Wydanie bieżące

15 maja 10 (370) / 2019

Andrzej Śnioszek,

ŚWIADEK ZAGINIONEJ EPOKI (JANUSZ TERMER: 'MYŚLENIE LITERATURĄ')

A A A
Książki Janusza Termera trzymaliśmy w ręku chyba wszyscy, choć najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jest on autorem lub współautorem rozmaitych leksykonów – lektur, bohaterów literackich, poetów, prozaików – do których moje pokolenie, urodzonych w latach 80., sięgało na bieżąco i nie bez pożytku. Wykraczają one nieporównanie poza ubóstwo większości „bryków”, w tym zwłaszcza internetowych, gdzie roi się od wszelkiego typu potknięć, swoją drogą przepisywanych beztrosko – kropka w kropkę – przez uczniów (wiem z pedagogicznego doświadczenia) i nieweryfikowanych już niestety przez nauczycieli (na szczęście są wyjątki). Leksykony Termera cechuje precyzja, godna podziwu erudycja, otwarcie na zjawiska mniej znane, pisarzy zapomnianych, spoza szkolnego kanonu. Jednak w przypadku leksykonów czy encyklopedii rzadko kiedy zwracamy uwagę na ich twórców, nie obchodzi nas, kto ułożył hasła w taki właśnie sposób, komu przyszło do głowy uwzględnić nazwisko całkiem dziś anonimowego prozaika, który pewne triumfy święcił w odległych latach 70. A tutaj akurat mamy okazję zetknąć się z postacią legendarną, jest bowiem Termer znawcą życia literackiego ostatniego półwiecza, autorem rozpraw i niezliczonych recenzji, redaktorem czasopism oraz – co nie mniej ważne – przyjacielem pisarzy kilku pokoleń. 

Kreśląc parę słów na marginesie jego nowej książki, nie mogę nie podjąć epizodu cokolwiek prywatnego (skądinąd jest on bliski tytułowemu „myśleniu literaturą”). Epizod ów sięga roku 2016, kiedy wysłałem do Janusza Termera swój pierwszy, elektroniczny rzecz jasna, list. Dotyczył zapoznanych debiutantów lat 70., określanych mianem „nowych prozaików” bądź autorów z kręgu awangardowej „rewolucji artystycznej w prozie”, nazwanej tak i zdefiniowanej przez Henryka Berezę. W sposób szczególny interesował mnie Donat Kirsch, jeden z czołowych „rewolucjonistów”, którego wydaną w 2006 roku zawiłą formalnie powieść „Pasaż” Termer omówił na łamach lubelskiego „Akcentu”. Ich losy splatały się zresztą wielokrotnie. Dość przypomnieć, że pod koniec lat 70. Termer redagował kultowy miesięcznik „Nowy Wyraz”, trybunę debiutujących wówczas poetów i prozaików, a także miejsce namiętnych dyskusji o stanie i perspektywach tzw. młodej prozy. Do „Nowego Wyrazu” Kirsch wysłał opowiadanie „Zadziwiający wdzięk”, które ukazało się w numerze sierpniowym z 1977 roku. Ale cofnijmy się jeszcze o kilka miesięcy, do maja tegoż roku, by przywołać inny zakurzony wątek – Ogólnopolskie Seminarium Literackie Młodych we Włocławku, tak po latach opisywane przez Kirscha: „Stamtąd też próbowano mnie wyrzucić. Według niesprawdzonych nigdy plotek powodem było »kalanie dobrego imienia literatury polskiej«, bo byłem cały czas pijany, chociaż według tychże niesprawdzonych plotek Termer stanął w mojej obronie” (z prywatnej korespondencji, za zgodą autora).

Lektura nowej książki Termera dowodzi, że staje on po stronie pisarzy w obliczu zagrożeń nie tylko dosłownych, ale przede wszystkim symbolicznych, chroniąc ich przed całkowitym zapomnieniem. Z tego ujęcia patrząc, najciekawsze fragmenty „Myślenia literaturą” stanowi zbiór tekstów wspomnieniowych, gdzie mistrzowsko łączy się analizę dzieł z czułymi portretami ich autorów (Janusz Krasiński, Jerzy Krzysztoń, Jan Drzeżdżon, Krzysztof Mrozowski i inni), ewokowanych na przykład ze wspólnych pienińskich czy tatrzańskich wędrówek. Portrety chwilami nawet zdają się tutaj górować nad rozbiorem dzieła, co wynika z „tęsknej” wrażliwości Termera, ale również – jak sądzę – z nauk Gombrowicza, o których pisał Włodzimierz Bolecki, „że osoba pisarza jest bardziej interesująca od samego pisarstwa, osoba artysty – od jego sztuki, a człowiek – od wytworów kultury” (Bolecki 2004: 9). I nie chodzi o plotki tudzież zaledwie anegdoty (niemniej także), chodzić może raczej o tropienie zależności między literaturą i życiem. Dla przykładu sięgnę do magicznych scen ujętych w szkicu „Z Janem Drzeżdżonem na Przełęczy Szpiglasowej”, które Termer zamyka następującą konstatacją: „To jednak, że ów »górski bakcyl« połknięty przez Jana Drzeżdżona był czymś trwale zakorzenionym w jego wyobraźni i musiał mieć jakiś wpływ na obrazowy świat realiów tak bardzo oryginalnego kształtu jego prozy, zwłaszcza tej z późniejszego, ostatniego okresu życia (»Twarz lodowca«), nie ulega dla mnie wątpliwości” (s. 187). Już w trybie anegdoty dodam, że w tych górskich eskapadach uczestniczyła również nasza „przyszła Noblistka”…

Poza częścią wspomnieniową (gdzie prócz losów „zaginionych” pisarzy istotną rolę odgrywają wątki rodzinne) na uwagę zasługuje obfitość esejów historyczno- i krytycznoliterackich, czy szerzej – namysłów ogólnokulturowych. Tutaj bohaterami są m.in. Stanisław Brzozowski, Jack London, Bolesław Leśmian, Julian Tuwim (jako prozaik!), Józef Wittlin, Jerzy Pietrkiewicz. Tu także daje o sobie znać sygnalizowana wcześniej erudycja autora leksykonów, szczególnie zaś imponująca liczba i zakres cytowanych źródeł. Jednakże, wciąż podziwiając jego lekturową wszechstronność, najchętniej zatrzymuję się przy snutych wokół spotkań i rozmów z żywym człowiekiem opowieściach, których początek stanowi nierzadko znaleziona ni stąd, ni zowąd książka, jak choćby zawieruszony między „opasłymi tomiszczami” debiut prozatorski Ryszarda Milczewskiego-Bruna („Jak już, to już”), „znanego swego czasu poety, wręcz legendy tamtych lat” (s. 156). „Bywał Bruno – kontynuuje swą gawędę Termer – także częstym gościem i autorem »Nowego Wyrazu«. Przynosił nowe wiersze do druku. Wnosił też z sobą nieodpartą chęć natychmiastowej papojki oraz powiew odmienności, niekonwencjonalnego, swobodnego stylu bycia, wraz z zapachem wędrownego »terenowego poety«” (s. 158).

Zasadę fundującą „Myślenie literaturą” Termer wyraził mimowiednie w szkicu o Wiesławie Myśliwskim. Charakteryzując twórczość autora „Pałacu”, zwrócił uwagę na pamięć jako „naczelną kategorię” tego pisarstwa, „rozumianą w sensie proustowskim jako ponawiana nieustannie przez bohaterów próba głębokiej autoanalizy, poszukiwania straconego (zagubionego) czasu. Czasu przywoływanego przez wyłaniające się niespodziewanie i kapryśnie okoliczności zdarzeń z życia bohaterów lub przedmioty (…)” (s. 129).

Powzięte z przypadku rewizje półek i szuflad 80-letniego w tym roku Termera nie są, mam nadzieję, ostatnim jego słowem. Trudno zresztą uwierzyć, by akurat ścieżki (i szafy) tego krytyka przestały kiedykolwiek chować fascynujące tajemnice.

LITERATURA:

Bolecki W.: „Pierwszorzędne teksty drugorzędne”. W: W. Gombrowicz: „Varia 1. Czytelnicy i krytycy. Proza, reportaże, krytyka literacka, eseje, przedmowy”. Kraków 2004.
Janusz Termer: „Myślenie literaturą. Eseje, szkice, wspomnienia…”. Res Humana. Warszawa 2019 [seria: Biblioteka Res Humana].