Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (371) / 2019

Julian Strzałkowski,

KWANTOWA 'ZUPA-ŚMIETNIK' (ANDRZEJ DRAGAN 'KWANTECHIZM, CZYLI KLATKA NA LUDZI')

A A A
Odkrycia nowoczesnej fizyki mogą wydawać się większości ludzi niewtajemniczonych „czarną magią”. Stąd też nie dziwi fakt, że na rynku polskim pojawia się coraz więcej popularnonaukowych opracowań tej dyscypliny wiedzy. W ostatnim czasie na półki księgarni zawitała książka „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi”, która jest kolejną próbą wytłumaczenia niesamowitych, często paradoksalnych dokonań współczesnej nauki. Na pytanie, czy udało się to osiągnąć, postaram się odpowiedzieć w tej recenzji.

Parę słów o autorze

Jak dowiadujemy się ze skrzydełka książki, Andrzej Dragan poza tym, że „Nigdy nie pił kawy”, zdobył nagrody i nominacje za działalność fotograficzną i filmową oraz (co najważniejsze dla tej publikacji) posiada tytuł doktora habilitowanego z fizyki, w której to dyscyplinie zajmuje się łączeniem teorii względności z mechaniką kwantową. Warto do tego dodać, że naukowo dla szerszej publiczności zaistniał on umieszczonym w serwisie YouTube wykładem dla TEDxPoznań pt. „Mechanika kwantowa i upadek starej fizyki”. Później w sieci pojawiało się jeszcze kilka jego prelekcji, a każda z nich zbierała bardzo pozytywne recenzje od oglądających. Z pewnością miały na to wpływ jego aparycja oraz sposób klarownego przedstawiania trudnych treści. Jeśli chodzi o wygląd, to odbiega on bardzo od stereotypowego wyobrażenia na temat pracownika naukowego. Na udostępnianych w sieci filmach widzimy bowiem nieformalnie, czasami jaskrawo ubranego mężczyznę z dużym tatuażami na rękach, co niewątpliwie zmniejsza dystans pomiędzy słuchającymi a prelegentem. Jeśli natomiast przyjrzymy się sposobowi przekazywania treści, to na pewno dużo mówi o nim cytat przypisywany Albertowi Einsteinowi: „Wszystko powinno zostać uproszczone tak bardzo, jak to tylko możliwe, ale nie bardziej”. Te dwa elementy widać również w omawianej książce, z tym, że aparycja została zastąpiona przez dość specyficzne poczucie humoru, o czym więcej za chwilę.

„Kwantechizm, czyli klatka na ludzi” – znaczenie tytułu

Jak wiadomo, „Katechizm”, do którego nawiązuje tytuł książki Dragana, to zbiór zasad dotyczących wiary, moralności oraz kultu dla wiernych Kościoła katolickiego. W publikacji fizyka jest jednak odwrotnie, ponieważ pokazuje on, że w nauce nie ma czegoś takiego jak dogmaty, lecz liczy się ciągłe wątpienie i dochodzenie do nowych wniosków opartych na wynikach aktualnych eksperymentów. Autor uważa, że „pod karą smoły i pierza, powinno się zabronić używania absurdalnego określenia »udowodnić naukowo«, które jest nie tylko zwykłym oksymoronem, ale bezczelnym zaprzeczeniem samej idei nauki. Nauka niczego nie »udowadnia«, a jedynie bada konsekwencje hipotez, które dotąd nie zostały przez nikogo skutecznie podważone. A jeśli zostały, to nikt się nie obraża, tylko wszyscy zaczynają szukać od nowa” (s. 14).

Drugi człon tytułu („czyli klatka na ludzi”) wynika z bardzo ciekawego, metaforycznego przełożenia eksperymentu zwanego „klatką Skinnera”. Behawioryści korzystają z tego testu, aby sprawdzić zwierzęta w kontekście ich zachowania i możliwość dostosowywania się do konkretnych warunków. W praktyce wygląda to tak, że stworzenie zamykane jest w klatce i na przykład musi wykonać odpowiednią czynność, aby dostać jedzenie (w książce pokazane zostało to na przykładzie świń). Dragan w tym eksperymencie interesuje najbardziej to, że cała uwaga zamkniętych zwierząt zawsze skoncentrowana jest na tym, żeby dostać więcej pożywienia, nigdy natomiast nie dochodzi od próby ustalenia, skąd pochodzi pokarm. Fizyk zaznacza, że „oczekiwanie od tych biednych zwierząt czegokolwiek ponad to byłoby zbyt wygórowane, zważywszy, jak niewiele możliwości do działania było im danych. Zwróciłem jednak uwagę, że w zachowaniu ludzi da się zaobserwować dość podobny schemat” (s. 78). Klatka, w której przyszło żyć człowiekowi (czyli otaczający nas świat), jedynie przez niewielu jest realnie badana, większość natomiast stara się po prostu jak najwygodniej i najprzyjemniej w niej egzystować. Ta „skromna garstka przedstawicieli naszego gatunku” (s. 12), którzy pragną dowiedzieć się czegoś konkretnego o mechanizmach rzeczywistości, to oczywiście naukowcy. Używają oni swojej opartej na wątpieniu i sceptycyzmie metody, aby móc zrozumieć otaczające ich zjawiska. W tym świetle „Kwantechizm…” jest publikacją, która ma na celu pokazać to, co już w tej materii udało się orzec, oraz to, nad czym obecnie pochylają się badacze.

„Zupa-śmietnik”, czyli gawęda popularnonaukowa

Dragan w drugim akapicie książki pisze: „To nie jest typowa książka popularno-naukowa. To jest zupa-śmietnik zawierająca moje prywatne i niezbyt ortodoksyjne spojrzenie na najciekawsze aspekty mechaniki kwantowej, teorii względności oraz współczesnej fizyki, którymi się od lat zajmuję. Czasami przytaczam rozumowania i argumenty, które uważam za smakowite, a częściej po prostu opowiadam historyjki, które sprawiły, że coś do mnie dotarło” (s. 7). Moim zdaniem można jednak bardziej „strawnie” określić narrację tej publikacji, ponieważ nosi ona znamiona gawędy. Wskazują na to otwarta kompozycja, swobodne wprowadzanie różnych wątków, częste powroty do wcześniej poruszanych tematów oraz zwroty do czytelników, które dają poczucie, jakby odbiorca siedział sobie wygodnie z autorem przy kawie (bądź innym trunku) i słuchał ciekawych opowieści z życia Dragana. Zadaniem „Kwantechizmu…” pozostaje wciąż jednak popularyzatorstwo nowoczesnej fizyki, stąd też można uznać, że mamy przed sobą dość osobliwy rodzaj tego gatunku literackiego – „gawędę popularnonaukową”. W tym miejscu warto zaznaczyć kunszt retoryczny naukowca, który potrafi płynnie przechodzić od pozornie niemających znaczenia opowiastek i anegdot do konkretnych zagadnień z zakresu fizyki klasycznej, teorii względności, kwantów oraz kosmologii. Przykładem może tu być przypowiastka o planecie cieni, która obrazuje ograniczenia ludzkiej wyobraźni, oraz wykorzystanie wierszyka „Pan Hillary”, aby wykazać błędy ludzkiej percepcji. Inną ciekawą kwestią jest wyjaśnienie na podstawie fizycznych prawidłowości m.in. tego, dlaczego rower podczas jazdy utrzymuje pion, czemu ludzie męczą się bardziej idąc niż jadąc na rowerze, dlaczego owady latają naokoło lamp oraz jaki ma związek ruch z zauważaniem elementów rzeczywistości.

Na uwagę zasługują z pewnością specyficzne i odpowiednio stosowane żarty Dragana, mające na celu ubarwienie narracji, co widać na przykład w tym zdaniu: „(…) zdecydowałem, że będę studiował fizykę, a gdy ktoś mnie pytał, co mam zamiar robić po takich studiach, odpowiadałem, że będę pracować fizycznie” (s. 29). Z drugiej strony humor służy celom dydaktycznym – człowiek bowiem lepiej i bardziej ochoczo będzie przyswajał wiedzę, kiedy wzbudzi się w nim pozytywne emocje. Szczególnie można to odczuć, gdy pojawiają się w publikacji wzory w przypadku teorii względności. Po ich użyciu Dragan pisze: „Stephen Hawking stwierdził co prawda, że umieszczanie jakiegokolwiek matematycznego równania w popularnej książce zmniejsza liczbę czytelników o połowę, ale Hawking stwierdził przy innej okazji, że fizyka zostanie ukończona do końca XX wieku, więc może nie ma się czym przejmować” (s. 25). Warto też zwrócić uwagę na te momenty, gdy sam żart przekazuje już jakąś wartościową informację, co widać w następujących dwóch cytatach: „Podobno jedyną rzeczą, która nigdy się nie kończy, jest teraźniejszość. Autor tej złotej myśli ewidentnie zapomniał o serialu »Moda na sukces«. Teraźniejszość, podobnie jak wspomniany serial, ma to do siebie, że niezmordowanie przemija, ale wciąż uporczywie trwa” (s. 183) i „Codzienna toaleta na pokładzie międzynarodowej stacji kosmicznej wiąże się z nierówną walką o zachowanie godności. Mniej więcej raz na tydzień należy zebrać wszystkie gromadzone z wielkim pietyzmem nieczystości, umieścić je we wspólnym pojemniku, a następnie całość wyrzucić za burtę, nie uroniwszy ani kropelki. Ten uroczy upominek od człowieka dla Kosmosu prędzej czy później trafi do ziemskiej atmosfery, w której za sprawą ogromnej prędkości i tarcia, rozgrzeje się do wysokiej temperatury i spłonie, pędząc po niebie. Warto o tym pamiętać, gdy patrząc na spadające gwiazdy, wymyślamy życzenie” (s. 205). Również dołączony na końcu publikacji „słowniczek fizyczno-polski”, który ma na celu wyjaśnianie trudniejszych pojęć, nosi w sobie znamiona humoru. Pojawia się w nim hasło „kura”, a jego wytłumaczenie brzmi: „urządzenie wyprodukowane przez jajo i służące do produkcji innych jaj” (s. 273).

W kontekście tłumaczenia trudnych zagadnień warto też oprócz żartów zaznaczyć wybrane środki opisu, co widać przy zręcznym wyjaśnieniu teorii względności przy pomocy kija i perspektywy, z której fotograf może mu zrobić zdjęcie. Ciekawie wyglądają też wykresy i rysunki pomocnicze – są one proste i patrząc na nie, czytelnik może odnieść wrażenie, jakby dopiero co zostały narysowane przez osobą starającą się na szybko pokazać nam to, co w danej teorii naukowej najważniejsze.

Warto zaznaczyć, że Dragan w swojej publikacji nie poprzestaje tylko na fizyce. Rozwija też takie tematy jak hipnoza czy teoria ewolucji. Pierwsza służy do pokazania, że człowiek jest w stanie uwierzyć we wszystko, jeśli zostanie mu to w odpowiedni sposób podane. Jeżeli natomiast chodzi o zapoczątkowaną przez Darwina teorię, to oprócz jej omówienia zostaje przez jej pryzmat wyjaśnione pojęcie moralności. Autor uważa, że nauka w tym kontekście „po raz kolejny wypchnęła wszelkie wierzenia poza nawias istotności w wyjaśnianiu czegokolwiek” (s. 257). Wyrażenie „po raz kolejny” nie jest tu przypadkowe, ponieważ w całej książce bardzo często pojawia się wywyższanie poglądu scjentystycznego nad inne, oparte na wierze lub filozoficznym namyśle sposoby rozumienia świata. Ma to związek z mniej lub bardziej świadomym kultywowaniem przez fizyka „mitu nauki” opisanego przez Mikołaja Brykczyńskiego w publikacji „Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty”. Jest to z pewnością najsłabszy punkt „Kwantechizmu…”, stąd też warto przyjrzeć mu się bliżej.

Mit nauki – krytycznie spojrzenie na historię nauki zawartą w książce

Mit nauki, o którym mowa, bazuje na zniekształconym sposobie przedstawiania historii tej dziedziny, w której głównym bohaterem i męczennikiem staje się Galileusz. Astronom ten w powszechnej opinii został skazany na spalenie żywcem za to, że popierał heliocentryczną teorię Kopernika. W ostatecznym rozrachunku otrzymał wyłącznie areszt domowy. Tę samą historię możemy przeczytać w „Kwantechizmie…”, gdzie autor dodaje: „Jakieś 25 lat temu jeden z papieży przypomniał sobie o sprawię i uznał, że skazanie Galileusza (…) było »subiektywnym błędem«” (s. 55). Dragan podaje tę informacje mimochodem przy okazji omawiania osiągnięć naukowca na polu dynamiki, lecz moim zdaniem robi to rozmyślnie, aby móc pokazać namacalnie zarzewie konfliktu pomiędzy oświeconym umysłami a zabobonnymi urzędnikami Kościoła. Wstawienie tego typu narracji w publikacji, która postuluje, że najlepszą metodą zdobywania wiedzy o świecie jest niebranie żadnej informacji za pewną, dopóki się jej nie sprawdzi, wydaje się dość paradoksalne. Okazuje się bowiem, że historia „prekursora nowożytnej fizyki” przedstawiana w recenzowanej książce nosi znamiona mocnego nadużycia.

Mało kto wie, że Galileusz, kultywując dokonania Kopernika, postępował wbrew nauce, ponieważ nie istniały żadne empiryczne dowody na to, iż polski astronom ma rację. Były to wyłącznie hipotezy tępione przez środowisko akademickie stojące na straży nauki zdominowanej przez filozofię Arystotelesa. Dodać do tego należy, że pogląd heliocentryczny bazował na wizji świata proponowanej przez metafizyków takich jak Pitagoras oraz Platon. Ponadto Galileusz w swoich próbach przekonania ludzi do tego sposobu postrzegania świat był dość anachroniczny, ponieważ istniał już zdecydowanie lepszy, skonstruowany przez Keplera model opisu nieba. Jeśli natomiast chodzi o Kościół, to swoją postawą wspierał on zarówno Kopernika, jak i Galileusza. Dostojnicy tej instytucji bronili ich przed środowiskiem akademickim, jednocześnie twierdząc, że powinni w swoich pracach zaznaczać, iż ich pomysły są wyłącznie hipotezami. Stąd też wyrok na włoskim astronomie zapadł nie z przyczyn kultywowania wizji świata sprzecznej z biblijną, lecz dlatego, że ten obraził w jednej z książek swojego przyjaciela, papieża Urbana VIII. Podstawą do tego słynnego procesu był więc czynnik osobisty, a nie światopoglądowy. Miało to oczywiście swoje reperkusje, ponieważ stanowisko Kościoła względem heliocentryzmu po tym wydarzeniu zaostrzyło się w taki sposób, że nie zdążył on zareagować na zaaprobowanie tej teorii naukowej, gdy pojawiły się na jej rzecz konkretne dowody. Zamiast tego „okopał się” i bronił swojego starego paradygmatu, co też skrzętnie wykorzystali naukowcy, preparując historię swojej dziedziny i pokazując Kopernika i Galileusza jako racjonalnych empiryków walczących z nieprzesiąkalnie konserwatywną instytucją. Dla nauki tego typu mit był oczywiście konieczny, aby móc przekonać ludzi do zawierzenia nowemu paradygmatowi oraz zdobyć monopol umysłowy wśród społeczeństwa. Męczennik walczący o prawdę dla ludzi brzmi bowiem bardzo przekonywająco (zob. Brykczyński 2011: 49-124).

Dragan w świetle powyższego we „wzorowy” sposób podtrzymuje zmienioną narrację dziejów nauki. Być może robi to nieświadomie, a sam jest wyłącznie ofiarą źle przekazanej historii własnej dziedziny. Trudno to jednoznacznie określić, natomiast fakt, że jego twardy podział na naukę z jednego strony barykady i filozofię oraz religię z drugiej nie wydaje się tak oczywisty, jak próbuje autor przekonać o tym czytelnika.

***

„Kwantechizm…” jako książka tłumacząca trudne zagadnienia związane z fizyką jest niewątpliwie wartościową pozycją, a jedyny minus to kultywowanie mitu nauki budowanego na wielu historycznych przemilczeniach. Spokojnie mogą po tę publikację sięgnąć humaniści, aby poszerzyć wiedzę o najbardziej niesamowitych i trudnych odkryciach z zakresu tak fascynującej dyscypliny.

LITERATURA:

Brykczyński M.: „Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty”. Warszawa 2011.
Andrzej Dragan: „Kwantechizm. czyli klatka na ludzi”. Wydawnictwo Fabuła Fraza. Warszawa 2019.