Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (371) / 2019

Kamila Czaja,

POLITYKI W NASZYM ŻYCIU (GEORGE LAKOFF: 'MORALNA POLITYKA')

A A A
Książkę George’a Lakoffa „Moralna polityka. Jak myślą liberałowie i konserwatyści” przeczytałam wprawdzie jakiś czas temu, ale piszę o niej - i odświeżam ją sobie przy okazji - kilka dni po wyborach do Parlamentu Europejskiego, a więc w momencie zwiększonej i równocześnie utrudnionej chęci zrozumienia, jak myślą „ci drudzy” (kimkolwiek dla kogoś są „ci drudzy”). Chęci zwiększonej ze względu na aktualność problemu, a utrudnionej, bo realizowanej na podniesionym poziomie emocji: dla niektórych tych związanych z poczuciem triumfu, dla innych - no cóż… „Moralna polityka” to świetna lektura (nie tylko) na taki czas. Jakkolwiek bowiem, zgodnie z napomnieniami autora, pamiętać trzeba o specyfice systemu amerykańskiego (tłumacz książki słusznie dodaje, że to, co dla Lakoffa jest liberalizmem, w Europie będzie lewicą [zob. s. 37]), to także czytelnik z naszego kręgu kulturowego, poza tym, że sporo się dowie, w niejedynym wniosku dostrzeże własną polityczną rzeczywistość. I nie ma powodu, by wątpić w słowa autora z przedmowy do wydania trzeciego (2015), które stało się podstawą polskiej edycji: „»Moralna polityka« okazuje się dziś jeszcze bardziej istotna niż w 1996 roku, kiedy ukazało się wydanie pierwsze” (s. 9).

Dwa światy

Lakoff, po liście pytań o różnice między konserwatystami a liberałami w Stanach Zjednoczonych, zapowiada: „Będę dowodził, że odpowiedzi na te pytania wynikają z różnic dzielących modele rodziny i oparte na tych modelach systemy moralne przyjęte z jednej strony przez konserwatystów, z drugiej zaś przez liberałów – z różnic oddzielających to, co będę nazywał modelem surowego ojca, od tego, co będę nazywał modelem opiekuńczego rodzica” (s. 30). I tak właśnie robi, charakteryzując oba modele ze znaną z innych prac tego słynnego kognitywisty szczegółowością. Pojawia się tu też sporo ciekawych rozpoznań cząstkowych, dotyczących na przykład „buchalterii moralnej” (zob. s. 61–79), w której rywalizacja toczy się między „zasadą działania pozytywnego” a „zasadą spłacania długów”. Dowiemy się także, dlaczego „[p]ostęp w moralności nie istnieje” (s. 105); interesujące są również rozważania o sile i słabości moralnej oraz ich miejscu w obu światopoglądach.

Ważne, że przy okazji budowania modelu nie zapomina Lakoff o niuansach. Nie tylko świadomy jest, że mówi o sytuacjach „czystych”, a mnóstwo ludzi nie wpisuje się tak łatwo w jeden lub drugi model, ale dla tych „niepasujących” proponuje zmianę kategorii, pokazując, że mają oni różne zapatrywania na różne tematy, nie są po prostu pośrodku: „(…) wyrażenie takie jak »centrum«, »środek« i »umiarkowany« należy zastąpić bardziej realistycznym wyrażeniem »wielowymiarowy«” (s. 389). Nieustająco potrzebna jest nauka, że mamy skłonność do traktowania drugiej strony stereotypowo - co gorsza, przez pryzmat „stereotypów patologicznych” (s. 310) – czyli przypisywania cech skrajnych całej grupie: „Na przykład liberałowie niekiedy nazywają konserwatystów »faszystami«, a konserwatyści stereotypują liberałów jako »miękkie serca« lub jako »permisywnych«” (s. 310).

Zastrzega też Lakoff, że ludzie nie posługują się we wszystkich strefach życia tymi samymi modelami. To, że ktoś jest konserwatystą, a więc w polityce stosuje model surowego ojca, nie znaczy, że w rodzinie też będzie egzekwował takie zasady - tu może być opiekuńczym rodzicem. Bardzo ciekawy wariant tej sytuacji prezentuje autor w charakterystyce środowiska naukowego, wykazując, że życie umysłowe często podlega innym regułom niż polityczne przekonania tworzących akademię ludzi - stąd biorą się, jak głosi tytuł jednego podrozdziału, „[l]iberalni intelektualiści surowego ojca” (zob. s. 296-299), czyli zdeklarowani polityczni liberałowie, w życiu umysłowym przestrzegający zasad surowości.

Najciekawsze partie „Moralnej polityki” to przede wszystkim te, w których Lakoff przykłada swój model do konkretnych problemów, pokazując, że dualizmem „surowego ojca” i „opiekuńczego rodzica” wyjaśnić można podejście konserwatystów i liberałów do programów socjalnych i podatków, imigracji, zbrodni i kary śmierci, ochrony środowiska, a także wytłumaczyć, skąd biorą się miedzy dwiema frakcjami „wojny kulturowe”. Wypracowany model świetnie sprawdza się też po paru latach, kiedy Lakoff w posłowiu do drugiego wydania (2002) przeprowadza studia przypadków: impeachmentu Billa Clintona i wyborów w Stanach Zjednoczonych w 2000 roku.

Dwa problemy

Tych analiz nie byłoby bez solidnego przygotowania teoretycznego, jednak podczas lektury nasuwa się pytanie, czy Lakoff nie mógł nieco inaczej zaplanować proporcji książki. Bardziej praktyczna część czwarta, zatytułowana „Trudne kwestie”, zaczyna się dopiero na stronie 185. I chociaż badacz, jak zawsze, dokładnie rozpisuje swoje koncepcje w wydzielonych rozdziałach, podrozdziałach, punktach, definicjach, proponuje też podsumowania danych fragmentów, a na jego solidności ponownie można polegać, to akurat w „Moralnej polityce” pewne „nadmiary” wywodu chwilami zniechęcają. Nieraz zamysł dydaktyczny zabija tu przyjemność płynącą z obcowania z tą wartościową koncepcją. O ile imponuje skrupulatność, którą widać choćby we wzorcowej, podzielonej na segmenty i dobrze omówionej końcowej bibliografii, to Lakoff chyba zbyt często się powtarza, jakby był przekonany, że czytelnik całkiem zapomniał, czego dowiedział się parę stron wcześniej. Obok pomocnych wskazówek pojawiają się i zupełnie niepotrzebne. Autor na tyle przystępnie charakteryzuje swoje modele, że naprawdę nie musi tych wyjaśnień prowadzić wciąż od nowa. Cienka okazuje się granica między przystępnością a nieznośną kumulacją ram modalnych oraz przypomnień. Przez to zdarzają się momenty, gdy ma się poczucie, że czyta wciąż to samo. „Moralna polityka” to naprawdę interesująca książka pod względem tematu i jego merytorycznego opracowania, ale pewne skróty sprawiłyby, że dawałaby też większą przyjemność lektury.

Drugi zarzut jest poważniejszy. Lakoff pisze: „Czy istnieje jakiś sposób, by edukację moralną prowadzić bez uprawiania indoktrynacji politycznej? Na szczęście istnieje. Taka edukacja polega na tłumaczeniu, jak rozumiemy moralność w naszej kulturze, zarówno moralność surowego ojca, jak i moralność opiekuńczego rodzica, a także na pokazywaniu krytyk jednej przez drugą” (s. 246). I przez większość książki taką pożądaną edukację autor prowadzi. Jego zdaniem liberałowie słabo sobie radzą w debacie publicznej, gorzej niż konserwatyści rozumieją własny światopogląd, nie inwestują w „swoich intelektualistów”. Chce pomóc, bo widzi, że „[l]iberałów wmanewrowano w dyskusję na warunkach konserwatystów, w obronę idei zwalczanych przez konserwatystów (…)” (s. 409). Ale przede wszystkim chce pomóc, bo sam jest liberałem, czego nie ukrywa - ani na początku, ani w podsumowaniach: „Mam nadzieję, że spełniając te kryteria adekwatności, stworzyłem model wyjaśniający wart mojej dyscypliny, model wolny od założeń politycznych i moralnych. (…) Nie jestem jednak relatywistą moralnym. Jestem zdeklarowanym liberałem” (s. 331). Rzecz w tym, że wprawdzie „Moralna polityka” to faktycznie obok porządnej naukowej analizy również dobry poradnik dla pogubionych liberałów, ale są w książce miejsca, w których Lakoff niechcący ujawnia, że sam nie umie skorzystać z własnych zaleceń.

Pisze na przykład w przedmowie, że liberałowie próbują przekonywać konserwatystów faktami, a w kwestiach światopoglądu moralnego to nie działa, po czym dużo dalej twierdzi: „W każdym przypadku mamy wyniki badań naukowych istotne w kontekście wyboru i w każdym przypadku wskazanie jest takie samo: są dobre powody, aby wybierać liberalizm”(s. 332-333). W innym miejscu brzmi nawet bardziej „kaznodziejsko”: „Ameryka stoi na moralnych rozstajach i może pójść tylko w jedną stronę” (s. 372). Wpada też Lakoff w pułapkę mówienia tak, jakby on sam był ponad ograniczeniami, które bada, jakby tylko on jeden myślał racjonalnie, a nie w kwestiach moralnych: „Nie zdołam ani nawet nie będę próbował ukryć własnych poglądów moralnych i politycznych. W kilku ostatnich rozdziałach tej książki wyłuszczę niektóre racje, dla których jestem liberałem, racje oparte nie na ideologii liberalnej, lecz na względach niezależnych” (s. 35). Autor bywa radykalny, a winę przerzuca na konserwatystów, którzy swoją postawą zmuszają liberałów do ostrych ocen: „Konserwatyści cofają nas w mroczne czasy pokątnych skrobanek. Zważywszy na swój system moralny, także liberałowie nie mają wyboru i właśnie tak muszą oceniać tę sprawę” (s. 271). W innym miejscu mimochodem o dzieciach wychowywanych zgodnie z moralnością opiekuńczego rodzica pisze: „Stają się opiekuńcze wobec siebie i innych. Krótko mówiąc, stają się dobrymi ludźmi, to znaczy takimi, wśród których chcielibyśmy żyć w świecie” (s. 125); w oryginale jest chyba nawet gorzej: „the right kind of people” (Lakoff 2002: 112). Podobnie jak Lakoff, nie zamierzam taić, że jestem liberałem – a i tak mnie tego typu radykalizm i dzielenie ludzi w naukowej publikacji zniechęca. To co dopiero czytającego tę książkę konserwatystę?

***

„Moralna polityka” na poziomie modelu oraz jego zastosowania w wyjaśnianiu różnic przekonuje i jako solidna propozycja wyjaśnienia odmiennych politycznych światopoglądów jest warta lektury. Nikomu nie zaszkodzi zwiększenie świadomości, czemu myśli właśnie tak, jak myśli; a koncepcje Lakoffa dają do myślenia, nawet jeśli zdarzają się tu czasem nużące passusy. I tylko trochę szkoda, że momentami w swoich rozważaniach autor sam nie potrafi w pełni być jednym z takich liberałów, jakich chciałby widzieć wokół siebie.

LITERATURA:

Lakoff G.: „Moral Politics: How Liberals and Conservatives Think”. Chicago 2002.
George Lakoff: „Moralna polityka. Jak myślą liberałowie i konserwatyści”. Przeł. Michał Szczubiałka. Wydawnictwo Aletheia. Warszawa 2017.