Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (371) / 2019

Maja Baczyńska,

BUTOHPOLIS

A A A



Zdjęcie 1: Niesen/ Insomnia. Butoh: Anita Zdrojewska, music: Ruff Libner. Warsaw/ Poland, fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

Zaczęło się tak, jak większość prostych, ludzkich historii. Wybrałam się na teatralny spektakl znajomych z elementami tańca butoh, a potem na jeszcze jeden, tym razem na ulicy. W którymś momencie przypadkowo spotkałam na jamie bębniarskim tancerkę butoh i aktorkę-mima, Grażynę Chmielewską. Zapytałam ją, gdzie się człowiek uczy sztuki butoh, bo zupełnie nie wiem, a to bardzo ciekawe. Znałam interesujących ludzi, którzy w którymś momencie życia poświęcili się butoh i chciałam ich lepiej zrozumieć – co w butoh było takiego, że się nim zajęli. Dlatego chłonęłam wszystko, co mi opowiadała i zaczęłam wypatrywać warsztatów. W końcu znalazłam, na początek w Butohsferze. Dowiedziałam się na nich, że butoh to kontrkulturowa forma tańca, jaka narodziła się w końcu lat 50., związana głównie z Japonią, ale czerpiąca z kultury Wschodu i Zachodu.

Na pierwszych warsztatach towarzyszyły mi odczucia dość dziwne, czułam się jakbym płynęła pod wodą. Kiedy ich inicjatorka Anita Zdrojewska pokazała mi wydaną przez siebie książkę „Świat butoh Kazuo Ohno”, wpatrywałam się w jej piękną okładkę z rosnącą fascynacją. Książka po otwarciu przypadkowo otworzyła się na wierszu o motylu przepływającym pod powierzchnią oceanu, potraktowałam to jako dobry znak i odtąd zaczęłam na warsztaty przychodzić mniej lub bardziej regularnie. Wraz z japońskimi prowadzącymi (m.in. Takao Kawaguchi, Tetsuro Fukuhara, Ken Mai) tańczyliśmy nie tylko w salach tanecznych, ale także na warszawskich podwórkach. Intuicyjni do granic. Aż wreszcie przyszedł czas Butohpolis. I Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Butoh, zorganizowanego przez Stowarzyszenie „Akademia Umiejętności Społecznych” oraz Teatr Limen Butoh. Oniemiałam, zasłuchana w „oddychające” didgeridoo Ruffa Libnera, który – w otwierającym spektaklu „Niesen/ Insomnia”, rozgrywającym się w tajemniczej, „pustynnej” przestrzeni wyobraźni – towarzyszył tańczącej Anicie Zdrojewskiej, której działania niegdyś tak mocno zanurzyły mnie w świat butoh. Taki, jakim ja go widziałam. Bo w końcu: „Każdy z nas rodzi się razem z całym swoim światem i umiera razem z całym swoim światem, ponieważ każdy nosi w sobie swój własny, całkowicie osobisty świat” (Roshi Kodo Sawaki).



Zdjęcie 2: Niesen/ Insomnia. Butoh: Anita Zdrojewska, music: Ruff Libner. Warsaw/ Poland, fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

„Jesteś sobą i zarazem masz w sobie tygrysa. W Twoim DNA jest każde stworzenie tego świata. Ciało nie należy do nas, jest darem” – powiedział mi kiedyś w wywiadzie dla magazynu Presto. Muzyka Film Sztuka zjawiskowy tancerz butoh Atsushi Takenouchi. Jego spektakl „Objęcie” z muzyką Hiroko Komiyi na długo zapadł mi w serce. Wspólnie stworzyli przestrzeń, w której mniej lub więcej intensywne poruszenia przesuwały się wzdłuż niewidzialnej, cienkiej linii pomiędzy artystami a odbiorcą. Z zachwytem patrzyłam na obsypanego czymś przypominającym mąkę Takenouchiego i zasłuchiwałam się w dźwiękach mis, perkusjonaliów oraz delikatnego głosu Hiroko, wymieszanych z wkomponowanym we wszystko równie subtelnym brzmieniem nagranej rzeczywistości. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że i ja któregoś dnia zagram pewnemu tancerzowi butoh na misach i że zaśpiewam, szukając w sobie całkiem nowych środków wyrazu.



Zdjęcie 3: Podzielenie (się)/ Sharing (oneself). Butoh: Krzysztof Jerzak (Krakow/ Poland), music: Maja Baczyńska (Warsaw/Poland ). fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

Propozycja współpracy przy spektaklu „Podzielenie (się)” Krzysztofa Jerzaka spadła na mnie dość nieoczekiwanie w szczególnym momencie mojego życia i z początku zastanawiałam się, czy to nie jest jakiś kolejny przedziwny butoh-sen. Kilka dni, może tygodni wcześniej planowałam wybrać się na warsztaty Krzysztofa, ale zatrzymał mnie nieprzewidziany bieg wydarzeń i – mimo żalu – nie dotarłam. A tu nagle cały spektakl do zagrania! Albo raczej bycia zagraną, podobnie jak i tancerze butoh mówią o sobie, że są „tańczeni”. Jak wielu z nas mogłoby powiedzieć, że np. nie idą, a ktoś nimi „idzie”? Ja powiem. A skąd wiem? Wcale nie wiem. Tak „śnię”.



Zdjęcie 4: Podzielenie (się)/ Sharing (oneself). Butoh: Krzysztof Jerzak (Krakow/ Poland), music: Maja Baczyńska (Warsaw/Poland ). fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

Często zastanawiam się, jak duże znaczenie dla tancerza butoh może mieć muzyka, która mu towarzyszy. A może mogłoby jej nie być wcale, skoro wszystko w tej performatywnej sztuce jest bardziej medytacją i procesem, raczej pozbywaniem się czegoś niż zyskiwaniem, przyjmowaniem niż wyrażaniem, a może nawet żadną z tych rzeczy, bo przecież wnętrze każdego tańczącego to cały ocean, którego nie da się nazwać, zamknąć w słowach. Grając, wiesz więc, w których miejscach i dlaczego jesteś, podążasz za ruchem, ale jednocześnie otwierasz się na to, co nieznane. Grając smyczkiem na dźwiękowych misach, loopując ścieżki wokalne czy wystukując nieprzewidywalny rytm na drewnianej figurce żółwia (która nie tyle jest dobrym duchem, co źródłem niebanalnych efektów akustycznych!), nie planowałam, dokąd mnie to wszystko zaniesie. Swoją podróż dedykowałam podróży tancerza, w ten sposób ta podróż stała się wspólna, ale nawet mimo scenicznej bliskości, własną perspektywą „słyszenia” podzielić się nie da, nawet z najbardziej zasłuchaną widownią, wśród której jesteś wdzięczny za choćby jednego poruszonego człowieka.



Zdjęcie 5: Szczeliny istnienia. Pieśń semi/ Crevices of Existence. Song of Semi. Butoh: Sylwia Hanff, music: Pierre Boewillwald. _fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

Czasem zresztą estetyka butoh może być dla kogoś nie do zniesienia. Ale jeśli nie pozostawia cię obojętnym – spektakl tak czy inaczej warto było zobaczyć. Dyrektorka artystyczna Butohpolis, Sylwia Hanff zajmuje się butoh od ponad dwudziestu lat i wprost mówi, jak niejednoznaczna dla wielu jest to „przygoda”. W opisie swojego tajemniczego spektaklu „Szczeliny istnienia. Pieśń semi” do muzyki Pierre’a Boewillwalda inspirowała się poezją, która może zaprowadzić ku wielu, zaskakującym skojarzeniom: Imagine the Abstract being played in the G majordeep space black with flashes of darkerblackness pornographic obscenity imagined experienced totality Blackness light-years Between stars. Również sam Pierre Boewillwald to postać nietuzinkowa – francuski kompozytor, pionier muzyki elektroakustycznej, a w zakresie muzyki elektronicznej kształcił się u samego Pierre’a Schaeffera w Konserwatorium Paryskim!



Zdjęcie 6: Szczeliny istnienia. Pieśń semi/ Crevices of Existence. Song of Semi. Butoh: Sylwia Hanff, music: Pierre Boewillwald. _fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

O tym, że butoh zostaje z człowiekiem na całe życie i uaktywnia się w różnych momentach, opowiadała w dyskusji festiwalowej także tancerka butoh, Magdalena Jakubów. Pomysł na spektakl „Domy obecności. Anamnesis” długo w niej dojrzewał, nim odnalazł swój sceniczny wyraz, a i to oznacza dla niej zaledwie początek nowej artystycznej drogi. Pytanie o tożsamość jest czymś, co się w sobie ma lub nie, a pewnych pytań nie sposób pozostawić bez odpowiedzi. Tak rozpoczyna się proces twórczy.



Zdjęcie 7: Domy obecności. Anamnesis/ Houses of Presence. Anamnesis. Butoh: Magdalena Jakubów Warsaw/ Poland_fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

Może dlatego spektakl „Czerwony księżyc” Maruski Ronchi przybrał odważną, hinotyzującą formę. Jego założeniem była rytualna „impresja” o kobiecych energiach, związana z cyklami księżyca. Na scenie tancerka zagłębiła się w podświadomość, by przywrócić publiczności archetypowe obrazy.



Zdjęcie 8: Czerwony Księżyc/ Red Moon. Butoh: Maruska Ronchi (Milano/ Italy)_fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

…zaś ostatni z prezentowanych na festiwalu spektakli, „Schizofrenie”, pozostawił w zebranych nienazwany niepokój. Valentin Tszin w rytm beatów i ambientów improwizującego muzyka Daniela Williamsa przemieniał się groźnie i wielokrotnie, był zwierzęcy, był desperacki, był szalony i… zupełnie zwykły, jakby „szary”, dobrze znany. Jakby był jednym z nas, mimo tylu twarzy.



Zdjęcie 9: Schizofrenie. Dance: Valentin Tszin, Sound: Daniel Williams_fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

Czym jest butoh? Jak „uchwycić” butoh w obiektywie? O tym opowiadała podczas festiwalu m.in. autorka prezentowanych audiowizualnych prac, a zarazem dyrektorka artystyczna i producent Butoh Encounters Karolina Bieszczad-Roley. Niegdyś nie odnalazła w sobie duszy tancerki, a jako fotografka i badaczka czuła niedosyt, widząc efekty swojej pracy. Zrozumiała wówczas, że w doświadczeniu butoh bardziej chodzi o proces, niż o efekt właśnie. O bycie, nie o to, co pozostanie. Wyczuwam na pozór ukryty przekaz jej słów. Realizując w przeszłości swój autorski spektakl, „Motyl i wilk”, prosiłam tancerkę butoh, Annę Juniewicz, żeby tańczyła swoje, że mam do niej pełne zaufanie, a plan to tylko punkt wyjścia. Ale oczywiście to jedynie Twój wybór, komu na scenie zaufasz i czy usiądziesz na widowni, czy na niej w ogóle pozostaniesz.



Zdjęcie 10: Schizofrenie. Dance: Valentin Tszin, Sound: Daniel Williams_fot. Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.

Fotorelacja: Sylwia Zawadzka LIGHTQUEST.



"Butohpolis. I Międzynarodowy Festiwal Sztuki Butoh". 26-27 kwietnia 2019.

https://www.facebook.com/Butohpolis-International-Butoh-Art-Festival-567049183799890/



PROJEKT WSPÓŁFINANSOWANY PRZEZ M. ST. WARSZAWA

ORGANIZATOR:

Stowarzyszenie „Akademia Umiejętności Społecznych”

Teatr Limen Butoh

WSPÓŁPRACA:

Teatr Akt

BUTOHSFERA

HONOROWY PATRONAT

Instytutu Muzyki I Tańca #TańczMy  

PATRON MEDIALNY

Portal taniecPOLSKA.pl

Centrum Sztuki Tańca w Warszawie