Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (371) / 2019

Michał Łukowicz,

WYŁAWIAJĄC Z NICOŚCI POŃCZOCHY, BAMBOSZE, SZCZUDŁA, ZAPAŁKI I PALTO (JAROSŁAW MAREK RYMKIEWICZ: 'ADAM MICKIEWICZ ODJEŻDŻA NA ŻÓŁTYM ROWERZE')

A A A
Mickiewicz na żółtym rowerze wjechał w sen Jarosława Marka Rymkiewicza w nocy z 4 na 5 października 2010 roku. Ów przejazd, oprócz tego, że stał się inspiracją do tytułu nowego zbioru esejów autora „Zachodu słońca w Milanówku”, okazał się też nieco problematyczny. Problemem nie było to, że rower jest żółty, ani to bynajmniej, że Mickiewicz jest cyklistą, nawet nie to, że w połowie XIX-wieku trudno było o rower, tym bardziej rower górski (bo właśnie taki pojawił się we śnie). Kwestią kluczową stał się dla Rymkiewicza status ontologiczny Mickiewicza i roweru, a w szczególności to, czy w sen wjechał rower, a na nim wieszcz, czy wieszcz, a pod nim rower. Co było pierwsze (a może „co pierwsze wyjechało z nicości a potem w nicość odjechało”) – rower czy poeta?

Podobnych pytań, mniej lub bardziej filozoficznych, w swojej najnowszej książce mnoży Rymkiewicz bez liku. Mimo że „Adam Mickiewicz odjeżdża na żółtym rowerze” to już szósta część cyklu o Mickiewiczu pt. „Jak bajeczne żurawie” („Żmut” [1987], „Baket” [1989], „Kilka szczegółów” [1994], „Do Snowia i dalej” [1996], „Głowa owinięta koszulą” [2012]), okazuje się, że wciąż wiele jest przestrzeni na poszukiwania nieznanych wątków (czy może „wąteczków” i „szczególików”) w biografii autora „Pana Tadeusza”, które, zgodnie z założeniem Rymkiewicza, mogą przybliżyć go „zwykłym zjadaczom chleba”. Ze względu na klimat, jaki ostatnimi czasy panuje wokół nazwiska „Rymkiewicz”, próżno jednak oczekiwać, że najnowsza część cyklu powtórzy sukces głośnego, otwierającego cykl „Żmutu”.

Przywołana praca, wydana w 1987 roku przez Instytut Literacki w Paryżu, daleka od ścisłych akademickich rygorów, proponowała wizję historii jako tytułowy „żmut” – bezładnie poplątane włosy, sznurki i tasiemki, rzecz nie do rozplątania. Zbigniew Jerzy Nowak w zamieszczonej w „Pamiętniku Literackim” recenzji zwracał uwagę na wyrażone w „Żmucie” Rymkiewiczowskie poczucie fragmentaryczności egzystencji, fragmentaryczności (a przez to bezradności) naszego języka, niemożności uprawiania historii jako obiektywnej nauki, a także przede wszystkim zachwyt i rozbawienie autora faktem, że przeszłość składa się z elementów o rozmaitym stopniu realności, od rzeczywistych po wątpliwe, a nawet zupełnie zmyślone (zob. Nowak 1990). Wszystkie wspomniane przez Nowaka problemy-zagadnienia przyczyniły się do powstania niezwykle osobliwej formy tego historycznoliterackiego eseju o romansach poety z Nowogródka. Wspominam o tym, ponieważ, mimo że od pracy otwierającej cykl „Jak bajeczne żurawie” minęło już ponad 30 lat, Rymkiewicz „na obrzeżach” (czyli w momentach dygresyjno-filozoficznych) swoich artykułów albo podnosi podobne kwestie, albo poruszane przez niego zagadnienia z kwestii wspomnianych wynikają.

W zbiorze „Adam Mickiewicz odjeżdża na żółtym rowerze” wyrazem poczucia fragmentaryczności egzystencji jest dobór tematów poszczególnych tekstów. Tym razem Rymkiewicza nie interesują tak mocno zagadnienia o większym stopniu złożoności, jak na przykład relacje międzyludzkie, czy szczegóły konkretnych dzieł, ale przede wszystkim zajmuje się otaczającymi wieszcza przedmiotami. Bohaterami poszczególnych tekstów stają się między innymi Mickiewiczowskie pończochy, bambosze, szczudła, zapałki, palto, kostur, a także jego „kartki, karteczki i karteluszki” (s. 193). W perspektywie całej książki znaczący wydaje się dla jej autora status ontologiczny owych przedmiotów. Zwraca bowiem Rymkiewicz uwagę na ich dwoistość – zarówno istnienie (w języku), jak i nieistnienie (fizyczne bądź w świadomości mickiewiczologów).

Dobrym przykładem tego podejścia może być zawarty w omawianym zbiorze artykuł o zawartości trumny Mickiewicza. Rymkiewicz porównuje w nim dokumentację dotyczącą trumiennego ubioru wieszcza z 1855 roku z papierami opisującymi wnętrze trumny w momencie ekshumacji trzydzieści pięć lat później. Różnice, jakie odnotowuje (ze wskazaniem na jedną zachowaną miedzianą monetę i biały porcelanowy guziczek przy równoległym zniknięciu wszystkich pozostałych guzików i monet), dają mu asumpt do zadania kilku kluczowych dla zbioru pytań: „Co się z nimi stało? Czy coś może zniknąć, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu? Czy coś, co istniało, może zamienić się w czyste nieistnienie? W czystą nicość? W coś do czego nie odnosi się (czego nie opowiada i nie objaśnia) żaden nasz rzeczownik, żaden czasownik i żaden zaimek?” (s. 29). Powyższe pytania powracają jak echo w kolejnych tekstach, o niewidzialnym (bo, zdaniem Rymkiewicza, umieszczonym w „nicości językowej” [s. 54]) kałamarzu Mickiewicza, wszystkich lustrach, w jakich autor „Konrada Wallenroda” mógł swoją postać odbić, czy wrzuconym do Niewiaży pierścieniu przyjaciela Mickiewicza – Maurycego Prozora, który przeliczył się co do tego, że przedmiot zostanie wyłowiony z rzeki przez jego ulubionego wyżła.

Zgodnie z niejako „programową” (zawartą w „Żmucie”) koncepcją języka, jest on w najnowszej książce Rymkiewicza fragmentaryczny, bezradny, daje jednak nadzieję. Działa zarówno na rzecz nicości, jak i przeciw niej. Może zaciemniać historię, sprawiać, że wybrane przedmioty, osoby, zdarzenia toną w „nicości językowej”, jak pojawiający się tylko jako nieistotny element scenografii, kałamarz Mickiewicza z listu Ignacego Domeyki do Władysława Mickiewicza. Może też jednak „wyławiać” z tej nicości, jak stało się ze wspomnianym, zatopionym pierścieniem Maurycego Prozora; przedmiot zniknął pod taflą wody i, zdawałoby się, zniknął także z pamięci badaczy (Rymkiewicz jednak oświadcza: „ja ten pierścień z nicości [pisząc tę książkę; ten właśnie jej fragment, ten kawałek] powoli tutaj na jaw [z jakiegoś mulistego niejawu] wydobywam” [s. 170]). Język jest dla Rymkiewicza gwarancją istnienia („Istniejemy tu tylko dlatego, że jesteśmy opowieścią, która sama siebie opowiada” [s. 173]), a także poprzez swoje zawiłości, niejasności i niedającą się uregulować spontaniczność „miejscem, którego obca cywilizacja rozumu nie jest w stanie opanować i zniszczyć” (s. 88).

Pod warunkiem zaakceptowania przyjętej konwencji, zakładającej uproszczenia na wielu poziomach, zrealizowane w ramach omawianego zbioru esejów wymienione założenia teoretyczne dotyczące języka mogą dać czytelniczą satysfakcję. „Adama Mickiewicza…” nie czyta się jak pozycję historycznoliteracką, to w istocie bezpretensjonalna „swobodna refleksja umysłu nad poczętymi w swobodzie dziełami umysłu” (Rymkiewicz 1977: 56), pełna zarówno faktów historycznych, jak i konfabulacji oraz domysłów. Odpowiedzi na stawiane raz po raz przez autora pytania jest niewiele, lektura nie zostawia jednak czytelnika z uczuciem niedosytu. Może to efekt lekkości pióra badacza, może doboru interesujących tematów (kogo mogą nie interesować bambosze Mickiewicza?), a może „filozoficznego sosiku”, w jakim Rymkiewicz sprawnie nurza swoje opowieści i dywagacje. Czy książka ta jest komukolwiek (poza samym autorem, który tą pracą opowiada kolejny raz siebie, przez co ma poczucie istnienia) potrzebna? Z pewnością – nie. Może służyć jednak jako niezobowiązująca wakacyjna lektura lub ciekawy materiał dydaktyczny mający potencjał „ściągnąć” Mickiewicza z cokołu i zainteresować jego postacią młodych ludzi.

Na koniec wróćmy do pytania z początku. Z pewnością wiele osób czeka na rozwiązanie zagadki, czy zdaniem Rymkiewicza we śnie jako pierwszy pojawił się rower czy poeta. Zapewne niektórzy domyślają się już, że tak samo w przypadku tego, jak i innych esejów zaprezentowany na kartach najnowszej pracy autora „Umschlagplatzu” proces myślowy nie doprowadza nas (chciałoby się napisać: „nie dowozi nas”) do odpowiedzi. Jednak to mnożenie pytań, znajdowanie kolejnych białych plam, przemilczeń i przeoczeń w biografii Mickiewicza sprawia, że nasz wieszcz odjeżdża na żółtym rowerze, będąc figurą dużo nam bliższą, bardziej ludzką, a przez te tajemnice z pewnością jeszcze bardziej interesującą.

LITERATURA:

Nowak Z.J.: „»Żmut«, Jarosław Marek Rymkiewicz, Paryż 1987: [recenzja]”, „Pamiętnik Literacki” 1990, nr 2.

Rymkiewicz J.M.: „Aleksander Fredro jest w złym humorze”. Warszawa 1977.
Jarosław Marek Rymkiewicz: „Adam Mickiewicz odjeżdża na żółtym rowerze”. Fundacja Evviva L’arte. Warszawa 2018.