Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (371) / 2019

Katarzyna Ryba,

(NIE)LUDZKA TWARZ FESTIWALU (MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL KINA NIEZALEŻNEGO MASTERCARD OFF CAMERA)

A A A
Majówka to czas szczególny dla krakowskich miłośników kina. Wielu z nich zamiast planować czas na egzotyczne wycieczki do ciepłych krajów woli spędzić go w chłodnych i ciemnych salach kinowych. Nic w tym dziwnego! Festiwal filmowy Mastercard Off Camera to dziesięciodniowa mieszanka kina dla każdego. W programie przeplatają się ze sobą różne gatunki; dzieła bardziej i mniej znanych twórców; debiuty, które zawładnęły sercami festiwalowej publiki na całym świecie.

Oglądając ukazujące się rok po roku filmy, możemy dostrzec zmianę w tym, co nas szokuje. Coraz częściej potwory, z którymi się mierzymy, to nie te, które wychodzą spod łóżka czy zaciskają pazury na naszych gardłach, ale takie, które w ciszy i spokoju niszczą nas emocjonalnie, łamią naszą wiarę w siebie. Nie spodziewamy się, że to one zadadzą ostateczny cios, a gdy to się stanie, bywa on brutalniejszy niż niejedna mała, krwawiąca rana. Taki właśnie świat, w którym drugi człowiek, przekonany o swojej niezachwianej racji, pogrąża ludzi wokół siebie, staje się największym dystopijnym koszmarem.

Takie jednostki budowali już „starzy wyjadacze” kina jak Stanley Kubrick, a społeczną propagandę dało się usłyszeć w dziełach takich twórców młodego pokolenia jak Jordan Peele. Podobną tematykę można było dostrzec w filmach prezentowanych na Mastercard Off Camera. Poniżej prezentuję przekrój festiwalowych filmów, w których człowiek człowiekowi wilkiem.

„Wilkołak”

Polski thriller, o którym głośno zrobiło się po zeszłorocznej edycji Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, znalazł swoje miejsce w Konkursie Głównym Off Camery i został nagrodzony przez Młodzieżowe Jury. I chociaż dzieło samo w sobie nie wywarło na mnie piorunującego wrażenia (żeby nie powiedzieć, że wynudziłam się na seansie), a pomysł dawał reżyserowi znacznie szersze pole manewru niż to, co zostało zaprezentowane na kinowym ekranie, to nie sposób nie odnieść się do niesamowicie zbudowanych postaci i relacji między nimi.

Z zasady dzieci kojarzone są z niewinnością. W tym dziele jednakże zostają odarte z tej szaty już na samym początku. Młodzi bohaterowie, byli więźniowie obozu koncentracyjnego, myślą bardziej o wyrwaniu jedzenia z rąk swoich kolegów niż o wspólnej zabawie w chowanego. Zdani na siebie muszą nauczyć się żyć w tej nowej „rodzinie”. Wspólne cierpienie, które powinno być lekcją pokory i zbliżyć dzieci do siebie, z czasem przeistacza zwierzynę w oprawcę.

„Królowa Kier”

To film ordynarny i pełen niesmaku. W skrajnych przypadkach może u widza wywołać lekkie torsje i pełen obrzydzenia grymas. Sprawia, że choć usilnie chcemy odwrócić wzrok od kinowego ekranu, to nieustannie wpatrujemy się w niego jak zahipnotyzowani. May el-Toukhy w swoim drugim filmie w genialny sposób połączyła ze sobą brzydotę wizualną oraz emocjonalną, tworząc przy tym obraz tak bezwstydny, jak tylko to możliwe.

Tytułowa królowa jest bowiem bardziej okrutna niż postać, którą zobrazował w swojej powieści Lewis Caroll. Dotychczas znane nam bezpardonowe, ale również jawnie wyeksponowane hasło „skrócić o głowę” zostaje zastąpione podstępną grą pozorów i manipulacji. Królowa Kier Lewisa to postać podła, ale zarazem prostolinijna, a każdy jej ruch jest przez nas przewidziany i z biegiem czasu przestaje szokować. W filmie „Królowa Kier” mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. Scena za sceną coraz bardziej zatapiamy się w kłamstwa i oszczerstwa głównej bohaterki, Anny. Nastawia ona swojego męża przeciwko jego pasierbowi, wykazując wręcz socjopatyczny chłód i zdystansowanie. Z biegiem scen jedyne uczucie, jakie pozostaje w nas wobec niej, to odraza, iż dopuszcza się czynów, które sama publicznie potępia.

„Monsters and men”

Życie nie jest sprawiedliwe. To hasło, którym Reinaldo Marcus Green powinien otagować swój reżyserski debiut. Jeżeli ktoś bowiem szuka sprawiedliwości, zwycięstwa jednostki nad systemem, to nie znajdzie ich w tym filmie. Zamiast tego widz opuści salę kinową rozdrażniony, rozżalony, a nawet wściekły. I chociaż kilku postaciom można by przyczepić łatkę z napisem „antagonista”, to są one zaledwie pionkami w ogromnej maszynie, która wystawia ludzi na moralną próbę.

Historia trzech osób należących do tej samej społeczności zostaje zaburzona przez jeden wystrzał z pistoletu. Bardzo szybko na ich drodze pojawiają się pytania: „Siedzieć cicho?”, „Nie wychylać się?”, „Odwrócić wzrok?”. Odpowiedź na nie zaważy na przyszłości bohaterów. Film stawia przed niechcianym dylematem moralnym nie tylko przedstawione postacie, ale również widza. W „Monsters and Men” występuje świetnie skomponowany motyw przewodni, angażujący grupę tak różnych od siebie ludzi, wiodący ich ku wspólnej prawdzie.

„Kobieta idzie na wojnę”

Mój najbardziej oczekiwany seans tegorocznego festiwalu nie zawiódł mnie na żadnej płaszczyźnie. Wręcz przeciwnie. „Kobieta idzie na wojnę” to kino pełne subtelnie dobranego humoru, triumfujących idei i walki w imieniu własnych racji. To, w jaki sposób reżyser krąży pomiędzy gatunkami, wywołuje salwy śmiechu, a przy tym nie obśmiewa ważnych tematów przeplatających się w filmie, jest godne podziwu. Tytułowa wojna ma tutaj wydźwięk pełnej bohaterstwa walki z wszechobecnym, korporacyjnym, „nieludzkim” systemem. Genialnie zaprezentowany został motyw przewodni, w którym przykładna obywatelka rzuca wyzwanie potężnemu koncernowi, niszczącemu otaczające ją środowisko. Muzyka i długie ujęcia marszu przez opustoszałe pola idealnie odpowiadają alegorii żołnierzy, zmierzających w kierunku bitwy. Powagę sytuacji przełamuje motyw pojawiającej się w wielu scenach orkiestry. Halldóra Geirharðsdóttir jest fenomenalna w swoim wystąpieniu na ekranie, a smaku dodają tej produkcji chłodne islandzkie krajobrazy. Może to nie człowiek człowiekowi wilkiem – ale na pewno świat człowiekowi wilkiem.
Międzynarodowy Festiwal Kina Niezależnego Mastercard Off Camera, Kraków 26.04-05.05.2019.