Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (372) / 2019

Magdalena Piotrowska-Grot,

MARTWY WIELORYB Z WĘDZIDŁEM (MAGDALENA BAUCHROWICZ-KŁODZIŃSKA: 'JONASZ W BRZUCHU WIELORYBA', MAREK BERNACKI: 'TROPIENIE MIŁOSZA', KARINA JARZYŃSKA: 'LITERATURA JAKO ĆWICZENIE DUCHOWE')

A A A
Czy o klasykach – obecnych wyraziście w naszej kulturze, świadomości odbiorców, przede wszystkim w stanie badań – można i powinno się dziś rozmawiać? Rozmowa o każdej poszczególnej książce powinna być rozmową nie tylko o jednostkowym literackim zdarzeniu, ale także o kontekście i procesie, który doprowadził do takiego, a nie innego kształtu danego dzieła sztuki (taka dobra praktyka osadzenia dzieła w procesie nie powinna dotyczyć jedynie literatury). Nie chodzi mi jednak tylko o miejsce książki (zostańmy już w polu literackim) w procesie historycznoliterackim, nie zamierzam przywoływać wszystkich do porządku diachronii i synchronii czy innych, umówmy się, uchodzących dziś za anachroniczne teoretycznych konstruktów.

Chodzi mi zwyczajnie o zdrowy rozsądek czytelnika, który powinien wiedzieć, że dana powieść, forma poetycka czy nowoczesne rozwiązania graficzne nie wyrastają z nicości, wiedzieć, co przetwarzają, przeciwko czemu występują, co pragną zdekonstruować lub jakie formy czy treści, twórczo czy też odtwórczo, naśladują. Dlatego klasyków znać warto, choćby po to, by wiedzieć dlaczego właśnie klasykami ich mianujemy; jeśli zaś ich odrzucamy, to dobrze byłoby mieć świadomość, gdzie owo źródło nieprzystawalności do naszego światopoglądu leży. Jednym z takich klasyków, przez jednych uwielbianym (za wszechstronność, niezwykłą erudycję, badanie esencji świata, złożoność), przez innych zdecydowanie dyskredytowanym (w niemożności zaakceptowania moralizatorskiego tonu, negatywnego stosunku do nowoczesności, obiekcji wobec awangardy, miejsca estetyki czy „sztuki czystej” w poezji twórców pomodernistycznych) jest Czesław Miłosz. Powodów niezwykle antynomicznej recepcji twórczości Miłosza przez kolejne pokolenia twórców i czytelników jest bodaj więcej niż jego dzieł. Nawet kiedy wydaje się, że polska literatura jakoś uwolniła się od sporu o klasyków, sporu o Miłosza, Herberta czy choćby Mickiewicza (zestaw nazwisk zdecydowanie nie jest przypadkowy), to konflikt ten odżywa, w różnych, nieraz niespodziewanych, ogniskach zapalnych współczesnych debat o literaturze.

Ktokolwiek zapoznawał się bliżej z twórczością Miłosza, wie doskonale, że nie tylko dzieł w owym dorobku sporo. Przede wszystkim niemalże toniemy w ilości odczytań, interpretacji, glos, zestawień, syntez. Właściwie każdy znany badacz literatury ma za sobą mniejszy lub większy epizod związany z dziełami autora „Kronik”. Trudno też, żeby zabrakło w tym względzie pola do popisów krytyków i historyków literatury, skoro mamy do czynienia z pisarstwem o bardzo długim trwaniu i różnorodności – poezja, powieści, eseje, rozprawy, listy, podręczniki. Słowem, jest w czym wybierać.

Temat na osobną rozprawę stanowi pytanie: czy warto, wobec ogromu omówień i jej pewnego zdezaktualizowania, wciąż sięgać do tej twórczości? Czy i jakie pożytki mogłoby to przynieść badaczowi, czytelnikowi, współczesnej kulturze? Temat ten łączy się z ogromną i niezwykle rozgałęziającą się debatą o uniwersalności literatury, elastyczności dzieł wobec nowoczesnych teorii, metodach czytania, strategiach lekturowych. Nie odpowiemy sobie na to pytanie ani na przestrzeni tego krótkiego omówienia, ani na forum wielu, aktualnych wciąż, polemik i dyskusji.

Miłoszologia nie narzeka na brak publikacji. Tylko w ostatnich miesiącach pojawiły się przynajmniej trzy książki krytyczno-analityczne poświęcone w całości twórczości Miłosza. Jedną z nich opublikowano w Wydawnictwie Naukowym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, dwie wydane zostały nakładem Wydawnictwa Universitas.

„Jonasz w brzuchu wieloryba. Czesław Miłosz wobec nowoczesności” to książka poświęcona przede wszystkim odtworzeniu stosunku Miłosza do kategorii nowoczesności i pewnych określonych jej konstruktów czy przejawów. Autorka – Magdalena Bauchrowicz-Kłodzińska – zdaje sobie sprawę z karkołomności swojego przedsięwzięcia. Twórca „Pieska przydrożnego” z ową kategorią, czy właściwie figurą nowoczesności, zmagał się niemal przez całe swoje życie i przejawy jego, niejednorodnego i zmieniającego się na przestrzeni lat, podejścia do różnych projektów nowoczesności rozpisane są w bardzo wielu dziełach literackich. Tak rozproszone myśli trudno zebrać, a niemal niemożliwe wydaje się całościowe i kreatywne przeanalizowanie owego zbioru. Autorka wybiera właściwie te opinie, które Miłosz wyraził w książkach „Abecadło” i „Legendy nowoczesności” (choć pojawiają się oczywiście nawiązania i cytacje z innych książek oraz listów noblisty, na przykład do Thomasa Mertona).



Owo rozumienie nowoczesności niestety autorka bardzo upraszcza, rozmywa w definicyjnym uogólnieniu, upłynnia, podążając za cytowanym przez nią Zygmuntem Baumanem. Zarys rozumienia owego terminu Bauchrowicz-Kłodzińska przedstawia, obudowując odpowiednim dyskursem nawarstwiających się pojęć, odwołuje się do źródła w postaci pism Hegla, ale ów wstęp wyraźnie sprofilowany został pod określony sposób przeprowadzania późniejszych analiz. Oczywiście następnie, znanym nam już tropem, Buchrowicz-Kłodzińska pisze o wszechobecnym „kryzysie”, który ową nowoczesność znamionuje. Na wielu stronach pierwszego rozdziału książki autorka rozprawia się z głosami Baumana, Àgnes Heller, przychodzi czas na „zmierzch Europy”, zreferowane zostają więc rozważania Marii Janion, Przemysława Czaplińskiego, a dopiero na 73 stronie książki pojawiają się bardzo zsyntetyzowane wnioski wyciągnięte z głosu samego Miłosza. Rozumiem potrzebę napisania rozbudowanego wstępu, natomiast nie do końca rozumiem w tak pomyślanej książce gest wyrugowania z owych rozważań literatury. Zwłaszcza że w momencie, w którym autorka książki oddaje owej literaturze głos, to wywód po prostu staje się ciekawszy, spójniejszy, bardziej przekonujący niż referowanie po raz kolejny znanych większości czytelników rozpraw i treści debat, które dotyczyły zagadnień płynnej nowoczesności, aktualności, uniwersalności literatury i jej społecznego zaangażowania. Nie mam absolutnie niczego przeciwko teorii, uważam, że dobrze w niej osadzone, sprofilowane przy jej pomocy myślenie powinno stanowić podstawę napisania książki naukowej, wolę jednak ową teorię zobaczyć w działaniu, nie zaś w samym geście zreferowania, które skazuje ją na uproszczenia.

Najciekawszą częścią tego rozdziału jest krótka „Coda”, nie sposób nie zgodzić się z jej zdaniem wprowadzającym: „Otóż, z punktu widzenia zasadniczych rozpoznań poety, dotyczących ontologiczno-egzystencjalnego statusu jednostki w świecie nowoczesnym, Miłosz uznałby zapewne wymienione strategie obojga myślicieli, Heller i Baumana, istotnie za naiwne w tym sensie, w jakim miałyby one wyzwolić nas od nowoczesności, a więc przekreślić ją, unieważnić, zniwelować” (Bauchrowicz-Kłodzińksa 2018: 83).

Następnie w książce zamieszczone są kolejne rozdziały, które w pewien sposób stanowią część analityczną, po każdym pojawiają się cząstkowe wnioski. Owe analizy, poprawne, miejscami ciekawe, niestety nie pozostawiają czytelnika z wrażeniem, że dowiedział się czegoś nowego. Książka spełnia kryteria dobrej syntezy, zbiera głosy rozproszone po twórczości Miłosza, ale rozważa je na poziomie dużej ogólności. Pewną nowością zdaje się być rozdział poświęcony miejscu myśli protestanckiej w pismach autora „Doliny Issy”, nie zostaje jednak wystarczająco rozbudowany, pozostawia wrażenie niedosytu, brak przekonania, że faktycznie tych literackich przesłanek wystarczy do wysnucia wniosku, że ów protestantyzm miał dla myśli Miłosza istotne znaczenie. Z interpretacjami autorki zamieszczonymi w tej części książki można, a nawet w wielu miejscach należy wejść w polemikę, nie sposób jednak odmówić im pewnej oryginalności. W myśleniu o nowoczesności, przyglądając się swoim współczesnym, Miłosz poświęcił mnóstwo uwagi duchowości i zmieniającej się religijności współczesnej.

Z tym wnioskiem koresponduje książka Kariny Jarzyńskiej, poświęcona przejawom postsekularyzmu w twórczości, co ważne – w równym stopniu w poezji i prozie – Miłosza. Swoją drogą, prace Jarzyńskiej i Bauchrowicz-Kłodzińskiej łączy zagadnienie kategorii nowoczesności, wedle odczytań Jarzyńskiej poeta jest jednak wobec niej mniej wrogi, niż jawi się to w książce „Jonasz w brzuchu wieloryba”. Owa zmiana lekturowego spojrzenia wynika właśnie z przyjęcia postsekularnej perspektywy. „Literatura jako ćwiczenie duchowe” to książka niezwykle spójna, przemyślana, przede wszystkim rezygnująca z klasycznych odczytań, zmieniająca lekturową strategię wobec dzieła Miłosza. Autorka, choć ewidentnie wyrasta ze szkoły hermeneutycznej, nie boi się sięgać po inne rozwiązania metodologiczne, Najciekawszy pod tym względem zdecydowanie jest rozdział poświęcony nieco innemu, usytuowanemu obok głównego tematu publikacji, odczytaniu duchowego podłoża „Zniewolonego umysłu”. Jarzyńska demaskuje, w sposób oryginalny i zajmujący, korelacje polityczności i religijności właśnie na podstawie dzieła Miłosza, poszerzając znacząco semantyczną i społeczną perspektywę odbioru tej książki. Na przykładzie tego utworu autorka przedstawia proces sekularyzacji (specyficznej, nie zawsze wymuszanej przez polityczny reżim – raczej przygotowującej dla owej władzy podatny na ideologię grunt), który jest przecież nieodzownym wstępem do postsekularyzmu: „Co więcej, jego [Miłosza – M.P.-G.] refleksja nad pożądanymi strategiami stawiania oporu obcej władzy i wiedzy połączona jest z wyjściem poza perspektywę świecką, przez co rozumiem krytyczną refleksję nad miejscem religii w budowaniu tożsamości, a także postrzeganie charakteru tych wysiłków jako w istocie metafizycznego” (Jarzyńska 2018: 155).



Jeżeli jednak ktoś śledzi publikacje dotyczące twórczości autora „Rodzinnej Europy”, wie doskonale, że jej postsekularne odczytania pojawiają się od dawna. Nurt ten zapoczątkowała sama Jarzyńska, artykułem opublikowanym w „Tekstach Drugich” w roku 2012 – „Postsekularyzm – wyzwanie dla teorii i historii literatury (rozpoznanie wstępne)”. Dla tych literaturoznawców, którzy ów postsekularyzm „kupili”, zrozumieli po swojemu, nieco zmodyfikowali, z różnym dla owej perspektywy badawczej skutkiem, Miłosz był naturalnym i podstawowym właściwie kierunkiem. Duchowość odzwierciedlona w jego twórczości okazuje się wyraziście postsekularna – nie znika wraz z brakiem zaufania do religijnych instytucji, nie ogranicza się do żadnego systemu, poszukuje nowych formuł mówienia o niej, przede wszystkim zaś dekonstruuje i uwidacznia różne formy kryptoteologiczne. Książka byłaby moim zdaniem niezwykle innowacyjna i zdecydowanie odświeżyłaby spojrzenie badaczy na literaturę współczesną, gdyby opublikowano ją trzy, cztery lata temu. Teraz przypada jej, równie może ważna, rola pewnego syntetyzowania i wstępnych podsumowań.

Na początku Jarzyńska dokonuje rewizji stanowisk i zbiera wszelkie możliwości postsekularnego czytania. Wstępne rozdziały książki uświadamiają więc przede wszystkim skalę zjawiska i to, że postsekularyzm jako metoda lektury, a także specyficzny rodzaj myślenia o sztuce i jej powiązaniach z codziennością, pozwala osiągnąć niezwykłe rezultaty badawcze. W rozdziałach poświęconych czytaniu, podejmującemu postsekularny trop, czyli w analizach i interpretacjach, należy dostrzec przede wszystkim holistyczne spojrzenie autorki na dzieło Miłosza, nie tylko swobodę operowania słownikiem teoretycznym, ale przede wszystkim znajomość miłoszowego uniwersum. Jarzyńska odkrywa literaturę, która zmusza do krytycznego namysłu nad współczesnością, konsoliduje wiele, pozornie odległych od siebie, zjawisk kulturowych. Dla mnie, osoby, której bliskie jest właśnie takie czytanie twórczości Miłosza, książka ta wnosi nowe wartości i otwiera kilka wciąż aktualnych tematów, zbiera i rewiduje ważne stanowiska, czyta krytycznie i ze swoistym badawczym zaangażowaniem, nie obawiając się przy tym nieco zdjąć Miłosza z piedestału, na którym przez wielu jest stawiany i niejednokrotnie przez to odczytywany mylnie czy wybiórczo.

Wydawnictwo Universitas proponuje nam jeszcze jedną książkę dotyczącą twórczości Miłosza – „Tropienie Miłosza. Hermeneutyczna »bio-grafia« poety” Marka Bernackiego. Książka jest hermeneutyczna – nie ma co do tego żadnych wątpliwości – i widać w niej doskonale, że Bernacki uważa tę metodę czytania tekstów Miłosza bodaj za jedyną słuszną. Nie należę do przeciwników hermeneutyki, uważam, że zastosowana w odpowiedni (twórczy, a nie odtwórczy) sposób przynosi jako strategia lektury niezwykłe efekty; nie uważam też, że polscy badacze literatury potrafili od niej całkowicie odstąpić, jej elementy są widoczne nawet w tych pracach, które się od niej całkowicie odżegnują. Nie jestem jednak fanką hermeneutyki uproszczonej i siłą rzeczy nieco upraszczającej odczytanie tekstów literackich, zwyczajnie do tego tekstu i kilku kontekstów oczywistych się ograniczającej.



Tytułowa formuła tropienia nie została więc według mnie w pełni przez autora wykorzystana, książka bowiem pokazuje nam twórczość Miłosza w sposób znany, nie odkrywa przed nami czegoś nowego. Pisarz jawi się w tej pracy tak, jak został już dawno zaklasyfikowany przez Arenta van Nieukerkena, czyli jako poeta w przewadze metafizyczny. Nie dyskredytuję takiego odczytania, uważam jednak, że jest ono niepełne i odkrywa jeden tylko z aspektów tej twórczości, jeden z jej etapów, który u Miłosza zmieniał się i ewoluował, nie pozostał też nigdy jednoznacznie dominujący.

Bernacki nie zaskakuje nie tylko metodologicznie, książka okazuje się bowiem zbiorem tekstów niemal w całości nam znanych, to zbiór przedruków. Są one oczywiście dobrze skomponowane, publikacja stanowi mniej lub bardziej spójną całość, dominuje w niej hierarcha historyczna, a w związku z tym geograficzna. Zależność zmienności w dziele Miłosza od przestrzeni, w której twórca się w danym czasie znajdował, jest dobrze w książce sfunkcjonalizowana, nie wydaje się jednak niczym zaskakującym. Nie bardzo rozumiem zastosowanie wydzielenia przedrostka „bio-” w tytule książki – autor nie porusza się bowiem ani w strefie biopoetyki, ani biopolityki, czy biologii w ogóle. Wątki te prześwitują przez główne tematy poruszane w książce, ale niestety nie zostały praktycznie w ogóle podjęte próby ich zgłębienia, a z takiej lektury dzieł Miłosza, właśnie na owo „bio-” nastawionej, mogłoby moim zdaniem wiele wyniknąć.

„Tropienie Miłosza” porządkuje pewną wiedzę, którą przez lata wypracowano w ramach studiów nad twórczością noblisty, nie odświeża jej w żaden sposób, odczytania są właściwie dość statyczne, nie przynoszą nowych rozwiązań; okazuje się po prostu kolejną syntezą, uogólniającą pewien zasób omówień, wybranych możliwości interpretacyjnych, wniosków.

Czytelnik może zapoznać się więc z trzema kolejnymi omówieniami twórczości autora „Zdobycia władzy”, które łączy nie tylko postać głównego bohatera rozważań, ale przede wszystkim jego stosunek do współczesności. Nie ma w tym nic dziwnego – Miłosz był jej wytrawnym obserwatorem, nieraz niezwykle krytycznym. Przedstawione publikacje dzieli metodologia, sposób sfunkcjonalizowania podjętej problematyki, stosunek do postaci twórcy i kategorii podmiotu.

Wielość wątków, różnorodność poglądów i semantyczna warstwowość cechująca twórczość Miłosza, przede wszystkim zaś ciążący na niej bagaż ogromu odczytań, to dla osób, które podejmują wyzwanie dalszego komentowania, ogromne obciążenie i odpowiedzialność. Naprawdę warto dobrze przemyśleć wybór przedmiotu badań. Nie, nie można zrezygnować z nowych, najlepiej nowatorskich, odczytań twórczości klasyków, należy dekonstruować i rozbijać kanon myślenia o danym autorze – to nie tylko rozwija samego badacza, lecz przede wszystkim może stanowić niemały wkład w rozwój kultury w ogóle. Innowacja zdaje się jednak być w tym przypadku słowem kluczem. Pojawiły się bowiem książki wydane w bardzo krótkim czasie, z których tylko publikacja Kariny Jarzyńskiej naprawdę wyłamuje się ze schematów myślenia o dziełach Miłosza i jest pracą, w moim odczytaniu, bardzo wartościową. Wszystkie trzy publikacje mają oczywiście swoje mocne strony. Problem stanowi jednoczesność ich pojawienia się, ogrom opracowań, który zwykle generuje zauważalne braki w bibliografii i powtarzanie treści, wynikające z badawczego imperatywu przytoczenia różnych stanowisk. Miłoszologia cierpi wyraźnie na przesyt i nie chodzi nawet o liczbę publikacji, a o niemożność wyjścia poza schemat, co niezaprzeczalnie unaocznia porównanie książek Bauchrowicz-Kłodzińskiej, Jarzyńskiej i Bernackiego.

Czytanie i omawianie klasyków, obecnych nie tylko w literaturoznawczych badaniach, ale przede wszystkim w społecznej świadomości, jest konieczne choćby po to, by ich twórczości nie zdominowały i nie zagarnęły jednostronnie jakiekolwiek dyskursy. Literatura żyje, zmienia się wraz ze swoimi czytelnikami, zamknięcie jej w określonych ramach jedynych słusznych interpretacji to akt specyficznej symbolicznej przemocy, czy wręcz uśmiercanie owego tworu. Ciągłość odczytań jest koniecznością – należałoby jednak zadbać o ich oryginalność i nieschematyczność.

Magdalena Bauchrowicz-Kłodzińska: „Jonasz w brzuchu wieloryba. Czesław Miłosz wobec nowoczesności”. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2018.
 
Marek Bernacki: „Tropienie Miłosza. Hermeneutyczna „bio-grafia” poety”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2019 [seria: Modernizm w Polsce].
 
Karina Jarzyńska: „Literatura jako ćwiczenie duchowe. Dzieło Czesława Miłosza w perspektywie postsekularnej”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2018 [seria: Modernizm w Polsce].