niemoralna.

– Nie rozumiem.

– Przeczytaj, co pisze Czerwona Chmura. Indianie nie umieli myśleć o ziemi jako o czymś, co można posiadać. Ani ogrodzić. Ani sprzedać. Wierzyli, że tereny łowów pochodzą od bóstwa, które tylko pozwoliło im z nich korzystać. Jak moglibyśmy sprzedać coś, co do nas nie należy, pytali, kiedy blade twarze przychodziły do nich z umowami sprzedaży.

– Na miłość boską, o czym ty myślisz o czwartej nad ranem?” (s. 129–130 oraz s. 197).

Powtórzenia te są znaczące. Pokazują nie tylko obsesyjne marzenie Zbyńka o wyprawie na Spitsbergen w poszukiwaniu siebie czy też wypalenie zawodowe oraz różne pojmowanie ziemi przez Indian i białych ludzi, lecz także – a może przede wszystkim – brutalną prozę życia. Małżeństwo wciąż odbywa te same rozmowy, wikłające ich coraz bardziej w monotonię codzienności, od której nie potrafią uciec.

„Zaklinacz deszczu” to bez wątpienia interesująca propozycja lektury. Opowieści towarzyszy duszna atmosfera przygnębienia, nijakości oraz znużenia. Hájíčkowi w sposób realistyczny udało się odzwierciedlić prozę życia. Autor „Rybiej krwi” stworzył wielowątkową i niepokojącą opowieść o ziemi, braku zakorzenienia, poszukiwaniu własnej tożsamości, niespełnionych marzeniach i bylejakości życia, które czasem zdaje się być zbyt nudne, zwyczajne i rozczarowujące. Wieś jawi się w powieści jako utracony raj, do którego nie można już powrócić. Czeski prozaik wykreował przekonującą postać mężczyzny, którego dopada egzystencjalne zwątpienie. Poniekąd to opowieść o każdym z nas.
Jiří Hájíček: „Zaklinacz deszczu”. Tłum. Dorota Dobrew. Wydawnictwo Książkowe Klimaty. Wrocław 2018 [seria: Czeskie klimaty].