Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (371) / 2019

Kamila Czaja,

TRZY KOBIETY W RÓŻNYM WIEKU (ALEKSANDRA ZIELIŃSKA: 'SORGE')

A A A
Powodzenie i liczne nominacje do nagród raczej nie zawróciły Aleksandrze Zielińskiej w głowie. Sięgając po kolejne książki, które ta pisarka stworzyła po dobrze przyjętym debiucie („Przypadek Alicji” z 2014 roku), czyli po jedną z najlepszych polskich powieści 2016 roku, „Burę i szał”, i może nie do końca równy, ale jednak przekonujący i dowodzący umiejętności przeskakiwania między formami tom opowiadań „Kijanki i kretowiska” (2017), za każdym razem jestem pod wrażeniem faktu, że Zielińska utrzymuje wysoki poziom, nie ogląda się na mody i „robi swoje”. To autorka o rozpoznawalnym już stylu i skupiona na paru ulubionych tematach, która jakimś cudem z tej spójności uczyniła wyłącznie atut, bo nie ma tu mowy o monotonii czy przewidywalności, a dominuje wrażenie pisarskiej samoświadomości.

To jest tylko smutne miasteczko”

O ile opowiadania Zielińskiej doceniam, o tyle wolę chyba jej powieści, bo dopiero w nich może dowieść, jak świetnie potrafi pokazywać te same sprawy z różnych punktów widzenia. W nowej książce, „Sorge”, obok subiektywnyego spojrzenia postaci na newralgiczne sprawy mamy bardzo ciekawie sportretowaną perspektywę zbiorową, mianowicie zasady rządzące tytułowym miasteczkiem: „Mieszkam w miasteczku o nazwie Boża Wola, które kiedyś było wsią, ale wszyscy wolą korzystać z dawnego niemieckiego przezwiska – Sorge oznacza troskę albo zmartwienie, a ludzie w Bożej Woli zarówno są troskliwi, jak i martwią się na zapas” (s. 6). W miasteczku towarzyszymy trzem kobietom – wszak: „Sercem Sorge są kobiety, niestety niektóre z nich złamane” (s. 55). Zielińska opowiada o młodej dziewczynie bez imienia, zawsze żyjącej z poczuciem winy, bo z bliźniaczek poród przeżyła tylko ona, pogrążonej w jeszcze większych wyrzutach sumieniach po tym, co wydarza się w miasteczku i ujęte zostaje tu metaforycznym mianem „Trzasku”. Traumatyczny wypadek łączy los dziewczyny z losem Tuli, rozpaczającej po stracie dziecka właścicielki cukierni Flaming. Trzecią bohaterką, równocześnie reprezentantką trzeciej generacji, jest babka dziewczyny, Adela, która myśli o sobie: „Jestem stara. Wyglądam jak patyczak, poruszam się jak patyczak na wyścigach” (s. 9).

Analizując „Sorge”, łatwo wskazać traumy bohaterek oraz duszną przestrzeń ograniczającą szansę ich przepracowania, co jednak nie znaczy, że to powieść łatwa do uchwycenia, jednowymiarowa. Mówiąc o trzech kobietach, a trochę i ludziach wokół nich, buduje Zielińska wielowątkową historię walki (z czasem, z żałobą, z ludzkimi opiniami) o tożsamość, ale pokazuje równocześnie zmagania z przeszłością, bliższą i dalszą. Wszyscy mają tu jakieś grzechy na sumieniu, a Sorge wydaje się wręcz miejscem przeklętym („To miejsce jest przeklęte” [s. 265]). Takiej interpretacji sprzyja powolne odsłanianie przed czytelnikiem ciążących nad pojedynczymi mieszkańcami win oraz wiszącej nad miasteczkiem wielkiej historii, której symbolem staje się, z różnych powodów ważny dla każdej z trzech bohaterek, opuszczony dworek. Wiele opowieści, wspomnienia i teraźniejszość, losy kobiet w różnym wieku splata autorka bardzo sprawnie dzięki uczynieniu z miasteczka dodatkowego – głównie „czarnego” – charakteru. Poczucie grozy tego miejsca narasta, a Zielińska dawkuje odbiorcy kolejne, interesująco sformułowane językowo, zarzuty wobec Bożej Woli: „Troskliwe miasteczko ma silne poczucie własności i nie lubi się dzielić z obcymi” (s. 150), „(…) w Sorge jest na tyle blisko, że chodzi się piechotą, a jeśli coś dalej poza zasięgiem stóp, to znaczy, że wcale nie warto tam iść” (s. 168), „(…) zatem do granicy troskliwego miasteczka Sorge jest już rzut beretem, albo rzut kamieniem, bo tu wybiera się raczej bardziej radykalne środki (…)” (s. 293). Dziewczyna, Tula i Adela próbują jakoś o siebie zawalczyć w „smutnym miasteczku” (by zacytować Wojciecha Młynarskiego). Czy może raczej przeciwko miasteczku.

Literacka barwa głosu

Łatwo byłoby uczynić z „Sorge” łzawą historię o kobiecym cierpieniu, zwłaszcza że trauma goni tu traumę. Zielińska jednak komplikuje okoliczności i relacje międzyludzkie, żeby wyjść poza banalne użalanie się nad bohaterkami. Interesująco zaciera tu ich pozycje, pisząc choćby: „Brud na szybie karykaturalnie zaznacza cienie pod oczami Tuli, upodabnia ją do bohaterek kronik policyjnych, zarówno do ofiar, jak i sprawczyń” (s. 64) czy: „(…) Tula rozważa, co teraz, skoro już dziewczynę ma schwytaną lub przygarniętą, jeszcze nie wie, co myśleć (…)” (s. 246). Udaje się autorce na tyle rozmyć dychotomię ofiar i oprawców oraz siły i słabości, że nie ma mowy o czarno-białym świecie. Gra toczy się o możliwość mówienia własnym głosem i o prawo do słabości („Może i Adela jest starszą panią, ale jest równocześnie kobietą pomnikiem w tym całym pierdolonym Sorge. Kobiety pomniki nie mają słabszych momentów” [s. 116]). Wyraźnie wybrzmiewa tu wezwanie do wzajemnego wsparcia i solidarności wbrew tradycji robienia sobie i innym krzywdy: „(…) w Sorge przeważnie boli, a jeśli nie boli, to znaczy, że robi się coś źle, szczególnie jedna kobieta drugiej kobiecie” (s. 223).

Jedną z metod starań o zmianę sytuacji jest oddanie kobietom głosu, możliwość opowiedzenia historii. Ale z tego nie byłoby jeszcze świetnej książki. Dotychczasowy opis mógłby sugerować, że „Sorge” to wyłącznie przykład feministycznej interwencji albo próba dania obyczajowego świadectwa prowincji. Nic z tych rzeczy. Wszystkie perspektywy i tematy Zielińska literacko „obrabia”, jak zawsze zresztą, dzięki czemu nie ma się wątpliwości, że to literatura wysokich lotów, a nie powieściowy pretekst do psychologizowania czy socjologizowania.

Pisarka tradycyjnie już ironizuje, co chociaż na moment pozwala rozbić mrok światów, które buduje w swoich książkach. Czytamy na przykład: „A kupić tu można wszystko, czego potrzebują szanujące się gospodynie domowe. Tula nie szanuje się jako gospodyni domowa, więc mija wejście do sklepu (…)” (s. 59) albo: „Wchodzi w końcu do domu bez większego planu, może posiedzi na dachu z papierosem i pomyśli o dziewczynie, może coś zje i zwymiotuje, rozrywkowe możliwości są nieskończone” (s. 119). Powracają poszczególne frazy, które w różnych kontekstach brzmią inaczej i często same siebie demaskują jako banały czy łatwe pocieszenia. A „Sorge” na szczęście nie lubi łatwych pocieszeń. Dużo tu też zwracania uwagi na to, że mamy do czynienia z opowieściami, zwłaszcza w otwarciu – w „Prologu, w którym kobiety chcą mówić” poszczególne wypowiedzi zaczynają się: „Mówi dziewczyna:” , „Mówi Tula:”, „Mówi Adela:”. Zresztą już takie wyróżnienie prologu i epilogu („Epilogu, w którym kobiety mówią”) akcentem na jawność struktury tekstu odsyła w rejony „ostentacyjnej” narracyjności.

Bawi się też Zielińska, znów jak zwykle, konwencjami. Czasem to kwestia czytelniczych skojarzeń, bo trudno nie pomyśleć choćby o Niobe, czasem wprost podanych intertekstów – jak nawracająca legenda o szczurołapie, „jądro ciemności” (s. 189) czy, chociaż to już w wywiadach, „Melancholia” Larsa von Triera (jakkolwiek ja myślałam może bardziej o filmie Jagody Szelc „Wieża. Jasny dzień”). Na końcu książki pojawia się lista wykorzystanych dzieł, a skojarzeń byłoby jeszcze więcej, jednak w tym przetworzeniu istniejących tekstów kultury Zielińska zawsze okazuje się „swoja własna”, wplata w tkankę „Sorge” to, co cudze, w taki sposób, że wzbogaca powieść, nie widać w niej sztuczności, wysiłku, szwów.

Jeśli, może trochę na siłę, szukać w nowej książce pisarki miejsc słabszych, to na pewno nie będzie ich dużo, ale mam wrażenie, że w kilku momentach uległa Zielińska pokusie ogólnych diagnoz społecznych, co widać w opisach miejsc – ogród zoologiczny, przystanek autobusowy i park jawią się jako palimpsesty polskich i zachodnich (unijnych) mentalności, a tym fragmentom bliżej do publicystyki. Lepiej, gdy Zielińska schodzi w głąb, w psychikę, historię, języki bohaterek i w to, jak projektują one siebie i swoje traumy na otoczenie.

***

„Sorge” to niekoniecznie jednorazowa lektura, uniwersalne wątki żałoby, winy i ograniczeń, zewnętrznych bądź wewnętrznych, podano tu bowiem niebanalnie, a dobry, rozpoznawalny styl, świadoma literackość i niejednoznaczność sprawiają, że najnowszą powieść Aleksandry Zielińskiej spokojnie można postawić obok „Bury i szału” i kiedyś do niej (a właściwie do obu) wrócić. Młoda autorka potrafi silnie intertekstualne, czasem jaskrawo formalne tworzywo nasycić emocjami, przez co „Sorge” nie tylko „na chłodno” imponuje warsztatem, ale też po ludzku intryguje i wciąga od pierwszej do ostatniej strony.
Aleksandra Zielińska: „Sorge”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2019 [seria: archipelagi].