Wydanie bieżące

15 maja 10 (370) / 2019

Grzegorz Marcinkowski,

MIASTA PAMIĘCI (KARL SCHLÖGEL: 'ODKRYWANIE NOWOCZESNEJ EUROPY - PRÓBA ARCHEOLOGII')

A A A
Karl Schlögel jest niemieckim historykiem, którego zainteresowania skupiają się wokół dziejów Europy Środkowo–Wschodniej, ze szczególnym naciskiem na meandry XX wieku, który w tym obszarze kulturowym i geograficznym wycisnął trwały ślad. „Odkrywanie nowoczesnej Europy – próbę archeologii” można czytać jako swoistą summę autora, dzieło najpełniej dające wyraz towarzyszącym mu przez całą drogę badawczą tematom. Zbiór szkiców, mimo pozornie luźnej struktury, tworzy spójną opowieść o dziejach nowoczesnej Europy Środkowo–Wschodniej. Schlögel z godną podziwu skrupulatnością prowadzi nas przez dzieje tej części świata, aby ukazać nam część wspólnej historii, którą często, ze względu na swoje skomplikowanie i niejednoznaczność, zwykliśmy wypierać. Niemiecki badacz nie ucieka od konieczności dokonania rewizji obiegowych sądów na temat modernizmu. Robi to z intelektualną elegancją i niewątpliwym literackim talentem pierwszej próby, co czyni lekturę jego książki przeżyciem zarówno poznawczym, jak i estetycznym.

Schlögel uprawia hermeneutykę przestrzeni, idzie odważnie śladami tego, co wyparte i zapomniane. Jego strategia eseistyczna przypomina dzieło Jerzego Stempowskiego; mamy tutaj ten sam pietyzm w egzegezie historycznych znaków, tę samą apoteozę wielokulturowej Europy Środkowo–Wschodniej. Każdy ze szkiców zamieszczonych w tej książce to portret miejsca: miasta, ulicy, budynku. Autora interesują konkretne miasta takie jak Czerniowce, Kaliningrad, Witebsk, Brno, Budapeszt czy Lwów. Łączy je, obok burzliwej historii, która odcisnęła się na nich poprzez naznaczające ich topografię tragiczne wydarzenia, również tradycja nowoczesnej, wielokulturowej wymiany pomiędzy różnymi językami, kulturami. Procesy historyczne, pogłos II wojny światowej ową tradycję skutecznie wytrzebiły, stąd potrzeba archeologii, żmudnego odcyfrowywania pozostawionych znaków. Schlögel unika przy tym antykwarycznej, łatwej nostalgii – jego wizja nowoczesności jest na wskroś krytyczna, przeciwstawiona wszelkim ekskluzywistycznym koncepcjom narodowym, próbującym ukonstytuować zamknięty, unifikujący model europejskiej tożsamości. Czytając eseje zgromadzone w książce, mamy szansę doznać osobliwej wzniosłości, płynącej z konstatacji, iż pokawałkowana, tragiczna historia nie wymazuje pracy pamięci, na którą my, spadkobiercy wysokiego modernizmu, musimy się poważyć.

Proponuje przy tym autor nader nieoczywisty katalog bohaterów takich jak Hannah Arendt, György Lukács, Siergiej Diagilew, Harry hrabia Kessler czy Paul Celan. Ich biografie ściśle łączą się z miejscami, rysują ciekawe marszruty, dokonują niezwykle interesujących absorpcji i inkluzji – eseista rekonstruuje nie tylko historyczne szczegóły i biograficzne wątki, snuje wszak opowieść, w której pamięć miejsca spotyka się i walczy o lepsze z pamięcią dziedzictwa. Upadek muru berlińskiego jest przy tym dla autora istotną cezurą – czy przywrócone naszej kulturze miasta niosą w sobie coś więcej niż posłanie o Zagładzie? Czy możemy ich dzieje na nowo wchłonąć, na nowo uczynić je elementem naszej tradycji – to pytanie zadaje nieustannie Schlögel, upominając się o inne widzenie nowoczesności: to, którego rozpędzona machina repatriacji, emigracji, zmian granic, deportacji i wysiedleń nie pozwoliła nam sobie przyswoić.

Czytając „Odkrywanie nowoczesnej Europy”, nie możemy umknąć dojmującemu wrażeniu, iż nowoczesność, której topografię zarysowuje Schlögel, jest porządkiem nad wyraz kruchym i ulotnym. Istnieje ona właściwie w krótkim odcinku czasu między wojnami, zanim kulturowy ferment został zniweczony przez nadchodzący mrok. Niemiecki badacz pokazuje, iż modernizm, ze swoim kultem odmienności, był jedynie niesamowitym momentem spotkania ponad podziałami, który wydarzyć się mógł wyłącznie w bardzo konkretnym otoczeniu. Zachodzące w modernizmie procesy laicyzacji i hegemonia mieszczaństwa doprowadziły do wyłonienia się określonego typu języka, który umożliwił twórcza syntezę nieredukowalnych do siebie modeli kulturowych. Wydarzyło się to na przekór procesom konsolidacji państw narodowych i rozwoju integryzmów wszelkiej maści. Bohaterowie narracji Schlögela są spadkobiercami szacownej formacji intelektualnej, która dawała im zdolność do poruszania w różnych konstelacjach, nawet jeżeli kontekst społeczny, który tę formację z siebie wyłonił, padł ofiarą wojennej pożogi.

Historyk splata różne losy – choćby ten, który przypadł w udziale Celanowi, z tym, który spotkał Arendt. Demonstruje w ten sposób tragizm immamentny europejskiej żydowskiej inteligencji. Wielojęzyczna tradycja Czerniowic ukonstytuowała wrażliwość Celna w sposób, który umożliwił mu stanie się poetą szczególnie wyczulanym na kwestię idiomatyczności pozornie jednolitego języka. Czerniowce, przez tragedię Zagłady, która się w nich dokonała, stały się dla Celana synonimem „utraconej ojczyzny”, samym jądrem traumy, naznaczającej prawie wszystkie jego utwory i odpowiadającej z ich niepokojącą, mroczną aurę. Arendt z kolei okazuje się dla Schlögela symbolem Królewca/Kaliningradu, detronizując w tej roli Kanta, ze względu na przywiązanie, jakie w swoich tekstach demonstrowała wobec idei wolnej, nieskrępowanej terrorem i przemocą wymiany myślenia, idei myślenia jako faktu społecznego, wyczulenia na wszelkie odcienie totalizmu w sferze ducha. Wydaje się oczywiste, że wielokulturowe zaplecze umożliwiło Arendt stworzenie prawdziwie nowoczesnego stylu myślenia, a historyczne hekatomby sprawiły, iż stała się ona świadoma przygodności wszelkiego porządku. Lukács z kolei jest postacią dużo bardziej z punktu widzenia Schlögela dwuznaczną, żywą egzemplifikacją ironii dziejów. Pozostaje bowiem paradoksem, iż wychowany w mieszczańskiej kulturze filozof, którego zaplecze intelektualne konstytuowało się w oparciu o świat mieszczańskich wartości, całą energię swojego dojrzałego życia włożył w próbę destrukcji porządku mieszczańskiej kultury. W fenomenalnym szkicu o „balkonie Lukácsa” Schlögel ukazuje, jak międzywojenny Budapeszt inspirował filozofa i w jakim stopniu odpowiadał za kształt jego późniejszych wyborów. Jest też Lukács przykładem tego, jak dalece nowoczesność wypracowała w sobie zdolność do autonegacji i autodemaskacji. Niektóre energie myślowe, przebudzone w dwudziestoleciu międzywojennym, odegrały znaczącą rolę w pogrzebaniu kultury, która je stworzyła. Schlögel, świadomy tej dwuznaczności, daleki jest od gloryfikowania moderny, próbuje jednak pokazać, iż, chcąc nie chcąc, jesteśmy jej spadkobiercami. Wiele dwuznaczność współczesnej kultury daje się odczytać przez pryzmat historycznych świadectw z ery nowoczesnej, pokazując, że są siły, których do końca nie wyegzorcyzmowaliśmy.

Wydaje się, że bogata kultura środkowo- i wschodnioeuropejskiej nowoczesności skazana była na zagładę. Twórczy ferment międzywojnia stanowił wszak jedynie część ogólniejszego zjawiska, którego rewers stanowiły rosnąca antagonizacja, rozpad więzi społecznych i rozplenienie się nacjonalizmów. Opowieść, którą snuje Schlögel, jest więc na wskroś melancholijna. Opowiada on bowiem o świecie na zawsze utraconym, którego bogactwo i duchowy rozmach trudno w przekonujący sposób odtworzyć. Pozostaje zbieranie rozproszonych świadectw, cierpliwa egzegeza ruin. Pietyzm i wnikliwość Schlögela sprawiają, iż martwe mury opowiadają historie, zagadując nijako czytelnika. Umiejętność lektury tekstu miasta jest jednym z magnesów przyciągając nawet najbardziej opornego odbiorcę. Zarazem trudno uniknąć żalu, wiemy bowiem skądinąd, że nietrwały, kruchy kosmos międzywojennego modernizmu był uniwersum stojącym na brzegu przepaści, drążonym od środka przez nieprzezwyciężone antynomie. Lekcja, jaka płynie z rozważań autora, wydaje się taka, że prawdziwy rozkwit kultura zyskuje w stanie niemal rozkładowym, kiedy jej wewnętrzne sprzeczności osiągają stan wrzenia. Schlögel ukazuje, dlaczego Lwów czy Czerniowce stały się dla wielu twórców synonimami raju utraconego, jednak nic nie jest mu dalsze niż restauratywna nostalgia. Wszak społeczny i polityczny kontekst międzywojnia każe patrzeć na Środkową i Wschodnią Europę jako na teren zapalny, swoistą beczkę prochu. Historyk umiejętnie zestawia różne dane i świadectwa, demonstrując, w jaki sposób kultura i sztuka rozwijają się, paradoksalnie, w samym sercu katastrofy. Inny wniosek to ten, że bardzo łatwo zniszczyć porządek, o którego trwałości jesteśmy złudnie przekonani.

„Odkrywanie nowoczesnej Europy” powinno stać się lekturą obowiązkową. Książka pokazuje, jak niestabilna jest obietnica wolnego świata, jak efemeryczna tożsamość europejska. Schlögel umiejętnie opiewa na zawsze stracony świat nowoczesności, nawołując przy tym, by poszerzać kanony, rewidować tradycje. To niejedynie kwestia historycznej dociekliwości; gra toczy się o zdolność naszego słownika do konfrontowania się z tym, co odmienne. Wiedząc, jak wielojęzyczna jest nasza tradycja, zyskujemy zdolność do nieoczywistych, pozornie wytrącających z równowagi spotkań.
Karl Schlögel: „Odkrywanie nowoczesnej Europy – próba archeologii”. Przeł. Tomasz Ososiński, Anna Wołkowicz. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Gdańsk 2019 [seria: Biblioteka Mnemosyne].