Wydanie bieżące

15 maja 10 (370) / 2019

Andrzej Ciszewski,

POGROMCZYNI HOLOFERNESA (ARTEMIZJA)

A A A
„Przyszła na świat w roku 1593, gdy jej ojciec – malarz – stał u progu sławy i właśnie otworzył pracownię przy ulicy Świętego Krzyża w Rzymie. Przyszła na świat jako Rzymianka, otoczona braćmi, płótnami, szczotkami i pędzlami, olejami i milionami drobinek drogocennych pigmentów czekających na moment, gdy na wieczność zamienią się w kolor. Przy jej kołysce ani nad pierwszymi krokami nie czuwała żadna muza – znała jedynie czułą dłoń matki, której było dane przeżyć tylko kilka kolejnych płochliwych wiosen, oraz wymagania ojca, który chciał, by jak najszybciej zaczęła pracować w służbie sztuki – żeby proszki były wymieszane, oleje schłodzone, a kleje rozrobione. A wszystko to w dojmującej, chaotycznej biedzie” (s. 3) – tak zaczyna swoją opowieść Prudenzia, osiemnastoletnia córka Artemizji, potomkini słynnego malarza fresków Orazia Gentileschiego.

Retrospektywna narracja, snuta także przez służącą Martę (towarzyszącą w podróży wyżej wymienionym niewiastom), odsłania przed nami kolejne rozdziały życia tytułowej bohaterki, która nie dość, że od najmłodszych lat zajmowała się mieszaniem farb i gruntowaniem płócien ojca, to także sama zgłębiała tajniki rysunku oraz malarstwa mimo restrykcyjnych praw i skostniałych konwenansów. Należy bowiem pamiętać, że na początku XVII wieku malarstwo było sztuką zarezerwowaną dla mężczyzn: kobiety nie mogły podpisywać swoich obrazów ani brać za nie pieniędzy, zaś dozwolona tematyka płócien ograniczona została do portretów i martwych natur. Dlatego tym donioślejszy jest przypadek Artemizji – w swojej twórczości podejmującej wątki religijne oraz historyczne – która w roku 1616 została przyjęta do florenckiej Accademii delle Arti del Disegno.

Jednak, jak wnikliwie wykazuje w swoim komiksie francuska scenarzystka Nathalie Ferlut („Andersen”), droga do spełnienia marzeń (wymagających przełamywania społecznych barier) okupiona była cierpieniem i poniżeniem. Wielokrotnie gwałcona przez Agostina Tassiego – swojego nauczyciela, którego fizys stało się obliczem konającego wodza asyryjskiego uwiecznionego na obrazie „Judyta zabijająca Holofernesa” – oraz mamiona przez niego obietnicami ożenku, skazana na pohańbienie i dochodząca swoich praw przed sądem (potwierdzając swoją prawdomówność podczas przewidzianych na tę okoliczność tortur), Artemizja jawi się jako kobieta niezależna (mimo okoliczności wymuszających na niej liczne ustępstwa) i nade wszystko niezłomna.

Opowieść o wybitnej artystce epoki baroku zyskała nastrojową oprawę dzięki pracom francuskiej rysowniczki Tamii Baudouin („Dans la Forêt des Lilas”), której zwiewna, mocno uproszczona kreska świetnie sprawdza się w ujęciach portretowych, plenerowych oraz scenach rozgrywających się w (także dopracowanych pod względem detali) wnętrzach. Zamknięta w twardej oprawie „Artemizja” to pozycja, która powinna skusić nie tylko miłośników i miłośniczki historii sztuki. Warto!
Nathalie Ferlut, Tamia Baudouin: „Artemizja” („Artemisia”). Tłumaczenie: Olga Mysłowska. Wydawnictwo Marginesy. Warszawa 2019.