Wydanie bieżące

15 maja 10 (370) / 2019

Zuzanna Sokołowska,

WYMYKANIE SIĘ SPOD KONTROLI ('PRÓBA SIŁ'. BWA KATOWICE)

A A A
Katalog „Próba sił” wydany przez Galerię Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach to publikacja podsumowująca wystawę o takim samym tytule, która miała miejsce zeszłego roku właśnie w tej przestrzeni. Była to ekspozycja, której głównym przedmiotem stało się ciało. Ciało opresyjne, zawłaszczone, poddawane wyczerpującym próbom, będące pod nieustannym obstrzałem spojrzenia. Nie była to na pewno wystawa, podczas której można było raz po raz doznawać estetycznej ekstazy. Silny nacisk położono na poznawczy aspekt ekspozycji, a sam tytuł wystawy, jak można przeczytać w tekście kuratorskim Marty Lisok, został zaczerpnięty z militarnej terminologii. „Miał on na celu podkreślenie gestu buntu, sprzeciwu wobec zastanej sytuacji” (s. 13). Dlatego też ekspozycja została zaplanowana jako pole walki, miejsce ścierania się kulturowych stereotypów i społecznych ról z próbami wyzwolenia się z przyjętych norm oraz zasad. Była to bez wątpienia jedna z najbardziej interesujących, choć zarazem trudnych w odbiorze wystaw, jakie można było oglądać zeszłego roku na Śląsku.

Równie interesująco prezentuje się publikacja „Próba sił”, która jest przede wszystkim świetnie zaprojektowana i przemyślana od początku do końca. Na okładce znajduje się fotografia pracy Norberta Delmana „Earn Your Shower Series” (2015-2016), którego prace można było oglądać na katowickiej wystawie. W środku czytelnik znajdzie bogatą dokumentację zdjęciową. Składają się na nią doskonałe kadry z wystawy autorstwa Barbary Kubskiej. Są także zdjęcia pochodzące z archiwów artystów oraz Galerii BWA, Galerii Szarej, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, BWA Warszawa oraz Galerii Copperfield. Wszystko to dodatkowo podnosi wizualne walory tej publikacji.

Książkę otwiera esej „Gesty buntu” autorstwa Marty Lisok, kuratorki wystawy. Tekst ten staje się wprowadzeniem do głównych założeń ekspozycji, jak i pogłębioną refleksją na temat ciała oraz buntu we współczesnej kulturze. Nie zabrakło także skrupulatnego opisu prac artystów biorących udział w katowickiej wystawie. Jest to dobry wstęp do wywiadów z samymi twórcami, które znajdują się w kolejnych częściach katalogu, jak i do materiału Darii Skok o działaniach Piotra Łakomego. Na szczególną uwagę czytelnika zasługują bez wątpienia dwa brawurowo napisana eseje: „Do kogo należy twoje ciało?” autorstwa Miłosza Markiewicza oraz „Grzeczne dziewczynki tak się nie zachowują” Agnieszki Kwiecień. Autorzy skupiają się w nich na różnych formach opresyjności ciała we współczesnej kulturze.

Markiewicz snuje intrygującą narrację o tym, czy nasze ciała tak naprawdę należą tylko do nas? Już w samym tytule jego tekstu tkwi pewnego rodzaju impas. Autor pyta czytelnika o przynależność, sugerując jednocześnie własność, pisząc „twoim ciele”. Ten retoryczny zabieg ma jak najbardziej swoje uzasadnienie w tekście. Nasze ciało nie jest wolne – zawsze musi się do czegoś lub do kogoś dopasować. Nie jest też całkowicie elastyczne, bo nieustannie podlega jakimś rygorom. Markiewicz pisze o zniewoleniu ciała przez technologie, o tym, że to właśnie ono musi się dopasować do ich użytkowania, niemal całkowicie się przyporządkowując. Autor zwraca uwagę, że nawet pisząc na laptopie, musimy obrać odpowiednią pozycję. Możemy usiąść na kanapie, trzymając komputer na kolanach albo przy biurku, rozprostowując się raz po raz, ponieważ zesztywniałe mięśnie zaczynają się intensywnie tego domagać. Podobnie jest z użytkowaniem telefonu – palce instynktownie przyklejają się do klawiatury, a ciało mimowolnie domaga się reakcji w postaci ekscytacji z powodu kolejnego lajka lub podniecenia z okazji nowego powiadomienia. Ciało przyzwyczaja się do tych doznań nawet wtedy, kiedy nikt do nas nie dzwoni. Chce więcej i więcej, wysyłając fantomowe sygnały do naszej kieszeni, wywołując natychmiastową chęć sięgnięcia po telefon.

Markiewicz usiłuje dociec, dlaczego ciało składa deklarację przynależności do tego, co zewnętrzne, odwołując się do działań artystów obecnych na „Próbie sił” – Agnieszki Antkowiak czy Ewy Axelrd. Pyta o siłę, jak i słabość, o wyimaginowane tak naprawdę podziały ciała na te, które są mocne, niemal niezniszczalne, jak i te, które są delikatne. Przywołuje w swoim tekście jedną z prac Axelard, gdzie pojawia się zbroja, która w swoim przeznaczeniu ma chronić ciało. Jednak na filmie artystki jest ona uszkodzona, zniszczona. Nie spełnia swojej funkcji. Markiewicz słusznie konstatuje, że każde ciało, czy to męskie, czy żeńskie, posiada takie same walory – każde z nich można zranić, a tym samym nie można przesądzać o jego wytrzymałości ze względu na płeć.

Interesująco prezentują się rozważania autora na temat upodobań do BDSM Michela Foucault’a. Dla Markiewicza ten rodzaj zachowań to wbrew pozorom forma sprzeciwu wobec wszędobylskiej opresyjności ciała, a co najważniejsze, pewnego rodzaju przygotowanie fizyczności do ciągłego zniewolenia, jak i chęć oswojenia strachu. „Nasza cielesność poddana jest nieustannej opresji, począwszy od higieny, poprzez kanony piękna, a na ustandaryzowaniu środowiska kończąc (choć dobrze wiemy, że to nie koniec…). Może więc moja soma powinna zostać przygotowana na wszechobecność przemocy, która może zostać skierowana przeciwko mojemu ciału” (s. 43) – stwierdza Markiewicz. Czy jednak poddawanie się dobrowolnie przemocy nie jest tak naprawdę przyzwoleniem do utrzymania obowiązującego status quo? Czy przemoc wobec ciała można znieść inną formą przemocy? I czy to przypadkiem nie jest błędne koło? Praktyki BDSM stały się dla autora „rodzajem pasywno-aktywnej walki o prawo do własnego ciała” (s. 46). „To wolność odnaleziona w zniewoleniu, intymna ucieczka od systemowej biowładzy” (s. 46) – podkreśla Markiewicz. Jednak, pomimo wolności, jak i dowolności, dzięki którym wielbiciel BDSM sam decyduje o tym, kiedy ma być wiązany, a kiedy chłostany, w dalszym ciągu ciało odczuwa cierpienie, nie tyle z powodu kulturowych schematów, co po prostu ten fizyczny, nawet jeśli traktowane jest on w kontekście przyjemności.

Kiedy tak naprawdę nasze ciało jest po prostu nasze? Markiewicz szuka wolności w zamaszystym geście chodzenia, które staje się dla niego pewną formą wyswobodzenia się. Czy oprócz tego są jeszcze inne recepty na wyjście z impasu cielesności jako społecznej kategorii? Autor nie podaje żadnego, konkretnego rozwiązania, jednak skutecznie zmusza czytelnika do zadawania tego rodzaju pytań, jak i pogłębionej refleksji nad zagadnieniami dotyczącymi ciała.

Tymczasem Agnieszka Kwiecień pisze o trenowaniu dziewczynek do życia w społeczeństwie. Niemal ciągle są strofowane. Za nie decyduje się, jak mają chodzić ubrane, jak mają się bawić, jak mają reagować. Bo przecież dziewczynki są grzeczne. Nie wspinają się po drzewach, bo to zadanie należy do chłopców, nie mogą być agresywne, bo również ten rodzaj zachowań przejęła męska część publiczności, która przysłowiowo musi się wyszumieć. Kwiecień pisze o ciągłym ocenianiu własnego ciała szczególnie przez kobiety, które nie chcą znaleźć się poza marginesem ustalonych kanonów piękna, stając się w ten sposób ofiarami własnych wyobrażeń. Kobiety hejtują siebie najbardziej. Są mocno oddzielone od własnych ciał. Kwiecień pisze także o wyzwalającej mocy agresji i przemocy. Owszem, to może zabrzmieć bardzo kontrowersyjnie, ale w tekście autorki chodzi o pewnego rodzaju konieczność, o której pisała cytowana przez Kwiecień Calrissa Pinkola Estes w „Biegnącej z wilkami”: „Są chwile, kiedy potężny wybuch gniewu jest wyższą koniecznością. Są chwile – choć z pewnością zdarzają się rzadko – kiedy trzeba wypuścić na wolność tkwiący wewnątrz żywioł. Na naprawdę poważne niesprawiedliwości, godzące w duszę, trzeba tak odpowiadać” (s. 56). Dla Kwiecień taką wyzwalającą moc posiadają sztuki walki, intensywne trenowanie, które pozwalają nawiązać kontakt z własnym „ja”, wyjść poza stereotypowe schematy.

Okazuje się, że kiedy zdejmiemy odium moralności z tego czym jest gniew, może on stać się inspirującym narzędziem do poszukiwania własnej tożsamości. Choć oczywiście wiele badaczek i badaczy z takim stwierdzeniem by się nie zgodziło. Na przykład bell hooks, która w reakcji na album Beyoncé „Lemonade” i teledysk „Hold Up”, w którym wokalistka przemierza ulice miasta z wielkim kijem bejsbolowym i z prawdziwie hollywoodzkim uśmiechem na twarzy rozbija nim szyby samochodów, napisała te oto słowa: „Wbrew błędnym ujęciom równości płci nie przejmują (i nie przejmą) władzy ani nie wytworzą poczucia bycia kochanymi i szanowanymi poprzez akty przemocy. Przemoc kobiet nie jest bardziej wyzwoleńcza niż przemoc mężczyzn. A jeśli przemoc przedstawiana jest jako coś sexy, jeśli przemoc zyskuje erotyczny wymiar (…), nie służy to obaleniu dalej utrzymującej się kulturowej akceptacji dla przemocy służącej umocnieniu dominacji, w szczególności mężczyzn nad kobietami. Przemoc nie tworzy pozytywnej zmiany”. Erotyczny charakter przemocy pojawia się w popularnym i cenionym przez krytykę oraz publiczność serialu „Killing Eve” (2018) w reżyserii Phoebe Waller-Bridge. Bohaterką jest tutaj seryjna, psychopatyczna morderczyni Villanelle, która bez mrugnięcia okiem potrafi przeciąć tętnicę udową lub poderżnąć brutalnie gardło, patrząc swojej ofierze w oczy, na dodatek z pełnym nieokiełznanej dzikości uśmiechem. Nie można z nią zadzierać – jest pełna gniewu, który rozładowuje jedynie poprzez brutalną przemoc. Villanelle to bohaterka, która łamie wszelkie stereotypy – mężczyźni się jej boją, a kobiety się nią fascynują na tyle, że zaczynają na samą myśl o niej odczuwać seksualne podniecenie. Jednak ta fascynacja staje się w pewnym momencie toksyczna, ponieważ zaczynają się zacierać granice pomiędzy tym, co moralne i niemoralne, podniecające i sadystyczne, wyzwalające a opresyjne. Ten błyskotliwy serial zdaje się tylko potwierdzać teorię bell hooks. Nie mniej jednak, w przypadku „Killing Eve” mamy do czynienia z ekstremalnymi aktami przemocy, o których w tekście Agnieszki Kwiecień nie ma mowy.

„Nie bądź grzeczna, bądź mądra” – kończy tym stwierdzeniem swój esej Kwiecień, przestrzegając rodziców o tym, że każda dziewczynka będzie przecież kiedyś dorosła. „Myślę, że chcą, aby z dziewczynek wyrosły mądre, pewne siebie, przekonane o własnej wartości, silne kobiety. Dobrze, gdy uczą córki akceptowania wszystkich emocji – nawet tych trudnych, złości, gniewu, agresji” (s. 63) – podkreśla Kwiecień, dla której tego typu uczucia stają się integralną częścią kobiecej psychiki. A ich kontrolowane wyładowanie powoduje ugruntowanie tożsamości, lepsze poznanie siebie, a co najważniejsze, precyzyjne określenie osobistych standardów, które polegają na tym, aby umieć odpowiadać na własne potrzeby, nauczyć mówienia się stanowczego i głośnego „nie”, kiedy ciało zaczyna czuć się niekomfortowo. A to trudna sztuka, zwłaszcza, że kobieca natura schematycznie związana jest z uległością.

„Próba sił” pod redakcją Marty Lisok to interesujące studium badania ciała, jak i współczesnych metod jego zniewalania. Publikacja ta to nie tylko pięknie wydany katalog wystawy z ładnymi obrazkami. To przede wszystkim pasjonująca lektura zmuszająca do myślenia, rewidowania własnych poglądów, jak poszukiwania rozwiązań, które będą sprzyjać odzyskiwaniu ciała. Aby należało ono tylko do jego właścicielki lub właściciela. Bez żadnych ograniczeń. To pozycja must have dla wszystkich, których pociągają tematy kobiecości w sztuce i filozofii.

Literatura:

„bell hooks o Beyonce feminizm kija”. „Krytyka Polityczna” 15.05.2016 https://krytykapolityczna.pl/kultura/muzyka/bell-hooks-o-beyonce-feminizm-kija-bejzbolowego/
Próba sił”. Red.: Marta Lisok. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach. Katowice 2018.